Mateusz woła spod ziemi

Czy dziesięcioletni Mateusz Żukowski padł ofiarą pedofilów? Czy został brutalnie zgwałcony i żywcem pogrzebany? A jego rzekome utonięcie upozorowano? A może zamurowano go w fundamentach  pałacu? Moje dziennikarskie śledztwo w tej sprawie, daleko odbiega od ustaleń prokuratury, która stwierdziła tylko tyle, że Mateusz zaginął. To cokolwiek za mało, jak na kilkanaście  lat śledztwa.

To jedno z najbardziej tajemniczych zaginięć w Polsce. Mateusz Żukowski z Ujazdowa pod Zamościem zniknął w maju 2007 roku. Szukali go policjanci, nurkowie, detektywi, wróżki i jasnowidze. Na razie bez efektu. Za informację na temat zaginionego chłopca  oferowano nagrodę – moim zdaniem wymyśloną – 100 tysięcy euro. Mimo to  losie Mateusza nie ma do dziś żadnej informacji.

A historia Mateusza uaktywnia co pewien czas różnego rodzaju szarlatanów i oszustów, którzy próbują żerować na ojcu zaginionego chłopca.

W lutym 2019 roku Andrzej Żukowski otrzymał kilka nagrań audio i wideo,  na których młody mężczyzna w kominiarce groził: –  Dajesz mi 500 tysięcy i widzisz syna, inaczej zostanie zamordowany. Masz przyjechać z kasą, bo inaczej twój syn zginie. Jutro dawaj pieniądze.

 Szantażystą okazał się  być Arkadiusz H. z Rzeszowa. Wkrótce został zatrzymany przez policję. Tłumaczył się, że był to tylko głupi żart, a on nie wie nic o losach Matusza Żukowskiego.

Ten 10-letni chłopiec zniknął 26 maja 2007 roku: – To stało się w  Dzień Matki, tego dnia było bardzo gorąco – wspomina Andrzej Żukowski, ojciec chłopca – Pojechałem wtedy z Mateuszkiem na ryby.

 Z wędkowania wrócili do domu około 14.30:

–  Od tego upału bolała mnie głowa, więc położyłem się a Mateusz włączył sobie komputer – odtwarza zdarzenia ojciec chłopca – Mieliśmy jeszcze  pojechać na ryby po południu. Ale Mateusz powiedział, że idzie bawić się do parku. Obiecał, że niedługo wróci, aby pojechać ze mną na ryby.

Gdy przyszła pora wyjazdu, Mateusza nie było w domu. To jednak niezbyt zdziwiło jego ojca, który uznał, że chłopiec woli pewnie zabawę z kolegami niż wędkowanie. Zatem Żukowski pojechał na ryby sam.

  – Wróciłem do domu około 21.00 – wspomina pan Andrzej –  Zapytałem żonę o  Mateusza, ale  ona była przekonana, że jest ze mną na rybach.

W tej sytuacji rodzina zaczęła  szukać chłopca  u sąsiadów:

–  Nie było go jednak u nikogo w pobliżu – relacjonuje Andrzej Żukowski – Wobec tego pojechałem do kolegów, z którymi tego dnia syn się bawił.

Tam jednak też go nie znalazł. Dawid J. (9 lat) i Sebastian J. (10 lat), byli ponoć zmieszani wizytą ojca ich kolegi:

 – Dziwnie się zachowywali, byli ubrudzeni błotem. Oni wyraźnie coś kręcili. Jakby nie chcieli powiedzieć całej prawdy. Podali mi kilka sprzecznych wersji. W pewnym momencie ich dziadek  powiedział, że Mateusz „poszedł do Tarnogóry”. U nas to oznacza, że poszedł z prądem w stronę Tarnogóry, że się utopił. To dlaczego nie przyszli powiadomić nas o tym, dlaczego nie wezwali policji, tylko siedzieli w domu? – pyta zdenerwowany mężczyzna.

W tej sytuacji Żukowski zawiadomił policję. Natychmiast podjęto działania poszukiwawcze. Policyjny pies podjął ślad i zaprowadził na brzeg Wieprza: – Tam, w wysokich pokrzywach, leżały zwinięte w rulon ubrania Mateusza.

