Gdy jedynak zabija matkę

 W Krakowie nieczęsto dochodzi do tak strasznych historii.  Rzadko kiedy przecież, syn zabija matkę. Gdy  zamordowaną jest znana prokurator, mnożą się spekulacje. Jednak w tej sprawie, poza rodzinną tragedią, raczej nie ma drugiego dna.

 Była sobota 9 stycznia 2015 roku. Około godziny 4 nad ranem, na ulicy Bociana na krakowskim strzeżonym osiedlu pojawił się Przemysław J. 26-letni, szczupły blondyn przyjechał swoim volvo do swojej matki. Co było dalej, to tylko domysły i dywagacje.

– Słychać było głośną awanturę – relacjonuje jedna z sąsiadek, którą obudziły hałasy dobiegające z mieszkania Anny Jedynak (52 l.), zastępcy prokuratora okręgowego w Krakowie.

Był jak opętany

 To ta właśnie sąsiadka poszła powiadomić ochroniarza o awanturze. Gdy ten pojawił się na miejscu i otworzył drzwi, zobaczył leżącą w kałuży krwi Annę Jedynak. W jego stronę ruszył zakrwawiony Przemysław z nożem w ręku. Ochroniarz kopnął go w nogę i uciekł. Zamknął się w dyżurce. Napastnik dobijał się do niego, ten jednak nie stracił zimnej krwi i szybko wezwał policję.

Zważywszy na charakter sytuacji i osobę poszkodowanej, na miejscu zaroiło się od policji. Rozpoczął się pościg za Przemysławem J. Ten – otumaniony zbrodnią, której dokonał, i pragnieniem ucieczki – szalał  po ulicach śpiącego jeszcze Krakowa. W efekcie uderzył w inne auto.

– Może panu pomóc? – zaproponował kierowca przejeżdżającego obok mercedesa transportera.

Zamiast podziękowań zobaczył wycelowaną w swoim kierunku lufę pistoletu; – Dawaj samochód – syknął Przemysław J.

Po chwili kontynuował ucieczkę, ścigany przez kilkanaście radiowozów. Gdy uderzył w autobus, a później w ścianę kamienicy, próbował uciekać pieszo.

– Strzały ostrzegawcze go powstrzymały – relacjonuje podinspektor Mariusz Ciarka, rzecznik małopolskiej policji – Konieczne było użycie paralizatora działającego na odległość. Tak udało się obezwładnić tego mężczyznę.

Był pijany, miał około promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Miał przy sobie nóż i pistolet gazowy. Zważywszy na godzinę, można domniemywać, że wracał z całonocnej imprezy. Tutaj zaczynają się tylko domysły i hipotezy. Według pierwszej z nich, mężczyzna mieszkał z matką. Już wiadomo, że to nieprawda. Mieszkał sam, w innym rejonie Krakowa. Pijany przyjechał do Anny Jedynak. Jak dostał się o tak wczesnej porze do jej mieszkania?

– To normalny zwyczaj, że na wszelki wypadek dzieci mają klucze do mieszkania rodziców – domyśla się kurator sądowa, pragnąca zachować anonimowość.

Tak też zapewne było i tym razem. Pytanie jednak, po co o tak wczesnej porze pojawił się u matki? Według jednej z wersji, zaatakował ją podczas snu. Inna hipoteza – co potwierdza relacja sąsiadki – na widok pijanego i być może naćpanego syna zaczęła się z nim kłócić. Wtedy Przemysław J. wyciągnął nóż i zaczął nim dźgać matkę, na oślep i jak w amoku. Zadał jej 30 ciosów w brzuch, klatkę piersiową i szyję. Kobieta nie miała żadnych szans na przeżycie. Spłoszony przez ochroniarza, rzucił się do ucieczki.

Trafi do psychiatryka?

Co powiedział prokuratorowi podczas przesłuchania, tego nie wiadomo.

– Prokurator prowadzący śledztwo prosił, aby nie udzielać informacji w tej sprawie – ucina prokurator Piotr Kosmaty.

Wiadomo, że Przemysławowi J. postawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

– Mój klient nie ustosunkował się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień – tymczasem poinformował mecenas Jan Olszewski, obrońca matkobójcy.

To ten sam adwokat, który wsławił się skuteczną obroną przed ekstradycją do Stanów Zjednoczonych reżysera Romana Polańskiego. Dziwne, że błyskawicznie został wynajęty przez rodzinę zatrzymanego.

