NIEWYSTAWIONY MANDAT

66-letni Aleksander Wiercioch z Tarnowskich Gór  11 marca tego roku został zatrzymany przez miejscową Straż Miejską i przewieziony do izby wytrzeźwień do pobliskiego Bytomia. Po kilku godzinach został jednak zwolniony, miało to miejsce około 20.00 wieczorem. Wtedy zaginął po nim wszelki słuch i ślad.

 Aleksander Wiercioch całe życie był typem samotnika, nigdy nie dążył do założenia rodziny czy też życia pełnego wrażeń. Mieszkał sam, jego pasjami były historia i czytanie. Stabilne, wieloletnie kontakty utrzymywał jedynie z siostrą Marią Kamińską i jej dość sporą rodziną, a także z najbliższymi sąsiadami. Wcześniej pracował jako traktorzysta, w ostatnim czasie do niewielkiej renty socjalnej dorabiał zbieraniem złomu. Zdiagnozowano u niego Alzheimera.

– Często przebywał pod miejscową Biedronką – wspominają zaginionego sąsiedzi. – Zbierali się tam złomiarze, pili alkohol, dorabiali tak zwany prowadzaniem wózków. Aleks nie miał głowy do picia. Wypił dwa łyki i było po nim.

 Nie był pijany

11 marca Aleksander Wiercioch wyszedł ze swojego mieszkania w centrum miasta z  wózkiem na złom i udał się w nieznanym kierunku. W nieustalonych do dziś okolicznościach i miejscu spożył niewielką ilość alkoholu. Około południa został zatrzymany przez straż miejską. Nie miał przy sobie dokumentów.

– Oni go bardzo dobrze znali, policja zresztą też –  mówi z żalem pani Urszula, najbliższa sąsiadka zaginionego.   – Doskonale wiedzieli że mogą go odwieść do domu, a my się nim zajmiemy. Przecież on nigdy nie był wobec nikogo agresywny i wulgarny.

Patrol straży miejskiej tego dnia zadecydował inaczej i lekko podpity Aleksander znalazł się w izbie wytrzeźwień w niedalekim Bytomiu, gdzie mieszka jego siostra z rodziną. Jednak udokumentowane tam zwolnienie go już o godzinie 20.00 tego samego dnia, świadczy niewątpliwie, że nie był on w stanie szczególnego upojenia, które mogłoby zagrażać komukolwiek, bądź też jemu samemu.

– Jedynym powodem tego zatrzymania jest w tym przypadku potwierdzenie skuteczności straży miejskiej i kolejne punkty – komentuje tarnogórski policjant zajmujący się sprawą zaginionego Wierciocha. – Ten człowiek był dobrze znany miejscowym służbom, jako osobnik kompletnie nieszkodliwy. Znana nam wszystkim była też jego życiowa sytuacja, że posiadał on stabilne grono bliskich osób, które zawsze służyło mu pomocą. Strażnicy miejscy, którzy dokonali zatrzymania Aleksandra Wierciocha, a następnie przewiezienia go na izbę wytrzeźwień zadzwonili raz do mnie z pytaniem, czy już go znalazłem bo oni muszą dokończyć z nim czynności czyli wypisać mu mandat. Swoje odczucia zachowam dla siebie.       

  Nikt go nie widział

Na Aleksa czeka rodzina i przyjaciele chociaż tak trudno w tej sytuacji o optymizm.

– Istnieją dwie realne wersje – mówi jego siostra Maria. – Albo jest w jakimś ośrodku w zupełnej nieświadomości i nie wie kim jest, albo nie żyje. Skoro ta druga jest prawdziwa, chcemy pochować go w rodzinnym grobie, mieć dokąd iść z kwiatami i zniczami.

Trudno dać wiarę w to, że w dzisiejszym świecie – w dobie powszechnej informacji –  jakakolwiek instytucja, czy nawet osoba prywatna nie podałaby do publicznej wiadomości, że ma w swoim otoczeniu nieznajomego człowieka, który nie wie kim jest.

Tereny wokół bytomskiej izby wytrzeźwień to głównie krzaki oraz trzy niewielkie zbiorniki wodne. Do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej jest stosunkowo daleko.

Zaginiony od 11 marca nie korzystał z żadnych form opieki medycznej, wszelkie ośrodki pomocy ,schroniska dla bezdomnych, szpitale. Zostały przez nas sprawdzone- zapewnia policjant prowadzący sprawę.

– Nigdzie nie pojawił się nawet na chwilę. Wiem jak to wygląda z boku, ale mimo wszystko szukamy żywego człowieka. – mówi wolontariuszka z Fundacji Na Tropie, z terenu Śląska. – Szukaliśmy  Aleksandra Wierciocha całego i zdrowego.

Niestety  20 października 2020 roku nastąpił smutny koniec tych poszukiwań. Panie Maria i Urszula zostały poproszone o zidentyfikowanie ciała znalezionego na terenie lasu pomiędzy Bytomiem a Zabrzem. Rozpoznały Aleksandra, a także jego rzeczy. Obecnie badana jest przyczyna śmierci.

Dokąd udał się Wiercioch po opuszczeniu bytomskiej izby wytrzeźwień, jak i kiedy znalazł się w lesie i kiedy  dokładnie zmarł? Na te pytania też trudno będzie w obecnej sytuacji znaleźć odpowiedź. Może jednak znajdzie się ktoś kto ma jakąkolwiek wiedzę na temat ostatnich chwil życia Aleksandra Wierciocha. Rodzina byłaby bardzo wdzięczna za te informacje.

Apolonia Sikorska

3 Komentarze

  1. Jeśli cytowane przez autora artykułu słowa policjanta są jego słowami to powiem tylko tyle: ja swoje odczucia na Twój temat zostawię dla siebie !

  2. Smutne. Ale co wszyscy robili by ten człowiek przestał pić? Wychodził z domu, czy był szkodliwy czy nie jakie ma to znaczenie gdy jest pijany? Zawiezienie go do domu gdy mieszkał samotnie? Gdyby odkręcił kurek z gazem, gdyby palac papierosa zasnął? Co wtedy? Ludzie którzy nie mają pojęcia kiedy i w jakich przypadkach pijaną osobę można odwieść do domu piszą dziwaczne artykuly. Pan Policjant to mógł się zająć wcześniej tą sprawą i skierować sprawę do służb opieki społecznej o pomoc. Jego wypowiedź jest tak niekompetentną, że oczy otwierają się same? Czyżby nie znał rozporządzenia? Przykre

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*