Gangster mordował swoje narzeczone i nie tylko

We wrześniu 2018 roku 42-letni Artur K. z zimną krwią zamordował swoją narzeczoną Monikę (35 l.) i jej synka Oskara (3 l.) w ich mieszaniu na Nowowiejskiej w Warszawie. Potem sam zgłosił się na policję. Niespełna rok temu mordercę skazano na dożywocie. We wtorek Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał ten wyrok.

23 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego pozbawienia wolności za okrutne morderstwo swojej partnerki Moniki i jej trzyletniego synka. Więzienne mury opuści najwcześniej w 2058 roku.

– Charakter tej sprawy, okrutne i drastyczne okoliczności tego zabójstwa mówią nam jedno: mamy do czynienia z bardzo złym człowiekiem, który nie powinien już nigdy zaznać chwili wolności – powiedział sędzia Zbigniew Kapiński, przewodniczący składu złożonego z pięciorga zawodowych sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Utrzymano w mocy wyrok, który w grudniu ub. r. wydał w tej sprawie Sąd Okręgowy w Warszawie. Sąd orzekł również nawiązkę w łącznej wysokości 300 tys. zł na rzecz matki, siostry i brata Moniki oraz jej byłego męża.

Artur K. miał bogatą kartotekę. Zanim poznał Monikę i jej synka Oskara, był już skazany na 15 lat za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki. W dniu tragedii był na przepustce. Pojawił się w mieszkaniu ukochanej, którą poznał przez media społecznościowe. Para szybko się zaręczyła. Artur K. utrzymywał, że się zmienił i naprawdę jest zakochany w Monice. Dbał o jej synka.

8 września 2018 roku Artur K. najpierw gołymi rękami udusił swoją narzeczoną. Kiedy Monika straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim Oskarkiem. Potem zgłosił się na policję. Nie wiadomo, dlaczego to zrobił.

Mężczyzna przyznał się do obu zabójstw. Mówił, że słyszał głosy szatana. – Fizycznie to zrobiłem, ale umysłowo, psychicznie to nie byłem ja. Byłbym skończonym idiotą, gdybym z własnej woli zabił, mając kilka dni do odsiadki – tłumaczył w sądzie.

Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. “Graf” vel “Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze czy porwania dla okupu.

W 2004 roku w urzędzie pracy poznał niespełna 20-letnią Renatę. Kilka tygodni później udusił ją w jej mieszkaniu na warszawskim Kole, za co został skazany na 15 lat więzienia.

Źródło:PAP

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*