CHCĘ WIERZYĆ, ŻE OLA ŻYJE

Gdy nastolatka znika nagle wczesną wiosną, nikt nie zakłada od razu, że mogło stać się coś złego. Każdego dnia słyszymy o młodych ludziach uciekających z domu, szukając przygody swojego życia. Ogromna większość z nich wraca w ciągu kilku dni. Inaczej było z Olą.

 Aleksandra Gładysiak urodziła się 26 lipca 2002 roku we Włocławku i tam, przy ulicy Łęgskiej spędziła całe swoje dotychczasowe życie. Od początku nie miała łatwo. Zarówno matka, jak i ojciec nie stronili od alkoholu. Z tego powodu rodzinę często odwiedzali pracownicy opieki społecznej. Wielokrotnie ostrzegano rodziców dziewczynki, że jeśli nie przestaną pić, spotkają ich kłopoty. Urzędy były cierpliwe, ale do czasu.

W 2008 roku, gdy Ola miała sześć lat, podczas jednej z wizyt pracownika socjalnego, mama dziewczynki usłyszała, że miarka się przebrała. Dziecko miało trafić do pogotowia opiekuńczego, a w konsekwencji do domu dziecka. Urzędnikom żal było jednak dziewczynki, dlatego jedna z pracownic opieki udała się do mieszkającej w tej samej kamienicy siostry Oli, Agnieszki Kucięby. Powiedziano jej, że jeśli nie chce, aby jej siostra trafiła do domu dziecka, powinna postarać się o przyznanie jej opieki nad sześcioletnią wówczas Aleksandrą.

Decyzja o przygarnięciu siostry pod swój dach nie była prosta, ponieważ pani Agnieszka miała już wówczas troje swoich dzieci i spodziewała się kolejnego. Sytuacja materialna rodziny była trudna, ale wspólnie z mężem zdecydowali, że nawet jeśli mają żyć skromnie, to przynajmniej z czystym sumieniem. Nie byliby w stanie spojrzeć w lustro, gdyby Ola trafiła do obcej rodziny, albo co gorsza, miała resztę dzieciństwa spędzić w domu dziecka. Nigdy tej decyzji nie żałowali.

Dusza artystki

Od wczesnego dzieciństwa Ola uwielbiała rysować. Uciekała w świat wyobraźni, by oderwać się od ponurej rzeczywistości, w której każdy dzień pachniał wonią alkoholu. Szukała pocieszenia w delikatnej kresce szarego ołówka, a czasami w wielobarwnych muśnięciach pędzla.

Gdy tylko ukończyła gimnazjum, doskonale wiedziała, jaką drogą powinna pójść. Wybrała naukę w lokalnym Liceum Plastycznym. Marzyła o tym, by zostać architektem, dlatego cały swój talent i wysiłek włożyła w naukę rysunku. Była ambitna i cierpliwa. Z uporem dążyła do wyznaczonego celu. W domu rodzinnym zawsze brakowało pieniędzy, dlatego Ola chciała zapewnić sobie dostatnie życie w przyszłości. Z pewnością pragnęła również pomóc swojej siostrze Agnieszce oraz jej dzieciom. Była z nimi bardzo związana, szczególnie z dwa lata młodszą od siebie siostrzenicą, Kasią.

Oprócz rysowania, drugą wielką pasją Oli była literatura. Marzyła o tym, że pewnego dnia napisze książkę. Pisywała bardzo często, czasami nowele, innym razem opowiadania, a w ostatnim czasie nawet próbowała stworzyć powieść kryminalną. Nigdy nikomu tych utworów nie pokazywała. Wstydziła się, że nie są wystarczająco dobre. Być może czekała na odpowiedni moment, by podzielić się swoją twórczością z bliskimi, albo powód był głębszy – Ola bała się, że nie zostanie zrozumiana. Uciekała więc coraz chętniej na artystyczne zaplecze swojego życia, gdzie mogła wreszcie bez obawy przelać swoje emocje na papier.

