Zaginione dziecko gangu

Ta historia mogłaby być polską wersją Leona zawodowca. Jej bohaterami są siedmioletnia wówczas Karina Surmacz oraz gangster Rafał Mikołajczyk pseudonim „Święty”, który ratuje życie dziewczynce, gdy jej matka z kochankiem padają ofiarą egzekucji. Mogłaby być, gdyby polscy Matylda i Leon żyli. Czy jest na to szansa? Właśnie to od kilkunastu lat próbuje ustalić policja. Jednak wydaje się to mało prawdopodobne.

Było Boże Narodzenie 2002 roku. W drugi dzień świąt do mieszkania na parterze kamienicy przy ulicy Dąbrowskiego zapukał niezapowiedziany gość.

Lokal zajmowała Anna S. pseudonim „Andzia”. Co prawda, było to mieszkanie, które jej mąż Marcin odziedziczył po rodzicach, jednak półtora roku wcześniej „Andzia” wyrzuciła go do piwnicy. Tam też spędzał święta. Marcin był uzależniony od heroiny i regularnie okradał żonę z narkotyków, którymi handlowała dla „Mokotowa”. Sposób, w jaki się utrzymywała, dla nikogo nie był tajemnicą. Poza tym w życiu „Andzi” akurat pojawił się Piotr S. pseudonim „Świr”. Był to osobnik nieobliczalny, uchodzący za bezwzględnego, wzbudzający strach. Zapewne te cechy sprawiły, że jego domeną stało się egzekwowanie długów.

– Miała pod sobą kilkunastu dilerów, biegał dla niej także „Święty” – mówi jeden z ówczesnych mokotowskich policjantów. – Jej terenem działania był Stary Mokotów.

„Andzia” pięła się po szczeblach dilerskiej hierarchii „Mokotowa”, ale nie zaszła na tyle wysoko, by stawić czoła Arturowi N. pseudonim „Gruby”, któremu podlegał cały Górny Mokotów.

– „Gruby” był ponoć wściekły, że „Andzia” nie odpala mu doli za sprzedany towar. Zatem niewykluczone, że ją odpalił, a „Świr” zginął przy okazji – spekuluje były policjant. – Ale mogło być też tak, że celem był właśnie „Świr”, który na trzy dni przed śmiercią wyszedł z kryminału. Siedział za rozbój. Zanim tam trafił, też zajmował się handlem narkotykami. Gdy wyszedł na wolność, ponoć domagał się pieniędzy za okres odsiadki. Podpadł w ten sposób mokotowskim bossom i wydano na niego wyrok śmierci.

Postawiono też hipotezę, według której miała to być zbrodnia w afekcie. „Andzia” była kiedyś w związku z Oskarem Z., pseudonim „Oskar”. Był on chorobliwie zazdrosny o Annę S. Jednak ona, gdy gangster został aresztowany, zapałała uczuciem do „Świra”.

– „Oskar” bardzo zakochał się w tej „Andzi” i dawał jej dużo pieniędzy, ale potem poszedł siedzieć. Gdy wyszedł, ona była już z innym. Miał do niej o to żal. Był tak zły, że nie odpuścił – mówi mi Grzegorz K. „Ojciec” z gangu mokotowskiego.

– Gdy „Oskar” wyszedł z paki, „Świr” akurat siedział – mówi Arek związany w tym czasie z „Mokotowem”. – Po wyjściu „Oskar” zamierzał wrócić do „Andzi”, ale ona już go nie chciała.

Co znamienne, podczas przesłuchania „Oskar” zaprzeczył, by kiedykolwiek był partnerem „Andzi”.

Czy zatem za śmiercią kobiety i jej partnera stoi odrzucony kochanek, czy jednak była to zemsta z powodów osobistych?

Ta wersja wydaje się jednak najmniej prawdopodobna.

– Tu poszło o hajs, a nie uczucia – twierdzi Arek. – Mówiło się wówczas, że „Andzia” i „Świr” poczuli się na tyle mocni, że chcieli zmonopolizować handel prochami na Mokotowie. I tym samym wydali na siebie wyrok.

