SPRAWA IWONY WIECZOREK: Czy nastolatka była hostessą milionera?

Publikujemy fragment książki Janusza Szostaka „Co się stało z Iwoną Wieczorek”.

KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

Lidia90 to nick osoby, która prawdopodobnie nie istnieje. Jednak internetowy wpis na jednym z forów – sygnowany właśnie tym pseudonimem – narobił sporo zamieszania. Lidia90 twierdziła, że Iwona Wieczorek zajmowała się prostytucją i mogła być przetrzymywana w willi milionera Mariusa O. Miał ją tam rzekomo dostarczyć Krystian H.

„Witam, Dziewczyny. Czytam to forum od dłuższego czasu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać. Minęło już tak dużo czasu i bardzo się martwię i niepokoję o Iwonę. To wszystko już zbyt długo trwa, a ja nie mogę spać nocami. Mniej więcej od połowy roku 2008 Iwona zaczęła umawiać się z facetami z czatu Trójmiasto Wirtualnej Polski na spotkania sponsorowane. Przez ten czas Iwona poznała bardzo wielu facetów zupełnie różnego pokroju. Byli eleganccy faceci na poziomie, jak również pełni wieśniacy i patologiczne osobniki. Iwona opowiadała, że kilka razy zdarzyło jej się nawet od razu uciec od gościa z samochodu. Duma któregoś z nich mogła poczuć się urażona przez to, że Iwona nie chodziła z każdym, kto dawał 200 złotych. Taki osobnik mógł okazać się później dla niej niebezpieczny. Myślę, że nie ma to już większego znaczenia, gdyż Iwona mniej więcej od lata 2009 skończyła z umawianiem się z facetami z czatu. Zrobiła to dlatego, że w Dream Clubie w Sopocie wyłowił ją (zresztą jak setki innych dziewczyn na przestrzeni lat) niejaki Krystian (Krystek) z Sopotu. Jest to znany trójmiejski alfons rekrutujący młode prostytutki dla klientów z wyższej półki. Facet ma jakieś 60 lat, taki szczupły, młodzieżowo-sportowo ubierający się (często w berecie), grający w tenisa – wiecie, taki typ wiecznie młody. Generalnie nie daje dziewczynom żadnych środków typu pigułka gwałtu – ale ma naprawdę wysokie umiejętności psychoperswazyjne i każda z młodych dziewczyn z chęcią zaczyna pracować dla klientów. Jednym z jego klientów jest niejaki Mariusz O. Sama byłam niejednokrotnie u niego na imprezie w jego domu i działy się tam naprawdę mocne rzeczy. Imprezy trwają czasami po kilka dni – od piątku do środy – i to nie sporadycznie. Osobiście mi się nie zdarzyło, ale słyszałam od dziewczyn, że dodawali dziewczynom PG600 [środek wywołujący ruję u świń – red.] czy koks. Mariusz mieszka jakieś 500 metrów od miejsca, w jakim kamery zarejestrowały Iwonę tamtej nocy, zaraz koło rzeczki w Jelitkowie. Widziałam Iwonę u niego na imprezie ze dwa razy – ale wiem, że chodziła częściej. Domniemam tylko, że jeśli w grę wchodziłoby przetrzymywanie, to jest to jakaś opcja, gdyż jest to bardzo duży dom. Sama nie wiem, czy może być jakiś związek” – między innymi napisała na forum Lidia90.

Kim jest Marius O., o którym wspomina w swoim wpisie tajemnicza Lidia90? To bardzo wpływowa postać w Trójmieście. Wiele razy zarzucano mu znajomość ze słynnym „Nikosiem” – liderem podziemia przestępczego w Trójmieście – oraz z bossami „Pruszkowa”. Ale to niczego nie przesądza. Tym bardziej że biznesmen nigdy nie był karany. Miał natomiast ogromny talent do zdobywania pieniędzy.

