SPRAWA EWELINY BAŁDYGI: Nie pozwólcie mnie zabić

Publikujemy fragment książki Janusza Szostaka “Urwane ślady”. 

KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

Porwanie Eweliny Bałdygi to – moim zdaniem – jedna z najbardziej mrocznych spraw kryminalnych w Polsce. Wspominałem o niej w książce Byłam dziewczyną mafii. Wracam do tej historii, gdyż w trakcie swojego dziennikarskiego śledztwa dotarłem do nowych informacji i tropów w tej sprawie.

Był 30 maja 2005 roku, około godziny 18. 21-letnia Ewelina Bałdyga, najmłodsza córka właściciela zakładów mięsnych JBB w Łysych, po zajęciach na uczelni szła na parking przy ulicy Domaniewskiej na Mokotowie. Zostawiła samochód pod firmą Zepter. Nieopodal jej sportowego bmw stał biały ford transit. Aby wsiąść do swojego auta, kobieta musiała znaleźć się pomiędzy samochodami.

Zapis z kamery przemysłowej znajdującej się na budynku banku Zachodniego WBK pokazuje parking przy Domaniewskiej 37a. Widać, jak obok czarnego bmw zatrzymuje się biały ford transit. Jednak nikt z tego samochodu nie wysiada, jakby na kogoś czekano. Tymczasem w kadrze pojawia się kobieta. Gdy wchodzi między forda transita a bmw, wówczas gwałtownie otwierają się drzwi furgonetki. Za plecami Eweliny widać wysokiego mężczyznę, który chwyta ją za szyję i wciąga do busa. Drzwi zamykają się, ford cofa i spokojnie odjeżdża. Za nim jedzie osobowy samochód, który ubezpiecza porywaczy. Cała akcja trwała najwyżej kilka sekund.

Jeszcze tego samego dnia spalonego forda znaleziono na ulicy Stoczniowców przy Wale Miedzeszyńskim. Porywacze, jak wynika z akt sprawy, podpalili furgonetkę na oczach innych osób. Niektóre z nich usiłowały gasić płonący samochód.

Dzień po porwaniu Barbara Bałdyga złożyła zawiadomienie o zaginięciu córki.

Zostałam powiadomiona przez funkcjonariuszy Komendy Stołecznej Policji, że moja córka Ewelina Bałdyga, zamieszkała w Warszawie na ulicy Słomińskiego, 30 maja została wciągnięta przez nieznane osoby do samochodu ford transit” – czytamy w aktach sprawy.

Tego dnia pani Barbara odwiedziła swoją córkę w jej warszawskim mieszkaniu:

Byłyśmy na zakupach w galerii handlowej Arkadia, wróciłyśmy do mieszkania, nastawiłam pranie, a o 16.15 Ewelina pojechała na wykłady do Wyższej Szkoły Zarządzania na ulicę Domaniewską. Ja zostałam w domu. Przyjechał tam także mój mąż, który miał zamówioną wizytę u stomatologa. Ale po tej wizycie wrócił do Łysych. A ja czekałam na córkę. Około godziny 18 Ewelina wysłała esemesa »Mamo, będę w domu o 19«. Około 19.30 na mój telefon zadzwonił Łukasz P. z Siedlec, narzeczony Eweliny, i powiedział, że Ewelina nie odbiera telefonu. Ja powiedziałam, że nie wróciła do domu. Poprosiłam, żeby Łukasz przyjechał do mieszkania Eweliny, do Warszawy. Potem pojechaliśmy razem pod szkołę Eweliny. Ale tam jej nie było. Nie odbierała telefonu. Zgłosiłam się do Komendy Stołecznej Policji, złożyłam zawiadomienie o pozbawieniu wolności mojej córki. Zgodziliśmy się na współpracę z policją i użycie wszelkich środków technicznych. Nie wiem, kto mógł dokonać tego czynu i nikogo o to nie podejrzewam. Ani mąż, ani nikt w naszej rodzinie nie ma z nikim zatargów o podłożu finansowym (…)” – stwierdziła matka porwanej studentki.

Ewelina Bałdyga miała 174 centymetrów wzrostu, włosy ufarbowane na jasny blond, szczupłą budowę ciała. Cechy charakterystyczne: na jednym z kolan pionowa blizna o długości trzech centymetrów, w lewym uchu trzy dziurki na kolczyki. W dniu zaginięcia kobieta była ubrana w białe rybaczki ściągnięte sznurkiem, turkusową bluzkę na ramiączkach oraz japonki. Miała ze sobą telefon Nokia.

