118 CIOSÓW  ŚMIERCI

Od pierwszej klasy uczęszczali do tego samego technikum. Był to jednak związek toksyczny. Ona zachowywała się normalnie. On był o nią chorobliwie zazdrosny. Urządzał sceny. Raz i drugi uderzył ją nawet pięścią w twarz. Bił ją również, gdy wyjeżdżali do pracy na Zachód. Nie wiedziała, jak się od niego uwolnić. Poznała przez Internet kogoś innego, wtedy ją bestialsko zamordował.

 Cztery kilometry dzieliły 19-letniego Kamila M. ze wsi B. od Ząbkowic Śląskich. Mieszkał wraz z matką oraz babcią i dziadkiem. W Ząbkowicach miał dziewczynę, Aleksandrę Z. Swoją rówieśnicę, która mieszkała sama. Uczyli się w czwartej klasie jednej ze szkół technicznych w Ząbkowicach Śląskich.

 Idealny chłopak

 – Zawsze był spokojny – mówili w szkole o Kamilu. – Małomówny, cichy. Nie sprawiał problemów wychowawczych. Nie pił alkoholu, nie palił papierosów, i nie używał narkotyków.

Podobnie postrzegano w tej placówce szkolnej Aleksandrę. Nie dziwiło nikogo, że ta dwójka od czterech lat pozostawała razem i tworzyła parę.

– Raczej chłodny był w okazywaniu uczyć Oli – oceniali jego koledzy z klasy. Zauważano jednak, że był szalenie zazdrosny o dziewczynę.  – Można nawet powiedzieć, że był zaborczy – dopowiadali.

To był dzień, jak co dzień w tej szkole.

– Dlaczego tak często z nimi łazisz!? – po raz któryś tego dnia Kamil M. miał pretensje do Aleksandry, że rozmawia ze swymi koleżankami. – Stale gdzieś z nimi chodzisz, przesiadujesz, ciągle z nimi gadasz. Po co się właściwie z nimi spotykasz?

Ustąpiła. Milcząc, spuściła głowę.

– Obraża się na mnie, że z wami rozmawiam – zdążyła się jeszcze poskarżyć szkolnej przyjaciółce i poszła korytarzem za odchodzącym do klasy Kamilem. Ale po jakimś czasie, gdy tego nie widział, ponownie do nich wróciła.

Przez kilka kolejnych dni w ogóle się do niej nie odzywał. Nie tylko w szkole. Również poza nią, dodatkowo stresując tym dziewczynę. Nie mówił jej nawet „cześć”, zupełnie ignorując. Przeżywała to mocno. Nie wiedziała, jak się wobec niego zachować, a on jej w ogóle nie słuchał. Minęło mu w końcu, lecz postanowił się na niej zemścić.

 – Za to, jak się zachowałaś wtedy, jak mnie potraktowałaś, że z nimi ciągle rozmawiasz, za karę teraz beze mnie nigdzie się nie ruszysz – rozkazał. Przyjęła to ze skruchą i dla świętego spokoju nie odezwała się więcej. A on od tej chwili nie odstępował jej na krok. I tylko on wygłaszał swoje pretensje.

– Masz ze mną być, rozumiesz! – dodawał.

Codziennie przychodził po nią pod kamienicę, w której mieszkała.  Czekał na Olę, po czym razem ruszali do szkoły.

– Czy ci nie przeszkadza, że tak łazi za tobą? – zapytała jej koleżanka.

– A, co mam zrobić? Stale po mnie przychodzi – odpowiedziała 19-latka.

Raz widziano ich poza szkołą, jak się kłócili.

– Przestań mi rozkazywać, na mnie wrzeszczeć! – w końcu, wyprowadzona  z równowagi, podniosła głos. – Nie będę odpowiadała na twoje głupie pytania! – dodała rozgoryczona.

Stawał się agresywny

 W Kamilu narastała złość. To był dzień, w którym Ola dała się namówić i pojechali razem do jego domu.

– Czemu jesteś taka?! – naskoczył na nią, gdy siedzieli sami w pokoju, po czym ją spoliczkował. Wybiegła zdenerwowana z domu. Gdy opowiadała o tym w szkole koleżankom, podszedł do niej i bez ceregieli odciągnął na bok, szarpiąc ją mocno.

– Nie będziesz na mnie skarżyła! Znowu przesiadywałaś z nimi bez mojej zgody! – krzyczał, i uderzył ją prosto w twarz pięścią. Nikt nie zareagował.

Latem 2016 roku wybrali się do pracy w Holandii. Pojechali razem. Miał tam stale do niej pretensje. Z każdego, nawet błahego powodu robił jej ciągle wyrzuty i wrzeszczał na nią.

