Tragiczny finał jazdy autostopem

Autostop od lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Korzystają z niego przede wszystkim odważne, otwarte na ludzi i świat, młode osoby. Jest świetnym sposobem na tanią, pełną przygód i miłych wspomnień podróż. Niestety, bywa także śmiertelnie niebezpieczny. Przekonała się o tym Alicja Baran – filigranowa nastolatka o przyjaznym usposobieniu i dużej ufności wobec ludzi. Wieczorem 19 sierpnia 1997 roku wsiadła do samochodu mordercy.

Alicja Baran urodziła się 22 maja 1978 roku w Miliczu. Była jedną z dwóch córek Teresy i Adama Baran. Mieszkała wraz z rodzicami w niewielkim miasteczku Trzebnica – nieopodal Wrocławia. Była atrakcyjną, pełną energii 19-nastoletnią dziewczyną, która z łatwością nawiązywała kontakty z obcymi ludźmi. Uwielbiała przyrodę oraz kochała podróżować autostopem. To właśnie nim przemierzała często trasę z Trzebnicy do Wrocławia, gdzie uczęszczała do Liceum Ekonomicznego.

Podróże małe i duże

Lato w 1997 roku było wyjątkowo upalne. Nastolatka od pewnego czasu przygotowywała się do wyjazdu za granicę. Pod koniec lipca wybrała się na dwutygodniowy wypad do Wielkiej Brytanii, gdzie od dłuższego czasu przebywała jej starsza siostra Katarzyna. Przez cały okres pobytu w Anglii dziewczyna świetnie się bawiła. Odwiedziła wiele ciekawych miejsc oraz poznała nowych ludzi. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy – Alicja nawet się nie obejrzała, a już musiała wracać do Polski. Nie był to jednak koniec jej wakacji. Tuż po powrocie czekał ją kolejny wyjazd.

Po przyjeździe do Trzebnicy, Alicja oraz jej przyjaciółka Beata zdecydowały, że drugą połowę sierpnia spędzą nad polskim morzem. 11 sierpnia 1997 roku były już w drodze do Łeby. Po przybyciu na miejsce zameldowały się w kwaterze przy ulicy Sosnowej 5. Niestety, Alicja po niecałych dwóch dniach spędzonych nad Bałtykiem musiała wracać do domu. Przed wyjazdem obiecała swoim rodzicom, że wróci do Trzebnicy i wybierze się z nimi na uroczystości weselne, które miały się odbyć w Nienadowej koło Przemyśla. Nastolatka zapewniła swoją przyjaciółkę, że po kilku dniach spędzonych w rodzinnych stronach ponownie zjawi się w Łebie.

Wczesnym rankiem 19 sierpnia 1997 roku, już po zakończonym weselu, Alicja udała się na przystanek PKS w Nienadowej, odprowadzili ją rodzice; był to ich ostatni kontakt z córką. O godzinie 5.10 wsiadła do autobusu jadącego do Przemyśla, a  tam do pociągu „Ekspress Małopolska”,  relacji Przemyśl – Gdynia, którego odjazd był planowany na godzinę 7.09. Po przyjeździe do Gdyni przesiadła się o 17.35 do pośpiesznego „Gryfa”, jadącego do Lęborka. Około godziny 18.15 nastolatka dotarła na miejsce – stąd zamierzała przesiąść się na kolejny pociąg: do Łeby, jednak do żadnego pociągu już nie wsiadła, nigdy też nie dotarła do Łeby.

Przyjaciółka nastolatki – Beata doszła do wniosku, że Alicja spóźniła się na któryś z pociągów i dojedzie do niej następnego dnia. Tak jednak się nie stało. Po kilku samotnie spędzonych dniach, Beata postanowiła uregulować rachunek za wynajem kwatery i wrócić do domu. Wcześniej poinformowała telefonicznie rodziców Alicji o tym, że nie pojawiła się ona w Łebie i poprosiła o odbiór jej rzeczy. Informacje przekazane przez Beatę wprawiły w osłupienie rodziców 19-latki. Byli pewni, że ich córka przez cały czas przebywa w Łebie.

Gdzie jesteś, córeczko?

