ZABÓJSTWO PIĘKNEJ DRÓŻNICZKI

W nocy z 26 na 27 października 1999 roku, na terenie kopalni „Dębieńsko” w Czerwionce-Leszczynach (woj. śląskie), nieustalony sprawca zamordował 25-letnią dróżniczkę – Małgorzatę Żarnowską. Był to najprawdopodobniej mord na tle seksualnym. Pomimo wielu zabezpieczonych dowodów rzeczowych (w tym śladów DNA), przesłuchania około 100 świadków i przeprowadzenia ogółem dwóch śledztw, dotąd nie zdołano zidentyfikować osoby odpowiedzialnej za śmierć Małgorzaty.

Małgorzata Żarnowska (ur. 8 kwietnia 1974 w Czerwionce-Leszczynach), absolwentka Technikum Gastronomicznego w Rybniku, szczęśliwa mężatka i matka 15-miesięcznego synka, pracowała na nastawniach kolejowych położonych na terenie lub w pobliżu kopalni „Dębieńsko”. Do jej zadań należało czuwanie nad bezpieczeństwem ruchu kolejowego w tym miejscu oraz prowadzenie rejestru przejazdów pociągów. Zazwyczaj pracowała w nastawni przy hałdach, jednak na około tydzień przed tragicznymi wydarzeniami skierowano ją do pracy w niewielkim parterowym budynku oznaczonym symbolem KD-1, na terenie kopalni – w zastępstwie innej pracownicy, która wzięła urlop zdrowotny. Małgorzata pracowała na różnych zmianach, ale w tygodniu 25-29 października przypadła jej praca w godzinach nocnych.

 Preludium zbrodni

Tragiczne wydarzenia miały miejsce w nocy z wtorku na środę. 26/27 października 1999 roku. Wieczorem 26 października Małgorzata nakarmiła i położyła spać synka, pożegnała się z mężem i wyszła do pracy. Nic nie wskazywało, że wieczór ten będzie się czymś różnić od innych. W budynku KD-1 Małgorzata pojawiła się około godziny 21.40. Miała pracować do 6.00 rano. Wymieniła ze schodzącą ze zmiany koleżanką kilka uwag, odebrała klucze, księgę wpisów – i po chwili pozostała w KD-1 zupełnie sama.

Zgodnie z obowiązującymi w pracy zasadami – zamknęła drzwi na klucz od środka. Przystąpiła, jak co dzień, do uzupełniania książki nastawni: pierwszego wpisu o przejeżdżającym pociągu dokonała o godzinie 21.46, ostatniego – o 2.29 w nocy. Pomiędzy nimi znajdowało się jeszcze 7 innych zapisków. Większość tego czasu upływało Małgorzacie na tyle spokojnie, że mogła pozwolić sobie na wygaszenie głównych świateł i, być może, uciąć sobie lekką drzemkę przy rozpalonym piecyku.

Jednak sytuacja zmieniła się diametralnie na kilkadziesiąt minut przed ostatnim wpisem, to jest około godziny 1.45-2.00 w nocy. O tej porze ktoś – nie wiadomo kto (prawdopodobnie zabójca) – zastukał w okno nastawni. Być może było to stukanie uporczywe, gdyż – jak zeznał jeden ze świadków – Małgorzata w pewnym momencie miała stać na zewnątrz nastawni (co było wbrew regulaminowi) i wpatrywać się w coś lub kogoś na tyłach budynku. Świadek spytał Małgorzatę, czy coś się stało – na co odparła: – Ktoś mi klupie w okno.

Ten sam świadek zauważył za budynkiem ciemną, odwróconą plecami postać mężczyzny. Nie zainteresował się jednak bliżej tym widokiem, tylko poszedł w swoją stronę, do pobliskiego laboratorium. W późniejszych zeznaniach nie był w stanie dokładniej opisać owego mężczyzny. Było zbyt ciemno. Uznał, że mógł to być ktoś z pracowników kopalni.

Ostatnią osobą, z którą rozmawiała Małgorzata (nie licząc zabójcy) był kierownik zmiany. Było to dokładnie w momencie przejazdu pociągu o godzinie 2.29. Rozmawiali przez otwarte okno. Kierownik wykonywał rutynowy obchód, zapytał, czy wszystko jest w porządku. Małgorzata na nic się nie uskarżała (na stukanie w okno też nie). Wtedy też dokonała swojego ostatniego w życiu zapisku: „2:29”.

