KTO ZAMORDOWAŁ JOANNĘ TOMCZAK?

Ciało dziewczyny znaleziono po roku w lesie

 Policja ma niewiele czasu na rozwiązanie sprawy Joanny Tomczak. Do zbrodni doszło w 1991 roku, a zabójcy wciąż nie zostali postawieni przed sądem. Nie mogą być jednak pewni swojej bezkarności, ponieważ lubuskie Archiwum X nie poddaje się.  Można zatem mieć nadzieję, że rodzina nastolatki wkrótce dowie się, kto stoi za tą zbrodnią.

Asia urodziła się w 1973 roku. Całe życie mieszkała w Żaganiu. Była bardzo nieśmiała i skryta. Nie dzieliła się z nikim swoimi sekretami. Miała dwie siostry, z którymi łączyła ją bliska więź.

Dziewczyna interesowała się modą i muzyką, dlatego z uwagi na jej drugą pasję, rodzice zapisali ją do szkoły muzycznej, gdzie uczyła się gry na skrzypcach. Po ukończeniu szkoły podstawowej podjęła naukę w szkole zawodowej o specjalności krawiectwo. Jej marzeniem było posiadanie własnego zakładu krawieckiego. Postawiła sobie w życiu cel i cierpliwie, małymi kroczkami do niego dążyła.

Rozstanie z chłopakiem

W czerwcu 1991 roku Asia ukończyła naukę w szkole zawodowej. Nie miała wtedy osiemnastu lat. Dziewczyna otrzymała świadectwo ukończenia szkoły i czekał ją jeszcze egzamin czeladniczy. Pierwszy miesiąc wakacji planowała spędzić, pracując. Rodzice Joanny byli w sezonie letnim zatrudnieni w ośrodku wypoczynkowym w Niesulicach.

Mama była szefową kuchni w jednym z tamtejszych ośrodków, tata zajmował się recepcją, Joasia była kelnerką. Dziewczyna pracowała w ośrodku od początku wakacji do środy, 31 lipca 1991 roku. Rodziców czekał jeszcze jeden miesiąc pracy.

Tego dnia, po zakończeniu swojej zmiany, nastolatka miała wrócić do domu w Żaganiu. Po południu zjawił się po nią jej chłopak, Roman. Nie miał samochodu, przyjechał autobusem i tak też mieli wspólnie udać się w drogę powrotną.

W Żaganiu na Asię czekała jej dorosła i zamężna siostra, Lilianna. Dziewczyna miała mieszkać z siostrą i szwagrem przy ulicy Konopnickiej, do czasu powrotu rodziców z pracy sezonowej. Tak też się stało. Od czasu do czasu Asia zaglądała też do mieszkania rodziców przy Szprotawskiej, żeby je przewietrzyć czy podlać kwiaty.

W tym czasie też rozstała się z Romanem. Według znajomych Asi, chłopak był zazdrosny i wybuchowy, czego dziewczyna nie chciała dłużej znosić. Mówi się o tym, że miał ją nawet kiedyś pobić. Po rozstaniu Roman nachodził Joannę i prosił, by do niego wróciła. Jej decyzja była jednak ostateczna i nieodwracalna.

 Czy była w ciąży?

W piątek 16 sierpnia 1991 roku Joanna wybrała się z siostrą na zakupy, w trakcie których siostra kupiła dziewczynie nowe buty, spodnie oraz bluzę. W sobotę, 17 sierpnia 1991 roku Joanna umówiła się z koleżankami na dyskotekę. Umalowała się, ubrała i wyszła. Powiedziała siostrze, że wróci do domu około 23. Pani Liliana nigdy już jednak nie zobaczyła siostry żywej.

Asia spotkała się tego wieczoru ze swoją przyjaciółką Ewą oraz dwoma lub trzema kolegami. Udali się najpierw do jednej z miejscowych restauracji w żagańskim rynku, następnie wspólnie zdecydowali, że zamiast pójść do dyskoteki, urządzą sobie domówkę. Nim jednak dziewczęta dotarły na imprezę, Asia poprosiła przyjaciółkę, by poszła z nią do jej byłego chłopaka. Powiedziała Ewie, że ma mu do zakomunikowania coś ważnego. Podejrzewała, że jest w ciąży i chciała, aby Roman miał tego świadomość. Nie była u lekarza, nie miała żadnego potwierdzenia. Tylko i wyłącznie podejrzenia. Na tę wiadomość, Roman wściekł się.