Natychmiast po otrzymaniu alarmujących wieści znad morza, państwo Baran zgłosili na policję zaginięcie córki. W pierwszej kolejności pan Adam udał się ze zgłoszeniem do KPP w Trzebnicy. Nazajutrz, wczesnym rankiem wyjechał do Przemyśla, gdzie na własną rękę podjął próbę odnalezienia córki. Na dworcu w Przemyślu okazywał zdjęcia Alicji przypadkowo napotkanym osobom. Wciąż miał nadzieję na to, że ktoś rozpozna jego córkę i będzie wstanie mu pomóc. Niestety, te wysiłki nie przyniosły żadnego skutku. Zrozpaczony ojciec zgłosił zaginięcie również na przemyskiej policji. Na wieść o tajemniczym zniknięciu nastolatki jej siostra Katarzyna natychmiast przerwała urlop w Wielkiej Brytanii i powróciła do kraju. Wzięła czynny udział w poszukiwaniach siostry, wspierając przy tym załamanych rodziców.

W kolejnych dniach rodzina dziewczyny pojawiła się między innymi w Słupsku, Lęborku, Łebie i Gdyni – we wszystkich tych miastach zostały powiadomione miejscowe jednostki policji. Na budynkach dworców i słupach rozklejone zostały afisze z rysopisem Alicji i danymi na temat trasy, jaką poruszała się zaginiona feralnego dnia. W poszukiwania dziewczyny zaangażowali się również konduktorzy, którzy rozwiesili plakaty na trasie, którą podróżowała. W trakcie śledztwa jeden z konduktorów zeznał, że kontrolował bilet dziewczyny, która była łudząco podobna do Alicji Baran.

Gdy gaśnie nadzieja

   W trakcie intensywnych poszukiwań wciąż było więcej pytań niż odpowiedzi. Każdy następny trop, który dawał nadzieję na odkrycie prawdy okazywał się złudny. Gdy państwu Baran wydawało się, że wykorzystali już wszystkie możliwości, postanowili zwrócić się o pomoc do jasnowidza. Początkowo pani Teresa odnosiła się do tego pomysłu dość sceptycznie. Zanim jednak podjęła ostateczną decyzję, postanowiła ją skonsultować z miejscowym proboszczem. Po wysłuchaniu zrozpaczonej matki, ksiądz stwierdził, że nie ma nic przeciwko tego typu działaniom i jeżeli jasnowidz jest w stanie pomóc w odnalezieniu jej córki, to powinna skorzystać z jego usług.

Natchniona nadzieją kobieta, postanawia jak najszybciej skontaktować się z jasnowidzem. Jej wybór padł na Krzysztofa Jackowskiego, najpopularniejszego jasnowidza w Polsce. Po kilku dniach kobieta zjawiła się w Człuchowie. Zabrała ze sobą spodnie od piżamy córki oraz jej zdjęcie. Po pewnym czasie jasnowidz wręczył zrozpaczonej matce kartkę, na której była spisana wizja. Wynikało z niej, że Alicja została zamordowana przez mężczyznę w wieku między 35-38 rokiem życia. Wyglądał na inteligentnego, mógł być nauczycielem lub opiekunem. Łatwo nawiązał kontakt z dziewczyną. Miał czarne włosy, wąsy oraz nosił okulary. Ubrany był w koszulę flanelową w czerwono-czarną kratę oraz spodnie wycierusy. Do morderstwa dziewczyny miało dojść na zalesionym terenie, w którym znajdowało się jezioro. Miejsce to miało być oddalone o kilka kilometrów od Redy, a około 60 kilometrów od Łeby.

Makabryczne odkrycie

   Niespełna miesiąc od zaginięcia dziewczyny, 18 września 1997 roku, około  godziny 13.00, w lesie nieopodal miejscowości Steknica na trasie Lębork – Łeba, jeden z grzybiarzy odkrył w gęstych zaroślach rozkładające się ludzkie szczątki. Przerażony mężczyzna natychmiast poinformował swoich towarzyszy o makabrycznym znalezisku. Mężczyźni wybiegli z lasu i zatrzymali jadącą szosą karetkę pogotowia, która chwilę później przekazała tragiczne wieści dyżurnemu lęborskiej policji.

Po pewnym czasie na miejsce przybyła policja oraz prokurator – rozpoczęły się wstępne oględziny zwłok oraz miejsca ich znalezienia. Zwłoki ofiary znajdowały się kilka metrów od torów kolejowych prowadzących do Łeby, po ich wschodniej stronie. Były w stanie daleko posuniętego rozkładu, zostały ułożone przednią częścią ciała do ziemi. Ciało było nagie – jedynie na stopach widniały dwie białe skarpetki typu frotte w czerwono-niebieskie geometryczne wzory oraz lewy, biały sportowy but marki adidas torsion. Technik policyjny spostrzegł również, że w szczęce ofiary brakowało jednego zęba. Ziemia z terenu wokół zwłok została bardzo dokładnie przesiana. Niestety, ów brakujący ząb nie został odnaleziony. Przy głowie ofiary ujawniono ponadto złoty łańcuszek oraz dwie zawieszki przestawiające delfina i literę „A” z cyrkonią. W niewielkiej odległości zabezpieczono fragment drewnianego podkładu kolejowego. Nie stwierdzono natomiast obecności innych rzeczy osobistych ofiary.