„Święty”, który pracował dla Anny S., był uzależniony od heroiny. Rozprowadzał narkotyki, by zarobić na swoją działkę. Jednak relacje tej dwójki nie ograniczały się wyłącznie do spraw zawodowych.

Rafał Mikołajczyk ps. Święty

„Święty” od wielu lat przyjaźnił się z „Andzią”. Jego córka, Karolina, chodziła do jednej klasy z Kariną. Rafał był chrzestnym Kariny, a „Andzia” chrzestną Karoliny. Karina często nocowała w mieszkaniu „Świętego”.

– Uważała go za wujka. Był bardzo dobrym chłopakiem. Nieraz wyciągał matkę tej dziewczynki z opresji – mówi Iza, znajoma Rafała Mikołajczyka.

 

Kobieta opowiada, że „Świr” nienawidził córki „Andzi”.

– Miał podać jej dwa razy jakiś narkotyk i wtedy „Święty” zabrał małą na trochę do siebie. Nawet mimo nałogu chciał pomóc Ance. Mówił, że nie wie jak, ale skończy z nałogiem. A „Świr” chciał kilkakrotnie odstrzelić Ankę. Ona chciała od niego odejść, ale „Świr” groził, że wtedy zabije małą. I tak w kółko. Tak przynajmniej mówił mi Rafał. Raz przystawił małej broń do głowy i kazał Ance zlizywać z podłogi jego piwo, którego nieco się wylało. To dziecko było psychicznie uszkodzone. Zamknięte i małomówne. Zachowywała się jak dorosły człowiek, z tym że niewiele mówiła – dodaje Iza.

Jak zeznał  jeden z krewnych zaginionej dziewczynki:

„Karina jest bardzo inteligentna i sądzę, że ona bardzo dużo wie na temat życia Anny oraz jej znajomych”.

26 grudnia „Andzia”, „Świr” i Karina przebywali w mieszkaniu przy ulicy Dąbrowskiego. Dziewczynka bawiła się w swoim pokoju, a jej matka z kochankiem siedzieli przy stole, który jednak nie uginał się od świątecznych potraw. Stało na nim pudełko ptasiego mleczka, napoczęta coca-cola, fanta oraz dwie paczki papierosów.

Gdy rozległo się pukanie, „Świr” podszedł do drzwi w korytarzu. Ledwie je uchylił, dostał trzy pociski w głowę. Zabójca oddał do niego jeszcze dwa strzały, gdy ten leżał już na podłodze. Wszystkie w głowę.

Po chwili morderca wszedł do dużego pokoju, w którym była „Andzia”. Wycelował w jej głowę i trafił dwukrotnie. Po czym sprawdził pozostałe pomieszczenia. Nigdzie nie było dziecka.

Karina zapewne – słysząc strzały i krzyki – schowała się do szafy.

Dopiero w sylwestra w mieszkaniu pojawiła się policja. O zbrodni zawiadomiła śledczych Małgorzata, siostra Anny. Zadzwoniła do niej koleżanka „Andzi” – Iwona, pseudonim „Brudna Stopa” – mówiąc, że w mieszkaniu przy Dąbrowskiego od kilku dni świecą się lampki na choince i ujada Kiara, amstaf Anny.

Policjanci nie mieli najmniejszych wątpliwości, że doszło do gangsterskiej egzekucji. Starszy sierżant Przemysław Stachura zapisał w notce służbowej:

„Mężczyzna leżał w przedpokoju skulony, z głową w zaschniętej kałuży koloru czerwonego, natomiast kobieta leżała w pokoju po lewej stronie na łóżku, twarzą do podłogi”.

Niejasny pozostawał jednak motyw tej zbrodni. I do dziś nie jest on znany.

Na miejscu nie natrafiono na żadne ślady, które można by przypisać do kogokolwiek, oprócz gospodarzy. Znaleziono jedynie kilka żółtych łusek po pociskach kalibru 9 mm wystrzelonych z pistoletu CZ. Badania balistyczne wykazały, że tej broni nigdy nie użyto do popełnienia przestępstwa na terenie Polski.

