NIE POCHOWAMY TYCH SZCZĄTKÓW

Kinga Kozak, 42-latka z Buczkowic (woj. śląskie) zaginęła 13 sierpnia 2018 roku. Kilka dni później w domu znaleziono zwłoki jej męża. Mężczyzna prawdopodobniej popełnił samobójstwo. Rodzice pozostawili 8-letnią córkę Ewę. Dziewczynką opiekują się obecnie dziadkowie. W lutym tego roku zakomunikowano im, że ich córka nie żyje. Pokazano im czaszkę, która rzekomo miała należeć do ich dziecka.

Wracamy do sprawy Kingi Kozak, która 13 sierpnia 2018 roku wyszła z domu  i do tej pory nie nawiązała kontaktu z rodziną. Kilka dni po zaginięciu kobiety znaleziono zwłoki jej 54-letniego męża. Mężczyzna najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Nie zostawił żadnego listu pożegnalnego.

Czy Kinga mogła porzucić dziecko i rodzinę? Tej ewentualności nie można wykluczyć. Według ustaleń Fundacji Na Tropie, kobieta może znajdować się w Kanadzie lub w Wielkiej Brytanii. Według rodziny może mieszkać w Warszawie. Zdaniem policji nie żyje.

Chciała żyć normalnie

Kinga Kozak zatrudniona była w Czechowicach-Dziedzicach w kanadyjskiej firmie, jej mąż Zbigniew był na emeryturze górniczej. Kinga poznała go na przełomie 1999 i 2000 roku. Wówczas udzielała korepetycji jego córce Dominice. Gdy zmarła żona Zbigniewa Kozaka, mężczyzna związał się z korepetytorką córki. Po pewnym czasie wzięli ślub kościelny i zamieszkali razem.  Kilka razy zmieniali miejsca zamieszkania, w końcu kupili dom w Buczkowicach koło Szczyrku, gdzie Kinga otworzyła niewielki pensjonat. Urodziła im się córka Ewa.

Od momentu związania się ze Zbigniewem Kozakiem, relacje Kingi z jego córką wyraźnie się pogorszyły. Dominika nie akceptowała macochy. W efekcie na pewien czas wyjechała na studia do Hiszpanii. Podczas przesłuchania Dominika, zeznała, że nie chciała spędzać czasu z nową żoną ojca i przestała dbać o ich relacje.

– To było dla mnie trudne, tym bardziej po śmierci mamy. Jednak akceptowałam, że tata chce być z Kingą. Podziwiałam ją, że się związała z tatą, będąc o 12 lat młodszą od niego. Nie dochodziło do żadnej przemocy wobec niej ze strony taty. Co prawda zdarzało się, że się kłócili, ale to jak każdy małżeństwie – wyjaśniała Dominika w czasie przesłuchania. Przyznała także, że dochodziło między nią a Kingą do kłótni.

W marcu 2018 roku Kinga powiedziała swoim rodzicom, że zamierza wziąć rozwód z mężem.

– Tłumaczyła nam, że chce żyć normalnie, a w tym związku była niszczona psychicznie – relacjonuje Ewa Jakubska, matka zaginionej. – Szczerze mówiąc, od początku spodziewaliśmy się z mężem, że ten związek długo nie przetrwa.

10 sierpnia 2018 roku Kinga poprosiła ojca, aby pojechał z nią na pierwszą rozprawę rozwodową do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej. Mimo że małżonkowie ustalili wcześniej warunki, to Zbigniew podczas rozprawy wycofał się z nich. Stwierdził, że wierzy w poprawę relacji w ich związku na zakończenie posiedzenia.

Samobójstwo i morderstwo?

Po rozprawie Kinga odwiozła ojca na dworzec PKP w Bielsku-Białej. Tam widzieli się po raz ostatni. Potem kobieta pojechała do swojego miejsca zatrudnienia oraz do kancelarii adwokackiej w Bielsku-Białej. Wiadomo, że była także na zakupach w galerii handlowej Gemini Park. Wówczas telefonicznie skontaktowała się ze swoją matką. Prawdopodobnie około godziny 19.00 wróciła do domu. Jednak 11 sierpnia Kinga nie odbierała już połączeń od rodziców. Wówczas Stanisław Jakubski zadzwonił do Zbigniewa Kozaka, pytając o córkę: – Kinga nie odbiera od nas telefonów. Powiedz, co się z nią dzieje?

Zbigniew odpowiedział, że jego żony nie ma w domu i nie wie, gdzie jest. Kobieta zostawiła swoje rzeczy osobiste, telefon, a także samochód opel meriva. W tej sytuacji rodzice 42-latki złożyli zawiadomienie o zaginięciu córki.

