OSTATNIA PODRÓŻ   LUCYNY

Nastolatka wychodzi ze swojego pokoju na prywatnej stancji, po czym jedzie na spotkanie, z którego nie wraca. Jej poszukiwania przez jakiś czas nie przynoszą żadnego rezultatu. W końcu okazuje się, że osiemnastolatka została zamordowana i mimo upływu wielu lat, jej morderca nadal nie jest znany.

Ta opowieść zaczyna się w miejscowości Podgórze, znajdującej się niedaleko Radomia, gdzie Lucyna Kaczmarska mieszkała wraz z rodzicami i młodszą siostrą. Życie w małej miejscowości płynie spokojnie. Ludzie są dla siebie życzliwi, rozmawiają ze sobą, troszczą się o siebie wzajemnie. W takim środowisku Lucyna wyrasta na dziewczynę wrażliwą, pracowitą, ale i odważną. Od dziecka była ciekawa świata i chętnie poznawała nowych ludzi.

Nowa miłość

W szkole podstawowej Lucyna była bardzo dobrą uczennicą i nie sprawiała problemów wychowawczych. Po ukończeniu podstawówki, kontynuowała naukę w Iłży. W liceum z uczennicy bardzo dobrej stała się dobrą, ale nigdy nie miała problemów z nauką. Jedne przedmioty lubiła bardziej, inne mniej, ale zawsze ze wszystkimi sobie radziła.

We wrześniu 2002 roku rozpoczęła naukę w klasie maturalnej Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Iłży. Wówczas zamieszkała na stancji, by nie tracić zbyt wiele czasu na dojazdy.

Lucyna miała wiele planów na przyszłość. Bardzo chciała pójść na studia, a następnie założyć rodzinę. Według swoich bliskich była osobą bardzo ciepłą, rodzinną i gościnną. Lubiła opowiadać mamie o swoich wewnętrznych przeżyciach, o drobnych miłostkach i wielkich zauroczeniach.

Przed rozpoczęciem ostatniej klasy ogólniaka Lucyna rozstała się ze swoim chłopakiem, Tomkiem. Powód ich rozstania nie jest znany, jednak rozstali się w zgodzie, ponieważ później nadal utrzymywali kontakt. Chłopak szybko znalazł sobie nową dziewczynę, Lucyna też kogoś poznała.

W czasie wakacji wybrała się na wiejską zabawę, gdzie bawiła się z chłopakiem o imieniu Wojtek. Wpadł jej w oko, pisali ze sobą, spotkali się raptem kilka razy, dlatego trudno tu mówić o związku. Dopiero się poznawali. Dziewczyna była jednak zafascynowana niedawno poznanym chłopcem. Gdy tylko rozpoczął się rok szkolny, Lucyna postanowiła zaprosić Wojciecha na studniówkę. Chciała zrobić to osobiście.

O Wojtku wiemy niewiele. Był rówieśnikiem Lucyny, uczęszczał do Technikum w Solcu nad Wisłą i tam też mieszkał w internacie. Z jakiegoś powodu jednak, Lucynie powiedział, że uczy się i mieszka w Lipsku.

3 września 2002 roku Lucyna skończyła lekcje, wróciła do wynajmowanego pokoju i przebrała się. Napisała krótką notatkę, w której poinformowała właścicielkę mieszkania, że wróci późno. Wyszła z mieszkania i udała się do Lipska. O podwiezienie poprosiła swojego byłego chłopaka, Tomasza. Kiedy wsiadała do jego czerwonego samochodu, nikogo poza nimi nie było w środku. Tomek powiadomił Lucynę, że po drodze zatrzymają się jeszcze w Jaworze Soleckim, skąd zabiorą jego dwóch kolegów. Lucyna znała tych chłopaków. Wszyscy razem pojechali do Lipska, gdzie Lucyna miała nadzieję spotkać się z Wojtkiem.

Nie to miasto

Młodzież dotarła do Lipska o godzinie 19. Z zeznań podróżujących z Lucyną chłopaków wynika, że dziewczyna wysiadła w okolicach rynku. Odchodząc, miała kiwnąć ręką na pożegnanie. Powiedziała również Tomkowi, że nie będzie wracała z nim do Iłży, tylko sama poradzi sobie z powrotem. Chłopak chciał wracać o godzinie 22, a ona uznała, że to za późno. Aby dotrzeć do internatu, musiała przejść jeszcze kilkaset metrów. Udała się więc w tym kierunku, a kiedy dotarła na miejsce, napisała SMS-a do Wojtka. W tym czasie Tomek miał pojechać do domu nowej dziewczyny, a jego koledzy poszli załatwiać swoje sprawy.

