W obronie nazistów

Na początku było słowo, złe słowo. Słowo jednego przeciwko drugiemu. I to złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi, Niemca przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona – mówił wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak podczas miejskich uroczystości upamiętniających 74. rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej.

Skoro taki przekaz idzie od rządzących w Gdańsku, to trudno się dziwić wyrokom, jakie zapadają w tamtejszych sądach.

Oto, przed gdańskim Sądem Apelacyjnym zakończył się proces Natalii Nitek-Płażyńskiej przeciw niemieckiemu przedsiębiorcy Hansowi G. Sąd uznał, że winny jest nie tylko Niemiec, który kilka lat temu sam siebie określał mianem nazisty i wyzywał swoich polskich pracowników oraz deklarował, że najchętniej zabiłby wszystkich Polaków, ale także Nitek-Płażyńska, która… nagrała zachowanie mężczyzny.

Sąd postanowił, że Hans G. ma zapłacić 10 tys. zł (zamiast 50 tys., jak orzekł sąd pierwszej instancji) na Muzeum w Piaśnicy, a Nitek-Płażyńska musi nie tylko przeprosić Niemca, ale także wpłacić 10 tysięcy złotych na WOŚP. Bowiem zdaniem polskiego sądu dostarczenie przez powoda dowodu w sprawie o cokolwiek jest karalne. Kompromitacja.

Wyobraźmy sobie, że sąd wymierza gwałcicielowi karę trzech lat pozbawienia wolności, ale taki sam wyrok orzeka w stosunku do ofiary, ganiąc ją za to, że szła wieczorem przez miasto. Nie, nie musimy sobie tego wyobrażać. Tak obecnie wygląda sprawiedliwość w polskich sądach.

Janusz Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*