 Zamknęła się w sobie

Gdy zmarł, ojciec Oli dziewczynka wchodziła dopiero w wiek dojrzewania. Okres ten kojarzy się z burzą hormonów, w trakcie której młodzi ludzie wpadają na różne niemądre pomysły. Pani Agnieszka miała prawo obawiać się, że siostra w rozpaczy po stracie ojca stanie się niegrzeczna, opryskliwa i buntownicza. Tak, jak wielu jej rówieśników. W tym przypadku było inaczej. Ola jeszcze bardziej zamknęła się w sobie, nie chcąc dzielić się z nikim swoimi uczuciami.

 

Na pogrzeb ojca nie pojechała. Odmówiła, kiedy siostra zaproponowała jej wyjazd na uroczystość pożegnalną, która odbywała się w Kryszynie, małej wsi pod Włocławkiem, gdzie w ostatnim czasie mężczyzna mieszkał. Żalu do ojca nie złagodziła nawet jego śmierć, która dla dziewczynki w jej wieku może nie być do końca zrozumiała.

Uparta i spokojna z natury Ola nie dawała po sobie poznać, jak bardzo dotknęły ją ostatnie lata rozłąki z ojcem oraz jak tragiczna była dla niej wiadomość o jej śmierci. Rodzina myślała, że skoro stosunki Aleksandry z rodzicami nie były najlepsze, to śmierć taty nie wywoła u Oli silnych emocji. Nie wzięto jednak pod uwagę ponadprzeciętnej wrażliwości dziecka, które w głębi duszy krzyczało o pomoc, ponieważ zupełnie nie mogło sobie poradzić z tym, że skoro ojciec umarł, to ich relacji nigdy już nie da się odbudować.

Coraz bliżej mamy

 W gimnazjum Ola zapytała siostrę, czy mogłaby odbudować relacje z matką. Pani Agnieszka nie utrzymywała kontaktów z mamą, ponieważ nie potrafiła jej wybaczyć tego, jaki los zgotowała jej siostrze. Nie miała jednak nic przeciwko temu, aby Ola nawiązała z nią kontakt. Chciała, by kwestia relacji z mamą była wyłącznie decyzją Oli. Choć mama i córki mieszkały w tej samej kamienicy, często mijały się bez słowa. Ola miała żal, że jej rodzicielka wolała kontynuować picie alkoholu, zamiast zająć się nią. Czuła się niechciana. Pani Agnieszka natomiast, jako matka własnych dzieci, nie rozumiała, że można oddać swoje dziecko komuś innemu, nawet jeśli tą rodziną zastępczą jest starsza siostra.

Relacje między nastolatką a mamą zaczęły się poprawiać. Dziewczynka odwiedzała mamę zarówno w jej mieszkaniu przy ulicy Łęgskiej, jak i w domu nowego partnera mamy przy ulicy Lipnowskiej, po drugiej stronie Wisły. Wyglądało na to, że relacje w rodzinie się ułożą i Ola będzie mogła wieść spokojne życie.

Wdzięczność za to, że pani Agnieszka wyrwała ją z alkoholowego środowiska, Aleksandra wyrażała bardzo często. Dziękowała siostrze i chętnie jej pomagała, chcąc odciążyć ją w domowych obowiązkach. W głębi duszy marzyła jednak o tym, aby mama przestała pić i zaopiekowała się nią. Takie proste marzenie, a jednak tak trudne do zrealizowania.

Jako dorastająca licealistka nie miała zbyt wielu przyjaciół. Siostrzenica Kasia była powierniczką jej sekretów, choć i przed nią miewała tajemnice. Czasami Ola przychodziła do starszej siostry prosząc o radę i to właśnie uśpiło czujność pani Agnieszki. Założyła ona, że kiedy dziewczyna nie prosi o pomoc, to jej nie potrzebuje. A Ola cały czas cierpiała, tylko nie potrafiła o tym mówić. Być może wstydziła się, a może myślała, że sama sobie poradzi albo bała się, że nie zostanie wysłuchana. Dlatego zazwyczaj wolała milczeć.