Józef  Bałdyga, ojciec Eweliny, od wielu lat figuruje na liście najbogatszych Polaków, jego majątek szacowany jest obecnie na około miliard złotych. Bandyci byli pewni, że na tym uprowadzeniu dobrze się obłowią. Jednak biznesmen nie miał takich pieniędzy w gotówce, gdyż środki zainwestował w zakład mięsny. Bliscy Eweliny i tak z trudem zebrali – zapożyczając się – 567 tysięcy euro.

Porywacze nawiązali pierwszy kontakt z rodziną studentki dopiero 5 czerwca 2005 roku. Józef Bałdyga zeznał, że tego dnia o 19.10 na numer jego żony zadzwonił nieznany mężczyzna. „Józef, nie rozłączaj się. Zaraz coś ci powiem” – usłyszał w słuchawce, a potem porywacze odtworzyli z taśmy głos Eweliny: „Zróbcie wszystko, żeby mnie nie zabili!”– krzyczała i szlochała. Wkrótce bandyci zadzwonili do Łukasza, chłopaka uprowadzonej 21-latki. Jemu także odtworzono nagranie z głosem Eweliny. „Łukaniu, zrób wszystko, aby mnie nie zabili” – łkała Ewelina.

Po pewnym czasie do Józefa Bałdygi przyszedł esemes: „Zbieraj, żebyś miał 500 000 euro. Jak zbierzesz, wyślij sms-a na ten numer i załatwimy sprawę”. Porywacze pytali też, czy o sprawie została powiadomiona policja. Ojciec porwanej dziewczyny odpowiedział, że zbierze pieniądze, zapewnił także, że nie współpracuje z mundurowymi.

„Jak zrobisz to, jak mówisz, i policji nie będzie, to masz moje słowo, że jak najszybciej będzie w domku. Nikt jej nie dotknął palcem, nie jesteśmy gwałcicielami” – zapewniali bandyci.

10 czerwca 2005 roku porywacze uaktywnili się. Od 20.30 do północy wielokrotnie kontaktowali się z rodziną uprowadzonej: „Jesteś gotowy?” – zapytali w jednym z esemesów. Bałdyga odpisał, że tak. „To bierz sos i pięć dużych toreb reklamowych i leć pod dom swojego syna”.

– Odpisałem, że jadę z Łukaszem, bo sam słabo kieruję autem – zeznał Józef Bałdyga.

Kazali im jechać do Łomży, następnie do Wyszkowa, a potem do Warszawy.

– Powiedzieli, że mamy jechać pod główne wejście dworca Warszawa Centralna. Gdy już tam byliśmy, napisali: „Jedź szybko pod główne wejście do Marriotta” – zeznawał Bałdyga.

Pojechali na wskazane miejsce. Wtedy przyszedł kolejny esemes.

„Weź taksówkę i jedź pod hotel Ibis, koło stadionu Polonii. Masz jechać sam”.

Bałdyga już prawie wsiadał do taksówki, gdy porywacze napisali:

„Czekaj, kurwa, bo coś się dzieje”.

„Co się dzieje?” – zapytał esemesem Łukasz.

„Ja mu kazałem to napisać” – wyjaśnił bandytom po chwili Józef Bałdyga.

„To ty nie umiesz pisać i czytać” – drwili porywacze.

 „Nie umiem pisać i czytać esemesów, nie mam okularów” – odpowiedział biznesmen.

 „Taki facet jak ty nie umie czytać esemesów? Dajmy sobie chyba z tym spokój” – odpowiedzieli kidnaperzy.

„Błagam was, ja naprawdę nie umiem czytać esemesów” – napisał Łukasz w imieniu ojca Eweliny.

„Dobra wsiadajcie we dwóch. Zostawicie auto pod Marriottem i pojedziecie taksówką pod Ibisa” – zarządzili porywacze 21-latki.

Gdy dojechali na Muranowską, przyszedł kolejny esemes:

„Łukasz, ty lecisz dalej taxi z sosem, a stary idzie do hotelu i czeka”.

– No i ja czekałem na Łukasza, aż wróci – zeznawał Józef Bałdyga.

Chłopak Eweliny wrócił pod Ibisa po godzinie. Mówił, że wozili go po Warszawie:

– Kazali mi jeździć z miejsca na miejsce.

