OSTATNIA NOC SYLWESTROWA  

 Znany dziennikarz Krzysztof Leski został zamordowany w nocy z 31 grudnia  2019 roku na 1 stycznia 2020 roku. Zbrodnia miał miejsce w jego mieszkaniu na warszawskiej Woli. Morderca, którego przyjął pod swój dach, usłyszał niedawno akt oskarżenia. Jakie były ostatnie lata znanego dziennikarza i jak doszło do tej tragedii?

Krzysztof Leski w świecie dziennikarstwa był doskonale znany. Chociaż w ostatnich latach zmagał się z problemami zdrowotnymi i brakiem pracy. Szanowany, lubiany i wychwalany przez znajomych i kolegów po fachu, stracił życie, prawdopodobnie niczego się nie spodziewając. Jego dobre serce, chęć niesienia pomocy i zaufanie odwróciło się przeciwko niemu. Po zabójstwie przez 6 dni nikt nie zgłosił jego zaginięcia, a razem z nim przebywał w mieszkaniu jedynie ukochany rudy kot. Nawet morderca był zdziwiony, że nikt go nie szuka, gdy na drugim końcu Polski przyznawał się do zbrodni.

6 dni po morderstwie

Kraków. 6 stycznia tego roku. Około godz. 9.40 do policjantów patrolujących ulicę podchodzi Łukasz B. – około 30-letni mężczyzna. Mówi, że być może jest poszukiwany za wykroczenie, gdyż ma niezapłaconą grzywnę. Prosi ich o sprawdzenie jego statusu w systemie policyjnym. Zabierają go na posterunek i po sprawdzeniu okazuje się, że nie jest za nic poszukiwany. Po chwili zastanowienia mówi: – To oni o niczym jeszcze nie wiedzą.

Skonsternowani policjanci zaczynają zadawać pytania, ale unika odpowiedzi. Po dłuższej rozmowie oświadcza w końcu, że zabił przyjaciela w Warszawie.

„Mieszkanie znajdowało się na warszawskiej Woli. Policjanci i wezwani do pomocy strażacy wyważyli drzwi, a po wejściu do środka, znaleźli zwłoki 60-letniego mężczyzny, który posiadał widoczne obrażenia, świadczące, że padł ofiarą przestępstwa”- czytamy w oficjalnym komunikacie krakowskiej policji.

Kim był zamordowany?

Krzysztof Leski urodził się w 1959 roku w inteligenckiej rodzinie, jego matka to Elżbieta Pleszczyńska – profesor zwyczajny nauk matematycznych, ojciec, Kazimierz Leski w Powstaniu Warszawskim walczył jako dowódca kompanii „Bradl”. Karierę dziennikarską Leski rozpoczął na początku lat osiemdziesiątych, pracował jako reporter dla ponad 50 gazet. W latach 1989-1991 dla Gazety Wyborczej, z której – jak twierdził – został wyrzucony. Potem współpracował między innymi z „Expressem Wieczornym”. Wtedy też pisał dla tygodnika „Solidarność”.

fot. Polsat News

Poza karierą dziennikarską był również uzdolniony matematycznie, skończył wydział MEiL Politechniki Warszawskiej i w latach 80. pracował jako – mówiąc z dzisiejszego punktu widzenia – programista przy pierwszych komputerach Atari.

– Łączył te dwie role w sposób umiejętny konspiracyjnie, dyskretnie –  mówi dziennikarka Ewa Barlik, która znała Leskiego w latach 90. – Był dobrze zorganizowanym człowiekiem opozycji. Niestety pozostał w nurcie zbuntowanego człowieka, był nazbyt wierny poczuciu sprawiedliwości, nienawidził Prawa i Sprawiedliwości i obecnej władzy. Świat jednak pojechał do przodu. Trzeba było organizować życie, dom rodzinny, a nie tylko walczyć z systemem. Zatracił się gdzieś w tej swojej walce.

W latach 1990-2001 prowadził programy telewizyjne w TVP m.in. „Wiadomości”. Był stałym komentatorem w radiowej „Trójce”, a od 1991 roku korespondentem The Daily Telegraph i BBC World Service. Świetnie władał angielskim. Był również aktywnym blogerem na platformie Salon24 w latach 2006-2011, skąd sam odszedł.

Znajomi wypowiadają się prawie jednogłośnie, że był osobą niezwykle zdolną, do tego pomocną, jednak przestał radzić sobie życiowo i wybrał samotność.

W szponach depresji

Wtedy zaczęły się jego problemy w życiu prywatnym. Jak pisał na swoim blogu, od 2011 roku był pod ciągłą obserwacją psychiatryczną, gdyż chorował na depresję.

Do załamania Leskiego mogły się przyczynić rozwód, wyjazd córki za granicę, a potem zachorowała jego matka, był z nią bardzo mocno związany. Żył samotnie z rudym kotem „Nikonem”. „Pozostał Nikon, odtąd obserwując, jak się zapadam, znikam ze świata realnego i przenoszę w wirtualny, nie mogę spać, jeść, właściwie nie żyję, tylko z odroczonym nekrologiem” – pisał Leski na swoim blogu.

Krzystof Leski z kotem „Nikonem”, obok jego morderca
fot. Facebook

Pod koniec 2018 roku musiał przeprowadzić się z Kabat do chorej matki na warszawską Wolę, gdyż wymagała już stałej opieki. Niestety na przełomie czerwca i lipca odezwały się jego problemy zdrowotne. „Szlag trafił moje kręgi lędźwiowe” – pisał, i nie mógł już zajmować się matką sam, umieścił ją w domu opieki u sióstr Felicjanek na Białołęce. „Wpadłem w letarg. Przez niemal tydzień leżałem lub siedziałem bez ruchu, nie jedząc, nie paląc, ledwo coś pijąc” – pisał na blogu po tym wydarzeniu.