 – Kilkakrotnie ją tam wtedy pobił – mówili potem śledczy. – Miała siniaki na całym ciele.

Ślady pobicia zakrywała, nosząc odzież o długich rękawach, pomimo że na dworze panowała wtedy wysoka temperatura. Raz ją tak mocno uderzył pięścią, że upadła na ziemię. Bił ją ciągle. Po powrocie do kraju miała zasinione oko i siniaki na rękach.  Starała się to ukryć przed najbliższymi.

– Wielokrotnie też groził jej nożem. W końcu uciekła z pokoju hotelowego, w którym mieszkali. Gdy nad ranem chciała wrócić, przespać się, zamknął  jej drzwi na klucz. Całą noc spędziła wówczas na dworze – dodawali śledczy.

Jednak nadal nie miała odwagi odejść od prześladowcy. Zbliżała się studniówka. Planowała zabawę.

– Nie zgadzam się! – warknął na nią, więc ustąpiła.

– Właściwie to nie mam odpowiedniej sukienki – tłumaczyła się potem koleżankom, które i tak wiedziały, że to przez niego. – Wszystko za drogie, nie mam pieniędzy – dodawała.

Pojawił się inny

I wtedy przez Internet  poznała innego. Mieszkał wraz z rodzicami w Jastrzębiu-Zdrój. Początkowo grali jedynie z sobą w różne gry komputerowe. Była ostrożna. Pisał do niej wesołe teksty. Na odległość zdawał się kompletnym przeciwieństwem Kamila. Ola już wiedziała, że może być z kimś innym.

Kontaktowali się z sobą każdego wieczora. A gdy czas na to pozwalał, nawet kilka razy dziennie.

– Mam chłopaka – zwierzyła mu się w końcu. – Ale to chory, toksyczny związek – dodała zaraz. – I nie chcę w nim dłużej funkcjonować. Ale jak się z niego wyrwać? – pytała  swojego nowego przyjaciela. Opisała, jak przez te ostatnie lata wyglądał jej związek  z Kamilem M.

– Wreszcie z nim zerwałam! – oświadczyła triumfalnie przyjacielowi około 5 miesięcy przed swą śmiercią, dodając, że od tego czasu Kamil jakby się zmienił.

– Stara się być teraz miły dla mnie i prosi o przebaczenie, ciągle powtarzając, abyśmy do siebie wrócili.

Gdy kolega z Internetu zapytał, co zrobi w tej sytuacji, oznajmiła mu, żeby się nie martwił. – Będę konsekwentna w swym postanowieniu, rozmawiam z Kamilem wyłącznie na stopie koleżeńskiej – zastrzegła. – Nadal jednak przychodzi pod mój dom, i razem idziemy potem do szkoły. 

Znajomy z Internetu przysłał jej wtedy pluszowego misia.

31 grudnia 2016 roku pojechała na zaproszenie kolegi i jego rodziców do Jastrzębia-Zdroju. Razem spędzili Sylwestra. Było wspaniale. Cieszyła się. Wreszcie odżyła. Pozostała w Jastrzębiu  do 3 stycznia 2017 roku.

– Związała się wtedy uczuciowo – opowiadają śledczy o dziewczynie.

Lecz z nastaniem nowego roku Kamil M. nie zmienił się. Gdy  tylko widział Olę, znowu stawał się wobec niej agresywny. Narastało w nim zło, nie odpuszczał.

 – Nie jesteśmy już razem – wyjaśniała Ola. – Nie chcę do ciebie wracać, bo znowu będzie to samo.

7 stycznia 2017 roku  zdawało się, że Kamil coś zrozumiał, że wreszcie dotarło do niego. Odwiedził Olę w jej mieszkaniu. Przyszedł z pizzą i kwiatami.

– Nie chcesz już ze mną być, pozostańmy więc przyjaciółmi – oznajmił.

Na co mu nie odpowiedziała, poinformowała jednak o tym swojego przyjaciela z Jastrzębia-Zdroju, z którym planowała przyszłość.

„Jesteś przygotowana do egzaminu?” – Kamil zapytał 8 stycznia 2017 roku  przez Internet jedną z koleżanek z klasy. Mieli egzamin zawodowy kończący edukację w technikum, a przed egzaminem jeszcze jedną lekcję w klasie.

„Przyjdę do szkoły rano. Mam ważniejsze sprawy od egzaminu” – odpisała mu koleżanka.  Kamil  z kolei odpowiedział na to dość tajemniczo: „Stoi przede mną życiowa decyzja” ,  i dopisał: „I jeżeli się to stanie, nie będę mógł wrócić do szkoły”.

