ZBRODNIA NA URODZINOWY PREZENT

Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską. 11 lutego 2020 roku doszło do morderstwa 17-letniej Kornelii K. Było to morderstwo zlecone przez jej najlepszą przyjaciółkę, również nastolatkę, Martynę Sz. Zlecenie wykonał jej chłopak Patryk B. O tym, co stało się lutowej nocy, dowiedzieliśmy się dopiero w kwietniu, zupełnie przypadkowo, gdy spacerowicz w lesie odnalazł zwłoki nastolatki. Rodzina Kornelii przeżyła 75 dni niepewności, nadziei i bezradności spowodowanej ignorancją piaseczyńskiej policji.

To trzeba podkreślać, Kornelia była normalną nastolatką, z dobrego domu. Nie żadna tak zwana patologia, tam nie było alkoholu, awantur, przemocy – mówi mi podczas długiej rozmowy Anna Stefaniak, przyjaciółka rodziny, która pomagała w sprawie od początku. – Jej rodzice to ludzie funkcjonujący na wysokim poziomie intelektualnym, z dobrą pracą. Ta rodzina powinna być stawiana za przykład. Ona mogła przyjść do matki ze wszystkim. A tymczasem chodziły okropne plotki, głównie rozpuszczane przez morderców.

 Przyjaźń czy nienawiść?

 Niektórzy ludzie plotkowali, że Kornelia uciekła z domu, że brała narkotyki, że wmieszana była w porachunki narkotykowe, że imprezowała. Na Facebooku bardzo długo widniało ogłoszenie o jej zaginięciu. Dzwoniono z różnych miast Polski, ale wtedy Kornelia już nie żyła. Większość plotek na jej temat rozpowszechniana była przez samych morderców.

– Patryk B. na przykład rozpowiadał, że zna ludzi, którzy widzieli Kornelię – a wtedy już nie żyła – i ta miała im mówić, że matka wyrzuciła ją z domu. Podał nawet ich nazwiska, my ich znaleźliśmy i byli zdziwieni, bo nic takiego nie mówili, nie widzieli jej w ogóle. Rozpowiadał też o mafii, narkotykach, był wręcz zafiksowany na ten temat – mówi dalej pani Anna.

Ciężko uwierzyć, że ktoś mógłby chcieć zabić dziewczynę, taką jak Kornelia, a tym bardziej, że mogła to zrobić jej przyjaciółka przy pomocy swojego chłopaka. Jaki mogła mieć motyw? Czy Kornelia była aż za bardzo lubiana i nienawiść do przyjaciółki rosła miesiącami?

Dziewczyny poznały się we wrześniu 2019 roku w szkole mundurowej. Kornelia chciała kształcić się na policjantkę. Martyna Sz., jej przyjaciółka i morderczyni, prawdopodobnie chciała iść w ślady ojca, który pracuje w służbach mundurowych i jest strażnikiem w więzieniu.

Martyna Sz. Z  Patrykiem B. poznali sięj, gdy Martyna miała 15, a Patryk 23 lata.

Martyna wydawała się być na pierwszy rzut oka normalną dziewczyną, ale sprawiała wrażenie zapatrzonej w siebie. Jednak ich przyjaźń była taka, jak każda inna w tym wieku. Kornelia pisała jej komentarze pod zdjęciami na Facebooku „moja ty piękna”. – Znam  mamę Martyny, to miła i skromna kobieta, chociaż po aresztowaniu poróżniłyśmy się. W rodzinie panuje typowa dulszczyzna, babka kryła ją w ten sposób, że niby miała u niej nocować, a chodziła na imprezy i spała u chłopaka. Rodzice twierdząc, że to nie wina Martyny, że jest niemal święta, zakłamują strasznie rzeczywistość. A najgorszy w tym wszystkim jest jej ojciec – mówi Pani Anna.

Martyna Sz. Z  Patrykiem B. poznali się dwa lata wcześniej, Martyna miała wtedy 15, a Patryk 23 lata. Z tego powodu odbyła się nawet kiedyś rozmowa w szkole Martyny z dyrektor placówki, ale ojciec powiedział, że ma wszystko pod kontrolą. Patryk handlował kiedyś narkotykami, za co miał nawet wyrok. Jego konto w mediach społecznościowych nadal jest czynne, chociaż on sam z wiadomych przyczyn, już się tam nie pojawia. Zdjęcia w szalikach Legii, memy o nienawiści do policji, teksty raperskie o ciężkim życiu, a nawet zrobiony w marcu poprzez generator Facebooka test „Czy Patryk jest psychopatą?”. Na zdjęciu w tle selfie z Martyną Sz. A pod każdym z tych zdjęć setki komentarzy życzących im śmierci.