Tak opisywał w 2012 roku Mariusa O. miesięcznik „Forbes”, kiedy to niektórzy zaczęli go łączyć z aferą Amber Gold:

„Podczas przesłuchań »Nikoś« nieraz podkreślał, że niepotrzebnie sobie nim zaprzątamy głowę, bo największe pieniądze na Wybrzeżu ma Marius O. – wspomina emerytowany prokurator, który prowadził postępowanie przeciwko Nikodemowi S. (…) Na początku lat 90. Marius O. tworzył zręby trójmiejskiego wolnego rynku z takimi tuzami, jak Ryszard Krauze czy Maciej Nawrocki – m.in. wydawali wspólnie »Głos Wybrzeża«. Był najlepszy. Miał sieć kantorów, agencję celną, bank, towarzystwo ubezpieczeniowe, firmę spedycyjną, współfinansował wybory Miss Polonia, sponsorował rugbistów z sopockiego Ogniwa i piłkarzy gdańskiej Lechii (…). Gdy 19 czerwca 2006 r. Lech Wałęsa wyprawia w Gdańsku imieniny, Marius O. jest głównym sponsorem. Jego wódkę Hevelius mają okazję popijać obecne tam VIP-y, włącznie z sopocianinem Donaldem Tuskiem, wówczas liderem opozycji. W zamian Wałęsa reklamuje wódkę Mariusa O., fotografując się w towarzystwie seksownych modelek obrandowanych marką Hevelius, co zostaje uwiecznione na okładce gdańskiego tygodnika »Twój Wieczór« (13.07.2006 r.). Rok później na jego weselu bawi się biznesowa i polityczna elita Trójmiasta – ponad 150 osób (na poprawinach 300), w roli weselnych grajków – Boney M.”.

Dziś biznesmen ponoć coraz rzadziej pojawia się Trójmieście. Podaje, że aktualnie mieszka w Dubaju.

Wróćmy jednak do wpisu Lidii90. Policja nie zdołała samodzielnie ustalić po IP, kim jest autor tego komentarza. 16 sierpnia 2015 roku Krzysztof Rutkowski przekazał policji dane Anny Cz., która rzekomo miała być Lidią90.

Anna Cz., w czasie gdy zaginęła Iwona Wieczorek, była związana z Dariuszem F. – określanym przez dziennikarzy jako chrzestny 19-latki. O to, jakie relacje łączyły te osoby, zapytałem Iwonę Kindę.

– Co do chrzestnego Iwony oraz Anny Cz., to nie do końca jest tak, jak podają media. Darek, o którym mowa, to partner mojej siostry. Oni żyją razem. Był taki moment, że moja siostra z Darkiem rozstali się i on wtedy poznał tę Annę Cz. Ona robiła wszystko, żeby Dariusz pokłócił się z moją siostrą. Darek bardzo lubił Iwonę, zawsze dawał jej prezenty, i całej mojej rodzinie. Iwona była jego ulubienicą, zatem potrafiła sobie zyskać fajne rzeczy, bo wujek jej kupował. Mówiła: „Wujek, wiesz, mam osiemnastkę, a mama jest taka żyła i nie chce mi dać kasy”. No to się umówili, żeby zaprosiła swoje koleżanki, a wujek im postawi drinki. Generalnie chrzestnym Iwony jest mój brat, ale gdy Darek pomagał mi przy poszukiwaniach, dziennikarze pytali: „Kim pan jest?”, to on powiedział, że jest chrzestnym, i tak zostało do dzisiaj. Ja też byłam przesłuchiwana w sprawie tych wpisów Lidii90 i także policji opowiadałam tę historię. Musiałam im to wytłumaczyć. Iwona nawet przy koleżankach mówiła, że to jest jej chrzestny – wspomina matka Iwony Wieczorek. – Gdy moja córka zaginęła, ta Anna Cz. powodowana zazdrością, że on bardziej zajmuje się poszukiwaniami Iwony niż nią, wymyślała jakieś rzeczy. Ona w życiu Iwony nawet na oczy nie widziała. Darek jej dużo opowiadał na temat mojej córki i Anna coś sobie z tego uroiła. Bo niekiedy jest tak, że gdy ktoś widzi zdjęcie Iwony, jak ona się czasami ubierała, to różne rzeczy można sobie wymyślić. Ja też, gdy widziałam niekiedy jakieś zdjęcia z osiemnastek, to aż oczy mi się przewracały. I tamta Anna pewnie to wszystko wymyśliła na podstawie zdjęć.

