SPRAWA IWONY WIECZOREK: Rankiem poszła po śmierć

 Fundacja Na Tropie powróciła do poszukiwania ciała Iwony Wieczorek – nastolatki zaginionej w Gdańsku 17 lipca 2010 roku. Udało się ustalić trasę, którą najpewniej 19-latka wracała do domu. Prawdopodobnie 200 metrów od miejsca zamieszkania została zaatakowana. Wiele wskazuje na to, że dziewczyna jest pogrzebana w odległości około 1,5 kilometra od domu, w którym wówczas mieszkała. Przewieziono ją tam samochodem. Szczegółowe przeszukanie tego miejsca jest niezbędne, aby wyjaśnić zagadkowe zniknięcie gdańszczanki.

 Iwona Wieczorek w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku bawiła się ze znajomymi w sopockim Dream Clubie. Wiadomo, że wyszła z niego zdenerwowana i nadmorskim bulwarem ruszyła w stronę Gdańska. Ostanie jej miejsce pobytu utrwalone przez kamery monitoringu, to wejście na plażę numer 63, była wówczas 4.12.17.

Droga do śmierci

Teorii na temat tego, jaką drogą dalej wracała do domu nastolatka, jest wiele. Katarzyna P., z którą Iwona Wieczorek tydzień przed zaginięciem wracała z Dream Clubu w Sopocie, zeznała, że w jej ocenie Iwona mogła iść w stronę domu prosto deptakiem i później skręcić w Jelitkowski Dwór na wysokości wejścia numer 57.

Natomiast Patryk G., chłopak zaginionej nastolatki ocenił: „Według mnie, jakby chciała pójść pieszo, to albo zejście numer 55, albo 58”.

Według oceny Marka Siewerta – analityka KGP, Iwona Wieczorek szła w tym czasie z prędkością 4 km/h. Od kolejnej kamery – przy molo i alejki prowadzącej w kierunku ulicy Czarny Dwór – dzielił ją około kilometr. Powinna tam być po około 16 -18 minutach marszu. Jednak kamera jej tam nie zrejestrowała. To nie dziwi, gdyż kamery przy nadmorskim bulwarze są obrotowe.

Według ustaleń Fundacji Na Tropie, dokonanych między innymi na podstawie analizy akt, 17 lipca 2010 roku Iwona Wieczorek doszła właśnie w okolice mola w Brzeźnie i tam skręciła w stronę ulicy Czarny Dwór. To droga na wprost jej domu, przy tym najbezpieczniejsza, gdyż prowadzi przez najmniej zalesiony odcinek Parku Reagana. O tej porze dnia przemieszcza się tam sporo osób. Istniała również możliwość, że sprawca lub sprawcy czekali na Iwonę w samochodzie na parkingu przy promenadzie.

Jednak według ustaleń Fundacji Na Tropie Iwona Wieczorek minęła parking i około godziny 4.45-5.50 weszła na Osiedle Jelitkowskie furtką od strony ulicy Czarny Dwór. Tu, na niewielkim parkingu czekała na nią osoba, którą doskonale znała. Doszło do sprzeczki i przepychanki, jeden nieostrożny ruch sprawił, że dziewczyna straciła przytomność, a być może i życie. Wystraszony mężczyzna włożył bezwładne ciało do samochodu i odjechał. Niedaleko. Prawdopodobnie kontaktował się z osobą, która mu pomogła lub podjęła się ukrycia zwłok.

Jak wynika z akt sprawy, policjanci z V Komisariatu Policji w Gdańsku zajęli się zabezpieczaniem monitoringu dopiero 6 sierpnia 2010 roku, czyli niemal miesiąc po zaginięciu dziewczyny. Działania te dotyczyły kamer: przy wejściu 63, przy molo, na ulicach Jantarowej, Dąbrowszczaków oraz na skrzyżowaniu ulic Czarny Dwór i Jana Pawła II. Nic to jednak nie wniosło do sprawy.

