SPRAWA IWONY WIECZOREK: Wszędzie była krew

Publikujemy fragment książki Janusza Szostaka „Co się stało z Iwoną Wieczorek”. KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

(…) 6 lipca 2016 roku złożyłem w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku zeznania na temat śledztwa dziennikarskiego oraz działań fundacji Na Tropie, związanych z poszukiwaniem Iwony Wieczorek. Wskazałem ewentualne miejsce ukrycia zwłok, oraz osoby, które mogą mieć wiedzę o tej sprawie.

15 lipca 2016 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wydała postanowienie o przeszukaniu wskazanych przeze mnie ogródków działkowych:

„Celem zweryfikowania informacji dotyczących ewentualnego ukrycia zwłok Iwony Wieczorek”.

19 lipca 2016 roku między 9.00 a 16.00 zaplanowano przeszukanie tego terenu. Jak wyczytałem w aktach, miało w nim brać udział: 50 policjantów z wydziału prewencji, dwa psy przeszkolone do wyszukiwania ludzkich zwłok, czterech funkcjonariuszy Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP Gdańsk, dwóch funkcjonariuszy Wydziału KWP Gdańsk, a także strażacy. Plan działania był bardzo rozległy i obejmował między innymi sprawdzenie około 100 studzienek kanalizacyjnych i deszczowych.

fot. Janusz Szostak

Głównym celem śledczych była jednak jedna z działek, którą wskazałem w czasie składania zeznań. I na niej koncentrowały się działania poszukiwawcze prowadzone 22 lipca 2016 roku. Jak wyglądało przeszukanie znajdujących się na niej pomieszczeń, dowiadujemy się z akt sprawy:

„W pomieszczeniach zalega woda zalewowa, do wysokości 15 cm, w pomieszczeniach tych panuje nieład, są rozrzucone rzeczy. Cała posesja oraz budynek mieszkalny są w części zalane wodą. (…) Przedmiotów istotnych z punktu widzenia postępowania nie ujawniono. Na tym oględziny posesji oraz pomieszczeń zakończono” – rzut oka i policjanci poszli dalej.

fot. Janusz Szostak

Działając w ten sposób, nikt niczego w tej sprawie nigdy nie znajdzie. Policjanci nie zadali sobie nawet trudu dokładnego przeszukania pomieszczeń czy sprawdzenia, co znajduje się pod podłogą. Weszli do środka, popatrzyli – zobaczyli wodę i nieład – i szybko wyszli.

Jak czytamy w protokole z przeszukania, na terenie tej posesji nie ujawniono śladów w czasie oględzin pomieszczeń, nie znaleziono szamb, zbiorników wodnych itp. Wypompowano natomiast wodę z oczka wodnego oraz przekopano niewielki fragment działki na głębokość półtora metra. Pobrano próbki ziemi z kilku miejsc, które przekazano do laboratorium. Jednak mimo że od tego momentu minął rok, w aktach próżno szukać wyników badań gleby. Ale nie tylko tego dokumentu brakuje.

fot. Janusz Szostak

Przesłuchano co prawda Wandę G., która użytkuje tę działkę. Jednak starsza pani nic nie wie o Iwonie Wieczorek i nigdy o niej nie słyszała. Przekazałem jednak śledczym, że jakąś wiedzę o zaginionej może mieć jej wnuczek Jarosław G., który na tej działce przez pewien czas mieszkał. Potwierdziła to również Wanda G.

Próżno jednak doszukać się w aktach protokołu przesłuchania tego mężczyzny. Wygląda na to, że śledczy nie pofatygowali się do niego.

27 lipca 2016 roku dokonano oględzin garażu oraz sąsiedniej posesji:

„W celu ujawnienia ewentualnych śladów krwawych” – jak zapisano w protokole.

Garaż ten wskazałem jako miejsce, gdzie mogła być przetrzymywana Iwona Wieczorek. W oględzinach uczestniczył m.in. biegły z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Gdańsku.

W pomieszczeniach znajdujących się na terenie posesji należącej do Sławomira N. znaleziono liczne ślady krwi. Były one niemal wszędzie. Ujawniono je w pomieszczeniu gospodarczym, m.in. na meblach, ubraniach, worku jutowym, płycie styropianowej, na plandece i na wiszącym tam haku. Krwawe ślady odkryto też na wszystkich narzędziach i szafkach, na poduszce, a także na dywanikach i przeciętej opasce zaciskowej. Liczne pozostałości krwi oraz inne ślady odkryto także w garażu. Opis znalezionych śladów krwi zajmuje kilka stron protokołu przeszukania posesji tego mężczyzny. Próbki wszystkich oddano do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Gdańsku.

