OSTATNIE POŻEGNANIE LATA

 W niedzielne popołudnie, 14 września 1997 roku, z domu w Inowrocławiu wychodzi siedemnastoletnia Sylwia Cz.  Spokojna, sympatyczna dziewczyna wybiera się na miejski festyn „Pożegnanie Lata”.  Życie brutalnie weryfikuje jej plany.

Sylwia na swojej drodze spotyka kolegę, osiemnastoletniego wówczas Przemysława K., który zaprasza ją na działkę swoich rodziców, by tam poimprezować. Dziewczyna, nie mając podstaw do obaw; chłopaka zna, a działki znajdują się niemal w centrum miasta – zgadza się.

Jest miło, alkohol pozwala się odprężyć… Pewną niespodzianką dla Sylwii może być obecność na działce niewiele starszego od nich wuja Przemysława K. – Dariusza Sz. Nie dowiemy się już, czy gdyby stanowiło to dla dziewczyny problem, pozwolono by jej opuścić to miejsce, czy wszystko potoczyłoby się tym samym torem i jednak zostałaby tam na długie lata.

Gdzie jest Sylwia?

 Matki nie ma w domu, gdy Sylwia z niego wychodzi, nie zostawiając żadnej informacji, gdzie się wybiera i na jak długo. Kobieta niepokoi się długą nieobecnością córki i zgłasza jej zaginięcie na policję. Dziewczyna oprócz kluczy i legitymacji szkolnej nie zabrała ze sobą nic, co mogłoby sugerować ucieczkę z domu bądź chęć wyjazdu na dłużej.

Nikt nie wiedział, co stało się z Sylwią. Po latach śledztwo będzie prowadzone na bazie dwóch założeń; wyjazdu dziewczyny i jej śmierci.

Pierwsza teoria zaowocowała stworzeniem portretu progresywnego zaginionej przez Laboratorium Kryminalistyczne KWP w Białymstoku i upublicznieniem go w mediach.

Druga wersja zrodziła pomysł, aby wyodrębnić DNA dziewczyny i dzięki temu sprawdzić rejestry zwłok o nieustalonej tożsamości w kraju i za granicą, przy pomocy Biura Międzynarodowej Współpracy Policji KGP.  W 2009 roku profil genetyczny zaginionej można było ustalić już tylko na podstawie próbek pobranych od jej matki – Ireny Cz., ale Centralne Laboratorium  Kryminalistyczne KGP stanęło na wysokości zadania.

Czynności te, wykonane dzięki dociekliwości policjanta, któremu jako kolejnemu przydzielono tę sprawę, niestety nic nie dały.  Mimo to matka dziewczyny w sierpniu 2011 roku złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – zamordowania jej córki.

Niespodziewany przełom

 Wojciech Gajdamowicz – prokurator zajmujący się tą sprawą z ramienia Prokuratury Rejonowej w Inowrocławiu – otrzymał sukcesywnie uzupełniane przez policjantów akta. Materiały były rzetelnie gromadzone, wątki sprawdzane, jednak wciąż brakowało punktu zaczepienia, konkretnych dowodów.

Policja nie ujawnia dokładnie źródła informacji, jakie doprowadziły do zatrzymania podejrzanych. Wiadomo, że w śledztwie jeden z nich był kilkakrotnie przesłuchiwany, natomiast nie dawało to podstaw do postawienia mu zarzutów. W mediach można odnaleźć wzmianki, że  do organów ścigania nadesłano maila, którego nadawcy nie udało się ustalić, o treści: „Czy w sprawie poszukiwanej Sylwii Cz. przewiduje się jakąś nagrodę? Została zamordowana. Głównym sprawcą jest Przemysław K. Zżerają go wyrzuty sumienia i to go pcha do alkoholizmu. Przyciśnijcie też Sz.”. Inny wątek to zgłoszenie znajomej  Przemysława K.  na policję, odgrażania się  przez niego pod jej adresem, że zrobi z nią to samo, co z Sylwią.