W mieszkaniu na Woli został tylko on i jego rudy kot „Nikon”. Do czasu. Nietypowe okoliczności sprawiły, że drogi jego i Łukasza B. splotły się jesienią 2019 roku.

 Pamiętnik dziennikarza

 Leski prowadził swojego bloga o nazwie leskipedia.xyz. Prosta strona, na której pisał prawie codziennie, wpisy często niejasne, jakby ciąg przypadkowych myśli, wyrażały jego aktualny stan ducha zrozumiały tylko dla niego. Czasami pisane po polsku, czasami po angielsku, jakby w innym języku próbował się ukryć. Pisał o chorobie swojej matki, ale też polityce i kolei – swojej drugiej pasji.

W połowie października 2019 roku wpisy urywają się na ponad dwa tygodnie. A potem pojawia się kolejny, w języku angielskim, o tym, jak został bezprawnie zamknięty w szpitalu psychiatrycznym.

Twierdził, iż był do tego zmuszony przez policję, ponieważ zażądał zatrzymania stalkera, który nękał jego matkę. Zamknięto go w szpitalu, pomimo tego, że poza depresją nie miał żadnej udokumentowanej choroby psychiatrycznej. Tak wyglądała relacja Leskiego, nie wiemy natomiast, jak sprawa przedstawiała się w oczach lekarzy i policji. Prokuratura nie chce się do tego odnieść. Faktem jednak jest, że spędził w psychiatryku prawie miesiąc.

To właśnie wtedy poznał Łukasza B.

Kim jest morderca?

 O Łukaszu niewiele wiemy. W chwili popełnienia zbrodni miał 34 lata. Pochodzi z okolic Szczecinka. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego nie miał gdzie mieszkać. Razem z dwoma innymi mężczyznami zamieszkał z Leskim, który sam zaoferował im pomoc. Dwaj pozostali mężczyźni szybko wykruszyli się z tego układu, został Łukasz. Pomagał Leskiemu, mieszkanie było wysprzątane, gotował mu obiady. Nic nie zapowiadało tragedii. Chociaż wzięcie poznanego w szpitalu obcego mężczyzny mogło wydawać się nieodpowiedzialne.

Czy dzięki tej znajomości Leski próbował powrócić do ludzi, czy po tylu latach samotności i nadawania z internetu chciał znowu mieć towarzystwo w realnym życiu?

– Łukasz B. był znany policji, karany wiele razy za drobne wykroczenia, głównie za przestępstwa przeciwko mieniu – mówi „Reporterowi”  Aleksandra Skrzyniarz – rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Imał się prac dorywczych, nie miał stałego miejsca zamieszkania ani żony, czy dzieci.

31 grudnia 2019 roku Krzysztof Leski napisał na blogu: „Wbrew wielu szczegółom (porażka opieki nad Mateczką, fatalny szpital), to nie był aż tak zły rok. Odzyskałem wiarę w sens życia będącego czymś więcej niż codzienna wegetacja. Pogodziłem się z rzadkimi znakami życia od dzieci, uznając je za dobry znak. Always look at the bright side, isn’t it?”.

Nastaje rok 2020. 6 stycznia policja wchodzi do mieszkania Leskiego i znajduje go martwego w łóżku. Miał poderżnięte gardło.

Łukasz B. powiedział śledczym, że słyszał głos szatana

Łukasz B., przez 6 dni za zabrane dziennikarzowi tysiąc złotych jeździł po Polsce. A potem w Krakowie sam dał się złapać, bo gryzły go wyrzuty sumienia. A może nie spodziewał się, że przez tyle dni nikt nie znajdzie jego ofiary?

Nie powiedział, jaki był motyw zbrodni, poza tym oczywistym, skradzionym tysiącem złotych. Nie wiemy, czemu zabił dziennikarza, który podał mu pomocną dłoń i zaoferował mieszkanie. Raz tylko

 – Opiniujący w sprawie biegli psychiatrzy nie mieli wątpliwości, co do poczytalności oskarżonego w chwili dokonania czynu. Oskarżony w toku postępowania przygotowawczego przyznał się do zarzuconych mu czynów, nie kwestionował swojego sprawstwa – mówi Aleksandra Skrzyniarz.

Krzysztof Leski został pochowany 17 stycznia 2020 roku na warszawskich Powązkach. Żegnały go tłumy. Także jego dawni koledzy dziennikarze.

We wrześniu 2020 roku Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola w Warszawie skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Łukaszowi B., podejrzanemu o dokonanie w nocy z 31 grudnia 2019 roku na 1 stycznia 2020 roku zabójstwa pokrzywdzonego, to jest o czyn z artykułu 148 § 1 k.k. Prokurator zarzucił nadto Łukaszowi B. kradzież przedmiotów osobistych należących do pokrzywdzonego (art. 278 § 1 i 5 k.k.) – informuje Aleksandra Skrzyniarz.

11 stycznia 2021 roku, przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył proces w tej sprawie.  oskarżony Łukasz B. stanął przed pięcioosobowym składem sędziowskim, któremu przewodniczy sędzia Danuta Kachnowicz. Na sali rozpraw oskarżony oświadczył, że po powrocie do aresztu zamierza odebrać sobie życie.

Daria Porębiak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*