CORAZ MNIEJ ZNICZY NA GROBIE KLAUDII

21-letnia Klaudia Grzybek została znaleziona martwa w mieszkaniu starszego o kilkanaście lat przedsiębiorcy z Krakowa. Mężczyzna widział, jak jego poznana niedawno w internecie partnerka charczy i ciężko oddycha. Nie wezwał jednak karetki. Dziewczyna zmarła na jego oczach.

 Na swoją zgubę, ta utalentowana sportsmenka latem 2018 roku postanowiła przeprowadzić się do Michała W. starszego o 13 lat przedsiębiorcy z Krakowa. Zaledwie kilka tygodni później w jego mieszkaniu policjanci znaleźli martwą Klaudię, leżała półnaga na łóżku, jej ciało było zakrwawione.

Kochała sport

 W szkole sportowej w Karpaczu, do której uczęszczała, lubili ją wszyscy. Uprawiała, jako juniorka, saneczkarstwo lodowe. Była jedną z najlepiej zapowiadających się zawodniczek, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Wielokrotna medalistka Polski juniorów, reprezentantka kraju, również znakomita uczennica. Matury jednak nie zdała. Ostatni raz, zaledwie 5 miesięcy przed śmiercią, startowała w Mistrzostwach Polski Seniorów w lutym 2018 roku, zajmując siódmą lokatę. 22 lipca 2018 roku jej ciało odnaleziono w jednym z krakowskich mieszkań.

– To była wspaniale zapowiadająca się zawodniczka, i bardzo dobry człowiek wspomina Klaudię Bogusława Kozłowska, dyrektorka Szkoły Mistrzostwa Sportowego. – Była uczennicą o ogromnym talencie, może nawet przyszłą zdobywczynią medalu olimpijskiego w saneczkarstwie lodowym. Bardzo dobrze się również uczyła. Wszystko zabrała jednak śmierć.

Dyrektor Kozłowska przypomina, że już w 2012 roku ujawnił się u tej dziewczyny talent i rozpoczęły się jej pierwsze sukcesy. – A potem przyszły wyjazdy na zawody saneczkarstwie w kraju i za granicą: Obesrdorf, Lillehamme, obozy treningowe. Bywało, że z powodu licznych zawodów i zgrupowań częściej nie było jej w szkole. Ale wszystko potem zaraz szybko nadrabiała i zdawała, uzupełniając zaległości.

W nauce też była najlepsza, podobnie jak w sporcie, który uprawiała. Klaudia nie raz przychodziła do gabinetu dyrektor szkoły. Opowiadała o swoich dziadkach, którzy ją wychowywali w Cieplicach, niedaleko Jeleniej Góry, a także o matce: –Wyjechała na stałe do Anglii, i Klaudia przez cały ten czas bardzo za nią tęskniła. Mówiła, że kiedyś do niej pojedzie, do Anglii.

– Była rezolutna, roztropna i oczytana, z łatwością nawiązująca kontakt z otoczeniem – ocenia Bogusława Kozłowska.

Była też odpowiedzialną osobą, co było szczególnie istotne w sporcie, który uprawiała. – Na sankach, na torze lodowym, jeździła także w parze, co jest rzeczą bardzo odpowiedzialną dodaje Zbigniew Stępień prezes Międzyszkolnego Klubu Sportowego „Karkonosze” w Jeleniej Górze, który to klub zawodniczka Klaudia reprezentowała przez cały czas swej krótkiej i dramatycznie zakończonej kariery sportowej.

– W takim ślizgu uczestniczy również drugi zawodnik, i stanowią wtedy zespół. Odpowiedzialność za drugą osobę podczas takiego ślizgu na torze lodowym, gdzie szybkość sanek wraz z zawodnikami przekraczać może z łatwością nawet 130 kilometrów na godzinę, to rzecz zasadnicza w tym sporcie. Tu nie można się bać, i Klaudia nigdy się nie bała, choć szybkość taka, gdy wyleci się z toru, czasami różnie się może zakończyć, pomimo najlepszych nawet zabezpieczeń.

Bowiem, jak dodaje prezes: Klaudia miała stalowe nerwy i perfekcyjną kondycję. Zdobywaną w wysokich górach, w trakcie ciężkich, często kompleksowych i katorżniczych nawet treningów. Kondycję zdobywaną także na siłowni, i w hali. Tak ciężki sport, jeżeli chce się go uprawiać, przygotowuje do życia, i hartuje w człowieku psychikę. Zawsze była spokojna i opanowana Klaudia kochała saneczkarstwo lodowe wspomina prezes.