Czyja to była krew? Czy mogła należeć do Iwony Wieczorek? Policja i prokuratura nie ujawniają tych informacji.

fot. Janusz Szostak

Właściciel posesji Sławomir N. (74 lata) zeznał, że od 2010 roku (dokładnej daty nie pamięta) mieszkał u niego Waldemar G. – jego znajomy z Pruszcza Gdańskiego, który też korzystał z tych pomieszczeń:

Pracowałem w ochronie często 24 godziny na dobę i Waldemar G. w tym czasie miał swobodny dostęp do wszystkich pomieszczeń. To był mój kolega, więc mu ufałem. Garażu nie używałem od dawna, bo nie mam już samochodu. Uważam, że na mojej posesji nigdzie nie powinno być śladów krwawych. Nie przypominam sobie, aby Waldemar G. miał jakieś rany. Zwierząt hodowlanych na mojej posesji nie było od kilkudziesięciu lat, więc nikt ich tu nie zabijał. W 2015 roku poprosiłem Waldemara G., aby się wyprowadził i wtedy zaczęły się problemy. Nie chciał tego zrobić, były awantury. W końcu się wyprowadził do mojego sąsiada, Krzysztofa C.”.

Jak zeznał, nikt oprócz Waldemara G., nie miał dostępu do garażu i pomieszczeń, w których znaleziono ślady krwi, nikt nigdy też się tam nie włamał:

„Było tylko włamanie do mojego domu. I wówczas, jakieś dwa miesiące temu, przyszedł do mnie Waldemar i zapewniał, że on nie ma z tym nic wspólnego. Ja wiem, kto to jest Iwona Wieczorek, czytałem o niej w gazetach, ale nie mam z jej zaginięciem nic wspólnego” – zastrzegł Sławomir N.

fot. Janusz Szostak

Co zastanawiające, policja nie przesłuchała Waldemara G. Przynajmniej w aktach sprawy nie ma śladu jego zeznań. Nie zapytano o niego także Krzysztofa C., do którego G. się przeprowadził. Działkę Krzysztofa C. oraz jego samego, także wskazałem policji w lipcu 2016 roku. Według moich informacji mógł on mieć wiedzę na temat tego, co stało się z Iwoną Wieczorek. To dość nieobliczalny recydywista, który podczas jednego z naszych pobytów w tym rejonie próbował nas zaatakować.

fot. Aldona Błaszczyk- Szostak

Policja co prawda przesłuchała go, lecz Krzysztof C. stwierdził, że nie słyszał o Iwonie Wieczorek, ponieważ nie czyta gazet. I na tym się skończyło. Nie zapytano go nawet o Waldemara G., który rzekomo przeprowadził się do niego w 2015 roku. Próżno też szukać w aktach protokołu przeszukania posesji Krzysztofa C.

Policja przesłuchała natomiast pojawiającego się w moim dziennikarskim śledztwie Tomasza K., właściciela baru w Gdańsku, który ma działkę w sąsiedztwie Krzysztofa C.

– Nie znam osobiście Iwony Wieczorek, ale słyszałem i czytałem o tej dziewczynie – zeznał mężczyzna. – Nie chodzę po klubach. W Dream Clubie w Sopocie byłem tylko raz. Razem z żoną poszliśmy zobaczyć córkę Klaudię, która pracowała tam na huśtawkach. Nie pamiętam, co robiłem w czasie, gdy zaginęła Iwona Wieczorek.

fot. Aldona Błaszczyk- Szostak

Już pod koniec 2015 roku  miałem  informację, że Iwona Wieczorek po zamordowaniu mogła być pogrzebana w dole z wapnem gaszonym. Jak wiadomo, ma ono żrące właściwości i w związku z szybkim niszczeniem zwłok utrudnia też pobieranie materiału genetycznego.

Wiem już, że wskazana przeze mnie działka, jak i sąsiednie, nie była przeszukana szczegółowo. Na tym terenie przed wojną znajdowały się budynki i inne obiekty, na których fundamentach powstała część obecnych. Być może jest tam ukryta piwnica, nieczynna i niezinwentaryzowana, albo studnia. Możliwości skutecznego ukrycia ciała w tym rejonie jest wiele. I na pewno nie wszystkie z nich zostały sprawdzone, nawet na tej niewielkiej działce, gdzie poszukiwania przerwano wyjątkowo szybko. Przez kilka kolejnych dni próbowałem namówić śledczych do bardziej drobiazgowych poszukiwań. Jednak bezskutecznie.

fot. Janusz Szostak

Jako że policja nie kwapiła się do przekazywania informacji na temat efektów poszukiwań na wskazanej przeze mnie działce, niemal codziennie męczyłem śledczych telefonami. Powiedziano mi tylko, bym pytał prokuraturę, bo to ona nadzoruje czynności. Wysłałem zatem do rzecznika Prokuratury Okręgowej w Gdańsku kilkanaście pytań. Już po paru godzinach odebrałem telefon z prokuratury i dowiedziałem się, że adresat pytań jest niewłaściwy. Powinienem je wysłać do… policji. Bowiem prokuratura śledztwo umorzyła i ‒ krótko mówiąc ‒ nie wie, co robi w tej sprawie policja. Zatem 23 sierpnia 2016 roku przesłałem pytania do biura prasowego KWP w Gdańsku.

