Nowe oblicze Krajewskiego

Marek Krajewski swoją nową książką z pewnością usatysfakcjonował wiernych czytelników. „Dziewczyna o czterech palcach”, to kolejna historia z wyjątkowym bohaterem powieściowym Edwardem Popielskim. Choć jednocześnie zaskoczył użytą formą gatunkową. Jak sam mówi, marzył o stworzeniu powieści szpiegowskiej i to marzenie zrealizował. I to bardzo udanie.

Śledczy Popielski musi zrealizować kolejne zadanie. W swojej treści zwyczajne i jakże typowe, polegające na wytropieniu bandyty i znalezieniu motywów samobójstwa oficera polskiego wywiadu. Okazuje się dość szybko, że to tylko pozornie proste i banalne zadanie. Bandyta nie jest byle kim, Marcin Zaran-Zaranowski, wykształcony prawnik, sowiecki agent i szef-watażka dzikiej, nieokiełznanej grupy sowieckich zbrodniarzy. Samobójcą jest doświadczony oficer wywiadu, za którego śmiercią kryją się tajemnice służb. Dla lwowiaka Edwarda Popielskiego to zupełnie nowe zadanie, kryminalne tylko w tle, zaś z dominującą tajemnicą gier wywiadowczych i politycznych układów.

Cała układanka fabularnej opowieści, z ukrytą w niej intrygą, została dopracowana przez autora „Mocka” precyzyjnie i atrakcyjnie z punktu widzenia czytelnika. Od samego początku książki wciąga i trzyma w napięciu. Choć sama akcja powieściowa, poza nielicznymi scenami, nie jest wybitnie dynamiczna, to równolegle snuje się wartko i niepostrzeżenie wciąga na tyle mocno odbiorcę, że trudno spostrzec się, kiedy wczytujemy się w ostatnie karty książki. Krajewski w mistrzowski sposób przeplata historyczne, autentyczne fakty z fikcyjnymi pomysłami fabularnymi, mającymi podłoże jak najbardziej realistyczne. Ta umiejętność mieszania tych dwóch światów, to wybitnie pozytywna cecha twórczości autora „Śmierci w Breslau”. Czyni to na planie postaci literackich, tych znanych wszystkim z podręczników historii, poznanych mniej, wyłącznie przez badaczy epoki obok bohaterów w pełni fikcyjnych, udanych psychologicznie i przekonujących osobowościowo.

Jeszcze ciekawiej „Dziewczyna o czterech palcach” wygląda po względem przestrzeni literackiej. Tym razem Lwów Popielskiego pojawia się epizodycznie. Swojego bohatera autor przenosi do Warszawy, rysując ją nie gorzej niż ukochany Wrocław czy dopracowany wielokrotnie właśnie Lwów. Trafiamy też na wschodnie rubieże i choć są one dalszym tłem akcji, to posiadają obraz niezwykle plastyczny, wyczuwalny i realistyczny.

Marek Krajewski w dwudziestolecie własnej twórczości nie tylko zaskoczył zmianą gatunkową i poszerzeniem przestrzeni powieściowej, lecz także potwierdził swój pisarski kunszt i artystyczną dbałość o każdy szczegół literackiej propozycji. Wyjątkowo szczęśliwie dla czytelników.

Leszek Koźmiński

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*