Oblana matura

– Kiedy przyszła matura, okazało się jednak, że Klaudia jej nie zdała – wspomina dziś dyrektorka szkoły. To było ogromne zaskoczenie dla nas wszystkich, tym bardziej, że przez cały ten czas nie miała problemów z nauką. Chodziły z moją córką do jednej klasy.

Co więc mogło wtedy wydarzyć się w jej życiu?

– Trudno powiedzieć, nic na to nie wskazywało, że nie zda matury dodaje Kozłowska. –Z tego, co wiem z tamtego okresu, przygotowywała się potem do poprawki.

Dyrektor szkoły nie potwierdza, że Klaudia zdała poprawkę i egzamin dojrzałości, a więc nie mogła się dostać na studia.

– Straciłam ją wtedy z oczu.

Dyrektor szkoły nie wie, co działo się z Klaudią, gdy definitywnie opuściła mury jej placówki, z kim się potem kontaktowała, i czy rozpoczęła gdzieś jakąś pracę? Z czegoś przecież musiała żyć.

Stracił Klaudię z oczu również prezes klubu i trenerzy.

– A stypendium sportowe, które pobierała, było niemal symboliczne – dopowiada Zbigniew Stępień.

Na portalu Faktu24 matka Klaudii twierdziła jednak, że po ukończeniu szkoły jej córka przyjechała do niej do Wielkiej Brytanii i rozpoczęła tam studia, lecz tęskniła do przyjaciół i znajomych, dlatego wróciła do kraju.

 Ostatnie zawody

 Trudno też sprecyzować, czy w tamtym czasie 21-latka utrzymywała jakieś kontakty z klubem: – Ja w każdym razie o tym nie słyszałem dodaje prezes.

Rodzi się zatem pytanie: w jaki sposób mogła wtedy trenować, i gdzie?

Tu prezes również rozkłada bezradnie ręce: W każdym razie oficjalnie była jeszcze naszą zawodniczką przyznaje. I musiał mieć ktoś z nią kontakt telefoniczny, bo kiedy w lutym 2018 roku zaplanowane były mistrzostwa kraju, to zadzwonił ktoś do niej, do Anglii, aby przyjechała.

Miała wtedy startować już w kategorii seniorskiej.

– Chyba ponad rok nie widziałem Klaudii opowiada dziś prezes o tamtym dniu, gdy ją nagle ujrzał na zgrupowaniu przed zawodami. Gdy podeszła do niego, była uśmiechnięta. Wymienili wtedy uściski. – O patrzcie! wołał nawet jeden z naszych trenerów, widząc zbliżającą się do nas Klaudię. Nasi zawodnicy przyjeżdżają do klubu na zawody nawet z zagranicy!

W tych mistrzostwach zajęła siódmą lokatę i dostała się do kadry. Jak się potem okazało, był to jej ostatni start w życiu.

– Spotkałam ją też wtedy, po tak długiej przerwie. Sprawiała wrażenie, jakby myślami była gdzie indziej sugeruje dyrektorka szkoły sportowej. – A później kontakt z nią ponownie się urwał.

Prezes dokładnie sobie nie przypomina, skąd otrzymał tę wiadomość: – Ale jakiś czas po tych zawodach otrzymaliśmy informację, że przenosi się na stałe do Wrocławia.

To samo potwierdza dyrektor Kozłowska: – Do mnie również dotarły takie informacje, że wyjechała do stolicy Dolnego Śląska. Jakież było nasze ogromne zaskoczenie i przerażenie zarazem, oraz rozpacz, gdy kilka miesięcy potem dowiedzieliśmy się, że jej ciało zostało odnalezione w jednym z mieszkań w Krakowie, i że nie żyje z powodu przedawkowania jakichś leków dodaje Kozłowska.

Ponoć latem 2018 roku Klaudia poznała przez internet Michała W. o 13 lat starszego biznesmena z Krakowa, zajmującego się pośrednictwem w handlu nieruchomościami, byłego sportowca. Po kilku tygodniach znajomości postanowiła się do niego wprowadzić.

