SPRAWA IWONY WIECZOREK:  Tajemnice ogródków działkowych

Latem tego roku Fundacja Na Tropie prowadziła na terenie Gdańska poszukiwania Iwony Wieczorek. Efektami działań Fundacji zainteresowało się Archiwum X. Policjanci z Gdańska i agenci z Krakowa kilkakrotnie pojawili się na działkach przeszukiwanych wcześniej przez Fundację. Jaką tajemnicę kryje to miejsce?

W sprawie poszukiwań, których byłem organizatorem, zostałem przesłuchany 14 lipca w Komendzie Wojewódzkiej w Gdańsku. Oprócz informacji na temat prowadzonych  poszukiwań, policja otrzymała od nas echogramy z georadaru. Jest tam także zapis z garażu, w którym już w 2016 roku stwierdzono liczne ślady krwi. Wówczas nikt nie zwrócił uwagi na zalany betonem kanał. Podczas sprawdzania kanału georadarem okazało się, że są  tam pewne anomalia, hiperbole dyfrakcyjne, które powstają z odbicia na jakimś obiekcie. Jednak bez rozbicia betonu trudno stwierdzić, co jest w nim ukryte.

Według mnie garaż przy ulicy Konwalii może być związany ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek. Wskazałem to miejsce śledczym już w 2016 roku. Wówczas jednak zostało sprawdzone pobieżnie, nikt nie zainteresował się zabetonowanym kanałem samochodowym.

Ciało na pustej działce

Tym razem cały wytypowany obszar został przeszukany bardzo szczegółowo. Zarówno przez wolontariuszy Fundacji Na Tropie, jak również przy użyciu georadaru,  przez ekipę złożoną ze studentów Wydziału Geologii oraz Wydziału Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego, grupą tą kierował Michał Pisz. Wskazane punkty sprawdzano przy użyciu koparki.

W jednym z wykopów natrafiliśmy na kości, znajdowały się one na głębokości 1,5 metra. W ocenie wzrokowej  biegłego sądowego, były to kości zwierzęce. Mimo tego kości te zostały zabrane do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

W poszukiwaniach wspomagał nas także radiesteta Zygmunt Gola. Przypomnę, że radiestezja  jest  z powodzeniem od lat stosowana w  znajdywaniu osób zaginionych oraz w kryminalistyce.

Równolegle z akcją  poszukiwawczą prowadziłem rozmowy z osobami związanymi z tą sprawą. W pewien sposób wywróciły one mój dotychczasowy obraz pewnych osób i tła tej sprawy. Jak zwykle okazało się, że nie wszystko jest czarno-białe. Zapewne wkrótce będę mógł na ten temat napisać więcej.

Na początku września otrzymałem informację, że na jednej z działek przy ulicy Winogronowej w 2016 roku znaleziono czyjeś kości.

 – Natrafiono na nie przypadkiem – tłumaczy pani Sylwia, jedna z mieszkanek tego rejonu Gdańska. – Była awaria, pękła rura, i gdy ją odkopywano, trafiono na ludzki szkielet. Tam wcześniej stała szopa, w której zbierał się okoliczny element. Potem to podpalili.

O szopie i jej pożarze słyszałem już wcześniej: – Bałam się tamtędy chodzić – opowiada inna kobieta mieszkająca w tym rejonie. – Kiedyś przechodząc obok, słyszałam głośną rozmowę. Ktoś mówił podniesionym głosem: „Jak to zrobimy, to pójdziemy siedzieć”. Szybko uciekłam z tego miejsca.

Rzekomo nie ustalono, do kogo należały odnalezione w 2016 roku szczątki. Porównano natomiast profil DNA z profilem Iwony Wieczorek, co wykluczyło, że to mogłyby być jej zwłoki. Ponoć policja wiąże tę sprawę z dwoma braćmi (16 i 17 lat), którzy rzekomo mieli uciec z ośrodka wychowawczego na Kaszubach. Znalezione szczątki miałyby należeć do jednego z nich. Drugiego z braci do dziś nie odnaleziono. To jednak nie są potwierdzone informacje.

Jednak osoby, które mieszkają w tej okolicy, przekonują mnie, że także w tym rejonie należy szukać ciała Iwony Wieczorek.