18 sierpnia 2010 roku przesłuchano pracownika ochrony osiedla, który miał dyżur w nocy z 16-17 lipca 2010 roku. Jak zeznał, niczego istotnego w tym czasie nie zauważył. Wyjaśnił, że na tym terenie jest 70 kamer, z czego tylko 2 są skierowane na osiedle, a większość na klatki schodowe. Iwona nie dotarła jednak do klatki schodowej swojego bloku.

Wizja policjanta

Na początku czerwca ekipa Fundacji Na Tropie prowadziła w Gdańsku i Sopocie rozpoznanie do planowanych poszukiwań Iwony Wieczorek. Sprawdzane były miejsca związane z tą sprawą i weryfikowane informacje na temat zaginięcia 19-latki z Gdańska. Dotarliśmy także do dwóch nowych osób, które przekazały nam istotne informacje, wymagające jednak dalszej weryfikacji. Otrzymaliśmy również mapy punktów mogących mieć znaczenie dla rozwiązania tej zagadki. Wszystkie zebrane dane układają się w spójną całość, co ułatwia nam przygotowania do zasadniczej akcji poszukiwawczej.

WSPOMÓŻ POSZUKIWANIA IWONY WIECZOREK

Jednym z miejsc, które odwiedziliśmy, był rejon stawu przy ulicy Obodrzyców w Sopocie. W 2013 roku były w tym miejscu prowadzone poszukiwania Iwony Wieczorek. Jednak informacje na ten temat nie są powszechnie znane. W akcji wówczas brali udział policjanci i strażacy z Gdańska, oraz znany wykładowca Szkoły Policyjnej ze Szczytna. Rzekomo, ów policjant na miejscu robił jakieś wizje, nawet wpadł w trans. Inni uczestnicy poszukiwań nie do końca potraktowali go wówczas poważnie. Choć to osoba z dorobkiem naukowym.

– On wtedy poczuł się urażony reakcją innych poszukiwaczy – wyjaśnia mi policjant znający tę sprawę. – W efekcie miejsce to było sprawdzane przez straż, ale tylko pobieżnie.

Skontaktowałem się z byłym już wykładowcą Szkoły Policyjnej w Szczytnie, pytając go o poszukiwania sprzed kilku lat, Stwierdził, że zamknął rozdział pod tytułem Iwona Wieczorek. I nie zamierza nikomu pomagać w wyjaśnieniu tej sprawy. Dodał jeszcze: – Fakt, że pan wie o moim udziale w poszukiwaniach, przekreśla możliwość naszej współpracy.

W tej sytuacji pozostało udać się na ulicę Obodrzyców w Sopocie. Teraz miejsce to wygląda zupełnie inaczej niż w 2010 roku. Staw i jego otoczenie zmodernizowano kilka lat temu. Podczas wizji w 2013 roku zrobiono zdjęcia stawu i łączącego się z nim kanału.

– Widziałem te fotografie i skojarzyły mi się z wizją Krzysztofa Jackowskiego – mówi jeden z moich informatorów.

Przypomnijmy wizję Jackowskiego: „Widzę coś betonowego, prostokąt, jakby kanał. Przepływa tam woda, w środku widzę metalowe pręty(…) Widziałem jakiś kanał, ciek wodny. Coś murowanego, podobnego do stopnia (…)”.

– Miałem zdjęcia z wnętrza kanału i stawu. Wysłałem Jackowskiemu, odpowiedział mi, że pasują idealnie do jego wizji: „To jest miejsce, które czułem” , ale nie chciał pociągnąć dalej tematu.

Czemu ciała 19-latki szukano w stawie w Sopocie? Zapewne nie miała na to wpływu wizja jasnowidza z Człuchowa lecz nauczyciela akademickiego ze Szczytna. Być może były to zbieżne wizje.