Cicha i skromna Ola szukała przyjaźni w internecie. Lubiła grać w jedną z gier online, która polega na tym, że ludzie z różnych części Polski łączą się na czacie i wspólnie grają. W ten sposób dziewczyna poznała kilka osób, z którymi nawiązała internetową przyjaźń. Była to grupa młodych ludzi, którzy podobnie jak ona, szukały w grze odskoczni od rzeczywistości.

Na krótko przed zaginięciem Oli, w szkole omawiano temat rodziny w ramach zajęć lekcyjnych. Był to dla niej bardzo trudny temat. Nie chciała mówić o tym, że jej tata nie żyje, a ona jest wychowywana w rodzinie zastępczej. Wolała pójść na wagary.

Pani Agnieszka przez pewien czas nie wiedziała o nieobecnościach Aleksandry w szkole. Dowiedziała się od wychowawczyni, po czym wspólnie ustaliły, że szkoła będzie informowała prawną opiekunkę Oli o wszystkich jej nieobecnościach.

Ostatnie wagary

8 marca 2019 roku w dzień kobiet, Aleksandra Gładysiak, źle się poczuła. Nie poszła do szkoły za zgodą siostry i w porozumieniu ze szkołą. Był piątek, dlatego dziewczyna miała przed sobą cały weekend, by wrócić do formy.

W poniedziałek, 11 marca 2019 roku. wstała rano, spakowała książki, kanapki oraz 2 złote, które siostra codziennie dawała jej na jakąś przekąskę. Wyszła z domu o godzinie 8.15, ponieważ lekcje w jej szkole zaczynały się o godzinie 8.30, a do szkoły miała bardzo blisko, raptem 800-900 metrów. Przejście tej trasy zazwyczaj zajmowało jej około 10 minut. Tego dnia jednak nie pojawiła się w szkole, a nauczycielka nie powiadomiła rodziny o jej nieobecności. W tej sytuacji jednak trudno winić szkołę, ponieważ z pewnością uznano, że Ola w dalszym ciągu nie czuje się najlepiej, dlatego została w domu.

Zamiast pójść do szkoły, Ola wybrała się na włocławskie bulwary, znajdujące się w pobliżu jej domu przy Łęgskiej. Spacerowała tam przez pewien czas. W tej okolicy zarejestrowały ją kamery monitoringu miejskiego. Dziewczynka kręciła samotnie bez celu, po czym zniknęła z zasięgu kamer.

Pani Agnieszka była przekonana, że Ola przez cały ten czas była w szkole. Dopiero późnym popołudniem, kiedy siostra nie wróciła planowo do domu, zaczęła się niepokoić. Zadzwoniła do niej, ale ta nie odbierała telefonu.

– Myślałam, że została dłużej w szkolnej pracowni plastycznej – wspomina pani Agnieszka Kucięba. – Zdarzało jej się malować coś po lekcjach i rzadko wtedy odbierała telefon. Skupiała się na swoich obrazach i świat przestawał dla niej istnieć. Pomyślałam, że zadzwonię później, bo Ola pewnie maluje pracę na konkurs, o którym wcześniej bardzo dużo mówiła. Miała ambicje go wygrać.

Minęła godzina, potem kolejna, a Ola wciąż nie odbierała telefonu, nie odpisywała na sms-y ani na Facebooku. Gdy do domu wróciła Kasia, córka pani Agnieszki, zaczęły wspólnie zastanawiać się, co mogło się stać. Do Kasi również Ola tego dnia się nie odzywała, co było bardzo nie w jej stylu. Córka pani Agnieszki zauważyła, że Aleksandra jest dostępna na facebookowym czacie, dlatego ponownie do niej napisała. I znowu cisza. Czas mijał, a z dziewczyną nie można było nawiązać żadnego kontaktu.

