ŚMIERĆ NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA

Dwa lata wcześniej się pobrali. Ona była w białej sukni z welonem, on w ciemnym garniturze. Uśmiechali się do siebie. Były kwiaty i życzenia. W 2018  roku urodziła im się córeczka.

 Uchodzili za zgodne, kochające się małżeństwo. Przygotowywali się do chrzcin dziecka. Chrzciny zapewne się odbyły, ale nie było na nich rodziców dziewczynki. Tej rodziny już nie ma.

Poderżnięte gardło

W nocy z 25 na 26 października 2018 r. o godzinie 1.25 policja drogowa w Opolu Lubelskim zatrzymała do kontroli kierowcę samochodu osobowego. Młody mężczyzna sprawiał wrażenie zdenerwowanego i wystraszonego No, ale to poniekąd normalne w takiej sytuacji. Przecież nie zatrzymali go w środku nocy, żeby z nim porozmawiać o pogodzie.

Kierowca nazywał się Rafał Sz., mieszkał w Opolu Lubelskim. Tablice rejestracyjne jego auta nie były oświetlone, ponadto wóz nie miał aktualnych badań technicznych.

– Trochę się panu nazbierało tych przewinień – stwierdzili policjanci. Kierowca tłumaczył się roztargnieniem i brakiem czasu. No cóż, każdy tak mówi, ale drogówka to też ludzie. Zatrzymali mu dowód rejestracyjny, jednak pozwolili kontynuować jazdę. Żaden z policjantów nie przypuszczał, że rozmawiali z człowiekiem, który kilkadziesiąt minut temu popełnił okrutne zabójstwo.

O trzeciej nad ranem dyżurny policji w Opolu Lubelskim otrzymał zgłoszenie, z którego wynikało, że w jednym z mieszkań w centrum miasta zostały odnalezione zwłoki młodej kobiety. Najprawdopodobniej została zamordowana. W mieszkaniu byli już ratownicy medyczni, którzy stwierdzili zgon.

Zwłoki 27-letniej Eweliny Sz. leżały na łóżku w kałuży krwi. Kobieta miała rany szyi i poderżnięte gardło.

Taka miła para

Mężem Eweliny był 30-letni Rafał Sz. Ten sam, którego półtorej godziny wcześniej zatrzymała drogówka. Oczywiście policja jeszcze o tym nie wiedziała.

Gdy ekipa śledcza dotarła pod wskazany adres, w mieszkaniu należącym do matki zamordowanej dziewczyny przebywały cztery osoby: właścicielka lokalu, Rafał Sz., jego matka oraz wujek mężczyzny. Przesłuchano całą czwórkę. Wujek Rafała Sz. zeznał, że w nocy przyjechał do niego siostrzeniec. Był zdenerwowany, wręcz załamany.

– Spytałem, co się stało. Niedawno Rafał miał stłuczkę i myślałem, że może chodzi o tę sprawę. Powiedział mi jednak, że pokłócił się z Eweliną. Przytoczę słowa, jakie od niego usłyszałem: „Ona leży teraz w domu we krwi”.

Mężczyzna nie mógł uwierzyć. Próbował dowiedzieć się czegoś więcej, ale siostrzeniec nic nie chciał mu już powiedzieć. Wujek powiadomił rodzinę Eweliny i matkę Rafała, po czym pojechał z nim do ich mieszkania.

Przesłuchiwany Rafał Sz. początkowo zaprzeczał, że mówił wujkowi o leżącej we krwi Ewelinie. Twierdził, że nie ma nic wspólnego z zabójstwem żony.

– Owszem, trochę posprzeczaliśmy się, ale nic złego jej nie zrobiłem. Wyszedłem z domu, żeby się uspokoić. Jeździłem samochodem po mieście. Wstąpiłem do wujka, a potem razem z nim wróciłem do domu – utrzymywał.

Jego wyjaśnienia były sprzeczne z logiką. Jeśli nie wyrządził żonie żadnej krzywdy i nie mówił, że to zrobił, to po co ściągał wujka do mieszkania? Po co w ogóle jeździł do niego w środku nocy? Skąd wujek wiedziałby, że doszło do tragedii i powiadomił o niej resztę rodziny Rafała i Eweliny?

Po kilku godzinach Rafał Sz. przyznał się do zabójstwa żony. Wyjaśniał, że go sprowokowała. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany przez Sąd Okręgowy w Lublinie. Sekcja zwłok wykazała, że Ewelina Sz. otrzymała kilka ciosów nożem w szyję i zmarła na skutek wykrwawienia się.

Zabójstwo młodej kobiety, do którego przyznał się jej mąż, wstrząsnęło 8,5-tysięcznym miastem powiatowym na Lubelszczyźnie. Nie wiadomo było, dlaczego doszło do tak strasznej tragedii.