Ona umierała, on spał

Po kilku tygodniach ciało sportsmenki znaleziono w mieszkaniu młodego biznesmena. Mimo że właściciel mieszkania słyszał, że Klaudia charczy, to nie wezwał pogotowia. Po prostu zasnął, a gdy się znowu obudził, wieczorem, stwierdził, że Klaudia jest nieprzytomna, i dopiero wtedy powiadomił policję. Czy ów człowiek ma związek ze śmiercią dziewczyny, czy „jedynie” nie udzielił jej pomocy? Klaudia miała bieliznę zsuniętą do kolan oraz ślady krwi na całym ciele. Michał W. nie potrafił jednak wytłumaczyć, jak do tego doszło. Czy śmierć dziewczyny miała podłoże seksualne? Sekcja zwłok nie wykazała jednak żadnych śladów stosunku seksualnego.

Wiadomo, że w tym mieszkaniu przebywał jeszcze jeden młody człowiek.

Czy obaj mężczyźni widzieli, jak umierała Klaudia?

– Nic z tym nie zrobili, nawet nie zadzwonili na pogotowie, aby ratować dziewczynę? denerwuje się dyrektor szkoły. – Ten biznesem powiadomił policję dopiero, gdy się wyspał. Czemu nie od razu? pyta o to Kozłowska. Nie mieści się wprost w głowie śmierć tej dziewczyny dopowiada.

Po śmierci Klaudii obaj mężczyźni mieli niespójnie zeznawać na policji i w prokuraturze, nie przyznając się do niczego. Twierdzili, iż to Klaudia G. miała sama zażyć tabletki, które doprowadziły ją do takiego stanu, w jakim się znalazła, i potem do śmierci.

Sekcja zwłok wykazała, że Klaudia Grzybek zmarła w wyniku zatrucia lekami. W jej krwi znaleziono lek psychotropowy oraz dużą dawkę leku przeciwbólowego zwiotczającego mięśnie. Zabójczy okazał się właśnie ten drugi. Śledczym nie udało się jednak do końca wyjaśnić, w jaki sposób znalazł się w organizmie kobiety. Wiadomo, że stosował go jej partner.

– Klaudia nigdy niczego podobnego sama by nie zażyła, ona nawet nie chorowała przekonuje dyrektorka szkoły. – Była przecież sportowcem, i to tak znakomitym – dodaje Kozłowska.

Podobnego zdania jest prezes klubu, w którym dziewczyna trenowała: – Tak nie zachowuje się ktoś, kto kocha sport. Przecież na te ostatnie zawody przyjechała sama, wprost z Anglii, i miałaby w pięć miesięcy później zażyć coś, co odebrało by jej życie? – zastanawia się Stępień i przypuszcza, że może ktoś jej w tym „pomógł”.

– Jak było naprawdę, powinna była jednak ustalić policja dodają moi rozmówcy.

Pytanie bez odpowiedzi

Sprawę (PR 3 Ds.633.2018) dotyczącą śmierci 21-latki, prowadziła Prokuratura Rejonowa Kraków-Krowodrza, nie udzielając jednak na ten temat żadnych bliższych informacji.

Sekcja zwłok miała wykazać, iż zmarła 22 lipca 2018 roku, pomiędzy godziną 11.00 a 13.00. Ile zatem dokładnie czasu mogło minąć od śmierci dziewczyny do powiadomienia policji i pogotowia? Prokuratura w tej sprawie nadal milczy, pomimo że matka Klaudii miała uwagi, co do rzetelności prowadzonego śledztwa. Prowadzonego zresztą przez cały czas jedynie pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci młodej kobiety.

W trakcie tego śledztwa biegli orzekli, iż powodem jej śmierci było ostre zatrucie lekiem, który wpływa na zwiotczenie mięśni. Nie znaleziono jednak ani fiolki po lekarstwach, ani opakowania z datą. Czy leki te przepisał lekarz? I czy rodzina mężczyzny, u którego przebywała 21-latka, wiedziała o tym, że ich syn zażywa takie leki?

30 stycznia 2019 roku, postanowieniem prokuratury sprawę umorzono.

Matka Klaudii złożyła jednak zażalenie na decyzję prokuratury, uzasadniając, iż zeznania świadków były niespójne, że powinno się wyjaśnić, dlaczego podano córce leki, kto je podał, i po co? I dlaczego nie znaleziono opakowań po lekarstwach, które zażyła, i gdzie lekarstwa te zniknęły?

Postanowienie Prokuratury Rejonowej Kraków-Krowodrza z 30 stycznia 2019 roku, wraz z zażaleniem matki Klaudii Grzybek, trafiło do krakowskiego sądu. Wobec braku znamion czynu zabronionego w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, sąd 1 kwietnia 2020 roku podtrzymał postanowienie prokuratury. Decyzja nie była prawomocna, więc znowu matka Klaudii odwołała się od niej i postanowienie to trafiło do krakowskiej prokuratury okręgowej.