W efekcie odnaleziono zwłoki Sylwii i zatrzymano Przemysława K. i Dariusza Sz. jako podejrzanych o jej zamordowanie. Miało to miejsce dopiero w październiku 2011 roku.

Zwłoki zaginionej znajdowały się 1,5 metra pod ziemią, zakopane na terenie działki należącej do rodziców  Przemysława K. Ze względu na upływ czasu nie posiadały już tkanek miękkich. Przy zwłokach ujawniono resztki skarpetek, złote kolczyki i legitymację szkolną na nazwisko Sylwia Cz. oraz pętlę ze sznura.

Przemysław K. i Dariusz Sz. wzięli udział w wizji lokalnej, pierwszy z podejrzanych przyznał się do zabójstwa, natomiast drugi przyznał się jedynie do pomocnictwa w ukryciu zwłok.

Ostatnie chwile

 Dociekliwy policjant prowadzący śledztwo dotyczące Sylwii, z nadzieją na anonimową pomoc, założył jej konto  jako osoby zaginionej – na portalu nk.pl. To tam pojawiła się podobno informacja „Napadli ją i zgwałcili. Byli jak bestie. Nie dali jej żadnych szans”.

Po 14 latach od tamtych wydarzeń trudno nawet od  sprawców wymagać, aby wszystko dokładnie pamiętali, by odtworzyli ostatnie chwile życia dziewczyny, w końcu, by podali motyw tej zbrodni. Ciąg nieszczęśliwych zdarzeń można próbować zrekonstruować na podstawie ustaleń biegłych, posiłkując się zeznaniami Przemysława i Dariusza, mając na względzie ich wzajemne próby umniejszenia własnej winy.

Istnieje prawdopodobieństwo, że w trakcie gościny Przemysław K. usiłował doprowadzić Sylwię do czynności seksualnych, a ona stawiała opór. Ze względu na upływ czasu, brak tkanek miękkich i brak możliwości zabezpieczenia jakichkolwiek śladów biologicznych, nigdy nie dowiemy się, czy dziewczyna została zgwałcona.

Przemysław K. twierdził w sądzie, że straciła ona życie, ponieważ uderzyła się o betonowy murek altany. W trakcie wizji lokalnej miał natomiast powiedzieć: – Gdy już skończyliśmy, ona krzyczała nadal. Wrzeszczała, że pójdzie na policję.  Dariusz uderzył ją pierwszy. Ja też ją uderzyłem kilka razy szpadlem. Ale nie chciałem jej zabić. Jak to już się stało, to wykopaliśmy dół i wrzuciliśmy ją do niego.

Dariusz Sz. natomiast zeznawał, że wyszedł z altanki, a kiedy wrócił, dziewczyna leżała już martwa w samych skarpetkach.

Uniknął kary

 10 czerwca 2013 roku w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy zapadł wyrok.

Przemysława K. – męża i ojca dwójki dzieci, stolarza –  skazano na 15 lat pozbawienia wolności oraz zapłacenie pani Irenie Cz. 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Wobec Dariusza Sz. (bezrobotnego kawalera) postępowanie umorzono. Biegli uznali, że ze względu na swój niski poziom intelektualny nie jest w stanie celowo zeznawać, tak, by uniknąć odpowiedzialności karnej za zabójstwo, a brak jest bezpośrednich dowodów, że brał w nim udział. Zaś zarzuty, co do pomocnictwa w zacieraniu śladów zbrodni, znieważenia zwłok poprzez zakopywanie ich, odkopywanie celem spalenia i ponowne zakopanie, ulegają przedawnieniu po 10 latach. Dariusz Sz. wyszedł więc na wolność.

Sylwia Cz. figurowała  w rejestrach jako osoba poszukiwana, niewiele brakowało, aby jej sprawa trafiła do archiwum. Gdyż czynności poszukiwawcze kończyły się, a materiały przekazuje się do archiwum, gdy upłynęło 10 lat od zgłoszenia  zaginięcia osoby małoletniej, która ukończyłaby 23 lata życia.

Na szczęście zagadkę zniknięcia Sylwii udało się rozwiązać.

Lidia Wojciechowska

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*