 Ostatni wieczór Kornelii

Kornelia ostatni raz zarejestrowana została przez uliczny monitoring 11 lutego, o godzinie 19.17, blisko swojego domu. Wówczas  wyszła z niego wywabiona przez przyjaciółkę pod pretekstem świętowania urodzin Martyny, która dzień później kończyła 17 lat. Spotkały się przy pobliskim kościele i wsiadły do auta kolegi Patryka, jego imiennika, Patryka O.  Przyjechał  wraz ze swoją dziewczyną o 19.37. Ona wysiadła w połowie drogi, a Patryk O. zawiózł Kornelię i Martynę do Konstancina – Jeziornej, co zajęło im około 20 minut. Tam, na ulicy Literatów przy garażach czekał na dziewczyny Patryk B., przyszły morderca. Patryk O, natomiast po krótkiej rozmowie  odjechał.

Rezerwat Łęgi – Oborskie, w którym po 75 dniach od tej feralnej nocy znaleziono ciało Kornelii, znajduje się tuż za ulicą Literatów. Czy Kornelia czuła wówczas, że coś jest nie tak, a mimo to poszła z mordercami do lasu? Czy może zaufała swojej przyjaciółce, a może grozili jej bronią?

Wiemy na pewno, że została zamordowana tego samego dnia, w którym zaginęła. Strzelano jej w głowę z wiatrówki, a potem uduszono dla pewności. Jak musiała wyglądać ostatnia rozmowa pod garażami, kiedy tam stali we czwórkę jeszcze z Patrykiem O, o czym rozmawiali, czy ktoś dał po sobie znać, jakie ma zamiary, czy ktokolwiek coś przeczuł? Prawdopodobnie to Patryk B. wykonał egzekucję, a Martyna nie brała w tym czynnego udziału, ale ich zeznania są w tej kwestii sprzeczne, tak samo jak w kwestii motywu. Tego może nie dowiemy się nigdy. Dodatkowo o 20.35 chłopak Kornelii dostał wiadomość, że dziewczyna z nim zrywa. Czy wysłali ją mordercy?

W niedzielę 24 kwietnia mężczyzna spacerujący z psem znalazł w lesie w Łęgach Oborskich ciało Kornelii. Leżało w płytkim dole. W poniedziałek trwały czynności policji, a Patryk B. kręcił się wśród gapiów i żywo komentował. We wtorek miała miejsce wizja lokalna z udziałem Patryka i Martyny jako podejrzewanych. Wówczas przyznali się  do wszystkiego. Mieszkańcy są wściekli, chcą dopuścić się linczu.

W momencie znalezienia zwłok Kornelii sprawę przejmuje Komenda Stołeczna w Warszawie i sprawców udaje się zatrzymać w ciągu jednego dnia. Ale zanim do tego doszło, rodzina nastolatki przez 75 dni walczyła, aby zainteresować zaginięciem córki piaseczyńską policję.

Wyszaleje się i wróci

Rodzice Kornelii byli pewni, że dziewczyna idzie na  spotkanie z chłopakiem, choć wspominała też coś o urodzinach. O 5 rano zorientowali się, że nie ma jej w domu. Zaczynają telefonować, najpierw do jej chłopaka, który jak się okazuje dostał dzień wcześniej  sms-y o zerwaniu. Gdy dowiadują się, że nie ma jej z nim ani z żadnym ze znajomych, to wówczas  udają się na Komendy Powiatowej  Policji w Piasecznie i zgłaszają zaginięcie. Tam spotykają się z przysłowiową ścianą.

Policja bagatelizuje sprawę, bo Kornelia już raz uciekła z domu na kilka dni.

– Na  pewno wróci sama, jak się wyszaleje – stwierdzili i dodali, że jakby ktoś znalazł trupa, to będą o tym wiedzieć pierwsi. Tak powiedzieli  matce 16-latki.

Gdy Kornelia dwa lata wcześniej zaginęła, miała 14 lat. Pojechała z kolegą na Mazury, był to typowy nastoletni wybryk, ale rodzice od razu zgłosili sprawę na policję. To ten incydent daje jej łatkę trudnej nastolatki, jest podstawą wielu nieprawdziwych plotek, które krążyły w internecie i po mieście. Jest wreszcie podstawą do włożenia tej sprawy w kategorie poszukiwań opiekuńczych. Obejmują one samowolne oddalenie się małoletniego z placówek wychowawczych, domów opieki oraz „małoletnich od lat 14 z domu rodzinnego, z placówki opiekuńczo-wychowawczej, młodzieżowego ośrodka socjoterapii lub innej tego typu placówki zapewniającej pieczę zastępczą, albo niepowracających z przepustek do tych ośrodków i placówek“.

Według rodziny, policja wprowadziła tylko dane do systemu i w internecie. Wszystko dlatego, że zgłosili poprzednie zaginięcie i zapisano to w systemie policyjnym.