W domu nie było też Kariny. Zaczęły się poszukiwania. Nie natrafiono na żadne dowody, które świadczyłby o tym, że dziewczynka został zabita na miejscu. Nie było też śladów stosowania wobec niej przemocy.

Wkrótce okazało się, że w dzień po wizycie kilera „Święty” zadzwonił do „Andzi”, ale jej telefon odebrała Karina. Dziewczynka spędziła zatem w mieszkaniu kilkanaście godzin ze zwłokami matki i jej partnera.

Po krótkiej rozmowie z Kariną „Święty” powiedział swojej dziewczynie, że musi sprawdzić, co stało się u „Andzi”. Po jakimś czasie zadzwonił do partnerki.

– Nie mogę teraz rozmawiać, później ci wszystko wyjaśnię – powiedział wyraźnie przygnębiony.

Od tej pory Rafał Mikołajczyk już się nie odezwał.

Natomiast, jak ustaliła policja, telefon „Andzi” łączył się jeszcze 27 grudnia z numerem Rafał Mikołajczyk ps. Świr, mokotowskiego gangstera. Było to po tym, jak „Święty” przyjechał do mieszkania przy Dąbrowskiego.

– „Święty” zadzwonił do „Mołka”, żeby mu pomógł ukryć dziecko – twierdzi inny mój rozmówca z gangu mokotowskiego. – Więc mu tak pomogli, że nie ma już ani jego, ani dzieciaka.

– Słyszałem, że „Świętego” torturowali przed śmiercią, żeby im powiedział, gdzie ukrył Karinę. Prawdopodobnie zdołał ją wywieźć do Krzyśka z Grodziska Mazowieckiego, o którym mówiło się, że jest biologicznym ojcem dziewczynki – uważa Janek „Majami” Fabiańczyk. – Krzyśkowi udało się gdzieś ukryć Karinkę. Ale „Święty” wygadał się mokotowskim, że potrzebuje pomocy, pieniędzy – i go dorwali. Jednak nie znaleźli małej i nie dorwali Krzyśka.

Odmiennego zdania jest jeden z byłych mokotowskich gangsterów.

– Ponoć „Osama” pomagał im zakopać Karinkę. Był z tym spory problem, bo ziemia była zamarznięta. Zrobili to gdzieś w pobliżu Otwocka, zakopali ich ze „Świętym”. „Oskar” zamordował ich oboje, bo zakochał się w tej Ance. On był jebnięty, jak kogoś złapał, to mało nie udusił. Mówię mu: „Zostaw, bo go udusisz”. A on na to, że nikt mu nie mówił, że ma nie udusić. Zabijanie dzieci to kurewstwo. Gdy Andrzej H.  „Korek” (boss gangu mokotowskiego – przyp. autor) dowiedział się o był mocno wkurwiony. Jednak było za późno, żeby to odkręcić.

W każdym razie Rafał Mikołajczyk, pseudonim „Święty”, i jego chrześnica Karina Surmacz do dziś figurują w rejestrze osób zaginionych.

Warto wspomnieć, że Marcin S. pseudonim „Mołek” dostarczał „Andzi” narkotyki. Kilka lat później zasilił gang obcinaczy palców. W grudniu 2017 roku został prawomocnie skazany na 15 lat więzienia za próbę zabójstwa podczas napadu na konwojentów w Wólce Kosowskiej w 2013 roku. Bandyci zrabowali wtedy ponad 4 miliony złotych. Do konwojentów miał strzelać właśnie „Mołek”.

„Mołek” przyznał śledczym, że telefonował do „Andzi”, bo chciał się skontaktować ze „Świrem”. Obaj mieli iść do pewnego adwokata. Jak twierdzi, nie mógł się jednak dodzwonić. Utrzymuje też, że nic nie wie na temat zabójstwa „Andzi” i „Świra”, a tym bardziej o losach Kariny i „Świętego”.