W pewnym momencie dostał wiadomość:

„Teraz słuchaj. Przekaż ojcu tej dziewczyny, ty cwelu policyjny, że teraz to milion papieru i dziś ją ruchamy za to, że są psy. I nagram na dyktafon, jak ją rucham w dupę jak cwela, kurwo, ty wiesz, o co biega. Spierdalaj do domu, bo cię zajebię serią z kałacha” – po otrzymaniu tego esemesa wystraszony Łukasz zadzwonił natychmiast do ojca swojej dziewczyny.

– Panie Józefie, tam policja jest jakaś z panem?

– Nie, nie ma nikogo.

– Oni powiedzieli, że jest policja, że pan ją zawiadomił.

– Nie ma nikogo.

– To jadę do pana, bo kazali mi spierdalać.

15 czerwca 2005 roku przyszło kilka esemesów na telefon Barbary Bałdygi. Tym razem porywacze żądali już miliona euro za uwolnienie Eweliny. Pytali też o współpracę z policją i Krzysztofem Rutkowskim. Łukasz zapewnił, że nie mają kontaktów ani z policją, ani z detektywem. Przekazał też, że rodzina nie jest w stanie zebrać żądanej kwoty: „Zadłużyli się, mają 500 000 euro i 160 000 złotych”.

– Odpisali, że ich to nie obchodzi i mamy jechać pod tablicę z napisem „Gmina Wyszków wita” – zeznał Józef Bałdyga. – Pojechałem tam z synem Danielem.

O 14.46 bandyci zadzwonili do matki uprowadzonej 21-latki i odtworzyli z taśmy głos Eweliny. Płakała i krzyczała, że obcięto jej włosy. Porywacze sugerowali, że jeszcze bardziej ją oszpecą. Napisali także, że dopuścili się wobec niej czynów lubieżnych. Grozili wówczas, że dziewczyna zostanie poddana torturom, jeśli nie otrzymają pieniędzy.

17 czerwca 2005 roku na trasie do Warszawy, pod tablicą „Gmina Wyszków wita”, ojciec i brat Eweliny znaleźli białą torbę z blond włosami. Przez ponad tydzień porywacze milczeli.

25 czerwca 2005 roku do Łukasza przyszedł esemes: „Zapierdalaj wymieniać pieniądze na euro, a teraz spierdalaj”.

Józef Bałdyga i Łukasz wzięli 2,7 miliona złotych i pojechali do banku na ulicy Grzybowskiej w Warszawie, gdzie wymienili je na 550 tysięcy euro. Wrócili z gotówką do domu i skserowali wszystkie banknoty.

Porywacze odezwali się ponownie. Zakomunikowali, że pieniądze ma przekazać sam Łukasz, poinstruowali go także, jak ma być ubrany. Oznajmili, że wszystko musi się odbyć bez udziału policji.

„28 czerwca 2005 roku na mój telefon przyszedł esemes od sprawców z pytaniem, czy są pieniądze i jakim samochodem będę jechać. Odpisałem, że srebrnym audi. Napisali, że pieniądze mają być luzem w dwóch reklamówkach, które mają być związane – zeznawał Łukasz P. – Zgodnie z poleceniem pojechałem do Warszawy, po około 30 minutach zatrzymałem się na stacji paliw przy ulicy Radzymińskiej. Następnie dostałem polecenie dojechać na Dworzec Wileński. Tam kazali mi wziąć taksówkę i jechać do Carrefoura na Trasie Toruńskiej”.

Jak twierdzi mężczyzna, w końcu skierowano go w okolice mostu Grota-Roweckiego. Miał zatrzymać się pod mostem i czekać na kolejne instrukcje. Około północy kazano mu wjechać na stację Neste, po czym miał ją opuścić i zatrzymać się przy skręcie na Żoliborz. Następnie usłyszał z zewnątrz samochodu głos mężczyzny.

– Pierwszy raz go słyszałem – wyjaśniał Łukasz P. – Nakazał mi podejść do ekranu dźwiękochłonnego. Gdy wyszedłem z samochodu, zobaczyłem potężnie zbudowanego mężczyznę, ubranego na czarno, w kominiarce i rękawiczkach. Kazał mi rzucić pieniądze za ekran. Tak też uczyniłem. Pieniądze spadły za ekran, a mężczyzna zniknął. Wróciłem do domu Bałdygów.

