SERYJNY MORDERCA MAŁŻEŃSTW?

 We wrześniu 1994 roku w podwarszawskim Milanówku giną od strzałów tuż przed  swoim  domem Kamila i Adam Krawczykowie.  Morderca do dziś pozostaje nieznany, a prokuratura umorzyła śledztwo w kwietniu tego roku.  Dziwnym zbiegiem okoliczności, sprawa wiąże się z Piotrem B., przeciwko któremu toczy się w tej chwili  proces związany ze  zniknięciem innego małżeństwa z Milanówka, i podżeganiem do zabójstwa ich synów.

 Śledztwo w sprawie morderstwa Adama i Kamili Krawczyków, którzy dziewiętnaście lat temu zginęli od strzałów z pistoletu przed własnym domem, zostało umorzone w kwietniu 2013 roku. To kolejne umorzenie sprawy z 1994 roku, bo nie znaleziono  wystarczających dowodów. Mimo to prokurator, który prowadził sprawę, podkreśla, że gdy tylko pojawią się nowe dowody, postępowanie zostanie wznowione.

2
Zdaniem policji z takiej broni strzelano do Krawczyków/ fot. policja

Umorzenie nie oznacza, że przestajemy się interesować tą brutalną zbrodnią – tłumaczy  prokurator Robert Makowski z Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

Na razie jednak brakuje przekonujących dowodów, aby kogoś obciążyć tymi zabójstwami, choć tutaj pojawia się nazwisko Piotra B., który teraz odpowiada przed sądem za podżeganie do zabójstwa małżonków Elżbiety i Wiesława Drzewińskich oraz ich dwóch synów, także z Milanówka. Powodem miało być przejęcie willi Chimera, o którą wiele lat toczył się spór pomiędzy B. a małżonkami.

Prokuratura nie potwierdza, czy Piotr B. jest powiązany ze sprawą Krawczyków. Natomiast  wiadomo, że był  ich znajomym, a po ich śmierci kupił należącą do nich nieruchomość.

Wojna o drzewa

 Kamila i Adam Krawczykowie prowadzili – w opinii sąsiadów – spokojne życie, choć mieli nieco odmienne  charaktery. Ona cicha urzędniczka, pracująca na poczcie, budziła sympatię sąsiadów, on  był postrzegany trochę inaczej.

Choć o zmarłych nie powinno się źle mówić, to on czasami zadzierał nosa i potrafił  od czasu do czasu o coś się z kimś pokłócić.  Ale każdy go tu znał i był przyzwyczajony do jego zachowań. Miał po prostu taki porywczy charakter, ale nie był złym człowiekiem – mówi sąsiad zmarłych małżonków.

Krawczykowie Piotra B. poznali przy sprzedaży części swojej działki. B. kupił ją od nich,  a potem wyciął drzewa należące do ich części. Od tego zaczęło się między nimi psuć. Małżonkowie zgłosili wycinkę odpowiedniej instytucji i B. musiał zapłacić nałożoną karę pieniężną.

Zadzierać z nim mało kto chciał, bo ludzie zwyczajnie się go bali. Prowadził jakieś biznesy, miał wiele znajomości i opinię twardego, bezwzględnego człowieka – opowiada jedna z osób, która znała B. Być może Krawczykom  imponowało to, że ich nowy znajomy  jest taki przedsiębiorczy, bo im to akurat nie wychodziło.

Krawczyk próbował rozkręcić kilka interesów, ale bez skutku. W końcu przed samą  śmiercią wpadł na pomysł, aby wraz z żoną otworzyć hurtownię i sklep z zabawkami. Niestety już nie zdążyli.

24 września 1994 roku między Adamem Krawczykiem a  Piotrem B. doszło do ostrej kłótni, którą słyszał jeden z sąsiadów.

