Mordował prostytutki i zlizywał z nich krew

W połowie lat 60. w Bydgoszczy padł blady strach na kobiety trudniące się nierządem. W mieście grasował brutalny morderca, który atakował, gwałcił, okaleczał i masakrował prostytutki. Po dwóch latach śledztwo zakończyło się sukcesem.

W 1967 roku na ławie oskarżonych posadzono 38-letniego Stefana Rachubińskiego. Mężczyzna nie wyglądał na bezwzględnego sadystę. W opinii sąsiadów kowal był dobrym mężem i troskliwym ojcem czwórki dzieci. Psychopata został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano pod koniec 1968 roku. Dlaczego Rachubiński mordował panie lekkich obyczajów? Czy nikt nie zauważył jego sadystycznych skłonności?

Pierwszą ofiarą Stefana Rachubińskiego (†39 l.) była 25-letnia prostytutka Zofia Ł. Jak czytamy na portalu seryjnimordercy-psyche.blogspot.com, oboje poznali się 11 czerwca 1965 roku na dworcu PKP. Matka niepełnosprawnego dziecka nie miała pojęcia, że jest to jej ostatni wieczór w życiu. Zgodziła się z nim pójść, ponieważ skusił ją pieniędzy i perspektywą wspólnej alkoholowej libacji. Ciało zmasakrowanej kobiety znaleziono dwa dni później w pobliżu dworca.

Zbezczeszczone zwłoki kobiety leżały na plecach. Wokół morderca porozrzucał pocięte fragmenty odzieży ofiary. Obok leżała też pusta butelka po wódce. Wszędzie było pełno krwi. Śledczy błyskawicznie zorientowali się, że morderca obszedł się z brutalnie ze swoją ofiarą. Ostrym scyzorykiem podciął jej gardło, rozpłatał jej klatkę piersiową, przeciął brzuch, odsłaniając jelita. Na pierwszy rzut oka można się było zorientować, że milicja ma do czynienia z chorym zwyrodnialcem. Pewne było też, że morderca nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Kilka dni później w lesie w Jachcicach przy szosie Bydgoszcz-Koronowo zwyrodnialec napadł na 19-letnią Natalię G., która miała nogę w gipsie. Sprawca zadał swej ofierze nożem kilka kłutych i ciętych ran twarzy i szyi oraz pogryzł jej wargi. Jak czytamy na stronie seryjnimordercy-psyche.blogspot.com, napastnik przewrócił ją, a gwałcąc ciął ją nożem i zlizywał krew z ran. W amoku pokazał ofierze dowód. Kobieta, która cudem przeżyła atak, zapamiętała, że widniało tam imię Ireneusz. Nie widziała jednak twarzy oprawcy.

Szybko wytypowano domniemanego sprawcę. Mężczyzna, który pracował jako palacz w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej i był wielokrotnie karany, był „idealnym kandydatem”. Milicja obwieściła sukces. Postawiono oskarżonemu zarzut zabójstwa i zamknięto śledztwo. Spokój trwał do 13 marca 1966 roku.

Wtedy przy zagajniku sosnowym przy ścieżce wiodącej do Rykowa, znaleziono zwłoki innej prostytutki, 29-letniej Danuty K. Śledczy zorientowali się błyskawicznie, że za kratkami siedzi nie ten mężczyzna, którego szukali. „Po usunięciu warstwy śniegu stwierdzono, że znalezione zwłoki ułożone były na wznak, prawa ręka – odchylona do tyłu, ułożona równolegle do tułowia, palce zaciśnięte. Lewa ręka była odrzucona w bok, dłoń znajdowała się na wysokości głowy. Nogi były charakterystycznie rozchylone, a zwłoki – obnażone od kolan aż po szyję” – widnieje w aktach sprawy.

Lekarze odkryli, że Danutę K. zmasakrowano od 12 do 20 godzin przed odnalezieniem jej ciała. Kobieta była w ciąży! Kilka dni później wreszcie milicjanci trafili na właściwy trop. Okazało się bowiem, że 12 marca 1966 roku zamordowana wyszła z restauracji „Gromada” z mężczyzną, którego w toku śledztwa określono mianem „Bogacza”. Świadkowie stwierdzili bowiem, że wyglądał na takiego, który ma pieniędzy jak lodu.

W końcu Stefan Rachubiński trafił do aresztu. Pasował do sporządzonego wcześniej rysopisu. Początkowo zatrzymany nie przyznawał się do morderstw. Jednak dowody były miażdżące. Został rozpoznany przez czworo świadków. W końcu zaczął mówić. Opowiedział śledczym, że czerpał przyjemność z krojenia ciał kobiet, zadawania im bólu.

Rachubiński zeznał, że w 1959 roku miał dokonać dwóch napaści na kobiety, a w 1962 roku ugodził nieznaną kobietę nożem w pośladek. Kowal przyznał też, że myślał o zamordowaniu w trakcie seksu żony. Nie zrobił tego tylko dlatego, że wówczas jego czwórka dzieci wylądowałyby w domu dziecka. Przyznał także, że sadystyczne myśli nawiedzały go, gdy był pijany.

Jesienią 1967 roku ruszył proces. Rachubiński kilka razy się popłakał. Sąd uznał jednak, że w chwili dokonywania czynów był on poczytalny. Sadystę skazano na śmierć. Wyrok wykonano pod koniec 1968 roku.

Źródło: seryjnimordercy-psyche.blogspot.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*