MORDERCY, KTÓRZY NIE CHCIELI ZABIĆ?

Chomęciska Małe to licząca niespełna 700 mieszkańców miejscowość pod Zamościem. W niedużych zamkniętych społecznościach trudno o anonimowość. Ludzie na ogół znają się na wylot i wiedzą o sobie niemal wszystko. Starają się jednak, żeby ich sekrety nie wydostały się poza wieś. Czy tak było w przypadku zabójstwa Mariana P.?

71-letni emeryt mieszkał samotnie w drewnianym domu stojącym na uboczu, z dala od innych posesji. Budynek był stary i zaniedbany, co jednak wcale nie znaczyło, że właściciel żył w niedostatku. Przeciwnie, powodziło mu się nawet lepiej niż sąsiadom. Utrzymywał się nie tylko z emerytury. Z powodzeniem zajmował się handlem zwierzętami gospodarskimi.

Zmasakrowane zwłoki

22 lipca 2015 r. do Mariana P. przyjechał w interesach rolnik z jednej z sąsiednich wsi. Byli umówieni. Hodowca z Chomęcisk Małych miał mu sprzedać krowę. Mężczyzna wysiadł z pojazdu i rozejrzał się po  obejściu, spodziewając się, że w słoneczny letni dzień zastanie gospodarza przed domem. Nie było go tam jednak, więc zapukał do mieszkania.

Nikt mu nie otwierał. Kupiec zdziwił się; przecież przyjechał punktualnie, Marian P. powinien na niego czekać. Nieco zniecierpliwiony mężczyzna szarpnął za klamkę i stwierdził, że drzwi wejściowe do domu są otwarte.

– Dzień dobry, ja w sprawie krowy – powiedział na tyle głośno, żeby Marian P. mógł go usłyszeć. Gospodarz jednak nie zareagował. Kupiec wszedł do pokoju i zobaczył rozciągnięte na podłodze zmasakrowane ciało starszego mężczyzny.

Marian P. nie dawał oznak życia. Musiał zostać dotkliwie pobity. Człowiek, który przyjechał kupić od niego krowę, drżącą rękę sięgnął po telefon i zadzwonił na policję.

Lekarz stwierdził zgon. Ze wstępnych badań wynikało, że Marian P. nie żył od 1-2 dni. Na jego ciele ujawniono szereg obrażeń zadanych pięściami, narzędziem o tępych krawędziach i przedmiotami ostrymi. Przyczyną śmierci – jak wykazała sekcja zwłok – okazały się uszkodzenia umiejscowione w rejonie głowy. Charakter ran, liczba ciosów i przynajmniej dwa rodzaje narzędzi zbrodni sugerowały, że sprawców było kilku.

Musiał sporo zarabiać

Oględziny miejsca zdarzenia przeprowadzone przez policjantów z Komendy Miejskiej w Zamościu wskazywały na rabunkowy charakter zabójstwa. Mieszkanie Mariana P. było splądrowane: szafy i szuflady pootwierane, powyrzucana zawartość. Najprawdopodobniej sprawcy szukali pieniędzy lub kosztowności. Znajomi mężczyzny stwierdzili, że z mieszkania zginęło stare radio, warte może kilkanaście zł. Być może sprawcy ukradli też jakieś pieniądze.

– Trudno stwierdzić ile, bo Marian o takich rzeczach nikomu nie mówił. Ale pewnie coś tam miał odłożone. Musiał niezłe pieniądze zarabiać na tych krowach, często przyjeżdżali do niego w interesach  – powiedzieli policji.

Śledczy badający ślady w mieszkaniu zamordowanego rolnika, stwierdzili, że zamek w drzwiach wejściowych był w stanie nienaruszonym. Mężczyzna, który znalazł zwłoki, pamiętał, że wszystkie okna w domu były pozamykane. Odnotowali to również funkcjonariusze policji, którzy jako pierwsi zjawili się w miejscu zbrodni po wezwaniu. Zatem sprawcy nie włamali się do domu Mariana P. Albo ich wpuścił, albo sami weszli. Na wsi zdarza, że ludzie, szczególnie starsi nie zamykają mieszkania na klucz. Nawet gdy wychodzą na dłużej.

Jednak czas zgonu mężczyzny wskazywał na to, że do zabójstwa doszło w nocy. A wtedy pamięta się o zamkach. Przyjęto więc, że Marian P. sam wpuścił do mieszkania zabójców. Musieli budzić jego zaufanie, skoro otworzył im drzwi po zmroku.

Policja analizując wypowiedzi mieszkańców wsi, zwróciła uwagę na informację o sporych pieniądzach, jakie Marian P. zarabiał na handlu. Jednak patrząc na jego stary zniszczony dom i pamiętające epokę Gierka wyposażenie mieszkania, trudno było się tego domyślić.    W takiej sytuacji należało raczej wykluczyć przypadkowy napad dokonany przez osoby spoza okolicy, nie znające ofiary. O interesach, które przynosiły Marianowi P. zyski wiedzieli natomiast miejscowi i być może osoby, z którymi handlował. Czy wśród tego grona należało szukać sprawców?