Wydaje się, że od tego momentu śledczy wersję o utonięciu chłopca przyjęli jako pewnik. Mateusz, co prawda był zapalonym wędkarzem, ale panicznie bał się wody: – To niemożliwe, aby z własnej woli wszedł do rzeki. On obsesyjnie bał się wody – twierdzi ojciec zaginionego chłopca:

 – Nawet gdy byliśmy na rybach, to on  zawsze trzymał się blisko mnie.  Nigdy nie wchodził do wody.

Andrzej Żukowski nie ustaje w poszukiwaniach syna

Mimo to utonięcie dziecka wydawało się najbardziej prawdopodobną hipotezą. Śledczy od początku zakładali, że Mateusz utopił się w Wieprzu. Ta niebezpieczna, zdradliwa rzeka pochłonęła wiele ofiar.  Zatem w jej nurcie poszukiwano ciała chłopca. Dno rzeki – w obie strony po 20 kilometrów – aż 17 razy przeczesywali płetwonurkowie. Zastosowano echosondy, kamery termowizyjne, a nawet specjalny sonar. Byli też przewodnicy z psami przeszkolonymi do poszukiwania zwłok. W poszukiwaniach pomagali także strażacy, wojewoda  lubelski, starosta zamojski, a również wójt gminy Nielisz. W późniejszym czasie pomagało też dwóch detektywów, jasnowidze oraz wróżki. Jak dotąd chłopca, ani jego ciała, nie odnaleziono. Prawdopodobnie szukano go nie tam, gdzie powinno.

W aktach sprawy zwraca uwagę osoba wędkarza M., który przyjechał z Zamościa na ryby, jednak wędkował zaledwie  godzinę.

-Każdy wędkarz, gdy idzie gdzieś dalej na ryb, to zwykle na kilka godzin albo i na całą noc. Jeśli Pan by jechał na ryby to na godzinę? – pyta mnie Dorota, była detektyw, która  bada tę sprawę.  – On twierdzi, że nikogo nie widział. Był tam po 16. i nikogo nie widział? Może coś widział i  po prostu i się zmył? – spekuluje kobieta.

Jest niemal pewnym, że gdyby zwłoki Mateusza były w rzece,  to już dawno zostałyby odnalezione, lub same by wypłynęły. Wersja o utonięcia dziecka jest mało prawdopodobna także ze względu na inną okoliczność. Otóż w tym rejonie – pomiędzy Tarnogórą a Zamościem – Wieprz przegradzają kraty. Nie ma możliwości, aby przedostało się przez nie ciało dziecka. Zwłoki zatrzymałby się  na przegrodzie.

Wobec tego, co się stało z chłopcem?

Andrzej Żukowski nie ustaje w poszukiwaniach syna: – Trudno powiedzieć, czy mój syn jeszcze żyje. Kiedyś zgłosiła się do mnie Ewelina H. z Niemiec, która powiedziała nam, że Mateusza adoptowała niemiecka sędzina. Ta kobieta twierdziła, że chce nam pomóc i  długo utrzymywała z nami kontakt, ale potem nagle go zerwała. Chciałbym, aby Mateuszek  żył, ale ja już raczej ciała szukam.

Żukowski nie kryje rozczarowania działaniami śledczych, twierdzi nawet, że nie udostępniono mu  na początku śledztwa wglądu do akt sprawy. Kategorycznie zaprzecza temu Prokuratora Rejonowa w Zamościu: „O prawie dostępu do akt był wielokrotnie pouczany, zarówno pisemnie, jak i ustnie. Z możliwości zapoznania się z aktami sprawy nigdy nie skorzystał”.

Nakłaniam Andrzeja Żukowskiego, aby w końcu zapoznał się z aktami sprawy, gdyż być może tam znajdzie odpowiedź na wiele dręczących go pytań i niedomówień. W trakcie moich prac nad tym reportażem, Żukowski idzie do sądu i wykonuje ponad 1000 zdjęć akt.

Ojciec Mateusza jest jednak przekonany, że prokuratorzy niezbyt przyłożyli się do przesłuchania kolegów jego syna. Według niego chłopcy konfabulowali.