Dziewczyna była zdziwiona i zaskoczona niezrozumiałym dla niej tekstem kolegi, bo co może być ważniejszego od końcowego egzaminu? Nie miała pojęcia, co Kamil M. chciał jej przez to powiedzieć. Nie zastanawiała się jednak dłużej nad tym i przygotowywała do ostatniej lekcji w szkole, a potem do końcowego egzaminu.

 Przyszedł zabić

 9 stycznia 2017 roku, około 8. Kamil przyjechał pod dom Aleksandry. Dzwonił. Chciał wejść do środka.

– Idź do szkoły – zwróciła się do niego przez drzwi. On jednak nalegał. I czekał przed domem. W końcu go wpuściła. Miała włączony komputer.

– Jak egzamin? – zapytał, na co odpowiedziała, że nie zamierza pójść na ostatnią lekcję przed tym egzaminem.

– Bo to rozprasza, i w ogóle strata czasuPójdę na sam egzamin.

Zamilkli, a ona, coraz to spoglądając w ekran komputera, nadal stukała palcami po klawiaturze.

 – Może wrócisz do mnie? – zaryzykował, ponownie wracając do starego tematu.

– Też myślałam o nas, nie tylko o sobie – odparła zgryźliwie, dodając, że nic z powrotu nie będzie. Zauważył, że Ola prowadzi internetową korespondencję ze swym nowym chłopakiem z Jastrzębia-Zdroju. Pisała, jak się jej spało i co zaplanowała jeszcze tego dnia robić.

– Z kim korespondujesz? – zapytał Kamil M.

 – Z  kolegą – odpowiedziała, a on na chwilę zamilkł.

Doskonale znał rozkład jej mieszkania. Bez słowa wyszedł z pokoju, kierując się ku kuchni. Skąd, z suszarki na naczynia, zabrał nóż kuchenny. Ruszył z nim z powrotem do pokoju. Ola nadal siedziała przy komputerze, prowadząc korespondencję z chłopakiem. Kamil spojrzał na trzymany w ręku nóż.

– Za krótki – stwierdził półgłosem, próbując, jak leży w jego dłoni.

I zawrócił do kuchni, odkładając go z powrotem do suszarki z naczyniami.

Tym razem wziął dłuższy. Włożył go do rękawa kurtki, aby nie był widoczny, i ruszył ku swej byłej partnerce. Tym razem siedziała na kanapie. Na kolanach trzymała psa. W ręce miała telefon. Gdzieś zamierzała dzwonić. Podszedł do niej bardzo blisko. Nie spodziewała się niczego. Nim zdążyła na niego spojrzeć, bez słowa wysunął nóż z rękawa kurtki. Pierwsze z uderzeń trafiło dziewczynę w okolice gardła. Kolejne w twarz, szyję i klatkę piersiową. Ciosy krótkie, gwałtowne i zdecydowane. Przerażony pies zawył i uciekł z  kolan zakrwawionej Oli.

– Co ty robisz!? Pomocy! – zdążyła krzyknąć. Nikt nie mógł jej usłyszeć. Próbowała osłaniać się rękoma. Przerażony sytuacją pies jedynie ujadał, a 19-latek nadal dźgał i ciął nożem kuchennym bezbronną dziewczynę.

– Ileż nienawiści musiało tkwić w tym młodym człowieku – mówili  potem sąsiedzi.

Wrócił aby dobić

 Bił mocno, i na oślep. W końcu wygięło się ostrze noża. A potem się złamało. Zalana  krwią Aleksandra Z. uniosła się, słaniając się nogach i resztkami sił dotarła do drzwi wyjściowych, które otworzyła na oścież. Wyszła na korytarz.

 – Ratunku! – próbowała jeszcze krzyczeć, ale jej bardzo osłabionym głos nie docierał do sąsiadów. Pies wybiegł, a 19-latek odrzucił złamany nóż i zdołał pochwycić na schodach swą byłą partnerkę. Przewrócili się razem i stoczyli na półpiętro. Wszędzie była krew. Mocno broczyła, a on z całych sił okładał ją pięściami. Jeden z ciosów trafił w jej prawą skroń. Nadal nikt z sąsiadów nie interweniował. Bali się, czy może rzeczywiście nie słyszeli? A może nie chcieli się mieszać w nie swoje sprawy. Kamil podniósł się z nad jej ciała, które jeszcze drgało, i wrócił na piętro, do mieszkania Oli. W morderczym amoku wszedł do kuchni, sięgając po następny nóż. I zbiegł z nim na półpiętro, gdzie dogorywała dziewczyna. Chciał ją po prostu dobić. Zaczął ponownie dźgać nim i ciąć  ciało kobiety. Kaleczył je.

Gdy leżała już martwa na półpiętrze, odrzucił na korytarzu nóż, który gdzieś się potoczył. Sięgnął po swój telefon komórkowy. Była 11.00.