Można jednak przypuszczać, że „Mołek” wie znacznie więcej, niż mówi. I raczej tą wiedza nie podzieli się ze śledczymi, którzy podejrzewają, że miał udział w zbrodni. Ponoć widziano go w tym czasie w pobliżu domu „Andzi”. Co zastanawiające, miał być w towarzystwie jej dawnego kochanka, „Oskara”. Jednak brakuje jakichkolwiek dowodów na udział w zbrodni tych dwóch członków gangu obcinaczy palców.

Policji nie udało się także ustalić, co stało się z Kariną Surmacz i Rafałem Mikołajczykiem. Śledztwo prowadzono intensywnie, ale nieco chaotycznie. Do poszukiwania dziecka nie powołano żadnej specgrupy, która byłaby w stanie rozwikłać zagadkę tej zbrodni. Śledczy, mimo że przypuszczali, iż za zniknięciem dziecka mogą stać mokotowscy, nie przycisnęli odpowiednio żadnego z gangsterów. Co prawda, przeszukano domy niemal wszystkich osób powiązanych ze środowiskiem mokotowskich dilerów i narkomanów, przesłuchano też kilkadziesiąt osób, sprawdzano noclegownie i agencje towarzyskie – nie dało to jednak żadnego rezultatu.

Pojawiały się też informacje, że „Świętego” i Karinę widziano koło Uniwersamu na Grochowie oraz w tramwaju linii 4 jadącym w stronę Wyścigów. Inny sygnał:

– Karina była widziana niedaleko Dworca Wileńskiego. Szła z mężczyzną, do którego naprzemiennie zwracała się „tato” bądź „wujku”. „Świr” miał się też zjawić w jednym z krakowskich ośrodków pomocy społecznej. Takich informacji w początkowej fazie śledztwa było dużo. Pojawiały się zwykle po publikacji w mediach komunikatów o zaginionych. Sprawdzano każdy sygnał. Bez efektów.

30 stycznia 2004 roku Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy zabójstwa. W uzasadnieniu umorzenia stwierdzono:

„Pilnego ustalenia wymagają dalsze losy Kariny. Być może jest przetrzymywana przez sprawcę zabójstwa bądź inne osoby. Być może nie żyje. Niewykluczone, że Rafał Mikołajczyk 27 grudnia spotkał się z Kariną, a ich losy są ze sobą ściśle związane. Na obecnym etapie śledztwa wyczerpano możliwości dowodowe w (…) sprawie. Z tego powodu postępowanie umorzono (…) Podjęcie takiej decyzji w żaden sposób nie będzie ograniczało dopuszczalności wykonywania dalszych czynności procesowych w sprawie, w przypadku ujawnienia nowych istotnych okoliczności. Wówczas śledztwo zostanie podjęte i kontynuowane”.

Dziś sprawa ta została właściwie zapomniana. Nie zajmują się nią śledczy ani media. Próżno szukać w internecie grup zajmujących się losami Kariny. Tak jak ma to miejsce w przypadku innych zaginięć. Mimo że jest to – moim zdaniem – najbardziej tajemnicze i dramatyczne zniknięcie w Polsce. A historia Kariny i „Świętego” to gotowy scenariusz na kasowy thriller.

Co zatem z nimi się stało?

Śledczy mieli w tej sprawie trzy tropy. Zakładali, że dziewczynkę przetrzymują mordercy jej matki. Rodzi się pytanie, po co im taki kłopot? Pamiętajmy, że jest tu mowa o ludziach, dla których nie ma najmniejszej różnicy, czy zabiją psa, kobietę czy dziecko.

Kolejna wersja to historia o gangsterze o dobrym sercu, który wywiózł z miejsca zbrodni dziewczynkę będącą świadkiem śmierci swojej matki i jej partnera. Wiedząc, że Karinie grozi niebezpieczeństwo, ukrył ją przed zemstą gangu mokotowskiego.