Kim jest ofiara?

Zabezpieczone na miejscu szczątki zostały przewiezione do zakładu medycyny sądowej w celu ich dalszej identyfikacji. Podczas badań antropologicznych i sekcji zwłok ustalono płeć oraz prawdopodobny wiek ofiary. Okazało się, że była to kobieta w wieku między 15 a 30 rokiem życia.

Patolog przeprowadzający sekcję zwłok ujawnił na czaszce kobiety obrażenia, które najprawdopodobniej zostały zadane narzędziem tępym i mogły przyczynić się do jej śmierci. Nie wykluczył również gwałtu, choć ze względu na stan zwłok nie udało się tego jednoznacznie potwierdzić.

Po szczegółowej analizie szczątków ofiary przyszedł czas na zbadanie rzeczy zabezpieczonych na miejscu oględzin. W trakcie ekspertyzy ujawniono na kawałku podkładu kolejowego włosy, które należały do ofiary. Podkład kolejowy posłużył najprawdopodobniej sprawcy jako narzędzie, którym spowodował obrażenia kości czaszki oraz ubytek zęba w szczęce kobiety.

Odzyskana tożsamość

Śledczy pracujący nad sprawą w dalszym ciągu zastanawiali się, kim mogła być kobieta, której zwłoki zostały ujawnione w lesie pod Steknicą. Pierwszym krokiem był przegląd bazy osób zaginionych – wtedy też pojawiła się po raz pierwszy hipoteza, że ofiarą może być poszukiwana od miesiąca Alicja Baran.

Swoimi spostrzeżeniami policjanci natychmiast podzielili z rodziną Alicji. Państwo Baran ponownie udali się na Pomorze w celu identyfikacji ofiary. Rodzinie zostały okazane przedmioty odnalezione przy zwłokach: złoty łańcuszek z dwoma zawieszkami oraz skarpetki i sportowy but. Państwo Baran potwierdzili jednoznacznie, że zabezpieczone przedmioty należały do ich córki.

Konieczne jednak było przeprowadzenie kolejnych ekspertyz identyfikacyjnych. Rodziców Alicji poproszono o udostępnienie karty dentystycznej córki. Miała ona bowiem bardzo charakterystyczny zgryz, który mógłby stanowić kolejny dowód identyfikacyjny. Od rodziców pobrano ponadto materiał DNA, a następnie porównano go z próbkami wyodrębnionymi ze zwłok kobiety.

Odpowiednie badania zostały przeprowadzane w dwóch różnych Instytutach Medycyny Sądowej – w Gdańsku i Poznaniu. Po około trzech miesiącach nadeszła odpowiedź, która potwierdzała ze 100-procentową pewnością tożsamość denatki – zamordowaną kobietą była Alicja Baran.

Śledztwo i hipoteza

 W toku prowadzonego postępowania w związku ze śmiercią Alicji Baran ustalono, że tuż po przyjeździe do Lęborka dziewczyna najprawdopodobniej spóźniła się na pociąg, który miał dowieźć ją do Łeby. Pokrywałoby się to z zeznaniami pewnego młodego mężczyzny, który utrzymywał, że rozmawiał z dziewczyną na temat tego zdarzenia. Poradził nastolatce, by ta udała się na przystanek PKS i poczekała na najbliższy autobus jadący do Łeby.

Kolejni świadkowie zeznali, że widzieli dziewczynę odpowiadającą rysopisowi Alicji Baran – miała ona iść w kierunku trasy wylotowej z Łeby i łapać tam tak zwaną „okazję”. Po kilku chwilach przy nastolatce zatrzymało się auto, którego kierowcą był mężczyzna. Po krótkiej rozmowie nastolatka wsiadła do auta i odjechała z nim w kierunku Łeby. Najprawdopodobniej na pewnym odcinku trasy, którą przemierzali, mężczyzna postanowił zboczyć z trasy i wjechał w głąb lasu pod pretekstem „załatwienia potrzeby”. Niczego nie spodziewająca się Alicja, została po chwili brutalnie zaatakowana. Napastnik zerwał z niej ubrania, dotkliwie pobił, a następnie – prawdopodobnie – zgwałcił. Roztrzęsiona dziewczyna ostatkami sił wybiegła z auta i rzuciła się do ucieczki. Sprawca pobiegł za nią i dogonił ofiarę, wyrwał kawałek podkładu kolejowego znajdującego się kilka metrów od późniejszego miejsca odkrycia jej zwłok i zadał nim serię ciosów w głowę Alicji.