16 sierpnia 2018 roku także Zbigniew Kozak przestał odbierać połączenia telefoniczne od teściów. 14 i 15 sierpnia 2018 roku policjanci kilkakrotnie odwiedzali dom Kingi i Zbigniewa Kozaków. Nikt im nie otwierał. 16 sierpnia funkcjonariusze policji ze Szczyrku ponownie udali się do Buczkowic. Jednak także nikt nie otworzył im drzwi. Byli przekonani, że Zbigniew Kozak nie chce ich wpuścić do domu. Podejrzewali, że ma związek ze zniknięciem swojej żony. W tej sytuacji weszli do środka przez okno. W czasie przeszukania znaleźli martwego mężczyznę. Jego zwłoki wisiały na strychu. Wyglądało na to, że popełnił samobójstwo. Nie wykluczono także innych wersji.

„Analiza danych telekomunikacyjnych ustaliła, iż telefon komórkowy użytkowany przez Zbigniewa Kozaka w dniu 14 sierpnia o godzinie 10.18 logował się z do nadajnika BTS położonego w Ustroniu. Natomiast 15 sierpnia logował się do nadajników BTS położonych w Wiśle. Ponadto numer telefonu użytkowany przez Kingę Kozak 13 sierpnia 2018 roku, o godzinie 20.00 logował się do nadajnika w Buczkowicach, od godziny 21.11 do 21.48 logował się do nadajnika BTS położonego w Wiśle, po czym po godzinie 22.47 ponownie logował się do nadajnika BTS położonego w Buczkowicach” – czytamy w aktach sprawy.

Zatem Kinga Kozak jeździła do Wisły, zapewne spotkała się tam z kimś, po czym wróciła do domu, zostawiła w nim telefon i zniknęła.

„W związku z analizą danych telekomunikacyjnych kilkukrotnie przeprowadzono penetrację rejonów miejscowości Wisła, zbiornik Czerniański oraz przyległe rejony miejsca zamieszkania Kingi Kozak. W toku prowadzonych penetracji wykorzystano szereg psów służbowych służących do wykrywania zwłok ludzkich, jak również sonarów oraz płetwonurków. Wynik penetracji okazał się negatywny. W związku z prowadzonymi czynnościami zabezpieczono również telefony komórkowe Kingi Kozak, Zbigniewa Kozaka, jak również cztery sztuki laptopów. Dokonano oględzin miejsca zamieszkania Kingi i Zbigniewa Kozaka, nie ujawniając śladów krwawych (…)” – opisują śledczy swoje działania.

Chorobliwa zazdrość

W domu Kingi i Zbigniewa Kozaków, jak również w ich pensjonacie, nie znaleziono żadnych śladów wskazujących, aby doszło tam do zbrodni. Nie ujawniono ich również w samochodach zaginionej kobiety oraz jej męża.

Po wizji facebookowej wróżki i tarocistki Kamili, przeszukano dwa jeziora.

– Nie dało to żadnego efektu, to były błędne tropy  – wspomina Ewa Jakubska, mama zaginionej

Także inni jasnowidze nie przybliżyli rozwiązania tego zagadkowego zaginięcia. Być może najbliżej prawdy był Krzysztof Jackowski, który stwierdził, że Kinga żyje i ukrywa się w Bielsku Białej. Niewykluczone, że była tam przez jakiś czas.

Natomiast biegli z zakresu informatyki ustalili, że Kinga Kozak często kontaktowała się z Rafałem O. z Warszawy. W wiadomościach SMS zapisanych na telefonie Kingi, znaleziono informacje wskazujące na bliskie relacje łączące ją z Rafałem. Jednak nie odkryto danych świadczących o tym, że kobieta zamierzała nagle zerwać kontakt z bliskimi.

W czasie przesłuchania Rafał O. wyjaśnił, iż poznał Kingę pod koniec 2017 roku, gdy przyjechał wypocząć do Buczkowic, gdzie wynajął pokój u Kozaków. Wówczas zauważył złe relacje łączące parę małżonków. Rafał O. przyznał, że od tego czasu kontaktował się prawie codziennie z Kingą. Ostatni kontakt z nią miał mieć 13 sierpnia 2018 roku, około godziny 17.52.

– Podczas naszej rozmowy telefonicznej nic nie wskazywało, że może coś jej grozić, zachowanie Kingi było normalne – zeznał ten świadek. Dodał również, że Kinga zawsze zabierała ze sobą swoje telefony komórkowe. – Nigdy nie wychodziła bez nich.

Z kolei 4 września 2018 roku przesłuchano bliską koleżankę Kingi, która potwierdziła, że małżeństwo przyjaciółki mocno odbiegało od ideału.

– Jej mąż był chorobliwie zazdrosny o nią. Przeglądał jej rzeczy osobiste. Ona po pracy nie chciała wracać do niego, do domu – zeznała Małgorzata M. i dodała także, że Kinga utrzymywała bliskie kontakty z Rafałem O.

