Zranione uczucia gangsterów

fot.pixabay

Do upadku grupy mokotowskiej przyczyniły się między innymi drobne, ale bardzo ważne dla ludzi sygnały. Zaczęto wątpić w lojalność, gdy „Oskar”, po zaginięciu „Bartka”, zaczął spotykać się z jego żoną.

Publikujemy fragment książki Janusz Szostaka “Gangsterskie egzekucje” tu do kupienia

– To wielu chłopakom bardzo się nie spodobało, bo tak się nie robi – „Obuch” z dawnego  “Mokotowa” powołuje się na zasady, które od lat wpajał im „Korek”. –„Oskar” regularnie nie przyczyniał się do lojalności grupy. Mówiło się, że to on stoi za zabójstwem swojej byłej dziewczyny Anny Surmacz „Andzi”, jej konkubenta „Świra”, córki Kariny i Rafała Mikołajczyka „Świętego” – mój rozmówca wymienia rzekome ofiary zazdrosnego gangstera. Tę historię obszernie opisałem w książkach „Byłam dziewczyną mafii” oraz „Urwane ślady”.

– Ubzdurało mu się, że to jest jego dziewczyna, bo zanim poszedł siedzieć za awanturę z taksówkarzem, to parę razy z nią się przespał i to miało być spoiwem dla związku, gdy siedział. Załatwił z chłopakami, żeby dali „Andzi” handlować prochami, a „Daks” wyraził nawet zgodę, aby dostawała je w komis. Z tego handlu dawała też hajs na wypiski [pieniądze na zakupy w więziennej kantynie – przyp. aut.] dla „Oskara”. „Andzia” nie była mu wierna. Nie przewidziała jednak, że w jego głowie zrodzi się pragnienie zemsty. Pojony przez kumpli zasadami, że za zdradę jest tylko śmierć, postanowił zabić tę dziewczynę – twierdzi mój informator i wymienia jeszcze kilku gangsterów, którzy mieli brać udział w zabójstwie trzech osób powiązanych z „Mokotowem” i niewinnego dziecka.

– Nie przewidzieli, że w tym mieszkaniu było dziecko. Wtedy powstał problem, co zrobić z dziewczynką. Nikt nie chciał uczestniczyć w zamordowaniu dziecka. Jednak to się stało, bo Karinka widziała mordercę swojej matki.

– Zginął też „Święty”, który przecież był także członkiem gangu  mokotowskiego.

– Nie podejrzewał, że lojalność wobec grupy będzie dla niego wyrokiem śmierci. On, widząc masakrę w mieszkaniu „Andzi”, zadzwonił do jej morderców, swoich kolegów. Nie podejrzewał ich o dokonanie tej zbrodni. A oni przyjechali i wkrótce go odstrzelili. To spowodowało, że ci ludzie zaczęli żyć, jak bogowie tego świata. Mieli o sobie mniemanie, że dyktują warunki. Mają na sumieniach tyle trupów, że jeden w  tę czy w tamtą stronę nie robi różnicy. Po pewnym czasie „Korek” dowiedział się, kto to zrobił. I wtedy dotarło do niego, że to wymyka się spod kontroli, gdyż jego ludzie mordują dzieci z tak błahych powodów, z zawodu miłosnego.

– Nie wszyscy uczestnicy tej zbrodni byli pozbawieni skrupułów.

– To prawda, po jakimś czasie sumienie zaczęło dręczyć „Skotiego”, który pomagał ukryć zwłoki Karinki.  Miał małe dzieci i nie mógł się pozbierać po tej zbrodni. Ta sprawa bardzo nie dawała mu spokoju. Chociaż parę trupów miał na koncie,  nie podźwignął tego i popełnił samobójstwo w Ursusie. Potem wszyscy znający temat mówili, że chyba nie wytrzymał psychicznie śmierci tej niewinnej dziewczynki. Zawsze mówił, że może by go to tak nie wzruszało, gdyby nie pomagał przy ukryciu zwłok. Przy tych egzekucjach, które wykonał, nie był nigdy przy zwłokach. Nigdy nie patrzył na zwłoki, strzelał i uciekał, a tu przez parę godzin był przy martwym dziecku i je przenosił. To zryło mu trochę beret, sporo pił i ćpał. Zawsze to wspominał, przypominał to „Oskarowi”, że to przez jego pomysły tak ma zryty teraz łeb, to go męczyło. Nie dał rady z tym żyć po zabójstwie czterech osób. Stało się  jasne , że w grupie są osoby, dla których życie ludzkie nie miało żadnego znaczenia. Zaczęli rozwiązywać problemy poprzez eliminowanie niewygodnych. Nawet swoich kolegów. Niektórzy uwierzyli, że zawojują Polskę i podporządkują sobie wszystkich złodziei – ocenia „Obuch” i dodaje. –„Oskar” po tym, gdy policja zaczęła drążyć ten temat, upozorował zamach na siebie. Kazał „Skotiemu”, aby strzelił mu w nogi. Ten oddał parę strzałów w ścianę i przestrzelił nogawki spodni. Nie chciał temu idiocie uszkodzić nogi, bo by do roboty się nie nadawał, a trzeba było zarabiać kasę i biegać za robotą.