Prokuratora stwierdza, że zeznania małoletnich Sebastiana i  Dawida są wiarygodne. Jak mówi, chłopcy zeznawali w obecności biegłych psychologów: „Ponownie zostali przesłuchani po osiągnięciu odpowiedniego wieku, i ich relacje są  nadal zbieżne i tożsame z uprzednio złożonymi zeznaniami. Nie wiedzą, co stało się z Mateuszem, albowiem z ich zeznań wynika, iż rozstali się z nim przy jego domu i później już go nie widzieli. Przesłuchano też, w charakterze świadków, ich rodziców oraz dziadka. Wszyscy świadkowie zeznawali zbieżnie, logicznie i konsekwentnie. Co więcej, w ramach czynności poszukiwawczych zbadano ich przy użyciu wariografu, który nie zanotował żadnych objawów świadczących o związku wyżej wymienionych świadków ze zdarzeniem”.

Ojciec Mateusza uważa jednak, że także chłopcy powinni zostać przesłuchani z użyciem wariografu:

–  Oni w wieczór zaginięcia Mateusza zachowywali się dziwnie, mówili wiele wersji – wraca do wspomnień – Powinni ich przesłuchać z użyciem wariografu. Mnie i moją rodzinę wzięli na wykrywacz kłamstw,  gdyż podejrzewali na początku, że mamy coś wspólnego z zaginięciem Mateusza.

Prokurator stwierdza, że koledzy rozstali się wieczorem koło domu Mateusza. Zaś on, mimo że chorobliwie bał się wody, zawrócił samotnie nad rzekę, aby w niej pływać nocą? Wprost nieprawdopodobne.

Andrzej Żukowski jest przekonany, że w czasie prokuratorskiego postępowania, oraz w trakcie policyjnych poszukiwań popełniono wiele błędów, być może nawet mataczono:

– Nie przesłuchano wszystkich świadków, zagubiono nawet próbki badań DNA z ubrań Mateuszka. Moim zdaniem śledztwo od początku było prowadzone nierzetelnie –  ocenia  Andrzej Żukowski i dodaje, że wnosił też o przeprowadzenie badania DNA kości odnalezionej w parku, i tego nie zrobiono. Tę kość – poszukując ciała syna – Żukowski wykopał w parku, nieopodal dworu w Ujazdowie. Jednak prokuratora ucina ten trop: „Nie przeprowadzono badań DNA zabezpieczonej kości, ponieważ została ona poddana oględzinom przez biegłego z zakresu medycyny sądowej, który wypowiedział się, iż nie pochodzi ona od człowieka. Ma pochodzenie zwierzęce i przebywała w ziemi co najmniej 30 lat”.

Na wniosek pełnomocnika rodziców chłopca, w 2015 roku Prokuratura Rejonowa w Zamościu wszczęła w  końcu śledztwo w kierunku zabójstwa Mateusza Żukowskiego: „Prokuratura Rejonowa w Zamościu brała taki wariant pod uwagę. Okoliczności zabójstwa  chłopca nieuprawdopodobniono jednak, w wyniku czego postępowanie zakończyło się umorzeniem” – wyjaśnia zamojska prokuratura. Mimo tego nie wyklucza zabójstwa, tak jak i żadnej innej wersji zdarzenia: „(…) lecz nie jesteśmy w posiadaniu niezbitych dowodów na poparcie jakiejkolwiek wersji. Jedyne pewne ustalenia są takie, iż Mateusz zaginął w dniu 26 maja  2007 roku i jego ciała nigdy nie odnaleziono. Zakładano rozmaite wersje śledcze, od nieszczęśliwego wypadku po zabójstwo. Wersje te nie mogą jednak podlegać weryfikacji z uwagi na fakt, iż nie odnaleziono kluczowego dowodu, a więc ciała pokrzywdzonego. Postępowanie zostało zatem umorzone wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie  popełnienia przestępstwa”.

Jeden z byłych zamojskich policjantów mówi mi, że niekiedy zdarzało się, że przełożeni dawali do zrozumienia, aby odpuszczać niektóre sprawy, jeśli nie ma ciała:

– Mimo wielu lat służby, trudno jest mi to zrozumieć. Przecież takie zaginione dziecko nie mogło się rozpłynąć w powietrzu.

Prokuratura jednak zapewnia, że zrobiła wszystko, aby wyjaśnić okoliczności zaginięcia Mateusza, a śledczy sprawdzali każdy ślad, nawet ten wskazany przez jasnowidza. Prokuratura zleciła między innymi przeprowadzenie badań georadarem – na wniosek ojca Mateusza, któremu jasnowidz wskazał miejsce, gdzie może być ciało dziecka. Z użyciem geoardaru szukano zwłok chłopca dwa razy. Jednak nie przyniosło to skutku.