Przekazanie okupu nie było monitorowane przez policję. Mimo przejęcia przez porywaczy pieniędzy Ewelina nie została uwolniona.

Z akt sprawy wynika, że śledczy wyraźnie interesowali się Łukaszem P. Prawdopodobnie nie wykluczali jego udziału w porwaniu Eweliny. Chłopak pochodził z Siedlec, skąd wywodziła się prawdopodobnie większość porywaczy. Czy Łukasz P. mógł ich znać? Nie jest to wykluczone, w tak niewielkim środowisku znają się niemal wszyscy.

Barbara Bałdyga tak zeznawała na temat znajomości jej córki z Łukaszem P.:

„Ewelina z Łukaszem poznali się nad jeziorem na Mazurach, bo mieliśmy tam sąsiadujące działki z jego rodzicami. Znali się więcej niż rok. Mieli drobne sprzeczki, takie rozstania były też w okresie poprzedzającym uprowadzenie Eweliny. W kwietniu 2005 roku pogodzili się. My byliśmy w kościele, bo akurat wówczas zmarł papież. Wtedy posłaniec przyniósł kwiaty na przeprosiny dla Eweliny od Łukasza. Nie wiem, czemu się pokłócili. Może wiedzieć o tym Dominika [druga córka Bałdygów – red.]. Znaliśmy się z jego rodzicami, jego ojciec zmarł przed uprowadzeniem Eweliny. Ona przez rok mieszkała z Łukaszem w Siedlcach, tam zdawała maturę. Traktowała tę znajomość bardzo poważnie, planowali wspólną przyszłość (…)”.

– Iloma telefonami posługiwał się Łukasz? – zapytali śledczy Barbarę Bałdygę.

– Do mnie dzwonił z jednego.

– Czy mówi świadkowi coś nazwisko Tomasz R.

– Nie, nic mi nie mówi.

Więcej na temat „Pikusa” miał do powiedzenia Józef Bałdyga:

– Czy świadkowi jest znane nazwisko Tomasz R.

– Taka osoba była u mnie na praktykach, ale nie pamiętam, w którym roku.

– Czy Łukasz P. znał waszą sytuację finansową?

– Na pewno. Myślę, że wiedział, jaki okup jesteśmy w stanie zapłacić.

– Czy świadek znał znajomych Łukasza?

– Tylko jego dwóch braci, i to z widzenia. Innych osób z jego otoczenia nie znałem.

Sporo więcej o Łukaszu i jego relacjach z Eweliną wiedziała Dominika, siostra uprowadzonej studentki. Podczas składania zeznań 2 marca 2009 roku powiedziała:

W trakcie uprowadzenia byłam w USA, wyjechałam tam 8 maja 2005 roku, a wróciłam na początku czerwca 2005 roku. (…) Byłam najbliżej z Eweliną z całej rodziny, zwierzałyśmy się sobie. Razem z bratem Danielem i Eweliną uczyliśmy się w Łomży, w szkole średniej. Wtedy wszyscy mieszkaliśmy razem w naszym mieszkaniu. W 2003 roku Ewelina przeprowadziła się do Siedlec i tam chodziła do liceum. W tym czasie przez rok mieszkała wspólnie ze swoim chłopakiem Łukaszem w mieszkaniu, które należało do rodziny Łukasza. Oni mieszkali tam sami.

Po skończeniu szkoły średniej Ewelina przeprowadziła się do Warszawy, a właściwie – to razem się przeprowadziłyśmy. Mieszkałyśmy wspólnie na stancji przy ulicy Siennej. Tak było do maja 2005 roku. Potem zamieszkałyśmy w naszym mieszkaniu na ulicy Słomińskiego w Warszawie. Ewelina chciała mieszkać w Warszawie, ona studiowała na uczelni na Domaniewskiej, a ja rozpoczęłam naukę w innej szkole.

Ewelina była rozważną osobą, nie zawierała dziwnych znajomości. Była ostrożna w kontaktach z innymi osobami. Najwięcej czasu spędzała ze mną albo z Łukaszem, jeździła do niego do Siedlec lub on przyjeżdżał do Warszawy. Nie poznałam żadnej koleżanki Eweliny ze szkoły. Miała tam tylko znajomych, a nie przyjaciół. Mówiła czasami o koleżance o imieniu Oliwia, chyba z Piaseczna, to z nią na studiach miała najczęstszy kontakt. Razem z Oliwią miały zapisać się na siłownię. Wolny czas spędzałyśmy głównie razem w domu lub na zakupach i w kinie, czasami jechałyśmy na miasto coś zjeść. Nie miałyśmy żadnego stałego rozkładu dnia. Siostra nie miała żadnych wrogów, nie była osobą konfliktową.