– Aż trudno uwierzyć. Mieszkam w pobliżu, ale myślałam, że to jakieś plotki, albo że chodzi o inną rodzinę. Przecież nie tak dawno się pobrali i urodziło im się maleństwo. Widywałam ich z wózkiem dziecięcym. Mili, spokojni ludzie, żadna patologia ani alkoholicy. Nie kłócili się, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo – powiedziała sąsiadka Rafała i Eweliny.

Kłócili się o pieniądze

Nie byli jednak idealnym małżeństwem. Takie wrażenie mogli odnieść jedynie ci, którzy nie znali ich zbyt dobrze i nie mieli pojęcia o ich problemach.

Rafał i Ewelina znali się od kilku lat. Dziewczyna pochodziła z Opola Lubelskiego, mężczyzna z jednej z pobliskich wsi. Po ślubie, który zawarli w sierpniu 2017 roku, pracowali razem za granicą. Chcieli odłożyć trochę pieniędzy. Jednak za dużo nie udało im się zaoszczędzić. Po powrocie do Polski na krótko przed urodzeniem się ich córeczki zamieszkali u matki Eweliny. Na własne mieszkanie nie było ich jeszcze stać.

Rafał Sz. znalazł pracę jako kierowca w prywatnej piekarni. Nie zarabiał kokosów, a do tego jeszcze wychodził do pracy wczesnym świtem. Ewelina przebywała na urlopie macierzyńskim. Gdy pojawiło się dziecko, musieli jeszcze bardziej zacisnąć pasa.

Ewelina często narzekała, że żyją jak nędzarze. Obwiniała o to męża. Uważała, że Rafał nie umie, jak inni zakręcić się w sprawie lepszych zarobków.

– A tyle mi obiecywałeś: że będziemy mieć mieszkanie, kupimy fajne meble. dobry samochód, i co? Jak na razie jesteśmy na łasce mojej matki, bo twoi rodzice są takimi samymi dziadami, jak ty! – nie szczędziła mu gorzkich słów.

Rafał nie uważał, że żyją tak biednie, jak to przedstawiała jego żona. Po prostu, podobnie jak większość młodych małżeństw, są na tak zwanym dorobku. Wszystkiego od razu mieć nie mogą. A poprosić szefa o podwyżkę lub zmienić pracę na lepiej płatną wcale nie jest łatwo w małym miasteczku.

Zresztą możemy się zamienić. Ja się zajmę dzieckiem, a ty idź zarabiać miliony, skoro według ciebie to takie proste.

Śledztwo w sprawie zabójstwa kobiety stopniowo odsłaniało prawdę o ich pożyciu. Z zeznań świadków, między innymi członków rodziny obojga małżonków, wynika, że często się kłócili. Powodem sprzeczek były właśnie pieniądze. Ewelina zarzucała też mężowi, że za mało zajmował się dzieckiem. Zdaniem rodziców Rafała Sz. była dla niego niesprawiedliwa. Przecież on kochał i ją i małą. Nie miał dla córki tyle czasu co Ewelina, bo ciężko pracował, a gdy wracał do domu, potrzebował też wypoczynku.

Stwierdzili, że ich syn jest z natury spokojnym, niekonfliktowym człowiekiem. Nigdy nie miał problemów z prawem, nie nadużywał alkoholu. Może rzeczywiście nie był przebojowy i przedsiębiorczy, ale taka jego natura. Znała go przed ślubem. I wtedy jej nie przeszkadzał jego charakter. Gdy się kłócili, przeważnie wolał jej ustąpić niż toczyć z nią bezsensowne spory. Ale nie zawsze ustępował. Zdarzyło się, że w trakcie awantury uderzył żonę w twarz.

Feralna stłuczka

Kilka dni przed tragiczną nocą Rafał Sz. prowadząc samochód firmy, w której pracował, miał stłuczkę z innym autem. Wina była ewidentnie po jego stronie. Nikt nie został ranny, ale musiał zapłacić wysoki mandat i groziło mu zwolnienie z pracy. Nie mówił o tym żonie, bo bał się jej reakcji. Przez kilka dni chodził jednak podminowany, wszystko wyprowadzało go z równowagi.

25 października ubiegłego roku odwiedzili razem z córką rodziców Rafała. Ustalili z nimi termin chrztu dziecka, zarezerwowali lokal na uroczystość. W czasie tej wizyty widać było, że są skłóceni. Docinali sobie i mierzyli się niechętnymi spojrzeniami. Państwo Sz. pytali syna, o co poszło tym razem.

– A o co innego, jak nie o kasę? Ewelina znowu jęczy, że na nic ją nie stać i że to wszystko przeze mnie – odparł. Zauważyli, że ledwie panował nad swoimi emocjami.