– Poprosiłem o pomoc  jasnowidza Marka Szwedowskiego, który ma wielki dar w odnajdywaniu zaginionych osób – mówi mi Andrzej Żukowski, który chyba całkowicie stracił wiarę w śledczych oraz  w konwencjonalne metody poszukiwania zaginionego dziecka.

 – Wyraziłem chęć pomocy, bo ta sprawa  nie daje mi spokoju – mówi Marek Szwedowski – Zbyt długo jest niewyjaśniona. Nie wszystko na razie się potwierdziło. Ale jesteśmy blisko rozwiązania tej zbrodni. To powinno nastąpić w ciągu kilku najbliższych tygodni – deklaruje jasnowidz.

Według wizji Szwedowskiego wydarzenia wyglądały następująco:

– Mateusz Żukowski był ciekawy wszystkiego i często chodził swoimi ścieżkami po okolicy Ujazdowa. Często bywał w parku w tej miejscowości. Zwykle przesiadywał tam ze swoimi kolegami, którzy niedaleko mieszkali. Mężczyzna, który mieszkał w tej okolicy, lubił towarzystwo chłopców i w jakiś sposób przyciągał ich do siebie.  26 maja 2007 roku, podczas jednej z takich dziwnych zabaw Mateusz został zamordowany. Został tam zakopany. Zmarł w okropny sposób, był zgwałcony. Jego ubranka  podrzucono na brzeg rzeki Wieprz. Celem było zatarcie śladów i upozorowanie utonięcia. Jego koledzy byli przy tym, i oni wiedzą, co się wtedy stało. Mężczyzna, który przyczynił się do śmierci chłopca, musiał wywrzeć ogromną presję na tych chłopcach i całej ich rodzinie. Uważam, że oprócz wywartej presji psychicznej, była też presja finansowa. Morderca kilka dni później nagle wyjechał z tej miejscowości i do dzisiaj piastuje dość wysokie stanowisko na południu Polski. Po latach będzie bardzo trudno to miejsce odnaleźć, ale jestem pewien, że szczątki Mateusza znajdziemy na terenie parku.

Także  Iwona Turlej, wróżka i medium, wskazała na teren  parku jako miejsce ukrycia ciała chłopca:

– Byliśmy z nią w pobliżu, a ona mówi, że Mateusz ją tam ciągnie – wspomina Andrzej Żukowski, który szukał pomocy także u Rafała Nieradzika. On z kolei twierdzi, iż potrafi opuścić własne ciało i przenieść się w czasie w dowolne miejsce. W trakcie zbierania materiałów do tego reportażu Nieradzik, jak twierdzi, dokonał  podróży poza ciałem. Relacja, którą mi  przekazał jest dramatyczna i drastyczna, jednak także ona wskazuje na seksualny motyw zbrodni. Publikuje tylko niewielki jej fragment:

 „Ktoś podchodzi do chłopczyka, pokazuje coś, uśmiecha się. Ten ktoś jest ciemnym, jest taki tajemniczy, nie bije z niego światło, on coś pokazuje. Chłopczyk jest trochę przestraszony, ale ten ktoś coś mu daje i chłopczyk jest uśmiechnięty. Coś, co się mu podoba, coś, co jest dla niego dobre w jakiś sposób… to przynęta. Widzę kogoś, jakiegoś mężczyznę, wyczuwam go tak. Jest on bez wyrazu, bez emocji, ale ten mężczyzna… widzę pasek, on bije tego chłopca tym paskiem, widzę też jakiś seksualny podtekst… Chłopiec jest zmuszany do czegoś… Chłopiec jest sam, w ciemności, zamknięty… Widzę też go, jak szaleje, jak jego energia krzyczy, próbuje się wydostać, szarpać wszystko. Widzę płacz, smutek, rozpacz… wszystko na raz… MATEUSZ ZOSTAŁ ZABITY, ZOSTAŁ ZABITY. MATEUSZ ZOSTAŁ ZABITY ZARAZ PO TYM, JAK COŚ ZOSTAŁO UJAWNIONE (…)”.

Abstrahując od tej wizji, prawdopodobnie, w sprawę zaginięcia Mateusza zamieszanych jest co najmniej dwóch dorosłych mężczyzn o skłonnościach pedofilskich.

We wszystkich wizjach i relacjach pojawia się tajemniczy mężczyzna, z którym Mateusza i jego kolegów miały łączyć specyficzne relacje.