Śledczy przypuszczają, że był to mord na tle seksualnym, choć nie został do końca wykluczony także motyw rabunkowy. Pomimo, iż przy ciele ofiary odnaleziono biżuterię, to nie stwierdzono obecności innych rzeczy. Alicja w dniu zaginięcia była ubrana w czarną lub seledynową bluzeczkę z krótkim rękawem – typu crop top, beżowy sweterek zapinany z przodu na zamek, czarne spodnie z bistoru tzw. „narciary”, buty sportowe marki adidas torsion koloru białego z niebieskimi paskami, białe skarpety frotte w czerwono-niebieskie geometryczne wzory. Miała również przy sobie mały, niebieski ortalionowy plecak z klapą zamykaną na karabińczyk. Cechą charakterystyczną plecaka był napis na górze jego klapy – „SUR:5:AL”. Został on sprowadzony z Wielkiej Brytanii przez rodziców nastolatki. W plecaku znajdowała się także bardzo charakterystyczna sukienka w różowo-granatowym kolorze ze wzorami liści kasztanowca, wiązana z tyłu na kokardę. Stwierdzono ponadto brak zegarka, portfela, legitymacji szkolnej oraz kosmetyków marki AA i Oriflame. Zaginięcie rzeczy osobistych ofiary może wskazywać na działanie celowe lub przypadkowe ze strony sprawcy. Mogły one posłużyć mu jako pewnego rodzaju trofeum, pamiątka po dokonanej zbrodni, dzięki której mógł przedłużyć doznania z nią związane. Nie można wykluczyć również tego, że zabrał je ze sobą po to, aby je zniszczyć i nie być z nimi identyfikowany w przyszłości.

Funkcjonariusze prowadzący dochodzenie w sprawie śmierci Alicji Baran, ustalili również, że pod koniec sierpnia 1997 roku mężczyźni prowadzący prace porządkowe na trasie Lębork – Łeba natrafili przypadkiem na elementy damskiej odzieży, kosmetyczkę oraz klucze. Znalezione przez z nich rzeczy zostały zebrane i zakopane na terenie kompleksu leśnego. Niestety, nie byli później w stanie opisać ich wyglądu oraz wskazać dokładnego miejsca ich ukrycia. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że mogły one należeć do Alicji Baran. I prawdopodobnie leżą gdzieś zakopane do dziś.

 Morderca autostopowiczek

 Na pewnym etapie śledztwa sprawa zabójstwa Alicji Baran była wiązana z dwoma innymi morderstwami, które wydarzyły się na terenie województwa pomorskiego w połowie lat 90. XX wieku. Ofiarami mordercy padły wówczas dwie dziewczyny, które po raz ostatni widziano wsiadające do nieznanych aut. Pierwszą z nich była 18-letnia Justyna Węsierska – mieszkanka wsi Leźno. Justyna  na co dzień uczęszczała do jednej z gdańskich zawodówek. We wtorek, 14 czerwca 1994 roku była widziana około godziny 10.00 na przystanku PKS w Leźnie, gdzie – nie doczekawszy się na autobus jadący do Gdańska – zatrzymywała auta. Jeden ze świadków zeznał, że Justyna wsiadła do czerwonego golfa na słupskich numerach rejestracyjnych. Kiedy dziewczyna nie pojawiła się w domu o spodziewanej porze, rodzina postanowiła zgłosić jej zaginięcie na policję. Kilka dni później w miejscowości Kamień, kobieta spacerująca po lesie zauważyła wystające ludzkie nogi z leśnego potoku. W dwóch jutowych workach znajdowały się skrępowane i kompletnie ubrane zwłoki nastolatki. Nigdy nie odnaleziono jej torby z książkami.