Wróćmy do zeznań Anny Cz.:

„Darek razem z mamą Iwony wynajęli detektywa Krzysztofa Rutkowskiego (…). Ja też miałam zająć się poszukiwaniami Iwony, chodziłam z koleżankami po dyskotekach w Sopocie i rozpytywałam o Iwonę. Wszystkie moje działania nie przyniosły żadnego rezultatu (…). Gdy chodziłam po tych dyskotekach, to wyszła kwestia, że był jakiś kolega Iwony, nie pamiętam imienia i nazwiska, który bardzo interesował się poszukiwaniami Iwony. Kiedy dowiedział się, że razem z dziewczynami chodziłam po Sopocie, chyba przez telefon powiedział mi, żebym się tym nie zajmowała, że sam wszystko zorganizuje i mam nie szukać Iwony. Moim zdaniem jego zachowanie było dziwne. Chodziło konkretnie o to, że jak chodziłam po tych dyskotekach, to mi powiedziano, że ani policja, ani znajomi nie pytali tam wcześniej o Iwonę. (…) Pamiętam, że w prasie ukazała się informacja, iż u Mariusa O. organizowane są sex-imprezy i że ma to związek z zaginięciem Iwony Wieczorek. Informacja ta wyszła od Krzysztofa Rutkowskiego” – zeznała Anna Cz.

Dodała też, że informację o party z udziałem nastolatek u biznesmena usłyszała, zbierając informacje w jednej z dyskotek w Sopocie:

„Ja, słysząc taką plotkę, zadzwoniłam do Krzysztofa Rutkowskiego, żeby może to sprawdził. Ale jasno powiedziałam mu, że to plotka. Nasz kontakt w tej sprawie się zakończył. Potem, gdy ukazał się artykuł prasowy, zadzwoniłam do Rutkowskiego, aby powiedział, czy nie o mnie mowa. Ale nie potwierdził tego, więc nie interesowałam się tym dalej. Nie zamieszczałam na stronach internetowych żadnych informacji dotyczących Iwony Wieczorek, Mariusa O. ani Krystiana H. (…). Nie używałam nigdy żadnego nicku Lidia90 ani Meduza. Nigdy nie zamieściłam takiego wpisu na żadnej stronie i nie wiem, kto umieścił ten wpis. Przekazałam to tylko jako plotkę Krzysztofowi Rutkowskiemu”.

Kobieta zeznała, że kilka dni przed jej przesłuchaniem kontaktował się z nią Rutkowski, by porozmawiać o tych wpisach:

„Powiedziałam mu, że nie pamiętam żadnych wpisów, bo ich nie robiłam, i że już wyjaśniliśmy ten temat. Odpowiedział, że faktycznie”.

Tymczasem Krzysztof Rutkowski przedstawił to w następujący sposób:

„Pamiętam, że rozmawiałem z dziewczyną, która posługiwała się nickiem Lidia90, może nawet kilkakrotnie. Zamieszczała ona informacje o Iwonie Wieczorek, że miała brać udział w spotkaniach u Mariusa O. (…) Nie mam już do niej numeru telefonu. (…) Po rozmowie z nią udałem się do Mariusa O., który mi osobiście zaprzeczył, aby organizował jakiekolwiek spotkania, podczas których Iwona Wieczorek miałaby trudnić się prostytucją. Ja mu uwierzyłem”.

Czy zatem to sam Rutkowski stworzył Lidię90 na podstawie rozmowy z Anną Cz.? Policja nawet go o to nie zapytała.