Wiadomość do Wojtka zawierała informację, że dziewczyna przyjechała do Lipska i czeka na niego przed budynkiem internatu. Z kontekstu wiadomości wynikało, że Lucyna Kaczmarska nie poinformowała wcześniej nowego przyjaciela o tym, że ma zamiar do niego przyjechać. Chłopak nie odpisał od razu. Być może nie miał aparatu przy sobie. W każdym razie jego odpowiedź została do dziewczyny wysłana godzinę później. Wojciech odpisał, że nie może w tej chwili opuścić budynku internatu, ponieważ regulamin wyraźnie zabrania mu wychodzenia po godzinie 20. Dodał, że niedostosowanie się do przepisów panujących w bursie, groziłoby wydaleniem go z tego miejsca. Nie chciał więc ryzykować.

Na tę wiadomość już nie odpisała. Nie wiadomo, czy obraziła się na chłopaka i dlatego nie odpisała, czy w tamtej chwili była już w niebezpieczeństwie, które nie pozwoliło jej odpowiedzieć. Być może, kiedy Wojtek odpisywał na wiadomość, Lucyny nie było już przed internatem. Nie ma świadków, którzy potrafiliby stwierdzić, w jakich godzinach znajdowała się w pobliżu.

Ciekawe w tej sprawie jest to, że Lucyna czekała na chłopaka w Lipsku, podczas gdy, jak ustaliła policja, Wojciech był uczniem szkoły w Solcu nad Wisłą. I w chwili, kiedy Lucyna do niego pisała, jego telefon logował się właśnie w tej oddalonej o 10 kilometrów od Lipska miejscowości. Być może Wojtek nie był zainteresowany Lucyną tak bardzo, jak ona nim, i celowo podał inną nazwę miejscowości, niż tę, do której faktycznie uczęszczał. A być może po prostu doszło między nimi do jakiegoś nieporozumienia. W każdym razie, Lucyna wyraźnie poinformowała właścicielkę mieszkania, w którym wynajmowała pokój, że udaje się do Lipska.

   Nie wróciła do domu     

Dokąd Lucyna mogła udać się spod internatu? O której godzinie stamtąd odeszła? Na te pytania do dziś nie znamy odpowiedzi. Pewnym jest, że tamtego wieczoru w Lipsku świętowano rozpoczęcie roku szkolnego. Były to nieoficjalne imprezy urządzane przez uczniów. Wieczór był bardzo ciepły, dlatego wiele z nich odbywało się na świeżym powietrzu. Grała głośna muzyka, ludzie tańczyli, palili ogniska.

Być może nastolatka udała się na jedną z takich imprez. Były chłopak twierdził, że tego wieczoru widział jeszcze Lucynę, jak szła do jednego z lokalnych barów. On spędzał akurat czas z nową dziewczyną.

Lucyna Kaczmarska nie wróciła jednak na stancję. Właścicielka mieszkania zaczęła się niepokoić, ponieważ nigdy wcześniej nie zdarzało się, aby Lucyna nie wróciła do domu o ustalonej porze. Weszła wówczas do jej pokoju i spostrzegła kartkę z informacją o wyjeździe do Iłży. Nie udało jej się dodzwonić do Lucyny, dlatego zatelefonowała również do Tomka. Były chłopak Lucyny powiedział, że zawiózł ją do Iłży i po tym, jak dziewczyna wysiadła z jego samochodu, więcej jej nie widział. Dodał, że nie ma pojęcia, jaki był powód wyjazdu maturzystki do sąsiedniego miasta.

Następnego dnia Lucyna nie pojawiła się w szkole. O jej nieobecności powiadomiono również rodziców, którzy natychmiast zjawili się na stancji. Zaniepokojeni rodzice zgłosili zaginięcie córki. Jedną z pierwszych wersji, jakie policja brała pod uwagę, było to, że dziewczyna została na imprezie lub uciekła. W tę wersję nie wierzyła rodzina ani przyjaciele Lucyny.

Gdy dziewczyna nadal nie wracała, policjanci podjęli próbę jej odnalezienia, jednak nie było to łatwe. Poza informacją o tym, że być może dziewczyna była widziana w barze w Lipsku, pojawiło się zeznanie kierowcy autobusu, który twierdził, że w wieczór zaginięcia Lucyny, młoda kobieta, o wyglądzie pasującym do rysopisu zaginionej, wsiadła na jednym z przystanków we wspomnianym mieście. Autobus jechał w kierunku Zwolenia, a zapamiętana przez kierowcę osoba miała wysiąść na przystanku w Ciepielowie, czyli w kierunku północnym od Lipska, a nie zachodnim, w którym powinna udać się Lucyna, chcąc wrócić do Iłży. Zwoleń ani Ciepielów nie były również na trasie do jej rodzinnej miejscowości. Jest więc mało prawdopodobne, aby była to Lucyna. Ktoś inny twierdził, że widział nastolatkę na wylotówce z Lipska. Miała łapać stopa w kierunku Iłży.