Po spotkaniu Asia i Ewa udały się na prywatkę do domu przy Spokojnej. Mieszkał tam Tadeusz, kolega Ewy. Joanna prawdopodobnie nie znała go wcześniej. Poznała go dzięki przyjaciółce. Oprócz wymienionej trójki w imprezie miał uczestniczyć chłopak o imieniu Staszek.               Przez kilka następnych godzin młodzież wypiła spore ilości alkoholu. Pili wszyscy poza Asią. Najprawdopodobniej była przekonana o tym, że jest w ciąży i dlatego nie sięgnęła tej nocy po alkohol, choć współtowarzyszom zabawy powiedziała, że nie pije, ponieważ rodzice czekają w domu na jej powrót. Było to oczywistym kłamstwem, ponieważ rodzice przebywali wówczas w ośrodku wypoczynkowym w Niesulicach, a Joanna miała wrócić do domu siostry.

Według uczestników imprezy Asia miała wyjść z domu przy ulicy Spokojnej około godziny 22.20. Odprowadzał ją kolega o imieniu Stanisław.  Chłopak opowiedział później na przesłuchaniu, że przeszedł z Joanną ulicą Spokojną do Iłowiańskiej (obecnie Lotników Alianckich), po czym się rozstali i każde z nich poszło w swoją stronę. Oznaczałoby to, że Asia i Staszek przeszli razem około 500 metrów.

Tej nocy padał deszcz. Oboje stanęli na chwilę pod drzewem, by nie zmoknąć. Ulewa jednak nie ustępowała i według Staszka Asia miała wówczas powiedzieć, że przebiegnie resztę drogi sama, a koledze poleciła wrócić do towarzyszy zabawy. Stanisław twierdził, iż Joanna nie chciała czekać ani chwili dłużej, ponieważ spieszyła się na jakieś spotkanie.

Asia nie wróciła na noc do domu. Pani Liliana nie mogła spokojnie zasnąć, bojąc się o młodszą siostrę, którą rodzice pozostawili pod jej opieką. O 5 rano następnego dnia udała się wraz z mężem do domu Ewy, przyjaciółki Joanny, z którą Asia miała poprzedniego wieczoru pójść na dyskotekę. Dziewczyna potwierdziła, że rzeczywiście planowały wybrać się na dyskotekę, jednak w trakcie wieczoru zmieniły plany i wybrały się na kameralną domówkę. Ewa nie pamiętała zbyt wielu szczegółów z minionego wieczoru, ponieważ jak twierdziła, wypiła zbyt dużo alkoholu i szybko zasnęła.

 Czego szukał morderca?

Pani Liliana udała się z mężem do domu Tadeusza, gdzie poprzedniego wieczoru odbyła się prywatka. W pobliżu wskazanego domu na murku siedział jakiś chłopak. Siostra Joanny podeszła do niego i zapytała, czy zna Asię. Odpowiedział, że tak. Dodał, że poprzedniego wieczoru odprowadzał ją do domu. Na jego twarzy widoczne były świeże zadrapania. Gdy zapytano go, co mu się stało, rozpłakał się i powiedział, że przewrócił się na rowerze.

Siostra udała się na komisariat, by zgłosić zaginięcie Asi. Policjanci uznali jednak, że dziewczyna ma już prawie osiemnaście lat i prawdopodobnie nie wróciła do domu z własnej woli. Rodzina była jednak pewna, że Asia nigdy by nie uciekła.

Państwo Tomczakowie natychmiast wrócili z Niesulic, by pomóc w poszukiwaniach córki. Gdy weszli do mieszkania, ich oczom ukazał się przerażający widok. Mieszkanie wyglądało tak, jakby ktoś czegoś w nim szukał. Wszystkie ubrania, książki, dosłownie wszystko było rozrzucone na podłodze. Bardzo zdziwiło to rodziców Asi, ponieważ z zewnątrz nie było śladów włamania. Ktokolwiek był w środku, musiał posiadać klucze do mieszkania. A jedynym kompletem, którego im brakowało, był ten należący do Asi.

Kiedy Tomczakowie zaczęli porządkować mieszkanie, stwierdzili, że nie zginęło nic wartościowego. Zatem nie chodziło o kradzież. Czego więc mógłby ktoś szukać w ich mieszkaniu? Zakładano, że chodziło o jakiś przedmiot należący do Asi, tym bardziej, że ktokolwiek był w mieszkaniu, w swych poszukiwaniach skupił się właśnie na pokoju ich córki. Prawdopodobnie w jej pokoju znajdowało się coś, co mogłoby pomóc w zidentyfikowaniu porywacza.

Według rodziny Asi policja nie zabezpieczyła żadnych śladów, które mogłyby pomóc zidentyfikować sprawcę. Klamka drzwi wejściowych mieszkania owinięta była folią, przez którą nie zachowały się linie papilarne.