Krwawe odbicie pięści

Na miejscu zdarzenia ujawniono znaczną ilość śladów krwi, m.in. na ścianach i drzwiach oddzielających sień od pokoju. Plamy krwi znajdowały się także na drewnianym drągu, leżącym na podłodze. Ów przedmiot okazał się jednym z narzędzi zbrodni. Drugim była motyka.

Na pierwszy rzut oka wydawało się, że zabezpieczona w mieszkaniu krew pochodziła wyłącznie od ofiary. Później jednak zwrócono uwagę na pewien znamienny szczegół. Był to krwawy ślad na framudze drzwi, który przypominał odbicie pięści. Rozmiar wskazywał na mężczyznę. Ślad wyglądał na dynamiczny, pozostawiony w wyniku mocnego (i raczej zamierzonego) uderzenia pięścią w drzwi.

Mogło być tak, że osaczony i katowany przez bandytów (ustalono, że było ich co najmniej trzech) Marian P. w pewnym momencie wyrwał się im i albo uderzył pięścią w drzwi, próbując je otworzyć, żeby uciekać, albo w ten sposób rozpaczliwie wzywał pomocy. Ale istniała również inna ewentualność. Krew na drzwiach mogła pochodzić od jednego z zabójców, który uderzył pięścią we framugę bez określonego celu lub nawet bez zastanowienia.

Może był pijany lub znajdował się pod wpływem narkotyków i nie dbał o to, że się skaleczył? Może źle wymierzył cios? Niewykluczone, że ten sposób okazał wściekłość, spowodowaną np. mizernym łupem albo uporem gospodarza, który nie chciał wydać pieniędzy. Mogło także dojść do sprzeczki między sprawcami.

Zdecydowano o dokładnym przebadaniu ujawnionej w mieszkaniu krwi, żeby ustalić czy pochodziła tylko od Mariana P. czy od kogoś jeszcze. Zamojscy śledczy zlecili wykonanie tej czynności specjalistom z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie.

Krąg się zacieśniał

Policja sporządziła listę potencjalnych podejrzanych. Znaleźli się na niej przede wszystkim mieszkańcy Chomęcisk Małych oraz kilka osób, które w ostatnim czasie odwiedzały Mariana P. w celach handlowych. Wszystkich po kolei przesłuchiwano (niektórych już po raz wtóry) i weryfikowano ich zeznania.

Była to nad wyraz żmudna praca. Długo nie przynosiła efektów. Ci, których policja wytypowała jako ewentualnych sprawców, albo mieli niepodważalne alibi na czas zbrodni, albo pobrany od nich materiał genetyczny nie odpowiadał genotypowi krwi z plamy zabezpieczonej przez policję na drzwiach. Działania, które w tym przypadku musiały zostać przeprowadzone, coraz bardziej irytowały mieszkańców Chomęcisk Małych.

I tak mijały miesiące, potem jeden rok, drugi. Policja drogą eliminacji zacieśniała krąg podejrzanych. Być może sprawcy byli przekonani, że jest to bezradne błądzenie we mgle, bo nie zamierzali nigdzie się ukrywać. Najprawdopodobniej codziennie mijali zabudowania Mariana P. Nie patrzyli jednak na opuszczony przez zmarłego gospodarza dom jak na miejsce zbrodni lecz traktowali go jako element krajobrazu. Starali się żyć, jakby nie zrobili nic złego. Może nawet w to uwierzyli?

Śledztwo na dobre ruszyło z miejsca wiosną 2017 roku. Specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych wskazali, że jedna z przebadanych próbek pochodziła od kogoś bardzo blisko spokrewnionego z osobą, której krew znajdowała się na drzwiach.

Zabrakło im kasy

To zawęziło krąg podejrzanych. Okazało się, że chodzi o  Damiana R., syna mężczyzny, którego jako jednego z wielu policja umieściła na liście podejrzanych i który okazał się niewinny. Chłopak też był zresztą wcześniej przesłuchiwany jako świadek. Policja pytała go m.in, czy kiedykolwiek był w mieszkaniu Mariana P. Tamten zaprzeczył. Nie budził podejrzeń, ponieważ w 2015 r. miał zaledwie 15 lat. Teraz kończył 17.

Policja zatrzymała Damiana R. który po przesłuchaniu przyznał się do współudziału w zbrodni i wskazał pozostałych dwóch sprawców.

6 kwietnia 2017 roku policja zatrzymała Damiana R. który po przesłuchaniu przyznał się do współudziału w zbrodni i wskazał pozostałych dwóch sprawców. Byli to 18-letni Daniel Sz. i młodszy o rok Kamil D. Cała trójka to mieszkańcy Chomęcisk Małych. Znali się od dziecka, chodzili do tych samych szkół. Prokuratura Okręgowa w Zamościu postawiła im zarzuty zabójstwa Mariana P. Decyzją sądu wszyscy trzej trafili do aresztu tymczasowego. W trakcie kolejnych przesłuchań ustalono okoliczności i przebieg tej bestialskiej i zupełnie bezsensownej zbrodni.