– Mieszka tu człowiek, któremu bardzo nie jest na rękę, że szukacie tej dziewczyny. Jego się tu ludzie boją – twierdzi pani Sylwia.

– Czym on się zajmuje?

– Nielegalnie wydobywa bursztyn.

– Czy może mieć jakiś związek z tym zaginięciem? – staram się upewnić.

– Tak myślę – odpowiada niemal szeptem. – Ale szukajcie jej na innej, pobliskiej działce – dopowiada i podaje adres.

Wkracza Archiwum X

Wróćmy jednak do garażu, z którego pobraliśmy w lipcu próbki śladów krwi. Trafiły one do profesjonalnego laboratorium, które opracuje nam na ich podstawie profil DNA. Musimy jednak na to nieco poczekać. Planowaliśmy też rozkucie kanału w garażu. Jednak nie mamy prawnych możliwości, aby tam wejść i rozbić kanał. W tym przypadku decyzję musi podjąć prokurator.

Działka, na której znajduje się garaż, należy do nieruchomości miejskich. Przez lata dzierżawcą  tej posesji był Sławomir M., który  miał działkę ogrodową o powierzchni 370 metrów oraz niewielki domek.  Mężczyzna  zmarł  na  początku lipca  2020 roku. W domu, który dzierżawił, mieszkają obecnie jego koledzy. Garaż, który znajduje się na tej posesji, jest natomiast samowolą budowlaną.

– Na tych terenach mieszkańcy budowali sobie bez pozwolenia pomieszczenia gospodarcze, komórki i inne obiekty – mówi mi osoba z  administracji tego terenu. – Garaż nie należy więc do osoby prywatnej. Tam nie ma zawartej żadnej umowy na garaż. Skoro ten pan nie żyje, to cała działka wraz z mieszkaniem została przejęta przez Gdańskie Nieruchomości.

Policja jednak nie kwapiła się do rozkucia kanału. Mimo że proponowaliśmy, iż pokryjemy wszelkie koszty takich działań. Odesłano mnie wówczas do prokuratury w Krakowie.

W tej sytuacji 4 sierpnia wysłałem mailem pismo do Piotra Krupińskiego – szefa krakowskiego Archiwum X. Po mojej interwencji, 5 sierpnia śledczy przeszukali garaż.

Oto fragment mojego pisma do szefa Archiwum X: „W dniach 13 – 16 lipca 2020 rok, wraz z Fundacją Na Tropie, prowadziłem w Gdańsku przeszukanie terenu przy ulicach Winogronowej i Konwalii. W 2016 roku, po złożonych przeze mnie zeznaniach, działki te były również przeszukiwane, ale dość pobieżnie. Wówczas jednak w garażu przy ulicy Konwalii znaleziono ślady krwi. Są one tam zresztą do dzisiaj. Podobnie jak opakowania po środkach żrących oraz  same środki. W 2016 roku nikt nie zauważył, że w garażu tym jest zabetonowany kanał. Zwróciłem na to uwagę funkcjonariuszom Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. 15 lipca 2020 złożyłem także  zeznania w tej sprawie. Garaż był sprawdzany przez nas georadarem i wykazał w dwóch miejscach hiperbole, które należałoby zweryfikować. Aby to zrobić, należałoby rozkuć kanał, bądź przeprowadzić odwierty wiertłem koronowym i pobrać próbki do analizy. Niewątpliwie kanał ten budzi  wiele wątpliwości, m.in. ze względu na fakt, że  wylany w nim beton sięga na głębokość 1,2 metra. Nikt w ten sposób nie zalewa kanałów w garażach. Zwykle zasypuje się je piaskiem lub gruzem, a zalewa betonem na grubości 30 cm. Tym bardziej nie robi się tego w szopie-garażu, którego wartość jest pewnie  mniejsza niż wlanego tam betonu (…)”.

Co prawda odpowiedzi na to pismo nie otrzymałem, jednak natychmiast po jego otrzymaniu krakowskie Archiwum X zleciło przeszukanie garażu. 5 sierpnia przez kilka godzin pracowali tam policjanci. Garaż był sprawdzany i nawiercany w trzech miejscach. Pobrano próbki gleby i betonu, które trafiły do laboratorium. Zapewne na wyniki trzeba będzie poczekać kilka miesięcy. Szybciej byłoby rozkuć kanał i sprawdzić co kryje. Pobrane jedynie w trzech miejscach próbki mogą nie wykazać obecności szczątków ludzkich, jeśli dodatkowo zostały one rozpuszczone w kwasach i zmieszane z betonem.