Dopiero po tym, jak Tomczakowie zgłosili włamanie do mieszkania, policja poważnie potraktowała zaginięcie ich córki. Obawiano się, że włamanie mogło mieć coś wspólnego z zaginięciem nastolatki. Policja zaczęła przesłuchiwać znajomych i przyjaciół Asi. Funkcjonariusze dowiedzieli się wówczas o tym, że Asia nie piła alkoholu, że spieszyła się do domu, wyszła z imprezy już po 22 i odprowadzał ją Staszek. Chłopak stał się pierwszym podejrzanym policji, jednak koledzy potwierdzili, że po odprowadzeniu Asi, po kilkunastu minutach wrócił na prywatkę.

Kolejnym podejrzanym był Romek, chłopak, z którym Asia rozstała się zaledwie 2 tygodnie wcześniej. Dziewczyna widziała się z nim wieczorem 17 sierpnia, co więcej Ewa, koleżanka Asi powiedziała, że Joanna obawiała się, że może być w ciąży z byłym chłopakiem. Podobno Romek dowiedział się o przypuszczeniu Asi na kilka godzin przed jej zaginięciem.

Ja jej nie zabiłem!

 W poniedziałek, 19 sierpnia 1991 roku, Stanisław pojechał do pracy. Przed weekendem pożyczył od swojego szefa samochód. Kiedy go zwracał po dwóch dniach, auto było uszkodzone i brudne. Szef podejrzewał, że Staszek jeździł tym pojazdem po lasach i polach, ponieważ inaczej nie dało się wytłumaczyć stanu, w jakim był samochód. Licznik był wyzerowany, dlatego nie wiadomo, ile kilometrów przejechał młody mężczyzna, a paliwo było zatankowane do pełna.

Gdy szef zobaczył, w jakim stanie jest samochód, pół żartem, pół serio zapytał Staszka, co zrobił Asi. Chłopak miał wówczas odpowiedzieć pytająco: – A pan myśli, że ja ją zabiłem?

Te słowa wydają się być zastanawiające, głównie z uwagi na to, że w tamtym czasie nikt nawet nie podejrzewał, że Asia mogła paść ofiarą zabójstwa.

Znajomi Asi twierdzili, że dziewczyna znała lokalne środowisko dilerów i narkomanów, choć podobno sama nie zażywała narkotyków. Przypuszczano, że być może zginęła w związku z działalnością jej znajomych dilerów.

W bezimiennym grobie 

 Joanny szukano bardzo długo. Rodziców dziewczyny kilkakrotnie wzywano do prosektorium, okazując im zwłoki dziewcząt, które mogły należeć do ich zaginionej córki. Każde okazanie było dla rodziców wielką traumą, dlatego kiedy po 13 miesiącach od zaginięcia Asi wezwano ich po raz kolejny, matka odmówiła udziału w okazaniu szczątków znalezionych 12 września 1992 roku w lesie w Mielnie koło Zielonej Góry, 60 kilometrów od Żagania. Uważała, że i tym razem to nie jej córka została znaleziona. Siostra Asi zdecydowała się natomiast zobaczyć zdjęcia ubioru znalezionej dziewczyny. Od razu rozpoznała ubranie. To ona kupiła je Asi w dniu zaginięcia.

Rodzice jednak nie stawili się w prosektorium, dlatego pomimo zapewnień siostry, że jest to Asia, dziewczyna spoczęła w bezimiennym grobie. Po kilku latach rodzina zaginionej uznała, że warto byłoby jednak upewnić się, czy dziewczyna znaleziona w leśnym grobie nie jest ich córką. Przeprowadzono badania DNA, które bezsprzecznie potwierdziły, że jest to Asia.

Asia była bardzo nieśmiała i skryta/fot archiwum rodzinne

Dziewczyna najprawdopodobniej została uduszona, ponieważ miała złamaną kość gnykową. Nie wykluczają jednak, że do takiego złamania mogło dojść już po śmierci dziewczyny, w trakcie przenoszenia zwłok. Nie stwierdzono również, czy Asia została zgwałcona lub czy była w ciąży. Te pytania do dziś pozostają bez odpowiedzi.

Przy szczątkach dziewczyny została znaleziona również saperka, którą prawdopodobnie zabójca wykopał dla niej grób. Nie znaleziono na niej śladów biologicznych, które pozwoliłyby wskazać zabójcę.

Ktoś coś słyszał, ktoś coś widział       

Gdy informacja o śmierci Joanny obiegła Żagań, policjanci zaczęli przesłuchiwać sąsiadów Tomczaków w poszukiwaniu świadków tamtego wieczoru. Pewna starsza pani informowała policję już wcześniej o tym, że w noc zaginięcia Joanny słyszała krzyk młodej dziewczyny błagającej o pomoc. Zgłoszenie to miało zostać jednak zignorowane z uwagi na Fakt, że pani miała 80 lat i być może coś jej się tylko wydawało.