Była pełnia lata. Spędzali wakacje w domu. Doskwierała im nuda. Żeby wypełnić czymś nadmiar wolnego czasu, popijali alkohol. Robili to w tajemnicy przed rodzicami. Najlepszą okazją do wypitki były więc późne godziny, kiedy dorośli już spali. 20 lipca 2015 roku w czasie libacji alkoholowej narzekali na brak pieniędzy. Gdyby je mieli,  przeznaczyliby je na zakup dopalaczy. Postanowili więc zdobyć trochę kasy. Zdecydowali się kogoś obrabować.

Uznali, że najlepszy plan to szybki plan. Ich wybór padł na Mariana P. Wiedzieli, że starszy mężczyzna mieszka o rzut beretem w domu na obrzeżach  miejscowości. Przypuszczali, że może mieć sporo gotówki, skoro sprzedaje krowy.

Bez problemów dostali się do mieszkania. Drzwi wejściowe nie były zamknięte na klucz ani na zamek. Weszli, obezwładnili gospodarza i zażądali od niego wydania pieniędzy. Wystraszony 71-latek sięgnął portfel, z którego trzęsącymi się ze strachu rękami wysupłał 10 zł.

– Nie mam więcej – tłumaczył. Nie uwierzyli. Rozwścieczeni zaczęli go katować, nakazując, żeby powiedział gdzie trzyma gotówkę. Uderzali go w głowę drewnianym drągiem i motyką, bili pięściami i kopali. W pewnym momencie nabuzowany alkoholem Damian R. źle wymierzył cios i z całej siły uderzył knykciami w drzwi. Skóra pękła, ze zranionej pięści popłynęła krew, plamiąc framugę. Chłopak nie widział potrzeby wytarcia drzwi. Nie przyszło do głowy, że zostawia ślad, który po blisko 2 latach doprowadzi do niego policję.

Przestali bić, gdy gospodarz stracił przytomność. Zostawili go na podłodze i zaczęli plądrować mieszkanie. Ale znaleźli tylko garść drobnych monet i stare radio. Rozczarowani i wściekli wyszli z mieszkania, nie troszcząc się o rannego. Marian P. zmarł w kilka godzin później.

Po ujawnieniu zabójstwa żyli w strachu, że wpadną. We wsi non stop była policja i przepytywała mieszkańców. Wyglądało na to, że jedynie kwestią czasu jest, kiedy śledczy zwrócą uwagę na trzech gimnazjalistów. Damian R. myślał, że już po nim, gdy policja przyszła do nich do domu, żeby z nim porozmawiać. Ale nic się nie stało. Jego zdenerwowanie w czasie składania zeznań uznano za zwykły stres  piętnastolatka, przesłuchiwanego w sprawie zabójstwa. W końcu uwierzyli, że nigdy ich nie złapią.

Przy drzwiach zamkniętych

Żaden z chłopaków nie był wcześniej karany. Cieszyli się dobrymi opiniami w miejscu zamieszkania i w szkole. Z ustaleń śledztwa wynikało, że pomysłodawcą napadu był Damian R. On też  najmocniej bił ofiarę. Wszyscy trzej zostali poddani badaniom psychiatrycznym, które wykazały, że w czasie zbrodni byli w pełni poczytalni. Po trwającym 2 miesiące postępowaniu przygotowawczym prokurator skierował w sprawie zabójstwa Mariana P. akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Zamościu.

Podczas pierwszej rozprawy na wniosek obrońców Damiana R., Daniela Sz. i Kamila D. wyłączono jawność procesu ze ze względu na młody wiek oskarżonych. Wyroki zapadły na początku 2018 r. Damian R. i Daniel Sz. zostali skazani na kary po 6 lat pozbawienia wolności, natomiast Kamil D. na 5 lat. Wbrew stanowisku oskarżyciela, sąd ocenił, że skazani nie działali z zamiarem zabójstwa Mariana P.

Prokuratura odwołała się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który w czerwcu br. nieznacznie podwyższył kary pozbawienia wolności sprawcom zabójstwa w Chomęciskach Małych. Damianowi R. i Danielowi  Sz. do 8 lat, Kamilowi D, do 6 lat.

W kontekście tej sprawy na usta cisną się przynajmniej dwa pytania. Pierwsze: jakiż to inny zamiar niż pozbawienie życia może mieć znajdująca się w pełni władz umysłowych osoba, która z całej siły wali kilka razy ofiarę w głowę drągiem i motyką a następnie wychodzi jak gdyby nigdy nic, zostawiając zmasakrowanego człowieka na pewną śmierć? I drugie pytanie: jak się ma 6 czy nawet 8 lat więzienia za brutalne zabójstwo popełnione z chęci zysku do 5 lat, jakie (maksymalnie) grożą za kradzież?

Mariusz Gadomski

fot. KWP Lublin

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*