Innym tropem mogą być zeznania kobiety, która z werandy swojego mieszkania w Sopocie, nad ranem 17 lipca 2010 roku, usłyszała wołanie o pomoc: „To nie był głos dojrzałej kobiety, to był głos nastolatki, około dwudziestoletniej” – zeznała Barbara W. Gdy kobieta wyjrzała z werandy, to zobaczyła na ulicy Obrońców Westerplatte mężczyznę, który także ją zauważył i – jak stwierdziła – wpatrywał się w nią ostentacyjnie: „Określiłabym go typem Włocha, południowca. Miał 25 – 35 lat, był średniego wzrostu, szczupły”. Mężczyzna ten miał na sobie czarną, krótką kurtkę skórzaną i kapelusik. Barbara W. stwierdziła też, że słyszała uciekającą kobietę, tak, jakby biegła boso: „Po chwili na ulicy zatrzymał się samochód, słyszałam otwarcie i zamknięcie drzwi, a potem wołanie o pomoc ucichło, a samochód odjechał (…) Jestem przekonana, że ta dziewczyna, której krzyk mnie obudził, odjechała tym samochodem wbrew swojej woli”.

Gdy Barbara W. dowiedziała się o zaginięciu Iwony Wieczorek, poinformowała o nocnym zajściu policję w Sopocie. Niestety nikt na ten sygnał nie zareagował. Nikt się z nią nie skontaktował w tej sprawie. Kobietę przesłuchano dopiero kilka lat po zdarzeniu.

Co prawda ulica Obrońców Westerplatte znajduje się stosunkowo blisko stawów przy Obodrzyców. Czy jednak jest realne, aby Iwona Wieczorek znalazła się nad ranem 17 lipca 2010 roku w tej części Sopotu?

Moim zadaniem to mało prawdopodobne. Według mnie dziewczyna została przewieziona na działki w rejonie ulic Hallera i Płażyńskiego w Gdańsku.

 Popatrzyli i zostawili

6 lipca 2016 roku złożyłem w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku zeznania na temat mojego śledztwa dziennikarskiego oraz działań Fundacji Na Tropie, związanych z poszukiwaniem Iwony Wieczorek. Wskazałem ewentualne miejsce ukrycia zwłok, oraz osób, które mogą mieć wiedzę o tej sprawie.

15 lipca 2016 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wydała postanowienie o przeszukaniu wskazanych przeze mnie ogródków działkowych: „Celem zweryfikowania informacji dotyczących ewentualnego ukrycia zwłok Iwony Wieczorek”.

19 lipca 2016 roku między 9.00 a 16.00 zaplanowano przeszukanie tego terenu. Jak wyczytałem w aktach, miało w nim brać udział: 50 policjantów z wydziału prewencji, dwa psy przeszkolone do wyszukiwania ludzkich zwłok, czterech funkcjonariuszy Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP Gdańsk, dwóch funkcjonariuszy Wydziału KWP Gdańsk, a także strażacy. Plan działania był bardzo rozległy i obejmował między innymi sprawdzenie około 100 studzienek kanalizacyjnych i deszczowych.

Głównym celem śledczych była jednak jedna z działek, którą wskazałem w czasie składania zeznań. I na niej koncentrowały się działania poszukiwawcze prowadzone 22 lipca 2016 roku. Jak wyglądało przeszukanie znajdujących się na niej pomieszczeń, dowiadujemy się z akt sprawy:

„W pomieszczeniach zalega woda zalewowa, do wysokości 15 cm, w pomieszczeniach tych panuje nieład, są rozrzucone rzeczy. Cała posesja oraz budynek mieszkalny są w części zalane wodą. (…) Przedmiotów istotnych z punktu widzenia postępowania nie ujawniono. Na tym oględziny posesji oraz pomieszczeń zakończono” – rzut oka i policjanci poszli dalej.

Działając w ten sposób, nikt niczego w tej sprawie nigdy nie znajdzie. Policjanci nie zadali sobie nawet trudu dokładnego przeszukania pomieszczeń czy sprawdzenia, co znajduje się pod podłogą. Weszli do środka, popatrzyli – zobaczyli wodę i nieład – i szybko wyszli.