Pewnego dnia, kiedy pani Liliana – siostra Asi oraz ich ojciec stali na przystanku autobusowym w Żaganiu, podszedł do nich znajomy. Twierdził, że tamtej nocy, gdy Asia zaginęła, widział, jak dwóch mężczyzn wynosiło dziewczynę z mieszkania. Siostra Asi zapytała sąsiada, dlaczego przez tyle lat nie zgłosił się na policję i nie przekazał tej informacji. Odpowiedział, że musiał wyjechać z Żagania, zakazano mu składania zeznań na temat tamtej nocy, bo inaczej „zrobią z nim porządek”. Nie powiedział jednak, kto mu groził.

Krótko po tym, jak ciało Joanny zidentyfikowano, do rodziców dziewczyny zadzwonił nieznajomy mężczyzna. Kiedy matka odebrała telefon, najpierw usłyszała głuchą ciszę, potem jednak  odezwał się męski głos, który powiedział: – Zginęła ci jedna córka, zginie ci i druga.

Telefon miał być wykonywany z budki telefonicznej spoza województwa lubuskiego. Osoba telefonująca nie została nigdy zidentyfikowana.

Warto w tym miejscu zastanowić się, dlaczego Asia poszła do mieszkania rodziców, a nie do siostry.  Dziewczyna powiedziała w trakcie imprezy, że nie pije, ponieważ czekają na nią rodzice. Gdy Staszek ją odprowadzał, być może poczuła jakieś zagrożenie i postanowiła kontynuować swój blef, że w mieszkaniu są rodzice. Może chłopak ją adorował, a ona nie była zainteresowana i chcąc się pozbyć natrętnego wielbiciela, po prostu poszła do mieszkania rodziców, mając nadzieję, że odpuści, wiedząc, że dorośli są w domu.

Ewa twierdzi, że zasnęła w trakcie imprezy i niczego nie pamięta. Tadeusz potwierdził, że Staszek wrócił po odprowadzeniu Asi już po kilkunastu minutach. Jednak był podobno kompletnie pijany. Może nie do końca zdawał sobie sprawę z upływającego czasu.

Tajemniczy list

 Po kilku latach od śmierci Joanny Tomczak, mama znalazła w jej pokoju list. Autor przypominał w nim Asi, że jest mu coś winna i musi spłacić dług. Mężczyzna podpisał się imieniem i nazwiskiem. Był to zawodowy żołnierz o imieniu Piotr, do którego policja bardzo szybko dotarła.

Przesłuchano go, wyparł się znajomości z dziewczyną. Przesłuchano również jego siostrę, która powiedziała policji, że wieczorem, kiedy zaginęła Asia, Piotr miał wrócić do domu roztrzęsiony i zdenerwowany. Według siostry zachowywał się inaczej niż zwykle. Podejrzewała, że musiało się stać coś bardzo złego, ponieważ jej brat nigdy nie zachowywał się w taki sposób.

To już druga osoba, która po zaginięciu, a właściwie po śmierci Joanny, wydaje się być roztrzęsiona i zachowuje się inaczej, niż na co dzień. Czy Stanisław i Piotr się znali? Takich informacji próżno szukać w przestrzeni publicznej, a snucie domysłów nie pomoże w doprowadzeniu do sprawcy. Niemniej jednak ta sprawa wcale nie musi skończyć się na domysłach.

W tym roku minie 30 lat od uprowadzenia i zamordowania Joanny Tomczak. Czas goni policjantów i wydaje się, że zabójca może w tym przypadku pozostać bezkarny. Śledczy mają jednak asa w rękach. Sprawca pozostawił na ubraniu dziewczyny swój ślad biologiczny. Jeśli tylko policjanci wpadną na trop podejrzanego, będą mogli porównać go z materiałem sprawcy i tym samym, zakończyć wieloletnie cierpienia rodziców.

Warto nadmienić, że z uwagi na pandemię wprowadzono tak zwane „spoczywanie terminu przedawnienia”. W praktyce oznacza to, że w czasie pandemii śledczy nie mogli wykonywać niektórych działań w terenie, a co za tym idzie, ich praca była w dużym stopniu ograniczona. Prawo pozwala w takim wypadku na odliczenie od czasu przedawnienia okresu, w którym prowadzenie działań nie było możliwe z uwagi na czynniki niezależne od funkcjonariuszy. Policja zyskała zatem dodatkowy rok na rozwiązanie tej sprawy. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że doczekamy chwili, kiedy zabójcy Asi zasiądą na ławie oskarżonych i otrzymają surowy wyrok.

Anna Strzelczyk

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*