Natomiast śledczy zapytali Mariusa O. o Iwonę Wieczorek oraz o jego znajomego – Krystiana H. z Sopotu, którego niektórzy mylą z osławionym łowcą nastolatek, „Krystkiem” z Wejherowa.

Krystian H. na temat  Iwony Wieczorek miał do powiedzenia tyle:

„Słyszałem, że zaginęła taka dziewczyna, ale nigdy jej nie spotkałem. Wiem, że zrodziła się plotka, że mam związek z jej zaginięciem. Słyszałem, że miałem ją ściągnąć do domu Mariusa O., a on miał ją tam przetrzymywać. Nie mam nic wspólnego z jej zaginięciem. Słyszałem, że ona szła do domu i musiała spotkać kogoś ze znajomych. Teraz młodzież podaje dziewczynom jakieś prochy, tabletki gwałtu. Myślę, że ona mogła wsiąść do samochodu swojego znajomego i pojechała na afterparty, i tam przedawkowała. Mogło tak być”.

Czy na pewno tylko spekulował, czy jednak coś wiedział? Niestety, nigdy się już tego nie dowiemy, bowiem Krystian H. od kilku lat nie żyje. W jego zeznaniach także pojawia się Marius O. Jak się okazuje, obu panów łączyły młode, ładne kobiety:

„Kiedyś pomagałem znaleźć ładne dziewczyny do pracy w charakterze hostess. Znałem wiele dziewczyn, trenowałem z nimi tenisa. Mariusz O. miał kilkanaście firm i potrzebował wiele hostess do pracy. Wyprawiał bankiety, więc hostessy były potrzebne. Ja kontrolowałem pracę tych hostess. Byłem z nimi widywany. I tak zrodziła się plotka, że mam coś wspólnego z zaginięciem Iwony Wieczorek” – zeznał Krystian H.

Po chwili starszy „Krystek”, czyli Krystian H.  dodaje kolejny argument, który ma świadczyć na jego korzyść w tej sprawie:

„W 2012 roku zacząłem chorować i skończyły się imprezy z moim udziałem. Marius O. trzy czy cztery lata przed zaginięciem Iwony Wieczorek ożenił się i też skończył z imprezami. On nie ma nic wspólnego z zaginięciem Iwony Wieczorek” – podkreślał łowca hostess.

Sprawdźmy, co o rzekomym związku ze zniknięciem Iwony zeznał sam Marius O.

„Faktem jest, że kilka razy w roku organizuję większe imprezy, urodziny, imieniny, jubileusze. Na takich uroczystościach bywa od 10 do 100 osób. Faktem jest, że oprócz zaproszonych przeze mnie osób przychodzą takie, które widzę po raz pierwszy. Jeśli chodzi o koks, to domyślam się, że chodzi o kokainę, sam jej nie spożywam i nic mi nie wiadomo, aby pojawiła się u mnie w domu. Jestem wrogiem palenia i w ogóle środków odurzających” – zastrzega biznesmen.

Śledczy nie zapomnieli też zapytać milionera o Iwonę Wieczorek. Odpowiedział z pełnym przekonaniem:

„Osobiście nie znam tej dziewczyny, nie widziałem jej nigdy koło mojego domu. Z pewnością nie przetrzymywałem w swoim domu Iwony Wieczorek. W 2010 roku skontaktował się ze mną Krzysztof Rutkowski i poinformował, że na forach internetowych pojawiają się informacje [komentarz Lidii90 – red.], jakobym miał związek z zaginięciem Wieczorek. To pisała kobieta. Prosiłem Krzysztofa Rutkowskiego, aby jeśli ustali jej dane, przekazał mi je, gdyż chciałem wystąpić na drogę sądową”.

Ostatecznie jednak milioner tego nie zrobił.

W czasie przesłuchania padły także pytania o klub Banana Beach, który prowadziła jedna ze spółek biznesmena – Sopgast.