Siostra Oli uznała, że być może po szkole dziewczyna poszła do swojej mamy, rzuciła gdzieś telefon w kąt i nie słyszy, że wszyscy próbują się do niej dodzwonić. Pani Agnieszka nie miała numeru telefonu mamy, ponieważ nie utrzymywała z nią żadnych kontaktów, ale podjęła starania, by go zdobyć. Okazało się, że Ola była u mamy, ale wyszła z jej mieszkania o godzinie 19.  Pokonanie tej trasy zajmuje około 20 minut, dlatego uspokojona pani Agnieszka czekała cierpliwie na powrót siostry. Nie doczekała się.

Pożegnanie z życiem

 O godzinie 19.30 Kasia otrzymała wiadomość od Oli. Był to list pożegnalny, napisany na facebookowym czacie. Ola wysłała go również do jednej z koleżanek, z którą wcześniej grywała w gry komputerowe. Dziewczynka ta, natychmiast zadzwoniła do autorki listu, chcąc dowiedzieć się, co się stało. Usłyszała tylko od Oli, że jest na moście. Nic więcej. Potem telefon zamilkł.

Czytając list, Kasia zaczęła przeraźliwie płakać. Pani Agnieszka nie wiedziała, co się dzieje. Gdy tylko poznała treść wiadomości, zaalarmowała policję. Ci natychmiast udali się na most, którym miała od mamy wracać Ola. Nigdzie jej nie było. Funkcjonariusze zabrali panią Agnieszkę na przesłuchanie, podczas gdy inny patrol wraz z jej dziećmi przeczesywał okolicę rzeki. Było ciemno, widoczność była bardzo słaba, dlatego postanowiono sprowadzić na miejsce psa tropiącego, który miał złapać ślad dziewczyny. Przewodnik wyszedł z psem od strony domu, w którym tego dnia przebywała Ola, poprowadził policjantów na most i tam trop się urwał. Następnie, ponownie złapał trop po przeciwnej stronie rzeki, na bulwarach w pobliżu domu pani Agnieszki. Sprawdzono monitoring. Wówczas policja dowiedziała się, że Ola rano spacerowała nad rzeką. Monitoring na moście był zepsuty. Pewne jest jedynie to, że coś musiało wydarzyć się na moście im. Edwarda Rydza-Śmigłego. Czy Ola mogła odebrać sobie życie, skacząc do zimnej Wisły?

List, który wysłała do bliskich, świadczy o jej ogromnej wrażliwości i tęsknocie za prawdziwym domem rodzinnym. Ola pisała w nim między innymi: „Jeżeli wysłałam tą wiadomość – to znaczy, że odważyłam się odejść. Wiem, że to nie jest najlepszy sposób na pożegnanie się, więc przepraszam. Może nie pokazywałam tego tak bardzo, ale cierpię. Coraz bardziej każdego dnia. Po prostu wszystko mnie zaczęło przerastać. Tak bardzo chciałabym, żeby tata był obok, żeby mieszkać z mamą, żeby poczuć prawdziwą miłość z ich strony. Nikt mnie nie rozumiał. Nikt nie wiedział co czuję. Może powtarzano mi, że powinnam rozmawiać, ale jaki jest tego sens? Rozmowa nie przywróci mi ojca, nie przywróci mi niczego. Nie zmieni nic. Przepraszam, że nie widziałam innego sposobu na rozwiązanie tego problemu, ale ja po prostu… Nie mogę dłużej. Nie chcę dłużej cierpieć, mam dość. Dość wszystkiego. (…) Dziękuję za to, że mimo tych złych chwil, były też dobre. Było dużo dobrych wspomnień, ale demony przeszłości mnie za bardzo prześladowały, by zakryć te złe. Będę tęskniła, ale nie chce, żebyście Wy tęsknili. Po prostu zapomnijcie. Nie chcę tu pisać dlaczego konkretnie, bo nie chce, żeby ktoś się zadręczał. Mam nadzieję, że będzie Wam się dobrze żyło, że będzie wszystko w porządku. Niech każdy z Was pójdzie dobrą drogą”.

Czy skoczyła z mostu?