Krakowski sąd tymczasowo aresztował Przemysława J. na trzy miesiące. Grozi mu nawet dożywocie. Siedzi na razie w Areszcie Śledczym przy ulicy Montelupich w Krakowie. Mimo że prokuratura, która prowadzi własne śledztwo w tej sprawie, jest całkowicie hermetyczna, obrona nie próżnuje. Już pojawiła się informacja, że Przemysław J. podobno przez kilka lat leczył się z depresji.

– Wystąpiliśmy do Prokuratury Generalnej w związku z charakterem sprawy o przeniesienie jej do innej prokuratury – mówi „Reporterowi” prokurator Kosmaty.

Pytanie, czy istnieje prawdopodobieństwo, że matkobójca zostanie poddany badaniu psychiatrycznemu, Kosmaty ucina krótko: – To decyzja w rękach prokuratora, który przejmie sprawę.

Dla Przemysława J. to alternatywa w rodzaju: być albo nie być. Gdyby został uznany za niepoczytalnego, trafiłby do zamkniętego zakładu psychiatrycznego a nie dożywotnio do więzienia. Jest o co walczyć.

– To nie pospolite zabójstwo, ale wielka tragedia rodzinna – przekonuje mecenas Olszewski, który rozważał wystąpienie o złagodzenie zarzutu.

Przemysław J. jest jedynakiem. Skończył studia informatyczne, nie pracował, utrzymywał się z korepetycji. Z rozwiedzioną matką spotykał się od czasu do czasu. Tego feralnego dnia, z niewiadomego powodu, uzbrojony postanowił  odwiedzić samotnie mieszkającą matkę.

– To była świetna prawniczka – ocenia swoją byłą przełożoną prokurator Bogusława Marcinkowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie – Od kilkunastu lat pełniła różne funkcje w prokuraturze. Zaczynała od pracownika Prokuratury Rejonowej Kraków-Podgórze, później była zastępcą szefa tej prokuratury a następnie szefową. Ciężką pracą doszła do stanowiska zastępcy Prokuratora Okręgowego w Krakowie, nadzorowała prace prokuratur rejonowych. To co się stało, to bardzo duży szok, żal i smutek.

13 stycznia urna z prochami prokurator Jedynak została złożona w grobowcu rodzinnym w Pińczowie (woj. świętokrzyskie). Był tłum żegnających, m.in. prokuratorzy, sędziowie, policjanci a także Edward Szydło, mąż ówczesnej premier, który studiował razem z zamordowaną.  Na grobie wśród innych wiązanek znalazł się także wieniec od jej syna-zabójcy z napisem na szarfie „Żegnam Cię kochana mamo – Przemuś”.

Usłyszał wyrok

W marcu 2019 roku Sąd Okręgowy w Krakowie skazał na dożywocie 26-letniego Przemysława J. za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swojej matki prokurator Anny Jedynak. Takiej kary domagała się dla niego prokuratura. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd w wyroku zdecydował o poddaniu Przemysława J. terapii związanej z zaburzeniami osobowości. Nie było go na ogłoszeniu wyroku, bo złożył wniosek, by nie został doprowadzony na rozprawę.

Na 26-latku ciążył też zarzut zniszczenia mienia, uszkodzenia ciała innego mężczyzny, jazdy autem w stanie nietrzeźwym. Kilka przestępstw popełnił, uciekając volvo z miejsca zbrodni. Policjanci osaczyli go przy ul. Czarnowiejskiej, ale 26-latek wcale nie zamierzał się poddawać. Nie reagował na wezwania funkcjonariuszy. Był pobudzony, ale równocześnie obojętny na to, co przed chwilą zrobił. Padły strzały ostrzegawcze. Dopiero po kilkunastu minutach udało się go obezwładnić paralizatorem.

Oskarżony został też skazany za jazdę w stanie nietrzeźwym, zranienie nożem portiera w bloku, w którym doszło do zabójstwa oraz grożenie kierowcy atrapą broni i zabór auta, którym kontynuował ucieczkę z miejsca zbrodni. Te mniejsze kary i tak zostały wliczone w wyrok dożywoci

Badania wykazały, że Przemysław J. miał we krwi promil alkoholu. Nad ranem wrócił z imprezy do mieszkania. Nie wiadomo, co było powodem kłótni z matką.

Mirosław Koźmin

 Reporter nr 2 /2016

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*