„Nie potrafię powiedzieć, czy w tym lokalu świadczyła usługi jakaś agencja towarzyska. Nie jestem w stanie podać żadnych informacji dotyczących monitoringu z tego klubu ani osoby, która dysponowałaby takimi nagraniami” – zeznał Marius O.

Biznesmen przyznał także, że Krystian H. był jego dobrym kolegą:

„Ale nigdy nie otrzymałem żadnej dziewczyny z jego ręki. Sam potrafię zdobyć kobietę” – zastrzegł i dodał, że innego Krystiana nie zna.

Marius O. zresztą nigdy nie krył, że preferuje towarzystwo pięknych kobiet. Jak wiemy z przytoczonego już wcześniej fragmentu artykułu z „Forbesa”, znany był między innymi z finansowania konkursów Miss Polonia.

Iwona Wieczorek rankiem 17 lipca 2010 roku na pewno przechodziła obok domu Mariusza O. fot. Janusz Szostak

– On lubił się otaczać takimi dziewczynami. Gdy u niego są party, to takich mewek jest zawsze ze 20 – zapewnia mnie kolejny rozmówca, były policjant. – Sam byłem na trzech takich imprezach. Sporo tam widziałem.

– Ale zapewne nie widział pan Iwony Wieczorek?

– Nie widziałem. Ale akurat Iwona była bardzo blisko z nim związana przez tę swoją charakterność i inteligencję. Dlatego tak mu się spodobała i pozwalał jej wchodzić do domu o różnych porach dnia.

– I co, wpuścił ją do domu nad ranem? Pewnie spał. Przecież jest tam jakaś ochrona.

– Tak. W środku siedzi dwóch chłopaków. Ona cały czas tam przychodziła, była stałym gościem, dlatego jej nie zatrzymali, bo ją znali. A jego żona najczęściej jest w Dubaju, bo oni coś tam mają – zapewnia mnie mój rozmówca.

– Twierdzi pan, że Iwona była prostytutką?

– Nie tyle prostytutką, co cichodajką.

Podobne teorie pojawiają się wielokrotnie. Myślę, że są one pokłosiem wpisu Lidii90. Jednak w aktach sprawy nie ma śladu, by Iwona Wieczorek się prostytuowała. Wykluczył to między innymi Marek Siewert, analityk z Komendy Głównej Policji.

– Gdy słyszę od kogoś takie opowieści o Iwonie, to mówię, by wskazano mi choć jednego jej klienta. I rozmowa się urywa – powiedział mi jeden ze śledczych zajmujących się tą sprawą.

Niemal każdego dnia na moją skrzynkę mailową trafiają informacje związane z Iwoną Wieczorek. Ludzie przysyłają mi zdjęcia dziewczyn, które już na pierwszy rzut oka wcale nie są podobne do zaginionej nastolatki. Piszą też, że widzieli ją tu lub tam. Czasami ktoś próbuje rzucić podejrzenie na kogoś ze swoich znajomych, a niekiedy bliskich – że dana osoba brała udział w uprowadzeniu Iwony. Niekiedy staram się weryfikować niektóre informacje.

Kilka dni przed zakończeniem pisania tej książki skontaktował się ze mną mężczyzna, który oznajmił:

– Słyszałem, że pisze pan książkę o Iwonie Wieczorek, wiem, kto ją zamordował.

Nie była to osoba anonimowa, lecz postać dość mi znana. Zatem postanowiłem wysłuchać, co ma do powiedzenia w tej sprawie. Kilka dni później spotkaliśmy się w jednej z podwarszawskich restauracji, gdzie wysłuchałem następującej historii:

– W sumie nigdy nie interesowała mnie ta sprawa. Była to końcówka mojej odsiadki w Opolu Lubelskim, 2011 rok. Siedziałem tam z gościem, który miał ksywę „Knur”. Pewnego dnia w telewizji mówili o sprawie Iwony Wieczorek. Wtedy „Knur” się odezwał: „Chuja ją znajdą”. „Dlaczego tak myślisz?” – zapytałem. „Bo jej już nie ma. Po niej nie ma nawet śladu” – odpowiedział spokojnie. „Ty ją zabiłeś?”. „Nie, no co ty. Mój szwagier był ochroniarzem jednego gościa. Powiedział mi, że ta laska przyszła do niego po czwartej z wielkim ryjem, żeby dał jej kasę. On jej kazał wypierdalać. Powiedział, że jest czwarta rano, syn śpi, żona śpi i że ma wypierdalać. Żona wstała. To on tę dziewczynę wtedy zajebał z liścia, ona upadła na schodek i pękła jej czaszka. Podobno przez jeden dzień ją ukrywali tam u niego na posesji, a na drugi dzień rozpuścili w kwasie i poszła w morze. Zostały tylko zęby, które podobno gdzieś tam rozsypali” – zakończył „Knur”.

A mój rozmówca zastrzegł:

– To jest wersja, którą on opowiadał. Zapytałem go, czy to pewniak, a on na to, że jego szwagier teraz żyje sobie jak król, bo pomagał temu gościowi to robić. Sponsorowany jest za to, żeby milczał. W listopadzie 2011 roku opuściłem Opole Lubelskie. Zapomniałem o tym temacie. Traf chciał, że już po latach dowiedziałem się, że ochroniarz tego bogacza, czyli tamten szwagier, o którym mówił „Knur”, już nie żyje. Nie żyje też „Kostek” czy „Krystek”, który naganiał laski temu gościowi – kończy swoją wersję zdarzeń mój rozmówca.

Podobnie – zdaje się – myśli były policjant, który sugerował mi, że Iwona była cichodajką:

– Co ciekawe, gdy rozmawiałem z kolegami z kryminalnego z Gdańska, dowiedziałem się, że na tej posiadłości jest 96 kamer. Szwecja się na nich nawet nagrywała, a co dopiero ta dziewczyna, która szła obok. Oni mi powiedzieli, że tego dnia, gdy Iwona zaginęła, kamery akurat nie działały. Ten facet jest pierdolnięty pod względem inwigilacji. Więc nie uwierzę w coś takiego, że nagle w ciągu jednej doby przestanie mu działać 96 kamer.

– To jeszcze nie jest dowód na cokolwiek – zauważam i dodaję: – Ponadto Iwona minęła dom tego biznesmena, bo kamera zarejestrowała ją jakieś pół kilometra dalej.

Ten argument chyba jednak nie przekonuje mojego rozmówcy:

– Mogła przecież pójść tam jeszcze raz.

O powracający od czasu do czasu wątek rzekomego prostytuowania się Iwony Wieczorek pytam Marka Siewierta.

– W materiałach, które widziałem, nie ma nawet skrawka informacji tego typu. Według akt jedyną osobą, z jaką współżyła Iwona, był Patryk. Poza tym nie było innych informacji na temat jej życia intymnego. To bzdura – ucina zdecydowanie były analityk KGP. – Iwona była charakterną dziewczyną, miała i wrogów, i przyjaciół. Lubiła się bawić, tak jak wszystkie dziewczyny w jej wieku. W każdym razie Iwona Wieczorek lubiła wkładać kij w mrowisko. Miała tyle samo wrogów, ilu przyjaciół. Albo się ją lubiło, albo nienawidziło. Była specyficzna. Szybko się obrażała, ale też lubiło ją wiele osób.

Wątek milionera poruszyłem także w rozmowie z matką zaginionej nastolatki.

– Nie sądzę, by Marius O. mógł mieć cokolwiek wspólnego z zginięciem mojej córki. Zastanawia mnie jednak co innego: jak to możliwe, żeby w całym Sopocie nie działały żadne kamery? Mam informację, że na Monciaku wtedy nie działała żadna kamera. Zepsute były podobno wszystkie – dodaje Iwona Kinda.

Janusz Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*