Jak czytamy w protokole z przeszukania, na terenie tej posesji nie ujawniono śladów w czasie oględzin pomieszczeń, nie znaleziono szamb, zbiorników wodnych itp. Wypompowano natomiast wodę z oczka wodnego oraz przekopano niewielki fragment działki na głębokość najwyżej metra. Pobrano próbki ziemi z kilku miejsc, które przekazano do laboratorium. Jednak, mimo że od tego momentu minęło kilka lat, nie wiadomo, jaki jest wynik badań.

Przesłuchano co prawda Wandę Sz., która użytkuje tę działkę. Jednak starsza pani twierdzi, że nic nie wie o Iwonie Wieczorek i nigdy o niej nie słyszała. Przekazałem jednak śledczym, że jakąś wiedzę o zaginionej może mieć jej wnuczek Jarosław Sz., który na tej działce przez pewien czas mieszkał. Potwierdziła to również Wanda Sz.

Próżno jednak doszukać się w aktach protokołu przesłuchania tego mężczyzny. Wygląda na to, że śledczy nie pofatygowali się do niego.

Krwawe ślady

 27 lipca 2016 roku dokonano oględzin garażu oraz sąsiedniej posesji: „W celu ujawnienia ewentualnych śladów krwawych” – jak zapisano w protokole.

Garaż ten wskazałem jako miejsce, gdzie mogła być przetrzymywana Iwona Wieczorek. W oględzinach uczestniczył m.in. biegły z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Gdańsku.

W pomieszczeniach znajdujących się na terenie posesji należącej do Sławomira N. znaleziono liczne ślady krwi. Były one niemal wszędzie. Ujawniono je w pomieszczeniu gospodarczym, m.in. na meblach, ubraniach, worku jutowym, płycie styropianowej, na plandece i na wiszącym tam haku. Krwawe ślady odkryto też na wszystkich narzędziach i szafkach, na poduszce, a także na dywanikach i przeciętej opasce zaciskowej. Liczne pozostałości krwi oraz inne ślady odkryto także w garażu. Opis znalezionych śladów krwi zajmuje kilka stron protokołu przeszukania posesji tego mężczyzny. Próbki wszystkich oddano do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Gdańsku.

Czyja to była krew? Czy mogła należeć do Iwony Wieczorek? Policja i prokuratura nie ujawniają tych informacji.

Właściciel posesji Sławomir N. (74 lata) zeznał, że od 2010 roku (dokładnej daty nie pamięta) mieszkał u niego Waldemar G. – jego znajomy z Pruszcza Gdańskiego, który też korzystał z tych pomieszczeń:

Pracowałem w ochronie, często 24 godziny na dobę i Waldemar G. w tym czasie miał swobodny dostęp do wszystkich pomieszczeń. To był mój kolega, więc mu ufałem. Garażu nie używałem od dawna, bo nie mam już samochodu. Uważam, że na mojej posesji nigdzie nie powinno być śladów krwawych. Nie przypominam sobie, aby Waldemar G. miał jakieś rany. Zwierząt hodowlanych na mojej posesji nie było od kilkudziesięciu lat, więc nikt ich tu nie zabijał. W 2015 roku poprosiłem Waldemara G., aby się wyprowadził i wtedy zaczęły się problemy. Nie chciał tego zrobić, były awantury. W końcu się wyprowadził do mojego sąsiada, Krzysztofa C.”.

Jak zeznał, nikt oprócz Waldemara G. nie miał dostępu do garażu i pomieszczeń, w których znaleziono ślady krwi, nikt nigdy też się tam nie włamał:

„Było tylko włamanie do mojego domu. I wówczas, jakieś dwa miesiące temu, przyszedł do mnie Waldemar i zapewniał, że on nie ma z tym nic wspólnego. Ja wiem, kto to jest Iwona Wieczorek, czytałem o niej w gazetach, ale nie mam z jej zaginięciem nic wspólnego” – zastrzegł wówczas Sławomir N.