– Ta historia to nie był jedyny przypadek chorej, gangsterskiej zazdrości.

– Podobnie problem niespełnionej miłością chciał rozwiązać jeden z filarów grupy mokotowskiej. On zakochał się w niej, ona w jego pieniądzach. Potem, gdy go zatrzymano i trafił do aresztu, szybko się rozczarował, bo go zdradzała. Działał szybciej niż myślał i kazał kumplom ją zabić. Egzekucja nie powiodła się. Przy próbie zawinięcia tej laski, zarzucili jej linkę holowniczą na szyję, ale jakoś im się wyrwała i uciekła. Zgłosiła to na policję. Powiedziała, kto to chciał zrobić. Jak przyszła na widzenie z byłym kochankiem, to on ją przekonał, aby wycofała to zgłoszenie. Twierdził, że chcieli ją zawinąć za niego ludzie z innego gangu. Bo teraz „Mokotów” jest w stanie wojny. Ona to kupiła. Poszła i wycofała to zawiadomienie. Gdyby wtedy nie uciekła, to byłaby następną zamordowaną z powodu chorej dumy zdradzonego gangstera.

– Zazdrosny gangster, to nie jest odosobnione zjawisko.

– Opowiem ci jeszcze incydent z Piotrem K. „Kimą”. To typ, który obciążył Rafała S. „Szkatułę” o podżeganie do zabójstwa Tomasza S. „Komandosa”. Twierdził, że po postrzeleniu swojej dziewczyny „Szkatuła” zaproponował mu zabicie „Komandosa”. Dziewczyna została postrzelona 30 kwietnia 2002 roku. „Komandos” zginął 13 sierpnia 2002 roku.

– Zabił go z zazdrości?

– Wcale go nie zabił, on się nie nadawał na kilera. Chodziło mu tylko, żeby zostać sześćdziesiątką [małym świadkiem koronnym – przyp. aut.], dlatego obciążył „Szkatułę” tym rzekomym zleceniem.

– To gdzie tu zranione uczucia?

– Tego wieczoru z kolegami byłem u dziewczyny „Kima” na Woli przy Żelaznej. „Kima” miał lecieć z nami do roboty o 6 rano za Warszawę. To był wspólnik Jurka J. „Stefana”. Mieszkał na Łuckiej. Tego wieczora została u niego broń, bo on nawet nie miał swojej. Taki to był gangster. Nie wiedziałem, że to też wariat zazdrosny o dziewczynę.  Została postrzelona podczas kłótni z nim, gdy mu powiedziała, że ma go dość, bo ćpa i jest bez kasy. W nocy zadzwonił do „Stefana” z płaczem, że postrzelił swoją dziewczynę. „Stefan” był przy niej w szpitalu. Ona kryła „Kimę” i mówiła, że to się stało niechcący.

– Strzelał do niej z zazdrości o ciebie?

– Nie było powodu. On była po prostu miła dla nas – przekonuje „Obuch”. – A „Kima” okazał się idiotą. On nawet nie potrafił dobrze obchodzić się z bronią. Opowiadał bajki, że jest kilerem. Po tej tragedii nikt nie chciał z tym debilem się spotykać, ani lecieć do roboty. Był goły w ryj i wszyscy stronili od niego. To latał dla wszystkich i żebrał, aby dać mu parę groszy. Ja przez niego padłem na koszta z tą robotą, a „Stefan” na klamkę, bo była jego, a nie „Kimy”. Jednak z tych jego opowieści trzy osoby dostały wyroki.

– A co z dziewczyną?

– Zmarła w szpitalu.

– Zranione uczucia w znacznym stopniu przyczyniły się do upadku „Mokotowa”.

– To głównie zasługa „Wojtasa”.

– Niby czemu?