– Zabiłem Olę – oświadczył przez komórkę swej babci.

 – Co zrobiłeś? – zapytała raz jeszcze, bo nie wiedziała, czy się nie przesłyszała. Lecz on jej tylko powtórzył, i potwierdził. Dodał, że idzie się przyznać na komendę, i żeby babcia przyjechała pod komendę wraz z jego matką, bo jeszcze chciałby się z nimi przed tym zobaczyć.

– Czekaj przy sklepie spożywczym, przy policji –  oznajmiła mu przerażona babcia i przekazała telefon swej przyjaciółce, która była wtedy akurat w mieszkaniu, we wsi B. Przyjaciółka zatelefonowała pod numer 112, a potem powiadomiła matkę Kamila, która przebywała w tym czasie we Wrocławiu. Matka skontaktowała się z synem.

– To prawda, co się stało – potwierdził jedynie. Zapytała, czy powiadomił pogotowie ratunkowe.

 – Jest już za późno – stwierdził. – Czy powinienem się zgłosić na policję? – zapytał jeszcze matkę.

 – Tak – odpowiedziała mu.

– Leży na korytarzu – dodał jeszcze o martwej już Aleksandrze Z.

Gdy 19-latek czekał pod sklepem, przyjechała babcia i zawiozła wnuka na komendę.

Pogotowie ratunkowe potwierdziło zgon 19-latki.

 – To była prawdziwa masakra – lekarz opisywał wygląd martwego ciała Aleksandry Z. – Zadał dokładnie 118 ciosów. Bardzo liczne rany kłute i cięte na głowie dziewczyny, jej twarzy, szyi, klatce piersiowej, jamie brzusznej i na  kończynach. Rany płuc i serca. Rozcięcie przestrzeni międzyżebrowych. Rozcięcie żeber, rany wątroby…

 Litościwy sąd

 W trakcie procesu, który w 2017 roku ruszył przed Sądem Okręgowym w Świdnicy, Kamil M. najpierw symulował chorobę psychiczną, choć biegli orzekli, iż w chwili popełnienia tego przestępstwa posiadał: „w pełni zachowaną zdolność do rozpoznania jego znaczenia i pokierowania własnym postępowaniem”. Dodawali, że Kamil M. jest niedojrzały emocjonalnie o „niedokształconej uczuciowości wyższej”. Egocentryk. Silnie skupiony wyłącznie na sobie. Może mieć również trudności z kontrolowaniem własnej impulsywności. Łatwo ulega nastrojom.

– Oskarżony stosował wobec pokrzywdzonej przemoc fizyczną i psychiczną, zaszczuwał ją, traktując wybitnie przedmiotowo i pragnąc uczynić bezwolnym narzędziem w swoich rękach – stwierdził między innymi sędzia. – Zadawał zatem śmierć pokrzywdzonej niejako na raty, maltretował ją i pastwił się nad nią, powodując niewyobrażalne, zbędne cierpienie. Wszak, jak wyjaśniał sam oskarżony, w momencie gdy zaczął zadawać ciosy na korytarzu drugim nożem, ciało pokrzywdzonej jeszcze drgało.

28 sierpnia 2018 roku Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał Kamila M. na dożywocie.

Świdnicka prokuratura stwierdziła w odpowiedzi na apelacje obrońców, iż nie może się oprzeć refleksji, że w przypadku tej zbrodni nawet dożywocie nie jest wystarczającą karą dla Kamila M. Wrocławski Sąd Apelacyjny jednak nie zgodził się z sugestią Prokuratury Okręgowej ze Świdnicy i 18 stycznia 2019 roku zmienił wyrok świdnickiego sądu. Zmienił ze względu na młody wiek oskarżonego. Wiek, który może jeszcze rokować nadzieję, jak stwierdzono. I skazał 19-latka jedynie na 25 lat więzienia. A po 20 latach odsiadki Kamil M. będzie się mógł ubiegać o przedterminowe zwolnienie. Poprzez Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro świdnicka prokuratura wniosła o kasację wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu i o ponowne dożywocie dla Kamila M. 26 lutego 2020 roku Sąd Najwyższy utrzymał jednak w mocy decyzję wrocławskiego sądu.

 – Kto raz podniósł rękę na kobietę, będzie ją podnosił stale – usłyszałem od jednego z dolnośląskich sędziów, który prosi jednak o anonimowość. – A kto raz zabił, spróbuje ponownie.

Roman Roessler

1 Komentarz

  1. To jest chore żeby tacy ludzie mieli szansę na poprawę. Oni wykorzystaja ja na ponowne zrobienie komuś krzywdy. Nie wierzę w sprawiedliwość… Po takim wyroku niestety nie….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*