Na nic zdawały się prośby zdesperowanej matki. Można, prawdopodobnie, zrozumieć takie zachowanie policji w pierwszych kilku dniach, ale dlaczego poszukiwania opiekuńcze trwały przez 75 dni?

– Mama Kornelii mówiła policjantce, że to niemożliwe, gdyż córka dałaby już znać. To była taka rodzina, że nawet jeśli dzieci by się czegoś bały, to przyszłyby z tym do matki. Taka jest mama Kornelii. A nikt jej nie chciał słuchać – mówi pani Anna.

Prywatne śledztwo

Rodzice Kornelii nie ustępowali, wraz z pomocą pani Anny i kilku innych osób, zrobili co w ich mocy, aby odnaleźć córkę. I nie było to tylko działanie w mediach społecznościowych. Samodzielnie prowadzili swoje śledztwo. Rozwiesili setki plakatów w Warszawie i  Piasecznie.

Zaczęli ściągać dane na własną rękę. 17 lutego mama złożyła do policji pismo o konkretne działa, do tej pory brak jest na nie odpowiedzi. Bo policja nawet nie skopiowała screenów rozmów z Patrykiem B. W dodatku przyniesionych im, jak na tacy,  przez rodzinę.

Wysyłane były też pisma, do burmistrza, starosty i komendanta (to w sprawie prowadzącej, policjantki Anety A.)

– Odniósł się do nich tylko burmistrz Piaseczna, chodziło o pomoc w poszukiwaniach, ale wtedy było już za późno. Szukaliśmy tylko w kilka osób – mówi pani Anna.

29 lutego dowiadują się, że ostatnim miejscem pobytu Korneli był Konstancin-Jeziorna. Rodzice sami ściągali wiadomości prywatne Kornelii z telefonu, dane logowania z gmail, z Facebooka. Największy żal mają do policjantki Anety A., twierdząc, że była opryskliwa i traktowała rodzinę jak intruzów, nie była zainteresowana nawet kopiami sms-ów i rozmów prywatnych, które jej przynoszono.

– Zapytaliśmy, dlaczego nie mogą przesłuchać 25-letniego, dorosłego mężczyzny. Chodziło o Patryka B. Wtedy policjant powiedział mi, że nie stosują metod milicyjnych. Jakbym ja sugerowała jakieś wymuszenie zeznań na Patryku. Byli przekonani, że Kornelia uciekła i nawet nie przesłuchali jej morderców – mówi pani Anna.

Doszło do tego, że pani Anna z koleżanką poszły do Partyka i podając się za detektywów, przesłuchały go w jego własnym mieszkaniu.

–  On twierdził, że nie ma z tym nic wspólnego, że sam nie bierze narkotyków, że Kornelia mogła zostać zabita przez mafię, jakieś kartele.

Wówczas pani Anna poszła na policję, zgłosić, że była u niego w domu i przekazała  czego się dowiedziała. Już wtedy nikt nie chciał jej słuchać, doszło natomiast do awantury z matką Martyny.

–  Ojciec Martyny 6 marca zadzwonił do mnie, że mam się odsunąć od sprawy. Argumentował to tym, że jest mundurowym. Przypominam,  że jest jedynie strażnikiem więziennym.

Patryk B. pisał w sms-ach, że Martyna codziennie płacze, że są zdewastowani psyc///hicznie, nic nie wiedzą. Kłamał jak z nut, a policja nawet nie skopiowała tych wiadomości.

Rodzina przeprowadzała też próby rekonstrukcji drogi Kornelii tego wieczora na podstawie jej logowania się do sieci. Udali się do salonu Plus GSM. Powiedziano im o tzw. nadajnikach BTS, ale rodzice nie mieli wiedzy, jak działają. Szukano też Kornelii na własną rękę w tych okolicach. Wszyscy sprawdzali, a ona była w rezerwacie Łęgi Oborskie, tuż obok, leżała martwa. Osoba z odpowiednią wiedzą informatyczną na pewno by o tym wiedziała i łatwo można by było znaleźć ciało Kornelii o wiele wcześniej.

Patryk twierdził, że Kornelia mogła zostać zabita przez mafię, jakieś kartele

Zaangażowanie piaseczyńskiej policji nie pomogłoby Kornelii uniknąć śmierci, ale jej ciało nie musiałoby leżeć zakopane w lesie przez 75 dni, a rodzice zyskaliby chociaż odrobinę spokoju. Mordercy natomiast przez ten czas mogli uciec i to wiele razy, wszak granice z powodu koronawirusa zamknięto dopiero 15 marca, do tego czasu Patryk B. mógł być daleko stąd, w innym kraju. Fakt, że tego nie zrobił, pokazuje, jak bezkarnym się czuł.