Co zastanawiające, policja nie przesłuchała Waldemara G. Przynajmniej w aktach sprawy nie ma śladu jego zeznań. Nie zapytano o niego także Krzysztofa C., do którego G. się przeprowadził. Działkę Krzysztofa C. oraz jego samego, także wskazałem policji w lipcu 2016 roku. Według moich informacji mógł on mieć wiedzę na temat tego, co stało się z Iwoną Wieczorek. To dość nieobliczalny recydywista, który podczas jednego z naszych pobytów w tym rejonie próbował nas zaatakować.

Policja co prawda przesłuchała go, lecz Krzysztof C. stwierdził, że nie słyszał o Iwonie Wieczorek, ponieważ nie czyta gazet. I na tym się skończyło. Nie zapytano go nawet o Waldemara G., który rzekomo przeprowadził się do niego w 2015 roku. Próżno też szukać w aktach protokołu przeszukania posesji Krzysztofa C.

Policja przesłuchała natomiast pojawiającego się w moim dziennikarskim śledztwie Tomasza K., właściciela baru w Gdańsku, który ma działkę w sąsiedztwie Krzysztofa C.

– Nie znam osobiście Iwony Wieczorek, ale słyszałem i czytałem o tej dziewczynie – zeznał mężczyzna. – Nie chodzę po klubach. W Dream Clubie w Sopocie byłem tylko raz. Razem z żoną poszliśmy zobaczyć córkę Klaudię, która pracowała tam na huśtawkach. Nie pamiętam, co robiłem w czasie, gdy zaginęła Iwona Wieczorek.

Już pod koniec 2015 roku miałem informację, że Iwona Wieczorek po zamordowaniu mogła być pogrzebana w dole z wapnem gaszonym. Jak wiadomo, ma ono żrące właściwości i w związku z szybkim niszczeniem zwłok utrudnia też pobieranie materiału genetycznego.

Powiesił się na krzyżu

Wiem już, że wskazana przeze mnie działka, jak i sąsiednie, nie była przeszukana szczegółowo. Działki przeszukano pobieżnie, podobnie jak jezioro w Dywitach, w którym Fundacja na Tropie znalazła po 24 latach szczątki Joanny Gibner.

Na obecnym terenie działkowym przed wojną znajdowały się budynki i inne obiekty, na których fundamentach powstała część obecnych. Być może jest tam ukryta piwnica, nieczynna i niezinwentaryzowana, albo studnia. Możliwości skutecznego ukrycia ciała w tym rejonie jest wiele. I na pewno nie wszystkie z nich zostały sprawdzone, nawet na tej niewielkiej działce, gdzie poszukiwania przerwano wyjątkowo szybko. Przez kilka kolejnych dni próbowałem namówić śledczych do bardziej drobiazgowych poszukiwań. Jednak bezskutecznie.

Jako że policja nie kwapiła się do przekazywania informacji na temat efektów poszukiwań na wskazanej przeze mnie działce, niemal codziennie męczyłem śledczych telefonami. Powiedziano mi tylko, bym pytał prokuraturę, bo to ona nadzoruje czynności. Wysłałem zatem do rzecznika Prokuratury Okręgowej w Gdańsku kilkanaście pytań. Już po paru godzinach odebrałem telefon z prokuratury i dowiedziałem się, że adresat pytań jest niewłaściwy. Powinienem je wysłać do… policji.

Od kilku lat zastanawiam się, czy ślady krwi znalezione w 2016 roku na terenie ogródków działkowych w Gdańsku mogą mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek? Jednak do dziś nie wyjaśniono, czyje ślady krwi znaleziono na działkach w Gdańsku.

Postanowiłem dowiedzieć się czegoś na ten temat podczas rozmowy ze Sławomirem N. – właścicielem posesji, na której stwierdzono ślady krwi. Gdy odwiedziłem go 10 czerwca, to okazało się, że od tygodnia leży w śpiączce w szpitalu. W dwa tygodnie potem zmarł. Z powierzchni ziemi zniknął też dom, w którym mieszkał Krzysztof C. On sam ponoć pojawia się na działkach.

Okrutny los dopadł natomiast Waldemara G.