Policja nie odpowiedziała na żadne z nich. Zadowalając się tradycyjnym już ogólnikiem:

„Z uwagi na dobro postępowania na obecnym etapie wykonywanych czynności nie ma możliwości udzielenia odpowiedzi na tak szczegółowo zadane pytania” – napisał do mnie podkomisarz Michał Sienkiewicz.

Miesiącami zastanawiałem się, czy ślady krwi znalezione w 2016 roku na terenie ogródków działkowych Gdańsku mogą mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek? Tymczasem nie mogłem doprosić się wyników badań laboratoryjnych. Mijał rok, kolejne miesiące, dwa lata i rzekomo nadal wyników nie było.

fot. Janusz Szostak

O śladach krwi znalezionych na posesji przy ulicy Konwalii w Gdańsku rozmawiałem także z Markiem Dyjaszem:

– Jak długo trwa badanie śladów krwi? – pytam byłego szefa Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.

– Zależy, jakie jest podłoże i w jakim stanie jest materiał dowodowy. No ale na pewno nie trwa to miesiącami.

– Czy takie badanie może trwać dwa lata?

– Nie, nie. Dwa lata to niemożliwe.

– Niestety, wyników badań nadal nie ujawniono.

– Może dalej utrzymują, że jest to tajemnica śledztwa. Nie muszą informować pana o wynikach.

– Wiem, że nie muszą. Po prostu zastanawia mnie, dlaczego to wszystko trwa tak długo.

– Być może odkryli tam coś związanego z inną sprawą i dlatego nie chcą tego ujawnić.

Do dziś nie wyjaśniono, czyje ślady krwi znaleziono na działkach w Gdańsku (…)

Janusz Szostak

Zdjęcia z poszukiwań w 2016 roku Janusz Szostak. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

2 Komentarze

  1. Panie Januszu, jestem pełna uznania dla Pana śledztwa dziennikarskiego i zaangażowania w sprawę. Jako laika (nie mam wykształcenia w kierunku kryminalistyki, czytuję czasem z ciekawości o głośnych nierozwiązanych sprawach) zastanawia mnie jednak jedna rzecz. Liczne ślady krwi w garażu odnaleziono po 6 latach od sprawy. Dlaczego, Pana zdaniem, ewentualny zabójca miałby przez tak długi czas pozostawić tak ewidentne, liczne ślady niezatarte? Z punktu widzenia logiki wydaje mi się to nieracjonalne, szczególnie jeśli nie byłby właścicielem posesji. Sprawcy zwykle dążą raczej do zatarcia wszelkich śladów – czyta się np. o przypadkach podpalenia miejsca zbrodni, nagłego remontu, wyrzucenia narzędzi zbrodni do zbiornika wodnego itp. Jak Pan uzasadniłby hipotezę, że ktoś, kto tak skutecznie ukrył ciało ofiary, mógłby przez 6 lat nie pozbyć się śladów z aż tylu przedmiotów?

    Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że w tym miejscu ktoś zabijał zwierzęta na mięso czy uprawiał sadomasochistyczne praktyki seksualne. Ciekawa jest wzmianka o haku – czytałam kiedyś artykuł o ludziach wykonujących występy, podczas których podwieszają swoje ciało na hakach. Dla niektórych jest to podobno forma medytacji, dla innych satysfakcji seksualnej. Dużo łatwiej jest mi sobie wyobrazić, że te ślady pozostawił ktoś, kto robił tam coś dziwnego, ale nie będącego przestępstwem, przez co nie czuł potrzeby ich usuwania. Jednocześnie nie dziwiłaby mnie złość osoby zmuszonej do wyprowadzki z miejsca, gdzie miała bezpieczną przestrzeń do realizowania jakichś nietypowych upodobań.

  2. Zapomniałam jeszcze rozwinąć myśl o zwierzętach. Pisze Pan, ze zwierzęta hodowlane wykluczono. Przyszła mi jednak do głowy inna możliwość: kłusownictwo. Ktoś mający dostęp do garażu mógł tam przywozić i patroszyć nielegalnie upolowane zwierzęta, albo udostępniać garaż jakiemuś znajomemu. Taka osoba na pewno miałaby swoją sieć kontaktów – innych kłusowników, osoby handlujące mięsem czy skórami. Jednocześnie mogłoby jej nie zależeć na czyszczeniu garażu, gdyby czuła się tam pewnie i korzystała z niego często. Oczywiście gdyby tak było, to należałyby się Panu podziękowania. Ale może taka sprawa jest dopiero w toku i właśnie dlatego policja nic nie ujawniła?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*