Plan zajęć Eweliny na uczelni zmieniał się co kilka tygodni. Siostra raczej chodziła na wszystkie zajęcia, ale pewnie czasami robiła sobie wolne. Ewelina nie chwaliła się, że nasza rodzina jest dobrze sytuowana, ale po jej wyglądzie było to widać. Bo ona dobrze się ubierała. Przed Świętami Wielkanocnymi w 2005 roku Ewelina zerwała z Łukaszem z jakiegoś błahego powodu. Zresztą zdarzało się to wcześniej i od tego momentu zaczęłyśmy wychodzić na dyskoteki do Cynamonu na Foksal 19 i do Platinium. Na jednej z tych dyskotek siostra poznała chłopaka o imieniu Przemek. Spotkała się z nim później kilka razy, ale nic z tego nie wyszło.

Po około sześciu tygodniach przed uprowadzeniem pogodziła się z Łukaszem. Był to praktycznie jej pierwszy chłopak. Na poważnie poznali się około 2000 roku na działce na Mazurach, nad jeziorem Śniardwy. Byli w sobie zakochani, ale się sprzeczali. Nie były to poważne kłótnie. Ewelina była zazdrosna o Łukasza. Przez ten okres chodzenia ze sobą kilka razy rozstali się, ale nie z poważnych powodów. Zawsze do siebie wracali, to ostatnie ich rozstanie było najdłuższe. Planowali wspólną przyszłość. Chcieli założyć rodzinę.

Łukasz był osobą towarzyską, miał wielu znajomych, głównie w Siedlcach. Tam z rodzicami i dwoma braćmi prowadził firmę odzieżową, mieli punkty w Łodzi oraz na Stadionie Dziesięciolecia.Nie znam znajomych Łukasza. Jego sytuacja finansowa była dobra, jeździł w tym czasie srebrnym bmw serii 5, ubierał się dobrze, ale to za sprawą Eweliny. Nie obracał się w środowiskach przestępczych. Był normalnym chłopakiem. Utrzymuję sporadyczny kontakt z Łukaszem, ma teraz żonę i spodziewają się dziecka. Z żoną poznali się chyba w 2006 roku.

Nie wiem, czy w chwili uprowadzenia miał ten sam numer telefonu. Był bardzo zajęty uprowadzeniem Eweliny. Widać było, że mu zależy na Ewelinie. Mieszkał u nas w Łysych chyba do września 2005 roku. Widziałam, że te jego reakcje nie były udawane. Pierwszy raz widziałam, kiedy Łukasz płakał. Rodzina wspólnie z Łukaszem podjęła decyzję o tym, że Łukasz razem z ojcem będą jeździć z okupem.

Kontakt ze sprawcami był głównie za pomocą esemesów, ale były też telefony. Treści esemesów były spisywane i przekazywane policji. Z tego, co wiem, policja miała nasze telefony na podsłuchu, żeby rejestrować rozmowy ze sprawcami. Sprawcy kontaktowali się na telefon domowy, na komórkę mojej mamy i wydaje mi się, że na telefon Łukasza. Poza nami i Łukaszem nikt inny nie wiedział o uprowadzeniu Eweliny. Nie pamiętam szczegółów przekazania okupu, wiem, że od pewnego momentu w negocjacjach uczestniczył negocjator policyjny. Jest jedno nagranie rozmowy ze sprawcami na dyktafonie, które sami zarejestrowaliśmy, nie wiem, czy było badane przez policję. (…)

Pamiętam, że my w ogóle nie negocjowaliśmy w sprawie okupu. Sprawcy stwierdzili, że pewnie nam Rutkowski doradza, ale wtedy ojciec jeszcze nie zatrudnił Rutkowskiego. Pamiętam też, że sprawcy wspomnieli coś o jasnowidzu Jackowskim, a my też u niego szukaliśmy pomocy.

Ewelina około 2-3 tygodni przed uprowadzeniem zmieniła samochód z peugeota na bmw 3, z którego została uprowadzona. W samochodzie miał być zainstalowany GPS, ale nie wiem, czy zdążono z tym przed uprowadzeniem. Ewelina parkowała samochód w garażu podziemnym pod blokiem. Z reguły jeździliśmy na jedną myjnię ręczną, której już nie ma. Są tam teraz Złote Tarasy.