– Zaraz po tym, jak odkryli tę krew, pojechał do Starogardu Gdańskiego, bo on stamtąd pochodził – wyjaśnia jego dawny znajomy. – Chodził kilka godzin po cmentarzu. W końcu poszedł na grób ojca i się powiesił na krzyżu.

– Myśli pan, że miał coś na sumieniu, że go to dręczyło?

– Nie wiem, on mi się nie zwierzał. Ale źle mu z oczu patrzyło.

Podczas czerwcowej wizji spotkaliśmy osoby, których relacje utwierdziły nas w przekonaniu, że zmierzamy po dobrym tropie. W lipcu wrócimy w to miejsce, aby potwierdzić lub wykluczyć naszą wersję wydarzeń.

Fantazja detektywa

Swoje poszukiwania ogłosił także Krzysztof Rutkowski, który jak zwykle zakończył je na medialnych deklaracjach. Po raz kolejny obwieścił, że zgłosił się do niego przestępca będący świadkiem zamordowania i ukrycia ciała Iwony Wieczorek. To nic nowego, raz już podobną historię wymyślił.

Także w sierpniu 2013 roku rzekomy gangster miał opowiedzieć mu o zabójstwie Iwony. Artykuł na ten temat opublikował „Fakt”: „Przełom w sprawie! Matka dziewczyny w szoku (…)” – szalał tabloid.

Po tej publikacji Rutkowski został wezwany na przesłuchanie do Gdańska, w czasie którego przyznał się, że przekazał gazecie informację, którą sam zmyślił: „w celu pchnięcia do przodu sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek i sprowokowania błędu, który może popełnić osoba lub osoby, które mogą mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek” – tłumaczył desperacko to kłamstwo, a po chwili dodał: „Proszę o zachowanie tego protokołu w tajemnicy przed mediami, ponieważ może to zaszkodzić mojej działalności”. Jak widać, prośba ta nie została spełniona.

Ta historia niewiele nauczyła byłego detektywa. Dwa lata później, gdy dziennikarze „Reportera” tropili „Krystka”, on ogłosił, że ten pedofil jest bez skazy. W maju 2020 roku powrócił z opowieścią o skruszonym bandycie, który opowiedział mu o kulisach zbrodni dokonanej na Iwonie Wieczorek. Ponownie wezwano go do Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku i znowu się tłumaczył, że to tylko bujna fantazja.

Kilka podobnych historii przytoczyłem w książce „Co się stało z Iwoną Wieczorek”. Niewykluczone, że Rutkowski inspirował się tą lekturą.

Przypomnijmy zeznania Krzysztofa K., który zastrzegł na wstępie: „Mogę poddać się badaniu na wariografie, aby udowodnić, że to prawda” – i kontynuował: „Marcin nie powiedział mi, jakim samochodem przetransportowali Iwonę na działki. Nie wiem, jakiej on był marki, ilu drzwiowy i jaki miał kolor. Marcin powiedział mi tylko, że ten kolega zadzwonił do niego, aby przyjechał pod klub w Sopocie. To było po awanturze z tą dziewczyną. Iwona zorientowała się, że on podał jej narkotyk, bo chciał się z nią zabawić. (…) Oni czekali na Iwonę w lasku, ten lasek znajduje sie po lekkim ukosie od wejścia 63. Wiedzieli, którędy Iwona będzie wracać do domu i pojechali w to miejsce, którędy miała przechodzić, i czekali na nią w samochodzie. Marcin miał podjeść do Iwony, przyłożył jej broń do ramienia i kazał wsiąść do samochodu. Iwona go posłuchała, siadła na przedzie, po stronie pasażera. Marcin miał usiąść za kierownicą, a z tyłu siedział jego kolega, z którym wcześniej Iwona bawiła się na dyskotece. I powiedział do niej: I co suko, jesteś taka cwana?”.

