Dwa oblicza ochrony

Ilu jest w Polsce pracowników ochrony? Podobno ponad 300 tysięcy. Podobno, bo dokładnej liczby nikt nie jest w stanie podać. Dziś ochroniarzem może być każdy, bez względu na wiek, sprawność fizyczną (lub jej brak), czy też cechy psychiczne. Bywa, że słowo ochroniarz staje się synonimem stróża czy portiera. I to często tańszym w utrzymaniu.

Bezmyślna konkurencja największych firm z branży usług ochrony doprowadziła do głodowych wręcz stawek, za które ludzie zmuszeni są pracować. „Zapłata” rzędu 3-4 złotych za godzinę nie jest w tym zawodzie rzadkością. Firmom opłaca się zatrudniać taką „ochronę”.

Po pierwsze nie muszą tworzyć etatów wspomnianych stróżów czy portierów, a po drugie (i być może istotniejsze) mogą one liczyć na zniżki w ubezpieczeniach, bo przecież obiekt jest chroniony. I tak oto znaleźliśmy się w sytuacji, gdzie praktycznie każdego stać na „profesjonalną” ochronę. Inaczej niż przykładowo w Niemczech. Być może dlatego ochroniarzy jest tam około 80 a nie 300 tysięcy, jak w Polsce.

Ochroniarska elita

Istnieje jednak druga, bardziej profesjonalna twarz ochrony w Polsce. To ludzie wpisani na listę kwalifikowanych pracowników ochrony fizycznej. Aby się tam znaleźć, należy zaliczyć specjalistyczne szkolenie oraz pomyślnie przejść badania lekarskie i testy psychologiczne. Żeby móc pełnić służbę z bronią palną, trzeba dodatkowo zdać egzamin teoretyczny oraz wykazać się praktyczną umiejętnością z zakresu obsługi broni i strzelania.

Czym zajmują się kwalifikowani pracownicy ochrony fizycznej?

Spektrum ich działalności jest bardzo duże. Wraz z likwidacją zasadniczej służby wojskowej, żołnierze przestali pełnić wartę na terenie jednostek. Zastąpili ich cywilni ochroniarze. Oni również zajmują się transportem praktycznie całej gotówki, jaka znajduje się w obrocie rynkowym, ochroną takich obiektów jak poczta, czy banki.

Sporą ich część stanowią załogi grup interwencyjnych. To ci ludzie reagują, gdy w ochranianych obiektach załączy się alarm. W jak najkrótszym czasie muszą zjawić się na miejscu i sprawdzić zabezpieczenie placówki handlowej, szkoły lub prywatnego domu. Wzywani są w przypadku napadu na banki, oraz awanturujących się klientów nocnych lokali czy salonów gier.

Mało osób zdaje sobie z tego sprawę, ale przemieszczające się przez miasto załogi grup interwencyjnych, są ważnym i niestety niedocenianym elementem wpływającym na stan naszego bezpieczeństwa.

W moim rodzinnym mieście głośna stała się sprawa pobicia, o które oskarżeni zostali żołnierze gliwickiej jednostki wojskowej. Być może sprawcy nigdy nie zostaliby ustaleni, gdyby nie fakt, że w pobliżu znajdował się pracownik miejscowej firmy ochroniarskiej. Patrolował on właśnie swój rejon służbowy, kiedy zatrzymał go świadek zdarzenia. Razem ruszyli w pościg za samochodem, którym poruszali się sprawcy, po drodze przekazując dyżurnemu komendy policji informacje, które pozwoliły na skuteczne działania, zakończone zatrzymaniem podejrzanych.

Skuteczniej niż policja

Coraz częściej niewielkie, miejscowe firmy ochroniarskie dbają o bezpieczeństwo na osiedlach należących do spółdzielni mieszkaniowych. Nie chodzi tu wcale o nowe, ekskluzywne, najczęściej otoczone płotem osiedla, ale o blokowiska z lat 80. Mieszkańcy takich osiedli chętniej zgłaszają ochronie wszelkie przypadki naruszenia prawa i porządku publicznego, niż policji. Wiedzą, że pracownicy ochrony zareagują, a oni sami nie muszą występować w roli świadków, co najczęściej ma miejsce w przypadku interwencji policji. Ochroniarze po prostu przegonią wyrostków spożywających alkohol na osiedlowym skwerku, a policja zmuszona jest do uruchomienia procedury, w której wymagane są zeznania świadków.

Inną sprawą jest doświadczenie. Pracownicy grup interwencyjnych, których poznałem, często mogą pochwalić się kilkunastoletnim doświadczeniem zawodowym, o co trudno wśród załóg patrolowych policji. Czasem po prostu lepiej znają życie.

Kiedyś załogi grup interwencyjnych to była elita w branży ochroniarskiej. Dzisiaj mało kto chce pełnić ten rodzaj służby. Wspominana wcześniej bezmyślna konkurencja sprawiła, że i tu zarobki nie są wysokie. Aby w miarę godnie żyć, trzeba pracować grubo ponad normatywne 168 godzin w miesiącu.

Trudno wypowiadać się na temat przyszłości branży ochroniarskiej w naszym kraju. Z całą pewnością nie służą jej takie sprawy, jak kradzież milionów przez konwojenta czy kontrowersyjne działania jednej z firm, związane z zatrzymaniem obywatela Syrii.

Oby tylko nie okazało się, że na pytanie: Kiedy będzie lepiej? – jedyna poprawna odpowiedź brzmi: Lepiej już było!

Mirosław Rybicki

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*