Jest jednak mało prawdopodobne, by – mimo najlepszych chęci – „Święty” podołał organizacyjnie i finansowo takiemu zadaniu. Praktycznie wszystkie zarobione pieniądze wydawał na narkotyki, od których był uzależniony. Ukrywając się, musiałby codziennie zapewnić sobie działkę heroiny. Nie byłby w stanie tego zrobić. Jednak śledczy nie przekreślają także takiej wersji, chociaż – ich zdaniem – jest mało realna.

Także sami mokotowscy – by sprowadzić policję na fałszywy trop, uspokoić – co pewien czas rozpuszczali informacje, że Rafał i Karina żyją w bezpiecznej kryjówce. Również do mnie kilka lat temu dotarła wiadomość, że poszukiwana para żyje rzekomo w Kanadzie.

Anna P. znajoma biologicznego ojca Karinki, także słyszała od mokotowskich gangsterów, że „Święty” i Karina żyją:

– Nie pamiętam już, kto to mówił, że są w Hiszpanii.

Jeśli tak by było, to ktoś jeszcze musiałby pomagać „Świętemu”, gdyż – jak wiemy – on sam nie śmierdział groszem. Być może ktoś taki rzeczywiście się znalazł, tak przynajmniej twierdzi mój rozmówca związany przed laty z „Pruszkowem”.

– „Święty” przyjaźnił się z Krzyśkiem S. z Grodziska Mazowieckiego. Krzysiek rozprowadzał dla nas narkotyki, handlował też ze „Świętym” i „Andzią”. Mówiło się, że ta Karinka to tak naprawdę córka Krzyśka. Ponoć „Święty” chciał się spotkać z Krzyśkiem, by ten dał mu namiar na pewnego pasera we Włochach, który zmieniał ludziom tożsamość. Chciał papiery dla trzech osób. Prawdopodobnie zamierzali uciec z Polski.

– Nie wydaje mi się, by „Świętego” było stać na taką akcję. Przecież on nie miał pieniędzy – zauważam.

– Własnych nie miał, ale może miał cudze. „Świr” doskonale wiedział, gdzie „Andzia” trzyma hajs i prochy. Nie sądzę, by zostawił to nieboszczce. A jeśli jest prawdą, że Krzysiek był ojcem małej, to on też mógł skołować jakieś pieniądze. Tym bardziej że i on zniknął w podobnym czasie. Do dziś go nikt nie widział.

Odmiennego zdania jest Arek, wówczas związany z „Mokotowem”:

– Nie zdążyliby tak szybko uciec. Mokotowscy znali kryjówki „Świętego”. Jeśli skontaktował się z nimi, szukając pomocy, to od razu wydał wyrok na siebie i dziecko. W końcu to „Mokotów” zdecydował o odpaleniu „Andzi” i „Świra”. Nikt inny. Zaczęli zagrażać swoją pozycją mocniejszym od nich. Za bardzo się rozpychali.

– A może to „Święty” uprowadził i zamordował Karinę?

– On nie zrobiłby jej krzywdy. Rafał kochał dzieci.

Wszystko wskazuje na to, że Rafał Mikołajczyk i Karina Surmacz nie żyją. Dziewczynka jest prawdopodobnie najmłodszą ofiarą gangsterskich porachunków w Polsce.

Było prawdopodobnie tak, że po wyjściu z mieszkania na Dąbrowskiego wpadli prosto na zabójców. „Święty”, widząc, co stało się z „Andzią” i „Świrem”, zadzwonił do kogoś z mokotowskich. Wówczas zapewne nie przypuszczał, że to właśnie oni stoją za tą zbrodnią. Nieświadomie zwrócił się o pomoc do zabójców Anny S. i Piotra S. A ci wkrótce wrócili na miejsce zbrodni.

Wysłałem zdjęcie Kariny do jednej z najbardziej znanych w Polsce osób zajmujących się jasnowidzeniem. Z obawy o swoje bezpieczeństwo nie zgodziła się jednak na umieszczenie w książce nazwiska. Przytaczam jej wizję w całości, bez jakichkolwiek zmian.