Jednak to nie wszystko, także kilku mieszkańców wioski mówi mi, że chłopcy często widywani byli w  towarzystwie dorosłego mężczyzny: – On im dawał różne prezenty, chwalili się nimi przed innymi kolegami. Ale nie wiem, za co ich tak nagradzał – opowiada mi mieszkaniec Ujazdowa, który wówczas był nastolatkiem.

O związek mężczyzny ze sprawą zaginięcia Mateusza zapytaliśmy w Prokuraturze Rejonowej w Zamościu:

– Był przesłuchany w sprawie. Przyznał, że zna rodzinę zaginionego chłopca, która mieszkała po sąsiedzku, kojarzy z widzenia ich dzieci, bo chodziły one na ryby przez posesję jego ojca. – odpowiedział mi wówczas  prokurator  Bartosz Wójcik – W czasie zaginięcia Mateusza nie mieszkał już w Ujazdowie. W aktach sprawy brak jest informacji na temat relacji tego świadka z miejscowymi dziećmi  – dodaje prokurator. Trudno się temu dziwić, gdyż nikt go o to nie zapytał. Nikt nie pytał także  chłopców.

Postanawiam nadrobić tę zaległość, odnajduję mężczyznę kilkaset kilometrów od Ujazdowa. Jest wysoko postawionym pracownikiem samorządowym. Ma ustabilizowaną sytuację zawodową i rodzinną. Wydawać by się mogło, że pojawienie się dziennikarza – pytającego o mroczną sprawę sprzed lat – może zakłócić spokojną egzystencję, wywołać emocje. Jednak mój rozmówca nie wydaje się być zaskoczony lub zdenerwowany pytaniami, które mu zadaję. Tak, jakby na nie czekał. Mimo że pojawiłem się bez zapowiedzi. Nie wiedział, że się do niego odezwę. On jednak nawet na chwilę nie traci opanowania. Jest oszczędny w słowach. Mówi spokojnym, beznamiętnym głosem, jakbyśmy rozmawiali o sprawie, która dotyczy kogoś innego. Mam nawet wrażenie, że ta rozmowa jest mu w jakiś sposób na rękę.

– Byłem w tej sprawie przesłuchany i nic więcej nie mam do dodania – zastrzega na wstępie. – Znałem Mateusza i jego kolegów, gdyż obok mojego domu często łowili ryby – odpowiada na moje pytanie o relacje łączące go z chłopcami – Ale to nie była żadna przyjaźń, do domu ich nie zapraszałem.

– Zetknąłem się z sugestiami, że to być może pan zamordował tego chłopca? – mówię wprost, co mnie sprowadza.

– Ja rozumiem ból rodziców i to, że nie mogą się pogodzić ze śmiercią dziecka – odpowiada ze spokojem – A także to, że doszukują się wszędzie przyczyny i sprawców tragedii.

– To nie rodzice przekazali mi takie sugestie. Skąd pan wie, że chłopiec nie żyje? Może został porwany i mieszka na drugim końcu świata? – pytam, i po raz pierwszy wyczuwam lekkie zmieszanie rozmówcy. Może przez kilka sekund nie wie, co powiedzieć. W końcu komunikuje beznamiętnie: – Gdy to się stało, ja tam  już  wówczas nie mieszkałem.

– Ale mieszkał tam pana ojciec, mógł go pan przecież odwiedzić? Ludzie we wsi  mówią, że tak właśnie było.

– Ojciec sprzedał posiadłość na rok przed tą tragedią – odpowiada obojętnie po chwili wahania.

– To nieprawda, w tym czasie to należało jeszcze do jego ojca – twierdzi Andrzej Żukowski – Pamiętam, że nawet u nich policja szukała Mateusza. A  jego ojciec kosił w tym dniu siano.

Sprawdziłem tę informację. Posesja została sprzedana w 2 lata po zaginięciu Mateusza.  Dlaczego zatem, mój rozmówca ukrył  ten fakt?