Tajemnicza piwniczka

W trakcie minionego lata kilkakrotnie wracaliśmy na teren działek przy ulicach Konwaliowej i Winogronowej. Zresztą nie tylko my. Kilka dni po wykonaniu odwiertów przez policję, na terenie posesji pojawiła się trójka agentów Archiwum X z Krakowa. Dwóch mężczyzn oraz młoda kobieta. Na wstępie zabronili mieszkańcom udzielania mi jakichkolwiek informacji. Bez podania podstawy prawnej, bowiem trudno za taką uznać stwierdzenie: – Bo Szostak znowu coś znajdzie i będziemy musieli to sprawdzać.

Tymczasem agenci przez kilka godzin penetrowali nie tylko garaż – badając w nim ponownie ślady krwi i odwierty. Sprawdzano także dom, a zwłaszcza znajdującą się w nim niewielką piwniczkę.

– Oni w niej czegoś szukali, kopali w piwnicy, bo tam jest ziemia przykryta jedynie płytą pilśniową. Jakieś skamieliny zabrali twierdzi pani Anna, która obecnie dzierżawi działkę i dodaje zaskakującą informację. – Robili też badania balistyczne.

– Pewna jest pani tego? – dopytuję z niedowierzaniem.

– Tak, znaleźli jakieś dziury po kulach – upiera się kobieta i po chwili dopowiada: – Mój pies zawsze bał się zbliżyć do tej piwniczki. Podwijał ogon i uciekał z tego miejsca.

Fakt przeszukania domu i garażu przez agentów Archiwum X potwierdzają także mężczyźni mieszkający na działce.

– Długo tu byli, kilka godzin czegoś szukali. Ale nie wiem, czy to znaleźli, bo się nam nie tłumaczyli – wyjaśnia pan Zbigniew. – Słyszałem jednak, jak między sobą mówili, że to ostatnie miejsce, w którym ta dziewczyna może być. Jak zrozumiałem, wcześniej mieli dwie inne lokalizacje, które się nie potwierdziły.

Wygląda na to, że wskazane przeze mnie miejsce mocno zainteresowało agentów Archiwum X.  Wraz z Fundacją Na Tropie także zamierzam wrócić w ten rejon, aby sprawdzić inne pojawiające się informacje.

Wkrótce po zakończeniu pierwszego etapu poszukiwań skontaktował się ze mną Krzysztof Jackowski i zadeklarował wsparcie w wyjaśnieniu tej sprawy. Zaskoczyło mnie to, gdyż jasnowidz od dawna odcinał się od tego tematu. Dwa lata wcześniej powiedział mi: – Z pewnych przyczyn, ja się nie chcę wypowiadać na temat Iwony Wieczorek. Gdyż mama zaginionej źle mnie postrzega. Ja się zajmowałem tą sprawą, i za każdym razem tak było, kiedy angażowałem się w tę sprawę, na własny koszt, z dobrego serca.

Z niechętną reakcją Iwony Główczyńskiej – matki zaginionej 19-latki, spotkałem się także ja i to w czasie, gdy wraz z 20 osobami szukałem jej córki. To był dość agresywny atak, który zwrócił uwagę także śledczych: – Tak nie reaguje matka, której zaginęło dziecko, a obcy ludzie pomagają go szukać – zauważa jeden z trójmiejskich policjantów.

Główczyńska po czasie też zorientowała się, że popełniła błąd, atakując mnie i tym samym zwracając na siebie uwagę tą dziwną reakcją. W dwa dni po ataku napisała do mnie: „Witam Pana serdecznie. Żeby była sprawa jasna, nie mam pretensji, że zajmuje się Pan poszukiwaniami mojej córki, wręcz przeciwnie, bardzo panu kibicuję. Mam tylko pretensje, że robi Pan to w czasie jej rocznicy zaginięcia. Jak by nie można było tego zrobić w innym terminie. Tylko tyle. Proszę nie dopisywać innych historii (…) Serdecznie zapraszam. Iwona”.