Zaginiona kobieta pochodzi z Buczkowic w powiecie bielskim, w województwie śląskim. Ma 160 cm wzrostu i waży 55 kilogramów. Jest szczupłej budowy ciała, ma włosy koloru blond do ramion oraz niebieskie oczy. W chwili zaginięcia była ubrana w różową sukienkę. Osoby, które znają miejsce pobytu Kingi Kozak, proszone są o kontakt z Fundacją Na Tropie tel. 502 226 215 lub mail: fundacja@natropie.org.

W sprawie pojawił się też detektyw, który naciągnął rodzinę Kingi na kilkanaście tysięcy złotych, nie robiąc nic w tej sprawie. Ten sam detektyw twierdził, że wcześniej wynajęła go firma, w której była zatrudniona Kinga Kozak, aby ją sprawdził. W jakim celu? Tego nie wiadomo.

29 stycznia 2019 r. na telefon Kingi przyszedł SMS o dziwnej treści, 1 lipca 2019 roku z tego samego numeru było połączenie na telefon zaginionej. Wydaje się, że policja zbagatelizowała oba te przypadki, jak również kilka innych istotnych tropów.

Mimo iż śledczy nie ustalili, co stało się z 42-latką, to 28 lutego 2019 roku postanowiono umorzyć śledztwo z powodu – jak to określono – „niewykrycia sprawców pozbawienia wolności Kingi Kozak”. Prawdopodobnie przyjęto wersję, że kobieta została zamordowana przez zazdrosnego męża, który później popełnił samobójstwo.

Uległa manipulacji

Pod koniec sierpnia ubiegłego roku udałem się do Buczkowic, gdzie odwiedziłem rodziców i córkę zaginionej Kingi Kozak. Z Ewą Jakubską pojechałem też do Komendy Miejskiej Policji w Bielsku Białej, gdzie spotkałem się między innymi z Grzegorzem Jakubcem – zastępcą komendanta. Spotkanie odbyło się na jego prośbę, a ja przekazałem informacje zebrane w trakcie mojego dziennikarskiego śledztwa, z którego wynikało, że Kinga jednak żyje i najpewniej wyjechała z Polski. Nadal jestem o tym przekonany.

Wiele wskazuje, że po decyzji Zbigniewa Kozaka o odmowie rozwodu, Kinga postanowiła i tak z nim się rozstać. Bowiem wyjazd był zaplanowany już wcześniej. Kobieta była pewna, że rozwód dojdzie do skutku i jeszcze tego dnia wyjedzie z Buczkowic. Prawdopodobnie za czyjąś namową postanowiła uciec od rodziny. Mogą o tym świadczyć zakupy, jakich dokonywała w galerii handlowej, oraz jej wyjazd w dniu zaginięcia do Wisły. Tam spotkała się z kimś, po czym wróciła do domu, zostawiła telefon i ponownie pojechała do tej osoby, która oczekiwała na nią w hotelu lub w pensjonacie w Wiśle. Po czym wspólnie opuścili granice Polski.

Kinga wielokrotnie wyjeżdżała służbowo za granicę, miała liczne kontakty w kilku krajach europejskich, ale także poza Europą. Poznała wiele osób, była kobietą, która mogła się podobać i być może, ktoś ją uwiódł i zmanipulował. Obiecując, że za jakiś czas wróci po dziecko, którym w tym czasie zajmowali się rodzice. Za tym scenariuszem przemawiało wiele przesłanek, które przekazałem kryminalnym z Bielska-Białej. Do dziś jednak nie wiem, czy zostały sprawdzone i w jakim zakresie.

– Taka wersja jest możliwa, ktoś mógł zmanipulować Kingę, obiecać jej, że wróci po córkę, a potem nie dotrzymał słowa – przyznaje Ewa Jakubska. – Być może teraz córka boi się wrócić do domu, wstydzi się tego, co zrobiła. Ale jeśli to przeczyta, to proszę, aby wróciła. Czekamy na ciebie córeczko.  

– Mamusiu wróć, tęsknię za tobą – dodaje smutnym głosem Ewa Kozak.

To nie jest nasza córka

17 stycznia tego roku w jednym z warszawskich tramwajów miała podróżować kobieta, która zdaniem Ewy i Stanisława Jakubskich jest ich córką. Informację o tym przekazała im Aleksandra, studentka z Warszawy. Dotarłem do niej, tak opisała to spotkanie:

– Wracałam tramwajem z uczelni i dostrzegłam tę kobietę. Ona zachowywała się normalnie, naturalnie, nie wyglądała na wystraszoną, chorą czy smutną. Natomiast wydała mi się znajoma, zapadła mi w pamięć i starałam się sobie przypomnieć, skąd ja ją znam. Nie myślałam wówczas, że to jest jakaś zaginiona osoba. To był przypadek, gdy wróciłam do domu, weszłam na Facebooka, to tam pokazała mi się informacja o zaginionej, była to Kinga Kozak. Podobieństwo tych osób bardzo mnie uderzyło. Przekazałam dalej informację, że ją widziałam. Po pewnym czasie zgłosił się do mnie telefonicznie policjant i wypytywał o nią, ale tak, jakby sam nie wiedział, o co pyta. To nie było profesjonalne. Miałam nadzieję, że za jakiś czas ktoś jeszcze z policji skontaktuje się ze mną, ale to nie nastąpiło.