 Następnego dnia włocławski WOPR przeczesał Wisłę. Niczego nie znaleziono. Nie było ciała Oli, ani żadnego przedmiotu należącego do niej. Na moście, w jego pobliżu, na brzegu rzeki – też nic. I tu pojawiła się nadzieja. Może Ola nie skoczyła? Może uciekła, gdzieś wyjechała albo ktoś ją porwał?

WOPR od razu wyjaśnił, że dokładne przeszukiwanie rzeki przez nurka nie było możliwe z uwagi na prąd rzeki oraz zawirowania występujące właśnie w miejscu, w którym znajduje się most. Według ratowników, prawdopodobne jest, że Ola skoczyła z plecakiem, który następnie zahaczył o jakiś przedmiot znajdujący się na dnie rzeki i tym samym ciało Oli może nie wypłynąć.

W dniu zaginięcia dziewczynka miała 16 lat. Jest szczupła, ma niebieskie oczy, prosty nos, włosy proste blond do ramion ubrana była w granatową kurtkę, czarną bluzę z kapturem  z kolorowymi napisami z przodu, miała czarne obcisłe spodnie, buty sportowe koloru różowego. Miała przy sobie także różowy plecak z książkami. I to właśnie ten plecak, według WOPR, może być przyczyną tego, że ciało do tej pory nie wypłynęło.

Rodzina uważa, że policja bardzo dobrze wypełniła swoje obowiązki po zaginięciu Oli. Natychmiast sprawdzili okolicę rzeki, przesłuchali bliskich i znajomych dziewczynki, a także przeczytali wszystkie wiadomości na czatach, z których korzystała. Nigdzie nie znaleziono żadnych niepokojących informacji. W historii wyszukiwania w jej komputerze nie pojawiały się żadne hasła dotyczące śmierci czy samobójstwa. Również w jej opowiadaniach nie doszukano się podobnych treści. Może je zniszczyła, a może nigdy takich nie pisała.

Sprawdzenie Wisły i monitoringów niczego nie przyniosło. Nawet paralotniarz z lokalnego aeroklubu prowadził poszukiwania z powietrza. To też nie pomogło.

Rodzina zwróciła się również do jasnowidzów. Krzysztof Jackowski twierdził, że Ola żyje i przebywa w domu wielorodzinnym, nie wskazał jednak gdzie dokładnie znajduje się ten dom. Wszyscy inni jasnowidze twierdzili natomiast zgodnie, że dziewczynka jest w wodzie.

 Ostatni scenariusz

Policja bierze pod uwagę różne scenariusze. Najmniej prawdopodobne wydają się opcje takie jak przypadkowe uprowadzenie lub wypadek, ponieważ wówczas dziewczynka nie zostawiłaby listu pożegnalnego. Niemożliwym jest, by napisał go ktoś inny niż Ola, ponieważ zawiera on zbyt wiele osobistych szczegółów dotyczących jej relacji z bliskimi. Pod uwagę można zatem brać jedynie, że było to samobójstwo lub ucieczka. W przypadku tej drugiej opcji, ktoś musiałby Oli jednak pomóc. Trudno, aby szesnastolatka prowadziła w dzisiejszych czasach samodzielne życie incognito.

– Może w trakcie wagarów kogoś poznała, zaufała temu komuś i z nim wyjechała? – zastanawia się pani Agnieszka. – Ktoś zdobył jej zaufanie, namówił ją do wyjazdu. Chcę wierzyć, że moja siostra żyje.

Analizując posiadane dzisiaj dane możemy stwierdzić, że Ola miała depresję. Jest to choroba występująca w naszych czasach częściej, niż kiedykolwiek. Warto mieć świadomość, że może ona nie być widoczna na pierwszy rzut oka i łatwo ją zbagatelizować. Konsekwencje bywają tragiczne.

Anna Strzelczyk

Poszukiwaniami Oli zajmuję się obecnie Fundacja Na Tropie, która zamierza przeszukać dno Wisły w rejonie mostu Rydza Śmigłego we Włocławku.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*