 Atak oprawcy

Gdy 45 minut później obsługa pociągu wracającego z hałd usiłowała nawiązać kontakt radiowy z Małgorzatą, nie było już żadnego odzewu z jej strony. Nie wiedzieli, co mogło być tego przyczyną. Nie wiedzieli, że w tym momencie szala życia i śmierci Małgorzaty spoczywała w rękach bezwzględnego zwyrodnialca. A zatem, możemy nakreślić szacunkowy odcinek czasu, w którym Małgorzata wydała swoje ostatnie tchnienie: było to gdzieś pomiędzy godz. 2.29 a 3.15 nad ranem 27 października 1999 roku.

Przejeżdżający pociąg zatrzymał się w pobliżu KD-1. Jeden z pracowników podszedł do nastawni, by sprawdzić, co się dzieje. W budynku nie było nikogo, drzwi były tylko lekko przymknięte, z tym, że język zamka był wysunięty do pozycji „zamknięte”, a więc nie można było drzwi w tym momencie normalnie domknąć. Na biurku leżał dziennik służby, książka dróżnika, a także klucz od drzwi wejściowych. Poza tym nie było nic, co mogłoby budzić jakieś podejrzenia – wszystko wyglądało tak, jak gdyby Małgorzata dobrowolnie opuściła stanowisko pracy (choć bez powiadomienia było to zabronione).

Do godzinie 5.20 nastawnia była sprawdzana jeszcze kilkakrotnie, lecz po Małgorzacie nie było żadnego śladu. Wtedy też pojawiły się pierwsze podejrzenia, że kobiecie mogło przydarzyć się coś złego. Rozpoczęto zatem poszukiwania z udziałem większej liczby pracowników – trwały one do około godziny 7.00, kiedy to ujawniono tragiczną przyczynę zaginięcia Małgorzaty: w ruinach ceglanego boksu, położonego w odległości około 70 metrów od KD-1 spoczywały częściowo roznegliżowane zwłoki dróżniczki. Nie było wątpliwości, że została zamordowana. Natychmiast powiadomiono policję w Czerwionce-Leszczynach.

Sprawca prawdopodobnie zjawił się w pobliżu KD-1 co najmniej pół godziny przed atakiem (stukanie w okna przed godziną 2.00) i wyczekiwał odpowiedniego momentu do uderzenia. Był to atak kilkuetapowy – pierwszy jego akt nastąpił we wnętrzu budynku, w którym pracowała dróżniczka. Policja nie stwierdziła oznak włamania – a zatem ofiara musiała otworzyć drzwi dobrowolnie. Budzi to dość rozpowszechnione na forach internetowych (i nie tylko) przypuszczenia, jakoby Małgorzata dobrze znała i darzyła zaufaniem mężczyznę, któremu zdecydowała się otworzyć drzwi. Jednak według profilera policyjnego, ofiara i napastnik nie znali się bliżej (o czym więcej za chwilę).

Po przedostaniu się do wnętrza budynku, sprawca brutalnie pobił kobietę. Był to prawdopodobnie atak z zaskoczenia (a zatem bezpośrednio przed atakiem między ofiarą a napastnikiem wywiązała się zapewne jakaś rozmowa) i zadany z dużą siłą, gdyż nie stwierdzono najmniejszych śladów walki obronnej. Małgorzata musiała wówczas stracić przytomność. Sprawca zdawał sobie sprawę, że w pobliżu budynku KD-1 w każdej chwili mogły pojawić się osoby trzecie; albo też chciał opóźnić moment ujawnienia przestępstwa, by zyskać na czasie – dlatego postanowił przenieść ciało ofiary w ustronne miejsce.

Wyniósł ją zatem na zewnątrz budynku, a następnie przeniósł i/lub zawlókł po ziemi do miejsca oddalonego o około 70 metrów. Na tym odcinku ujawniono później między innymi  spinkę do włosów.