Sąd Okręgowy w Lublinie uznał Rafała Sz. winnym zabójstwa żony i skazał go na 25 lat więzienia
fot. KWP w Lublinie

Do dramatu doszło jednak później. Po powrocie do domu nakarmili dziecko, wykąpali je i położyli spać. Potem usiedli do kolacji. Jedząc pizzę, sprzeczali się. W pewnym momencie Rafał nie wytrzymał. Krzyknął do żony, żeby go nie wkurzała, bo ma dość kłopotów. Opowiedział jej o stłuczce. Jak zeznał w śledztwie, Ewelina zareagowała bardzo gwałtownie. Krzyczała na niego, że nie obchodzi go rodzina. Jakby naprawdę był kochającym mężem, nie narażałby ich na straty. Groziła, że się z nim rozejdzie. Zachowywała się coraz bardziej nieracjonalnie.

Według wyjaśnień Rafała Sz. w pewnym momencie jego żona porwała ze stołu nóż, którym kroili pizzę i chciała nim zadać mu pchnięcie. Uchylił się, ostrze go nie trafiło. Zaczęli się szamotać. Udało mu się odebrać Ewelinie nóż.

– Puść mnie bydlaku bo zacznę krzyczeć, że chcesz mnie zabić i zgarnie cię policja! – wysyczała z nienawiścią. Puścił jej rękę, ale potem uderzył ją dłonią w twarz. Kobieta przewróciła się na łóżko. W tejże chwili Rafałowi Sz. puściły wszelkie hamulce. Przytrzymał żonę, kładąc się na niej całym swoim ciężarem, po czym poderżnął jej nożem gardło. Ewelina Sz. zaczęła dławić się i charczeć. Mąż nie udzielił jej pomocy.

– Chciałem, żeby wszystko odbyło się szybko i żeby nie cierpiała – wyjaśnił w śledztwie. Patrzył, jak żona wykrwawiała się, a jej ciałem wstrząsały konwulsje. Jak wyjaśniał, nie był w stanie się ruszyć. W pewnej chwili Ewelina ucichła i przestała się ruszać.

Rafał Sz. dopiero teraz w pełni uzmysłowił sobie, co zrobił. Obmył narzędzie zbrodni i odłożył je do pojemnika ze sztućcami. Umył ręce. Nie chciał przebywać w domu ze zwłokami. Przykrył je kołdrą, po czym ubrał się, wsiadł do samochodu i przez kilka godzin jeździł bez celu po Opolu Lubelskim.

Niedługo po tym, jak go zatrzymała drogówka, zdecydował się pojechać do wujka. Potem w mieszkaniu, gdy zobaczył zwłoki Eweliny całe we krwi, wpadł w panikę, uciekł do innego pokoju i krzyczał, że tego nie zrobił. W śledztwie tłumaczył, że był całkowicie zagubiony. Przysięgał, że nie chciał zabić żony. Gdy podrzynał jej gardło, nie był sobą.

Prokuratura Rejonowa w Opolu Lubelskim oskarżyła Rafała Sz. o umyślne zabójstwo. Do procesu mężczyzna przebywał w areszcie tymczasowym.

To nie było w afekcie

Proces Rafała Sz.. odbył się jesienią 2019 r. przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Oskarżony i jego obrońca starali się przekonać sąd, że było to zabójstwo nieumyślne, popełnione w czasie sprzeczki małżeńskiej.

– Ewelina Sz. chwyciła pierwsza nóż. Oskarżony bronił się przed nią. To, co się stało później, miało charakter instynktowny – przekonywał obrońca Rafała Sz. Stwierdził, że jego klient nie dopuścił się zabójstwa, można go natomiast uznać winnym przekroczenia granic obrony koniecznej.

Zdaniem prokuratora wyjaśnienia mężczyzny, że jedynie bronił się, ponieważ został zaatakowany przez żonę, nie odpowiadają ustaleniom śledztwa. W postępowaniu przygotowawczym ustalono bowiem, że podczas kłótni Rafał Sz. popchnął Ewelinę Sz. na łóżko i chwycił za nóż. Wskoczył na nią, kilka razy zranił żonę w szyję i dwukrotnie podciął jej gardło.

To nie był jeden cios, lecz wiele. Patrzył, jak się dusiła. Nie może być mowy o obronie koniecznej, zabójstwie nieumyślnym czy też popełnionym w afekcie. Prokurator domagał się dla oskarżonego kary dożywocia lub 25 lat pozbawienia wolności, z możliwością zwolnienia dopiero po 20 latach.

Rafał Sz. mówił w ostatnim słowie, że ciężko mu żyć z tym, co zrobił i bardzo żałuje swojego czynu. Chciałby cofnąć czas. Oczekiwał sprawiedliwego wyroku.

13 listopada 2019 roku Sąd Okręgowy w Lublinie uznał Rafała Sz. winnym zabójstwa żony i skazał go na 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie nie wcześniej niż po upływie 17 lat. Mężczyzna ma też zapłacić 200 tysięcy złotych na rzecz swojej córki i 40 tysięcy złotych jako zadośćuczynienie matce żony.

Mariusz Gadomski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*