Ochraniałem Jana Pawła II

Z podpułkownikiem Markiem Roguskim, byłym oficerem Biura Ochrony Rządu, dowódcą ochrony osobistej i wsparcia taktycznego „Operacji Perła”, czyli zabezpieczenia najdłuższej wizyty Jana Pawła II w ojczyźnie w 1999 roku, rozmawiają Zbigniew Heliński i Jarosław Dudziński.

W jakich okolicznościach po raz pierwszy zetknął się Pan z Janem Pawłem II?

Ochraniałem kilka wizyt Ojca Świętego. Jeśli dobrze pamiętam, podczas pierwszej byłem odpowiedzialny za odcinek w Krakowie, między innymi za wizytę w jego starym domu. Zaimponował mi wtedy osobowością i ponadprzeciętną pamięcią. Pamiętał twarze ludzi, ich imiona. Mógł o każdym coś powiedzieć. Wspominał. Potem zetknąłem się z tym fenomenem jeszcze wielokrotnie. Papież kojarzył tysiące twarzy, nazwiska, związki rodzinne, fakty, sytuacje. Ludzie dosłownie, że tak powiem, wymiękali. Nie spodziewali się tego.

Co Panu osobiście dał kontakt z naszym nowym świętym?

Byłem obojętny wobec wiary. To Ojciec Święty obudził ją we mnie. Nie zabiegał o to. Przemiana dokonała się w ciągu kilku lat, spokojnie. Ochraniałem wiele osobistości, w tym byłego prezydenta Lecha Wałęsę, ale największym zaszczytem, jakiego dostąpiłem podczas służby w Biurze Ochrony Rządu, było dowodzenie ochroną osobistą Jana Pawła II.

Jan Paweł II był trudny do pilnowania?

To były ogromne operacje logistyczne, jednak on sam jako człowiek absolutnie stosował się do naszych uwag i szanował naszą pracę. Żartowaliśmy, że w Polsce największym dla niego zagrożeniem była miłość rodaków. Widząc tłumy wiernych odnosiłem wrażenie, że gdyby nie nasze zabezpieczenie to rozszarpaliby go z miłości.

Podczas samej pielgrzymki nie spał Pan chyba zbyt wiele?

Nie brakowało mi snu, ale chyba dlatego, że buzowała adrenalina. Maksymalnie się zmobilizowałem. Chcieli panowie usłyszeć prywatną anegdotę, proszę bardzo. Pilnowaliśmy kiedyś papieża podczas jego pobytu w klasztorze w Wigrach. Bezpośrednia ochrona sprowadzała się do zabezpieczania przed drzwiami i pod oknem w jego pokoju. Było spokojnie bo pozostałe służby zabezpieczały teren wokół. Papież dużo czytał. Cały czas zresztą czytał, ale wtedy mieliśmy okazję porozmawiać. Pochodzę ze Żbikowa, a Ojciec Święty pamiętał, że pracował tam ksiądz Jan Twardowski. Mój ojciec znał go osobiście i często mi o nim opowiadał. Na drugi dzień Jan Paweł II chciał coś ode mnie i zaczął pytać o… Marka ze Żbikowa. Trochę trwało, zanim domyślili się, że to ja. Myśleli, że to może jakiś zakonnik. Marek ze Żbikowa od tamtego czasu do mnie przylgnął. Podpisuję tak swoje obrazy. Przypomniała mi się jeszcze jedna scena związana z Janem Pawłem II. Bardzo wzruszająca, ciepła, życzliwa i rodzinna. W Krakowie, w domu proboszcza Kościoła Mariackiego papież spotkał się z najbliższymi przyjaciółmi. Na spotkanie przybył też schorowany ksiądz Józef Tischner. Już wtedy nie chodził i prawie nie mówił. Na wózek inwalidzki, na którym siedział, nakleił tabliczkę z napisem „tischnermobile”. Papież miał swoje papamobile,  a on „tischnermobile”. Bardzo to wszystkich rozśmieszyło i wzruszyło. Wycisnęło sporo łez, ale i pokazało ogromny dystans, jaki miał do siebie ksiądz Tischner. Takie to były chwile. Będę je wspominał już do końca życia.

Po pielgrzymce w 1998 roku mówiło się, że papież lubił prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, bo wyróżnił go zapraszając do papamobile. Jak to wyglądało? To naprawdę wyróżnienie, a może zaplanowany, polityczny ruch?

Nie było w tym żadnej polityki. Prosty gest ze strony Ojca Świętego. Jechał swoim papamobile już po płycie lotniska. Akurat blisko przechodzącej pary prezydenckiej, która zaczęła do niego machać. Mieli jeszcze trochę do przejścia, dlatego Jan Paweł II zareagował. Zupełnie spontanicznie i po ludzku. Żeby nie musieli iść, poprosił abym ich zawołał. Kazał zatrzymać auto i zaprosił Kwaśniewskich do samochodu. To politycy dorobili do tego ideologię. Nie jest jednak tajemnicą, że Jolanta Kwaśniewska jest osobą głęboko wierzącą i wielokrotnie to okazywała, również podczas tamtej wizyty.

Pojawiają się kontrowersje w związku z wyniesieniem na ołtarze Jana Pawła II, czy dla Pana jest święty?

Dla mnie był święty już wtedy, kiedy go ochraniałem. Nikt, kto poznał go bliżej, nie miał co do tego wątpliwości.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*