Sprawca (bądź sprawcy) przeciągnął ciało Małgorzaty w miejsce, gdzie znajdowały się ruiny ceglanego silosu. Tam dopełnił drugiego aktu zbrodni – obnażył ofiarę i zgwałcił. Brak obrażeń w obrębie części intymnych wskazywał, że Małgorzata nie stawiała wówczas żadnego oporu – była zatem nieprzytomna albo wręcz martwa. Protokół sekcyjny stwierdzał liczne obrażenia narządów wewnętrznych, które ostatecznie doprowadziły do zgonu ofiary. Obrażenia te spowodowane były wielokrotnymi, silnymi uderzeniami. Zadawano je narzędziami tępymi, twardymi (prawdopodobnie pięściami). Całość obrażeń odpowiadała skutkom ciężkiego pobicia z cechami dławienia, kolankowania itp.

Podsumowując, Małgorzata została pobita na śmierć.

Po dokonanym zabójstwie sprawca, z pewnością bardzo mocno zabrudzony pyłem węglowym, oddalił się niepostrzeżenie w rejon ulicy Przemysłowej, gdzie później pies policyjny stracił trop. Dodajmy też, że napastnik zabrał ofierze obrączkę ślubną, a także torebkę z całą zawartością (niektóre przedmioty porzucił w pobliżu, pozostałe prawdopodobnie zabrał ze sobą „na pamiątkę”) – czy zatem powrócił po zabójstwie do nastawni po torebkę? A może sprawców było co najmniej dwóch? Przenoszenie ważącego kilkadziesiąt kilogramów ciała (plus torebki) z nastawni do silosu musiało przecież odbywać się w miarę szybko i sprawnie, skoro umknęło uwadze kręcących się po tym obszarze świadków.

Portret mordercy

Co wiadomo o sprawcy? Z profilu psychologicznego sporządzonego na potrzeby śledztwa wyłania się obraz osobnika pozbawionego szacunku dla norm współżycia społecznego, niezdolnego do okazywania uczuć wyższych, bardzo odpornego na sytuacje stresowe. Jest słabo wykształcony, wiek 20-35 lat (dziś: 40-55 lat), mieszka w pobliżu miejsca zabójstwa, czuje się tam pewnie i bezpiecznie, zwłaszcza porą nocną i we wczesnych godzinach porannych (w tych godzinach jest aktywny), nie lubi być obserwowany. Wywodzi się z ubogiej rodziny „z deprywacją potrzeb”. Wychowywał się w nieprawidłowych warunkach, otrzymywał w dzieciństwie sprzeczne wzorce moralne. W 1999 roku funkcjonował w rodzinie, prawdopodobnie miał stałą partnerkę.

Jest zaburzony psychicznie. Zbrodni dokonał, będąc w stanie szału. Mało atrakcyjny fizycznie, odznacza się niechlujnym wyglądem. Bardzo czuły na punkcie powątpiewania w jego męskość i podważania sprawności seksualnej. Prawdopodobnie nie było to jego pierwsze przestępstwo. W pożyciu seksualnym przejawia skłonności do sadyzmu. Po jakimś czasie prawdopodobnie powrócił na miejsce zbrodni i „wspominał” dokonane zabójstwo. Działa bardzo sprawnie, nie boi się, nie przejawia najmniejszej litości czy współczucia dla ofiary. Jest głuchy na błagania o zaprzestanie ataku.

W swoim środowisku może mieć pozytywną opinię (dobrze się maskuje). Ma ubogą historię życia zawodowego. Przed zabójstwem prawdopodobnie spożył nieznaczne ilości alkoholu. Jest minimalnie zainteresowany doniesieniami w mediach na temat zabójstwa. Czuje się wewnętrznie samotny, odrzucony przez społeczeństwo. Ma zaniżoną samoocenę, dlatego przedstawia się w lepszym świetle społecznym, co ma rekompensować lub tuszować jego „niedobory i braki”.
Znał „dość dobrze” zwyczaje i rytm pracy ofiary. Mało rozmowny. Wymaga uległej ofiary, poddającej się jego upodobaniom. Dobrze wyczuwa lęk ofiar. Wybiera ofiary ciche i spokojne. Jest agresywny przez cały czas trwania czynu. Ostrożny, stara się zacierać dowody zbrodni, ale czyni to nieudolnie ze względu na niski poziom inteligencji.

Znał obowiązkowość i sumienność zawodową ofiary. Atak nastąpił z zaskoczenia, co spowodowało kompletny brak oporu na początku ataku, a nawet bezruch ofiary.