Śledczy zapytali Krzysztofa K., jak tego dnia była ubrana nastolatka, jakie miała buty i biżuterię: „Marcin nie mówił mi, jak Iwona była ubrana, nie wspominał nic o jej butach i biżuterii. Marcin nic nie wspomniał o miesiączce ani o podpaskach. Ten wątek nie był poruszany w jego opowieści. Pamiętam, że on mówił, iż jego kompan w zbrodni miał ciągnąć przed zgwałceniem Iwonę za włosy, to miało stać się przy krzewach i oczku wodnym na działce. Jaką miała wtedy fryzurę, nie wiem. Marcin opowiadał mi o tym, że nikt Iwony nie znajdzie, był pewien, że wybrali z tym kolegą bardzo dobre miejsce do ukrycia zwłok Iwony. Ona miała być uduszona przez nich po zgwałceniu, potem ją zakopali obok tej działki. Tam były w pobliżu jakieś rury. Nie wiem dokładnie, gdzie jest to miejsce. Marcin opowiadał, że wcześniej miał tam zdarzyć się jakiś tragiczny wypadek, i że nikt tam Iwony nie będzie szukał. Może stoi tam jakiś krzyż? Do domku, w którym mieli zgwałcić Iwonę, prowadziły schody. Marcin nie powiedział mi, do kogo należała ta działka (…)” – zaznaczał Krzysztof K.

Śledczy przesłuchali także Marcina M., który miał mieć rzekomo związek z tą zbrodnią: „Ja wtedy, kiedy to się działo, siedziałem. Znam jednego kolegę, który osobiście znał zaginioną. On ma na imię Paweł i mieszka w bloku po sąsiedzku. On mi też o tej sprawie opowiadał, znał ją, więc powiedział, że Iwona lubiła się zabawić, spotykali się na imprezach z zaginioną. Paweł, podobnie jak ta zaginiona, żadnej imprezy nie przepuścił. (…) Posiadam liczne tatuaże: na klatce piersiowej, na udzie, na szyi, na stopach na ramieniu. (…). Z Sopotu i okolic znam wszystkich, ale w swoim wieku, młodszych nie kojarzę. Moi znajomi, w wieku zbliżonym do mnie, głównie siedzą w więzieniach. Teraz niedawno część z nich wyszła, ale nie zdążyli nic nabroić, bo przez ostatnie pięć lat siedzieli. Nie przypominam sobie spotkania z jakimś kolegą z celi, który pochodziłby spoza Trójmiasta. Raczej zapamiętałbym takie spotkanie, bo mam dobrą pamięć. Tym bardziej, że takie sytuacje zdarzają się sporadycznie” – zapewniał Marcin M.

Potwierdziło się, że w czasie zniknięcia Iwony Wieczorek, Marcin M. przebywał w Areszcie Śledczym w Gdańsku, co wyklucza jego udział w zbrodni. Nie oznacza to jednak, że do opisanych zdarzeń i spotkania z Krzysztofem K. nie mogło dojść. Być może Marcina M. poniosła fantazja i przypisał sobie, aby zaimponować kumplowi, czyjeś, zasłyszane za kratami czyny?

Mnie jednak w tej sprawie zainteresował głównie opis działki, na której mogło dojść do zbrodni. Była ona bardzo podobna do miejsca, które wytypowaliśmy. Podobnych wskazań na to miejsce jest znacznie więcej, wkrótce je wszystkie zweryfikujemy.

Janusz Szostak

 

 

 

 

4 Komentarze

  1. Jak tak sobie przeglądam Pana profil to zastanawiam się po co jest nasza policja i prokuratura? Podejrzewam ze setki podobnych spraw są niewyjaśnione.

  2. Biedna dziewczyna niestety los napisał jej przykry scenariusz ;( życze mamie iwony i rodzinie aby wreście dowiedzieli sie co sie stało z dziewczyną ;( ..

  3. A czy w jakimś artykule nie było coś o dziewczynie od której niby Iwona brała papierosa? Niby Iwona stała wtedy z jakimś mężczyzną z zadbanym zarostem… tylko nie pamiętam czy to brunet był , ale chyba tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*