Rodzice zwrócili się natomiast do policji o zabezpieczenie zapisu monitoringu z warszawskiego tramwaju. Po jego obejrzeniu są przekonani, że zarejestrowany obraz przedstawia ich córkę. W tej sprawie zwrócili się z pismem do Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej: „Informujemy, że osoba widoczna na wyżej wymienionym w zapisie monitoringu na 90 procent może być naszą córką Kingą Kozak (…)”.

Wkrótce jednak rodziców Kingi czekał wstrząs. 11 lutego przyjechało do nich dwóch policjantów, w tym szef Wydziału Kryminalnego KMP oraz dwie panie z Centrum Kryzysowego w Bielsku-Białej.

– Oznajmili nam, że nasza córka nie żyje, że w Wiśle znaleziono jej czaszkę – wspomina Ewa Jakubska. – Kazali nam powiedzieć wnuczce, że jej mama nie żyje.

12 lutego Jakubscy pojechali do prokuratury w Cieszynie, gdzie okazano im zdjęcia czaszki, która rzekomo miała należeć do ich córki: – Na pierwszy rzut oka byłam pewna, że to nie jest czaszka, to była bardzo stara czaszka, może nawet sprzed II Wojny Światowej. Była pozbawiona jakiejkolwiek tkanki ludzkiej. Po roku zawsze coś się zachowa. Ponadto to była duża czaszka, a nasza córka miała małą głowę. Także zęby nie odpowiadały kształtowi zębów Kingi – twierdzi matka zaginionej kobiety.

Czaszkę znaleziono 15 kwietnia 2019 roku na rzecznej łasze, w miejscowości Wisła. Dokonano badań porównawczych z materiałem genetycznym pobranym od Jakubskich i stwierdzono, że to są szczątki ich córki.

– Uważamy, że czaszka nie należy do naszej córki, a badania DNA były błędne. Ponieważ tuż przed ich wykonaniem umyliśmy zęby. A nikt nas nie poinformował, że nie można tego robić – wskazuje Stanisław Jakubski.

To prawda, że przed pobraniem próbek DNA nie można jeść, pić, czy myć zębów. Gdyż próbka śliny może być zbyt zanieczyszczona, aby przeprowadzenie testu się powiodło.

– Nie zamierzacie uznać, że to szczątki waszej córki i pochować ich? – pytam rodziców zaginionej kobiety.

– Nie, bo to nie jest nasze dziecko – odpowiadają zgodnie.

– Pytaliście policjantów, gdzie reszta ciała?

– Powiedzieli, że zwierzęta porozciągały.

– A co z zabójcą?

– Twierdzą, że Zbyszek ją zabił.

– Mają na to dowody, czy to tylko przypuszczenia?

– Nie wiemy nic o dowodach.

– Co dalej?

– Nasz adwokat złożył do prokuratury wniosek o ponowne badania DNA i rekonstrukcję przez antropologa, na podstawie czaszki wyglądu twarzy. Czekamy na odpowiedź.

Postanowiłem zapytać Policję, czy sprawa Kingi Kozak jest definitywnie zamknięta.

– Poszukiwania zaginionej w 2018 roku zostały zakończone w marcu tego roku – odpowiedział mi Roman Szybiak, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, informując jednocześnie o zakresie poszukiwań.

– Poszukiwania zostały zakończone, ponieważ nie ma wątpliwości, że zebrany materiał dowodowy w innym śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Cieszynie, w tym wynik opinii genetycznej potwierdził, że zaginiona Kinga Kozak nie żyje. Na podstawie niebudzącego żadnych wątpliwości dowodu z opinii kryminalistycznej sprawa poszukiwawcza, prowadzona przez Wydział Kryminalny KMP Bielsko-Biała, została zakończona – stwierdza asp. szt. Roman Szybiak i dodaje – Chcę podziękować panu za osobiste zaangażowanie się w celu odnalezienia Kingi Kozak.

Mimo to nie uważam tej sprawy za zakończoną. Choć wydawać się to może nieprawdopodobne, tak jak rodzice Kingi wierzę, że ona żyje. Tym bardziej, że  pomimo wielu próśb, do dziś nie otrzymali wyników badań, które potwierdzałby, że znaleziona czaszka należały do ich córki.

Janusz Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*