Miejsce dokonania zabójstwa było przez niego uprzednio wybrane. Przyszedł tam bez żadnych narzędzi, których mógłby użyć do ataku. Wybór ofiary był przypadkowy i polegał na wykorzystaniu nadarzającej się okazji. Prawdopodobnie znał Małgorzatę tylko „z widzenia”. Bliżej jej nie znał.

W martwym punkcie

 Śledztwo w sprawie zabójstwa Małgorzaty Żarnowskiej trwało ogółem blisko półtora roku (ostatnio umorzono je 30 grudnia 2002 roku). Przesłuchano około 100 świadków, przeprowadzono badania porównawcze profili DNA pobranych od około 40 osób – w tym od męża, teścia, byłej „sympatii”, ochroniarzy, laboranta (któremu Małgorzata powiedziała o stukaniu w okno), wytypowanych kryminalistów i wielu innych. Sprawdzono też niejakiego Andrzeja M., skazanego za gwałt na kobiecie, który w areszcie śledczym miał jakoby „przechwalać się” zabójstwem Małgorzaty. Przeprowadzono także szereg badań daktyloskopijnych, mechanoskopijnych, toksykologicznych i innych.

Najważniejszym materiałem dowodowym zabezpieczonym na miejscu zbrodni jest oczywiście DNA sprawcy zabójstwa – niestety, jak dotąd, nie udało się dopasować tego śladu do kogokolwiek. Zabezpieczono też ślad odcisku małżowiny usznej na szybie wewnątrz (!) KD-1 – prawdopodobnie pozostawił go sprawca ataku. Ponadto ujawniono ślady linii papilarnych na kracie okna na tylnej ścianie budynku (tam, gdzie nieustalony mężczyzna miał stukać w okno), na oknie frontowym, na parapecie, ślady obuwia w pobliżu miejsca ujawnienia zwłok oraz ślad podeszwy na drzwiach nastawni. Protokół oględzin budynku stwierdza, iż biurko i podłoga nastawni były świeżo umyte (!) – co może wydać się co najmniej niezrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że oględziny nastawni rozpoczęto po upływie ponad 7 godzin od ujawnienia zabójstwa. Czy nie zabezpieczono budynku przed ingerencją w pozostawione ślady?

Przedmioty porzucone przez sprawcę pozwoliły ustalić trasę ucieczki. Najprawdopodobniej zabójca oddalił się w kierunku ulicy Przemysłowej – a zatem mógł być mieszkańcem jednego z osiedli położonych na północ od tej ulicy (Czuchów? Ameryka? Dębieńsko?).

Przypuszcza się, że zabójstwo Małgorzaty Żarnowskiej miało podłoże seksualne, natomiast zabranie ofierze torebki miało dla sprawcy – według profilera – drugorzędne znaczenie. Zresztą samą torebkę i portfel sprawca porzucił jeszcze na terenie kopalni, a zabrał ze sobą tylko niektóre z przedmiotów (dowód osobisty Małgorzaty, obrączkę ślubną, klucze, przepustkę wejściową na teren kopalni).

Zweryfikowano także inne możliwe motywy – zawiedzionej miłości, zemsty, długów, ataku złomiarzy, możliwych konfliktów rodzinnych i inne. Żadnego z nich jednak nie potwierdzono. Motyw seksualny pozostaje więc wiodącą hipotezą w śledztwie.

Zagadki śledztwa

Jednym z istotnych i niewyjaśnionych do dziś wątków dochodzenia, było ustalenie powodów, dla których Małgorzata zdecydowała w krytycznym momencie otworzyć drzwi nastawni, mimo iż teoretycznie mogła to robić tylko wobec osób zaufanych (np. kierownika zmiany). Detektywi wytypowali tutaj kilka możliwych przyczyn otwarcia drzwi.

Mógł to być podstęp; sprawca mógł sprowokować Małgorzatę do otwarcia drzwi pod pretekstem jakiejś kryzysowej czy alarmowej sytuacji, na przykład rzekomego wypadku w pobliżu czy potrzeby uzyskania pomocy medycznej itp.

Być może Małgorzata wynosiła popiół z pieca na zewnątrz lub przynosiła węgiel, który znajdował się na tyłach nastawni. Przynoszenie węgla nie wymagało żadnego zgłaszania do CWD-1.