„To dziecko nie żyje, ja widzę jej buzię, jak jej ktoś coś daje do picia i przykłada coś do ust. Później ona zasypia… robi się bezwładna. Nie była sama, koło niej jest gość ubrany na czarno. Widzę koło nich dwojga… ludzi dwóch, trzech, i dół, a raczej dziurę w ziemi zasłoniętą deklem jakimś… aż mnie ciarki przechodzą. To nie studnia, to coś, co jest w ziemi i pokrywa się otwiera, to jakieś szambo na czyjejś posesji. Ładny duży dom, zadbane podwórko, pachniało jakby chlorem z szamba, wszyscy wokół to czuli. Tam pachniało chlorem i wapnem… Widzę worek z czymś w środku i coś jest sypane do tej dziury. Tam w dole jest więcej ciał, ale ich nie ma… fizycznie ich tam nie ma… są rozpuszczeni. Ten gość ubrany na czarno dostał wcześniej coś w strzykawce.

Jezu, ale mnie trzepie. Jedno mnie męczy, oni mieli obcięte głowy…??? Temu dziecku chodzi szyja cała, ale ona nie czuje, śpi, jest bezwładna. Ten mężczyzna to był dla niej taki »dobry wujek«, tak mi mówi. To jakaś zdrada była… ten wujek miał do kogoś zaufanie, ale się zawiódł na kimś… i skończył, jak skończył. Nie ma świadków, sprawy nie było. W takich sytuacjach nie ma »zmiłuj się«. Przyjechali po nich czarnym autem. Oni nie mogli sobie pozwolić, aby to dziecko zostało żywe. Smutne, straszne, nie ma słów, aby to opisać… Jedno tylko jest w tej sprawie humanitarne, że dziecko nie cierpiało… było bezwładne…”.

Wizja ta potwierdza przypuszczenia, że „Święty” wystawił siebie i Karinę na śmierć ludziom, do których miał zaufanie, a oni bardzo go zawiedli.

Czy tak jednak było? Nie można tego potwierdzić jednoznacznie. Zawsze jest nadzieja, że Karina i Rafał jednak żyją. Policja także zdaje się w to wierzyć, gdyż na stronie mokotowskiej komendy wciąż widnieje list gończy za Rafałem Mikołajczykiem i informacja o poszukiwaniu zaginionej Kariny Surmacz.

– Czy wie pan, co się stało z Karinką Surmacz? – pytam Andrzeja K. pseudonim „Koniu” z gangu obcinaczy palców.

– Ponoć Tomasz N. pseudonim „Suchy” zeznał, że trafiła do jakiegoś burdelu. Ale nie była wykorzystywana seksualnie, tylko się nią tam zaopiekowano, wychowywano ją po zabiciu jej matki „Andzi” i „Świra”. Ale głębiej się tym nie interesowałem – odpowiada były gangster przebywający obecnie w areszcie w Radomiu.

– Jak myślisz, jaki los spotkał Karinkę? – pytam też Janka „Majami” Fabiańczyka, byłego mokotowskiego policjanta.

– Nie mam bladego pojęcia. Faktem jest, że Krzysiek, biologiczny ojciec dziecka, przepadł w tym samym czasie, co Karina oraz Rafał, i nie ma go do dziś. Zawsze jestem optymistą, myślę zatem, że to prawdopodobna wersja. Krzysiek z małą mógł gdzieś wyjechać i skutecznie się ukryć. O ile wiem, miał rodzinę we Włoszech. Zniknął, przepadł z Kariną. Być może to wystarczyło zabójcom „Andzi”, „Świra” i „Świętego”? I odpuścili sobie poszukiwania. Tym bardziej że Krzysiek i Karina pewnie wiedzą, co stało się ze „Świętym”, i nie mają ochoty wracać do Polski. Tak mi podpowiada mój psi nos po tylu latach pracy w policji – podsumowuje „Majami”.

Janusz Szostak

Jest to fragment książki “Urwane ślady”. KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*