Drugą ofiarą była 16-letnia Ewa Miotk z Sierakowic. Ostatni raz widziano ją w drodze do szkoły, w sobotę 13 maja 1995 roku około godziny 8.10, w tym dniu w szkole nadrabiano zaległy dzień wolny. Z zeznań jednego ze świadków wynikało, że Ewa wsiadała do granatowego poloneza. Jej zwłoki zostały odnalezione 19 maja 1995 roku ok. godziny 15.00 – odkrycia dokonał rolnik przejeżdżający obok wysypiska śmieci w miejscowości Pałczewo. Zwłoki nastolatki były nagie, skrępowane i zapakowane w dwa jutowe worki. Jej rzeczy osobistych nigdy nie odnaleziono.

Wszystkie trzy zabójstwa zostały dokonane w województwie pomorskim w stosunkowo niewielkiej odległości od siebie. Ofiarami były atrakcyjne fizycznie dziewczyny w podobnym przedziale wiekowym. Motywem przewodnim wszystkich zabójstw było tło seksualne. Każda z ofiar wsiadła do auta, którym poruszał się ich przyszły oprawca. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że osobą odpowiedzialną za wymienione zbrodnie może być jeden i ten sam mężczyzna.

Tajemnica zabrana do grobu

   Dnia 7 października 1997 roku doszło do tajemniczego incydentu związanego ze śmiercią 19-nastoletniej Alicji Baran. Zdarzenie to miało miejsce nieopodal Trzebnicy – w miejscowości Nowy Dwór. Znajdował się tam mały hotel, do którego przyjechał pewien mężczyzna (ok. 30 l.), który zwracał uwagę swoim dziwnym, nerwowym zachowaniem. Na drugi dzień wyjechał w nieznanym kierunku.

 Pokojowa sprzątająca jego pokój zauważyła na stoliku rozłożoną gazetę – była otwarta na stronie z artykułem na temat zabójstwa 19-latki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był to „Dziennik Bałtycki”, który jest wydawany wyłącznie w województwie pomorskim. Zaniepokojona kobieta poinformowała o tej niecodziennej sytuacji swoją szefową, a ona z kolei trzebnicką policję.

Dane mężczyzny zostały ustalone na podstawie informacji zawartych w książce meldunkowej. Był nim mężczyzna z okolic Lęborka. Niestety, jego przesłuchanie nie było nigdy możliwe. W dniu wyjazdu z hotelu, mężczyzna poniósł śmierć w wyniku wypadku komunikacyjnego w okolicach Płocka.

Domniemany morderca

Na początku grudnia 1999 roku na Komendę Powiatową Policji w Lęborku zgłosił się pewien świadek, który poprosił funkcjonariuszy policji o zapewnienie pełnej anonimowości. Zeznał, że w miejscowym barze podsłuchał  rozmowę grupki młodych osób – jedna z nich wypowiadała się bardzo szczegółowo na temat dokonanego przez nią morderstwa, do którego doszło 19 sierpnia 1997 roku. Ofiarą miała być 19-letnia Alicja Baran, której szczątki znaleziono miesiąc później na obrzeżach wsi Steknica przy trasie Lębork–Łeba.

Informacja ta natychmiast postawiła na nogi lęborskich policjantów – należało jak najszybciej podjąć wskazany przez świadka nowy trop. W oparciu o zeznania mężczyzny sporządzono portret pamięciowy domniemanego zabójcy nastolatki oraz rysopis: poszukiwany miał mieć ok. 25-30 lat (dziś ok. 45-50 lat), ciemne krótkie włosy, ciemne wąsy oraz charakterystycznie wykrzywiony w prawo nos; był średniej budowy ciała.

Niestety, pomimo licznych publikacji portretu pamięciowego, m.in. w ogólnopolskiej telewizji, do chwili obecnej nie udało się zidentyfikować poszukiwanego.

Sprawa zabójstwa Alicji Baran spotkała się z dużym zainteresowaniem ze strony mediów. Pierwsza informacja na ten temat pojawiła się w sierpniu 1997 roku w programie Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Następnie była emitowana kilkukrotnie w Magazynie Kryminalnym 997, gdzie została przedstawiona rekonstrukcja przebiegu zdarzenia, zaprezentowano również ów portret pamięciowy, a także przedmioty podobne do tych, jakie zrabowano ofierze. Nie zabrakło również rekonstrukcji zabójstwa w Telewizyjnym Biurze Śledczym oraz apeli w pomorskiej prasie.

W ubiegłym roku pojawiła się szansa na wyjaśnienie zabójstwa 19-letniej Alicji Baran. Akta sprawy po raz kolejny trafiły w ręce oficerów śledczych z Gdańskiego Archiwum X. Obecnie prowadzone są prace nad wyjaśnieniem zbrodni sprzed ponad 22 lat.

Paula Stok

Zbrodnie z Archiwum X

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*