Wyjaśniłem Iwonie Główczyńskiej, że zajmowałem się poszukiwaniami jej córki nie w rocznicę zaginięcia, lecz kilka dni wcześniej, wtedy gdy miałem na to czas, ja i inni ludzie. Rocznica nie ma nic do tego. Robię to też w innych terminach od kilku lat. Praktycznie jako jedyna osoba.

W moich poszukiwaniach postanowił wesprzeć mnie także Krzysztof Jackowski, który w czasie naszego spotkania w Gdańsku, stwierdził: – Jestem pewien, że znajdziesz Iwonę Wieczorek, z moją czy bez mojej pomocy.

Janusz Szostak

zdjęcia: Fundacja na Tropie

Aldona Błaszczyk Szostak

10 Komentarzy

  1. Jedno mi się w tej całej historii nie podoba. Choćby wywiad w książce i jego zakończenie. Mama Iwony siedzi i spokojnie udziela wywiadu, na koniec wyraża opinię, że żałuje, że wcześniej nie poznała autora książki. Po ukazaniu się książki dementuje wszystko w wywiadzie prasowym, że niby to nie tak powiedziała. A teraz ten ostry atak na ekipę poszukiwaczy bo rzekomo 10 rocznica… I kolejny wywiad już po poszukiwaniach, że te działki to w zasadzie był głupi pomysł bo żaden trop tam nie prowadzi i że nikt ją nie informował o tej akcji. Ma Pan rację Panie Januszu, tak nie zachowuje się osoba, która straciła dziecko wobec ludzi którzy próbują jej pomóc. W książce zresztą pojawia się pewien motyw kiedy policjant mówi do drugiego: a co jeśli ona dotarła do domu?

    • Zgadzam się z Tobą, matka strasznie dziwnie się zachowuje i do tego kłamie. Jak był z nià wywiad to stwierdziła ze rankiem tego dnia kiedy zaginęła rozdzwoniły się telefony bardzo wcześnie rano z zapytaniem czy Iwona wróciła do domu? Co wydało jej się bardzo dziwne
      W następnym wywiadzie powiedziała ze telefony rozdzwoniły siebkolejnegobfnia po godz 16

    • O jakiej książce piszesz? Tytuł i autora poproszę. Zgadzam się z ostatnim zdaniem – ciekawe, czy w śledztwie brano kiedykolwiek pod uwagę udział matki w zaginięciu córki.

    • A jak Twoim zdaniem powinien zachować się ktoś kto stracił dziecko? Ma Pan doświadczenie? Często czytam krytyczne słowa sjierowane6w stronę mamy Iwony… Potrafię sobie tylko wyobrazić poirytowanie i to straszne uczucie, kiedy po raz kolejny w ciągu 10 lat, ktoś mówi, że rozwiązanie jest blisko, jej wiara już była wystawiona na próbę tyle razy.. Pewnie jest zmęczona całą tą sytuacją.

  2. Mnie zastanawia jedno… kto wygrał przetarg na sprzatanie miasta jaka firma sprzatajaca i z kim wlasciciel owego czasu mial znajomosci i kontakty. Tej tezy tez nie mozemy obalic choć by dla tego iz radiowóz, lublin firmy sprzatajacej, ludzie do pracy biegajacy czy to z pieskami na spacerku i oczywiscie sezon a dziewczyne monitoring lapie ostatni tak samo jak radiowóz tylko przy zejsciu 63. Przy molo promenadzie juz nie … hmmm

  3. A co jeśli dotarła do domu ? Matka zobaczyła ją w takim stanie, jeszcze z jej nowymi butami które jej zabrała, dostała w twarz, przewróciła się uderzyła, umarła. Takie rzeczy się dzieją nawet w normalnych rodzinach. Sam osobiście w tym wieku nie raz poszarpałem się z ojcem bo taki ze mnie był as, że teraz dziwię się że ojciec mnie nie zatókł. Nikt nie wie jakie były relacje matka – córka. Raczej nastolatki nie wszystko mówią znajomym, sam nim byłem i nie mówiłem znajomym kiedy pożarłem się z rodzicami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*