Po odkryciu morderstwa na Kornelii kilkanaście osób, w tym sporo młodzieży, protestowało pokojowo w marcu w Piasecznie. Palili znicze i kładli białe kwiaty. Otoczyła ich policja, wielu wyłapała i wypisała mandaty.

Zapytaliśmy policję w Piasecznie, jaka jest przyczyna takiego obrotu spraw, czy wyciągnięte będą jakieś konsekwencje.

„W tej sprawie odsyłam Panią do listu Pana Komendanta Powiatowego w Piasecznie, który kilka dni temu został skierowany do Rzecznika Praw Obywatelskich. Treść w nim zawarta z pewnością przybliży Pani obraz tych zdarzeń. W sprawie dotyczącej prowadzonego śledztwa wypowiadać może się Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie”.

List komendanta do Rzecznika Praw Obywatelskich odnosi się tylko do użycia siły w czasie pokojowej manifestacji młodzieży. Zadaliśmy pytania Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, ale ta nie chce mówić o działaniach policji w Piasecznie.

– Prokuratura nie jest upoważniona do udzielenia odpowiedzi na pytania w  tej sprawie – mówi nam rzecznik prasowy.

Motyw,  to zazdrość?

Martyna Sz. przebywa w ośrodku dla nieletnich i prawdopodobnie będzie odpowiadała, jak osoba dorosła. Postanowił tak sąd, ale rodzice odwołali się od tej decyzji. Dzień po popełnieniu morderstwa Martyna miała siedemnaste urodziny i wtedy odpowiadałaby jako dorosła.

– Prokuratura oczekuje na uprawomocnienie się postanowienia Sądu Rodzinnego w Piasecznie o przekazaniu sprawy Martyny Sz. do dalszego prowadzenia prokuratorowi  – mówi nam Mirosława Chyr, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Patrykowi B. ogłoszono zarzut zabójstwa, które jest zagrożone karą od 8 lat pozbawienia wolności do dożywotniego pozbawienia wolności.

Zastanawia, jaki motyw miała 16-latka, aby zabić swoją przyjaciółkę? Jedna odpowiedź, to zazdrość.

– Gdybym chciała powiedzieć coś o sprawcach, to że to są na wskroś źli ludzie. Kierowali się egoistycznymi pobudkami, a przede wszystkim swój motyw oparli na emocjach – mówi  psychoterapeutka Ida Falkiewicz, zajmująca się w swojej pracy również terapią trudnej młodzieży.

Martyna nie dość, że mataczyła i kłamała w sprawie Kornelii własnej matce, to gdy palił się jej grunt pod nogami, chwaliła się znajomym, że jej ojciec jest wysoko postawionym policjantem i dlatego ona sama jest nie do ruszenia. W pewnym momencie ojciec zabronił jej rozmawiać z ludźmi i sam w jej imieniu udzielał odpowiedzi.

Od osób wykonujących zawód strażnika wymaga się poprawności prawnej w zachowaniu, w życiu osobistym i w pracy. To samo tyczy się ich rodzin. Muszą być wzorem dla społeczeństwa. Czy takie wymagania mogą wpłynąć na relacje z ojcem? Czy mogą wpłynąć na wartościowanie siebie? Jeśli odpowiemy tak, to czy Martyna,  która miała stawiane duże wymagania, co do poprawnego zachowania, mogła czuć, że musi się bardzo starać o akceptację ojca? A jeśli tak, to czy mogło to wpłynąć na jej poczucie wartości? Czy mogła czuć się gorszą od innych kobiet, kiedy na co dzień miała tak duże wymagania, co do poprawnego stylu życia? – zauważa Ida Falkiewicz.

Martyna mogła przy Kornelii, która była szczęśliwa i lubiana, czuć się bardzo źle. Mogła porównywać się do niej. Ale czy Martyna ma także osobowość psychopatyczną, jest pewna siebie, kontrolująca innych dla własnych korzyści? Tego wszystkiego dowiemy się na pewno po przeprowadzeniu opinii psychologicznej.

– Czy jeśli zbrodnia jest planowana, to świadczy to o afekcie, czy o okrutnym, długotrwałym zaangażowaniu w skrzywdzenie? A jeśli to drugie? Co to mówi o Martynie? Że uczyniła to z dużym okrucieństwem, z dużą, świadomą kontrolą? – stawia pytania Falkiewicz.

Wreszcie, trzeba zadać sobie okrutne i bolesne pytanie, czy Martyna zrobiła sobie tym zabójstwem urodzinowy prezent?

Nienawiść jest głębsza i trwalsza niż złość, jest okrutna i może trwać w człowieku do końca życia, podczas gdy złość wybucha i mija. Czy tak było w tym przypadku?

Daria Porębiak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*