Poza tym kojarzę, że Ewelina robiła sobie paznokcie w Zielonce. Nie pamiętam już, kto polecił jej ten gabinet. Ponadto siostra, chyba w 2003 roku, wykonała w Warszawie zabieg powiększenia piersi i miała zamiar poprawić usta. Przebywała głównie w centrum Warszawy oraz na Mokotowie, tam, gdzie była szkoła (…)”.

W miejscowości Guty na Mazurach, gdzie poznali się Ewelina i Łukasz, mogli bywać też inni bohaterowie tej mrocznej historii. Chociażby wspomniany Tomasz R. „Pikus”, domniemany pomysłodawca uprowadzenia 21-latki. Ten wątek pojawia się w zeznaniach kilku osób, między innymi Grzegorza K. pseudonim „Ojciec”:

– Z tego, co miałem przekazywane, wyglądało to tak, że Tomasz R. bywał na tej działce koło Pisza należącej do Bałdygów – twierdzi gangster.

Dopytywano go także, czy pojawiał się tam Sławomir K. „Klama” z gangu obcinaczy palców.

– Nie wiem, czy Sławomir K. bywał na działce rekreacyjnej. Ja nigdy nie byłem na tej działce. Nie posiadam wiedzy, co Sławomir K. robił i jaki był jego udział w porwaniu Eweliny Bałdygi – zeznawał „Ojciec”.

Czy „Klama” miał coś wspólnego z tą sprawą? Tego już się od niego nie dowiemy. Gdyż na własne życzenie pożegnał się z życiem. Gdy trafił do aresztu, postanowił się stamtąd wyrwać w nietuzinkowy sposób. Przed śniadaniem chciał zasymulować samobójstwo, by trafić do szpitala psychiatrycznego.

– Z pętlą na szyi czekał, aż kajfus [więzień podający posiłki – przyp. aut.] otworzy drzwi celi. Gdy usłyszał zgrzyt klucza w zamku, skoczył z fikoła [taboret – przyp. aut.] i się wyhuśtał [powiesił – przyp. aut]. Bo kajfusa ktoś w tym czasie zatrzymał chwilę dłużej, i jak już wszedł, to „Klama” dyndał – „Ojciec” objaśnia, jak doszło do rozstania „Klamy” z ziemskim padołem.

Wróćmy jednak do sprawy Eweliny Bałdygi.

14 lipca 2005 roku porywacze ponowili żądanie przekazania im miliona euro. Cztery dni później skontaktowali się z rodziną uprowadzonej studentki, odtwarzając nagranie, w którym Ewelina zwraca się do rodziców:

Tato, mamo, wiem, że bardzo się martwicie się o mnie i chciałabym was trochę uspokoić, i powiedzieć, że nic mi nie jest. Nikt mnie nie krzywdzi. Od samego początku wiem, że zostałam porwana dla miliona euro i taka suma musi być zapłacona. Nie wiem, jak to się stało, że zostało zapłacone 576 tysięcy euro. Wypuszczą mnie dopiero wtedy, jak zapłacicie resztę. To jest pierwsza część programu. Druga to taka, że musisz odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytania. Tylko proszę cię, bądź szczery. Pierwsze to takie: 576 tysięcy, dlaczego akurat tyle zapłaciłeś? Drugie: gdzie zostały przekazane pieniądze, w jaki sposób i kto był przy przekazywaniu. Czy byłeś ty, czy z kimś, czy z policją, czy z jakąś inną osobą? Następnie podaj datę i godzinę przekazania pieniędzy. Tato, mamo, przygotujcie odpowiedzi na te pytania i w niedługim czasie ktoś się do was odezwie i wtedy odpowiecie. Tato, pamiętaj, ufaj tylko mamie. I nikt poza nią i tobą nie może wiedzieć o tym. Tak będzie najlepiej dla was i dla mnie”.

Można odnieść wrażenie, że Ewelina nie ufa komuś z otoczenia jej rodziców. Czy chodziło o Łukasza, który w zasadzie w imieniu rodziny kontaktował się z porywaczami? (…)

Ciąg dalszy reportażu Janusz Szostaka, w tym rozmowy z uczestnikami porwania, w książce “Urwane ślady”.

Zakaz wykorzystywania treści do podcastów i wszelkich innych nagrań na You Tube. 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*