  Kogo spotkała Lucyna?

 27 września 2002 roku w miejscowości Pawliczka, w połowie drogi między Lipskiem a Iłżą, zostały znalezione nagie zwłoki młodej kobiety. Ciało było niekompletne. Brakowało fragmentu ręki i nogi. Wyniki badań DNA nie pozostawiły żadnych wątpliwości, że to szczątki zaginionej licealistki. Ciało było w tak dalekiej fazie rozkładu, że nie udało się stwierdzić ani tego, jaka była przyczyna śmierci Lucyny, ani czy została przed śmiercią zgwałcona. Policjanci, jak i dziennikarze byli również zaskoczeni tym, że stan szczątków wskazywał na upływ dłuższego czasu niż trzy tygodnie, które minęły od zaginięcia dziewczyny. Należy jednak wziąć pod uwagę, że wrzesień 2002 roku był upalny, co mogło przyspieszyć rozkład. Istnieje również pewne prawdopodobieństwo, że ciało dziewczyny mogło zostać w to miejsce przeniesione jakiś czas po śmierci.

Oględziny miejsca znalezienia zwłok wykazały, że sprawca musiał dobrze znać teren, w którym porzucił swoją ofiarę. Znajdowało się ono w sporej odległości od ścieżki w gęstym lesie. Musiał być jednak na tyle pewny siebie, że nie zakopał zwłok, niczym ich również nie przykrył. Zupełnie, jakby był przekonany o tym, że nikt go z tą sprawą nie połączy. Wówczas można byłoby domniemywać, że był to przypadkowy sprawca, zupełnie niezwiązany z ofiarą. W grę wchodzi również inna, nawet bardziej prawdopodobna wersja, że sprawca po prostu chciał jak najszybciej uciec z miejsca, w którym porzucał ciało, dlatego nie zadbał o jego ukrycie. Być może morderca spieszył się lub został przez kogoś spłoszony.

W sferze pytań cały czas pozostaje to, co działo się z dziewczyną po tym, jak nie spotkała się z Wojtkiem. Czy mogła próbować dostać się do Iłży tak zwaną okazją i wsiąść do przypadkowego samochodu? A może spotkała w Lipsku kogoś, kogo znała i ta osoba zrobiła jej krzywdę w drodze powrotnej? Ciało dziewczyny znaleziono w lesie w miejscowości Pawliczka, raptem 5 kilometrów od miejscowości Jawor Solecki, skąd pochodzili koledzy jej byłego chłopaka i mniej więcej w połowie drogi między Iłżą a Lipskiem.

Rodzina Kaczmarskich uważa, że Lucyna nie wsiadłaby do przypadkowego pojazdu, a już z całą pewnością nie w godzinach wieczornych, kiedy było już ciemno. Musiała wracać z kimś, kogo znała. Wiedziała, że gdyby nie miała możliwości powrotu do domu, mogłaby poprosić mamę o pomoc. Nie zadzwoniła do rodziców, więc z pewnością czuła się bezpiecznie i nie widziała żadnego zagrożenia.

 Sprzedał telefon

Na ciele dziewczyny nie znaleziono żadnego śladu, który mógłby wskazać potencjalnego sprawcę. Zupełnie tak, jakby ktoś dokładnie wiedział, jakie ślady mogą wskazać potencjalnego sprawcę i jak się ich pozbyć. Przy Lucynie nie znaleziono żadnych obcych włosów, nasienia ani żadnego innego obcego DNA. Sprawca zadbał o to, by policja nie pozyskała żadnego śladu, który mógłby połączyć go z miejscem porzucenia ciała Lucyny Kaczmarskiej.

Przy zwłokach nastolatki nie znaleziono również jej telefonu komórkowego. Wiadomo było, że miała go przy sobie w Lipsku, ponieważ wysyłała SMS-y do Wojtka. Policjanci postanowili więc monitorować aktywność aparatu, na wypadek, gdyby posłużył się nim sprawca. Okazało się, że telefon był używany już po śmierci dziewczyny. Funkcjonariuszom szybko udało się ustalić, w czyich był rękach. Osoba korzystająca z niego powiedziała, że zakupiła aparat od pewnej osoby z Radomia. Dotarto również do tego człowieka. Ten zaś oświadczył, że telefon kupił poprzez ogłoszenie w prasie. Ze sprzedającym spotkał się przed budynkiem dworca w Radomiu.

Udało się sporządzić portret pamięciowy tego człowieka, jednak jak do tej pory, nie ustalono tożsamości pierwszego sprzedawcy.