Krawczyk ze wzburzeniem wykrzykiwał, co myśli na temat Piotra  B.,  a  emocje poniosły go tak bardzo, że nie przebierał w słowach. Widać było, że te słowa  bardzo dotknęły B., bo był blady i wściekły – mówi mężczyzna z sąsiedztwa.

Zastrzelił i odszedł

 Tego samego dnia wieczorem Krawczykowie odwiedzili swoich znajomych. Pojechali  tam i wrócili samochodem. Pod dom zajechali prawie przed północą.  Krawczyk  wysiadał  z auta, bo chciał otworzyć bramę  i w tym momencie  dostał kilka strzałów z pistoletu w okolice brzucha i klatki piersiowej. Był w szoku i nadal żył, próbował uciekać na bok i po kilku krokach upadł. Jego żona, która była świadkiem całego zdarzenia,  na przekór logice wysiadła z samochodu i próbowała iść  przed siebie. Po chwili dostała strzał i upadła.

Jak ustalili śledczy, zabójca podszedł do kobiety i strzelił jej jeszcze w tył głowy.  Odgłos pistoletu słyszał dwunastoletni syn Krawczyków, który wybiegł z domu i zobaczył leżących rodziców. Na szczęście do niego nikt nie strzelał. Matka chłopca zginęła na miejscu, ojciec zmarł po dziesięciu dniach w szpitalu, nie odzyskując przytomności.

Choć było ciemno, zabójcę widziało kilka osób z sąsiedztwa. Zeznali, że był wysoki, szczupły i miał zakrytą twarz. Prokurator  Robert Makowski podaje,  że  po oddaniu strzałów  sprawca opuścił miejsce powolnym krokiem, tak, jakby niczego się nie bał i wiedział, gdzie iść.

Jak ustaliła policja, morderstwo nie miało nic  wspólnego z kradzieżą,  ani porachunkami ze strony grup przestępczych. B. był podejrzany w pierwszej kolejności, ale przeszukanie jego domu nic nie dało, bo nie znaleziono tam żadnego dowodu. On sam wydawał się być zdziwiony i zeznał, że jego spór z Krawczykami to jeszcze nie powód, aby miał ich zabijać. Jednak znalazł się świadek, który zeznał, że B. wspominał  mu o „zlikwidowaniu” Krawczyków, miał też pokazać mu broń, którą się posłuży.

Seryjny morderca?

 To jednak nie był wystarczający dowód na to,  aby obciążyć go morderstwem. Śledztwo zostało  umorzone po sześciu miesiącach od zabójstwa, z powodu nie wykrycia sprawcy, i  zostało wznowione dopiero po siedemnastu latach. Sprawą na nowo zajmuje się  Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

Dom Krawczyków – przed którym ich zastrzelono – dość długo stał pusty, choć po ich śmierci zamieszkała  w nim  babcia opiekująca się osieroconym dwunastoletnim  wnuczkiem.  Nie zostali tam długo, bo bali się tam mieszkać. Po ośmiu latach dom został sprzedany przez dorosłego już syna Krawczyków, a kupił go Piotr B.

Obecnie przeciwko Piotrowi B. toczą się sprawy związane ze zniknięciem małżeństwa Drzewińskich z Milanówka. Świadek zeznał, że B. namawiał go do zabójstwa małżonków, bo chciał przejąć ich willę, a po ich tajemniczym zniknięciu podżegał do zabójstwa ich dwóch synów.

Piotr B. nie przyznaje się  do winy, tak samo jak w przypadku małżeństwa Krawczyków.

Morderstwo tych drugich do tej pory pozostaje niewyjaśnione. Podobnie jest ze sprawą Drzewińskich, którzy wiele lat temu zginęli bez śladu, a ich ciał nigdy nie odnaleziono. Choć w tej sprawie udało się ruszyć śledczym do przodu, a Piotrowi  B. grozi dożywocie za samo podżeganie do zabójstwa.

Aneta Dzich

Reporter 2013 rok

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*