Telewizyjny Magazyn Kryminalny 997 przedstawił wersję, w której sprawca poprosił Małgorzatę o szklankę wody, gdyż źle się poczuł (według akt, rzeczywiście zdarzały się takie sytuacje w przeszłości, ale na dziennej zmianie).

 Natomiast Telewizyjne Biuro Śledcze przedstawiło wersję, w której Małgorzata otworzyła drzwi w odpowiedzi na usilne nalegania któregoś z jej znajomych (jednak pamiętajmy, że według profilera, sprawca znał Małgorzatę tylko „z widzenia”).

Małgorzata mogła też wyjść do toalety, która znajdowała się poza nastawnią (wersja mało prawdopodobna, gdyż wyjścia do toalety Małgorzata zgłaszała telefonicznie, a feralnej nocy takich zgłoszeń nie było).

Być może też, skoro Małgorzata już raz wyszła sprawdzić, kto stuka w okno nastawni, wyszła w tym samym celu po raz drugi?

W lutym 2000 roku pojawiła się w śledztwie informacja o jakimś „Maćku”, którego nazwiska nigdy nie udało się ustalić. Ów Maciek, mieszkaniec Czerwionki-Leszczyn, tuż po zabójstwie Małgorzaty uciekł z miasta, podobno do Katowic. Jeden ze świadków zacytował słowa Maćka, który miał uciec, gdyż „miał trupa na sumieniu”, jednak inny świadek twierdzi, że powodem wyprowadzki Maćka z miasta były niespłacone długi. Maciek był ponadto rozwodnikiem, żył w konkubinacie z kobietą, nad którą miał się znęcać fizycznie. Co ciekawe, choć policja dotarła do kilku znajomych Maćka, żaden z nich nie był w stanie podać nazwiska Maćka. Wszyscy znali go po prostu jako „Maciek”.

Sprawa zabójstwa Małgorzaty Żarnowskiej spotkała się z dużym zainteresowaniem mediów – zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich. W nocy z 12 na 13 czerwca 2000 roku ekipa programu Magazyn Kryminalny 997 zrealizowała w miejscu zabójstwa nagranie rekonstrukcji wydarzeń (emisja w 17 sierpnia 2000). Zdjęcia kręcono przez kilka godzin w towarzystwie gromady gapiów. Zwłaszcza jeden z nich sprawiał wrażenie mocno zainteresowanego pracą ekipy telewizyjnej – został w związku z tym zatrzymany i przesłuchany, lecz następnie zwolniony bez żadnych zarzutów.

Także Telewizyjne Biuro Śledcze realizowało własną rekonstrukcję w roku 2001. Materiał ten jest dziś do obejrzenia za pośrednictwem platformy „ipla” (odc. 82).

W mojej ocenie niepowodzenie śledztwa musi budzić duże zdziwienie. Zabezpieczono przecież liczne dowody rzeczowe, w tym tak „twarde” jak ślady DNA czy ślady papilarne; w pobliżu miejsca ataku – w bliższej lub dalszej odległości – przechodziło bądź przejeżdżało feralnej nocy ogółem kilkanaście osób. I żaden z nich niczego podejrzanego nie zauważył, ani nie usłyszał (z wyjątkiem świadka, który zeznał o stukaniu w okno)? Miejscowość nie należy do dużych, sprawa była dość mocno nagłośniona w mediach – a mimo to apele o informacje mogące przyczynić się do ustalenia sprawcy nie przyniosły dotąd spodziewanego skutku.

Adam Kwiecień

Zbrodnie z Archiwum X

2 Komentarze

  1. “świadek zauważył za budynkiem ciemną, odwróconą plecami postać mężczyzny. Nie zainteresował się jednak bliżej tym widokiem, tylko poszedł w swoją stronę”
    Dziwne że świadek zainteresował się pukaniem w okno dróżniczki ale już samą postacią nie

  2. Niech się zajmną ochroną z Polho – w tym dniu mieli urodziny – podobno to byli policjanci.Naprzeciw posterunku siedzieli w samochodzie i pilnowali terenu. Niemożliwe, żeby co najmniej nie widzieli kogoś kręcącego się w pobliżu . Już ich tam więcej nie widziano po morderstwie…Sprawa jest grubymi nićmi szyta…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*