– Nie udzielamy aktualnie w tej sprawie żadnych bliższych informacji, gdyż jest w toku – informuje prokurator Janusz Hnatko rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie. – Proszę o pisemne pytania, na nie odpowiemy, jeżeli będzie to możliwe.

Pytania nasuwają się same: co zeznał drugi z obecnych przy śmierci Klaudii świadków, i dlaczego w toczącym się jeszcze wtedy śledztwie zrezygnowano tak szybko z jego dalszych zeznań? Świadek ten również mógł powiadomić policję, lub choćby pogotowie, gdy opuszczał mieszkanie, widząc, w jakim stanie znajdowała się dziewczyna, lecz tego nie uczynił, dlaczego? Czy sąsiedzi nic nie słyszeli? Ile, i jakie ślady znalazła policja, w pomieszczeniu, w którym skonała Klaudia? Ile osób mogło się wtedy znajdować w tym mieszkaniu? Czy obaj mężczyźni mieli już kiedyś do czynienia ze środkami odurzającymi, a może byli wcześniej na bakier z prawem? Może ktoś wrzucił leki do alkoholu, który piła kobieta? I jeżeli wrzucił, to po co? Gdzie te leki zostały zakupione, kiedy, jaki lekarz je przepisał i w jakim celu? I najważniejsze, co wpłynęło na decyzję prokuratury, że umorzyła w tym śledztwie sprawę o nieumyślne spowodowanie śmierci dziewczyny?

Obecnie nie jest możliwe udzielenie odpowiedzi na przedstawione pytania, bowiem przedmiotowa sprawa rozpatrywana jest wobec złożonego przez pełnomocnika pokrzywdzonej zażalenia na postanowienie z 1 kwietnia 2020 roku o umorzeniu śledztwa twierdzi rzecznik Hnatko, przypominając, iż prokuratura okręgowa bardzo wnikliwie bada każdy aspekt tej sprawy. – A na to trzeba czasu.

 Coraz mniej zniczy

Znajomi Klaudii byli przekonani, że wyjechała do Wrocławia. Jaki zatem może być w tym dramacie wątek wrocławski? I czy taki w ogóle istniał? I wreszcie, czy to możliwe, że Klaudia G. poszukiwała kogoś, osoby prywatnej bądź firmy jako sponsora do dalszego uprawiania swej ukochanej dyscypliny? To kosztowna dyscyplina. Profesjonalne sanki do ślizgu, o których tu mowa, kosztują bowiem w granicach 4000 euro; strój 240, rękawiczki 30; buty startowe w granicach 130, a do treningu 110. Natomiast kask wart jest nawet ponad 170 euro.

– Pogrzeb Klaudii odbył się w Cieplicach, leży na tamtejszym cmentarzu – wspomina dyrektor Kozłowska. – Przyszły tłumy pożegnać Klaudię. Na pogrzebie byli dziadkowie Klaudii oraz jej młodsza siostra. Przyjechała też jej mama z Anglii z mężem. Był również ojciec Klaudii, ze swoją żoną. Klaudia miała bardzo dobre kontakty z macochą, często o niej opowiadała. Ona też rozpaczała na pogrzebie Klaudii.

Bogusława Kozłowska przypomina sobie, że już po śmierci Klaudii o opinię o córce wystąpiła do niej jej matka. – Nie wiem, czemu chciała taką opinię. Ale ją napisałam, jak najlepszą, przy okazji mówiąc matce Klaudii kilka szczerych słów. Odpowiedziała, że to nie moja sprawa. Do dziś tej opinii o córce nie odebrała. Trzymam ją nadal, w szufladzie swego biurka twierdzi Kozłowska.

Córka Bogusławy Kozłowskiej często odwiedza na cmentarzu w Cieplicach grób swej dawnej szkolnej koleżanki.

– Kiedyś córka powiedziała mi: „Mamo, na grobie Klaudii jest coraz mniej zniczy”.

 Roman Roessler

10 Komentarzy

  1. Czytanie ze zrozumieniem. Jeśli nie było żadnych śladów stosunku seksualnego i sekcja zwłok tak wykazała to jak może być w ciąży?

  2. z tego co mi wiadomo takie środki zwiodczające są używane jako wczesnoporonne i tutaj tłumaczyło by to zakrwawienie i opuszczone majtki.Do 3 miesiąca ciąży można tak wywołać poronienie.Znam dwie kobiety które stosowały taką metodę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*