Od wielu lat w pałacu funkcjonuje  gościniec Dwór Ujazdowski. Odbywają się tu wesela  i inne uroczystości rodzinne. Oferowane są też noclegi. Czy jest realne, że w czasie remontu tego obiektu ciało Mateusza ukryto w fundamentach?  Tak twierdzi wizjonerka Maja Danilewicz. Według niej, w czasie remontu pałacu Mateusz bawił się z braćmi J. na rusztowaniach rozstawionych wokół budynku: „Biegali po nich, przeskakiwali, w pewnym momencie Mateusz skoczył i nadział się na gałąź pobliskiego drzewa”. Zdaniem Danilewicz, mężczyzna, który pilnował budowy zamiast wezwać pogotowie wrzucił jeszcze żywego chłopca do dołu od fundamentu (prawdopodobnie ogrodzenia parku). „Obok stało gruszka z betonem, którym zalano chłopca a jego kolegom zakazano o tym opowiadać ” – twierdzi  jasnowidzka.

Wersja Danilewicz,  mimo że wydaje się być prawdopodobna, to jednak jest trudna do zweryfikowania. Bo kto wyrazi zgodę na rozkuwanie fundamentów? Gdy sprawą kilka lat temu zajęło się lubelskie Archiwum X, to policjanci nie dostali zgody prokuratury na sprawdzenie pałacu.

20 czerwca 2018 roku Andrzej Żukowski dostał pismo podpisane przez Andrzeja Ziarkiewicza, Prokuratora Okręgowego w Zamościu:

 „ (…) przedmiotowe postępowanie zostało przeanalizowane w  Komedzie Wojewódzkiej Policji w Lublinie w ramach tzw. Archiwum X  i dodatków przeprowadzono czynności procesowe poprzez przesłuchanie w charakterze świadków osób zajmujących się jasnowidzeniem i wróżbiarstwem z usług, których korzystał Pan w celu wyjaśnienie zaginięcia Mateusza Żukowskiego. Przeprowadzone czynności nie zmieniły   dotychczasowej oceny materiału dowodowego i nie dały podstaw do podjęcia umorzonego śledztwa (…)”.

– Byłaś w tej sprawie przesłuchiwana? – pytam Maję Danilewicz.

– Nie, gdyż ja nie robiłam wizji na zlecenie ojca Mateusza.

– Nadal uważasz, że chłopiec może być na terenie pałacu w Ujazdowie?

– Ja nie zmieniam swoich wizji. On spoczywa w fundamentach – stwierdza zdecydowanie Danilewicz.

Jak mówi Andrzej Żukowski, jego rodzina po zaginięciu Mateusza niemal się rozpadła. Żukowscy na poszukiwania syna zaciągnęli ogromne kredyty: – Wpadliśmy w potężne długi, z których nie sposób teraz wyjść. Pieniądze pobraliśmy na poszukiwania synka. Teraz nie mamy z czego ich spłacać – mówi zrezygnowany Andrzej Żukowski, który już raz kolejny zmienił wynajmowane mieszkanie.

 –  Nasz dom został wystawiony na licytację przez komornika – dodaje – A ja od 12 lat choruję na nadciśnienie i cukrzycę, jestem po dwóch operacjach, ale odebrano mi rentę. Z czego mam spłacać długi? – pyta retorycznie.

 Po zaginięciu Mateusza sąd wyznaczył rodzinie Żukowskich kuratora. Gdy ich sytuacja materialna znacznie się pogorszyła, wówczas dwójka ich dzieci trafiła do domu dziecka, a kolejne do rodziny zastępczej: – Straciliśmy Mateuszka i zaraz jeszcze trójkę dzieci nam zabrali. Nikt nam nie pomógł, zostawili nas samych z tą tragedią. Nikt nie pomaga ludziom w takich sytuacjach, jak nasza. Zostawiono nas samych z tą tragedią. Bez żadnej pomocy. Nie mieliśmy nawet żadnego wsparcia psychologa, a powinniśmy. A ja dla innych oddałem  honorowo 50 litrów krwi, i dostałem srebrny krzyż Zasłużony dla Zdrowia Narodu –  nie kryje rozgoryczenia Andrzej Żukowski.

Z rodzicami została tylko najmłodsza, Martyna. Dziś ma 14 lat i jej wychowaniem zajmuje się głównie ojciec, gdyż matka praktycznie cały czas przebywała we Włoszech.

– Niedawno się rozstaliśmy- wyznaje  Andrzej Żukowski – Miałem rodzinę i ja straciłem. Obawiam się też,  że nigdy nie dowiem się, co się stało z Mateuszem – nie kryje swoich obaw.

Janusz Szostak

Jest to fragment książki “Urwane ślady”.

KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*