– Miała miejsce taka sytuacja, że trzeba było zorganizować dla „Daksa” dziewczynę, żeby jeździła do niego do aresztu na widzenia intymne. „Wojtas” załatwił taką z burdelu, którą wpisali jako konkubinę „Daksa” i dostawała za to sporą kasę. Wojtek wyznaczył do wożenia jej do aresztu swojego żołnierza Grzegorza J.  W trakcie tych kursów zaprzyjaźnił się z tą panną i zostali parą. Zamieszkali razem, mieli plany na przyszłość. I powstał problem, bo Grzesiek nie chciał, żeby jeździła na seks do Zbyszka. Poprosił „Wojtasa” o zmianę dziewczyny, ale został wyśmiany, co bardzo go zabolało. W taki sposób wszyscy zobaczyli, że tu nie ma kolegów, skoro dziewczyna Grześka musi dawać dupy „Daksowi”. Zaczęli mówić między sobą, że może ich panny też będą musiały to robić. Nie czuli się z tym bezpiecznie. Dla „Wojtasa” było to mało istotne, ale spowodowało, że sam sobie wychował sześćdziesiątki. Ten Grzesiek, który pochodził z Warki, jako jeden z pierwszych zeznawał przeciwko „Wojtasowi”.

– Nadal jest z tą dziewczyną?

– Z tego co wiem, to tak. Ponoć Grzesiek zarobkuje teraz na budowach.

– Nie wszyscy jednak podchodzili tak poważnie do uczuć i kobiet.

– W życiu chłopaków „Korka” był też czas na rozrywki. Nie tylko handel koką, zabójstwa czy haracze. Były także wspólne wyjazdy do Tajlandii. Tam Andrzej miał kolegę, który posiadał hotel. „Korek” czasami robił wycieczki dla bardziej zasłużonych chłopaków. Na jeden z takich wypadów zabrał kiedyś ze sobą „Archiego”, „Jogiego”, „Oskara”, „Lepę” i „Kolarza”. Jeden z nich, nieistotne który, poderwał piękną dziewczynę. Przyprowadził ją do hotelu, zabrał do pokoju i po pół godzinie ją wygnał. Był zniesmaczony, gdy padły pytania, co się dzieje? Milczał, nie chciał gadać. Właściciel hotelu powiedział, że to transwestyta. I on myślał, że nasz kumpel takich lubi, bo to rzekomo było od razu widać, że to chłop. Może dla miejscowych, ale nie dla chłopaków „Korka”, bo nikt tego nie zauważył. Śmieli się, że na pewno zrobił mu lachę przez te pół godziny. Okazało się, że w ślinę z nim tylko poszedł i czuł, że coś jest nie tak, bo nie dał się za krocze dotknąć. Jednak nikt mu w to nie wierzył i się wszyscy śmieli, że niech nie przesadza, bo w Tajlandii nie ma nic lepszego, jak ciepłe jajca na brzuchu podczas seksu.

Drugi amator seksu z prostytutkami to „Oskar”.  Po wyjściu z aresztu, przed śmiercią Anki Surmacz „Andzi”, chłopaki postawili mu noc w burdelu. „Wojtas” miał taki burdel, który mu się opłacał. Tam były panienki, które zajmowały się trochę seksem z gadżetami. „Oskarowi” tak to się spodobało, że jak zobaczył, że stoi tam fotel ginekologiczny, to brał po kolei panienki. Każdą sadzał na nim i lizał cipki. Od tej pory miał ksywkę „Patelnia”. Ale tylko nieliczni tak do niego mówili, bo niewielu wiedziało, dlaczego tak go ochrzczono.

– Czasami zamiast kobiet musiały wystarczać inne bodźce.

– „ Lepa” też miał ciekawą historię. Jak po melanżu w burdelu po dwóch dniach wrócili do niego do domu, żeby się dopić. No to pili, ale trzeba było też coś zjeść, więc zamówili kilka pizz. Gdy kurier je przyniósł, „Lepa” otworzył drzwi i chciał, aby kurier wszedł do środka. Ale ten był jakiś wystraszony i na klatce zostawił pudełka. Nawet napiwku nie chciał, tak szybko się zerwał z tej klatki. Gdy „Lepa” wnosił pudełka z pizzą do pokoju, to wtedy się zorientował, czego wystraszył się kurier. Na kanapie siedział „Jogi” ze „Zbylutem” i oglądając pornola trzepali się nago na tej kanapie. Takie sytuacje pewnie nieczęsto widział ten dostawca pizzy – zastanawia sie „Obuch” .

Janusz Szostak

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*