Prywatny detektyw

Sprawą Lucyny zainteresował się jej kolega o imieniu Zbyszek. Chłopak był słuchaczem szkoły detektywistycznej, dlatego podjął prywatne śledztwo w celu wyjaśnienia przyczyny śmierci Lucyny oraz dotarcia do sprawców morderstwa. Dwa tygodnie po odnalezieniu ciała licealistki, początkujący detektyw zmarł w dziwnych okolicznościach.

Zbigniew spotkał się z ludźmi w Lipsku, rozmawiał z nimi, próbował ustalić, kto i w jakich okolicznościach widział Lucynę jako ostatni. Prawdopodobnie zdobył sporo istotnych informacji, jednak nie zdążył się nimi podzielić ani z rodziną zamordowanej koleżanki, ani z policjantami.

W połowie października Zbyszek został znaleziony martwy. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł z powodu wyziębienia organizmu. Dodać należy, że odzież, którą miał na sobie, była poszarpana. Podobno przed swoją śmiercią Zbyszek szarpał się z jakimś mężczyzną przed lokalnym barem. Świadek, który to widział, nie wiedział jednak, kim był mężczyzna, z którym kłócił się Zbigniew. Po tej szarpaninie młodego mężczyznę wepchnięto do bagażnika samochodu i odjechano z nim w nieznanym kierunku. Być może chłopakowi podano substancję w rodzaju „tabletki gwałtu”, która doprowadza do utraty przytomności i nie jest wykrywalna w organizmie. Mogłoby to tłumaczyć, dlaczego chłopak w żaden sposób nie ratował się przez zimnem. Mówiono również, że Zbigniew był tamtego wieczoru pod wpływem alkoholu. Poza jednym anonimowym świadkiem, nikt inny nie potwierdził opisywanej sytuacji, w której Zbigniewa ktoś miał wywieźć w bagażniku samochodu.

Portret pamięciowy mężczyzny, który sprzedał telefon Lucyny

Według wpisów na jednym z forów internetowych, śmierć Zbyszka to nie jedyny tajemniczy przypadek w jakiś sposób powiązany z Lucyną. Otóż, internauci twierdzą, że kilka dni po zaginięciu Lucyny, w tajemniczych okolicznościach miał stracić życie również jej kolega z Lipska, Michał. Informacja ta przewija się kilkukrotnie mediach, dlatego pozwoliłam sobie zweryfikować ją u źródła – czyli u rodziny Lucyny. Okazuje się jednak, że Michał zmarł kilka dni przed zaginięciem Lucyny, a jego pogrzeb odbył się w dniu, w którym dziewczyna pojechała do Lipska. Chłopaka pochowano dosłownie kilka godzin wcześniej.

Nie był na pogrzebie

Pogrzeb Lucyny sprowadził na cmentarz setki osób, które chciały ją pożegnać. Kto wie, być może wśród żałobników pojawił się również sprawca? A może zabrakło mu jednak odwagi, by spojrzeć rodzinie swojej ofiary prosto w twarz?

W ostatnim pożegnaniu nie uczestniczył Tomek, były chłopak zamordowanej. Udział w uroczystości odradziła mu mama. Pewnie z jej opinią zgadzał się również ojciec, znany lekarz-ginekolog. Rodzice obawiali się, że chłopakowi mogłaby stać się krzywda, ponieważ ludzie w okolicy szeptali między sobą, że to pewnie on pozbawił życia Lucynkę.

Mama Lucyny nikogo nie osądzała, chciała tylko dowiedzieć się, czy Tomasz cokolwiek pamięta z tamtego wieczoru. Raz na chwilę przyjechał do domu Kaczmarskich, ale mieli wrażenie, że nie powiedział wszystkiego, co wie. Mama Lucyny prosiła go o ponowne spotkanie. Odmawiał, aż wreszcie udało się namówić go na spotkanie. Niestety, nie pojawił się na nim. Rozmawiał natomiast wielokrotnie z innymi znajomymi Lucyny. Miał wypytywać ich o to, co w sprawie ustaliła policja, jak przebiegały przesłuchania poszczególnych osób, natomiast on sam niechętnie mówił znajomym o tamtym wieczorze.

Pojawili się świadkowie, którzy twierdzili, że kiedy Lucyna wysiadała w Lipsku z samochodu byłego chłopaka, doszło między nimi do ostrej wymiany zdań. Te zeznania całkowicie odbiegały od tych składanych przez Tomka. Co więcej, w miejscu, w którym odnaleziono ciało Lucyny, jej mama z siostrą znalazły fragment czerwonego lakieru samochodowego. Odkrycia dokonały kilka tygodni po zabraniu stamtąd ciała Lucyny. Wyglądało to tak, jakby ktoś podrzucił ten fragment, żeby mylić tropy, a może właśnie wskazać sprawcę? Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że kiedy sprawca podrzucał w to miejsce ciało, ktoś widział mordercę.

Anna Strzelczyk

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*