BEZIMIENNA PRZEZ 23 LATA

Gdy w połowie stycznia 2021 roku Kamil Wójtowicz poprosił mnie o pomoc w odnalezieniu jego zaginionej przed 23 laty matki, nie sądziłem wówczas, że wydarzenia potoczą się tak błyskawicznie. W kilka dni po publikacji informacji o zaginionej kobiecie pojawiły się wiadomości, które naprowadziły nie tylko na ślad zaginionej, ale także być może na trop psychopatycznego gwałciciela i mordercy.

22-letnia Agnieszka Wójtowicz zaginęła w 1998 roku w Złotoryi.  O tym zaginięciu niewiele wiadomo. Nie wiemy nawet, w jakim dniu zaginęła kobieta. Prawdopodobnie  nie zostało ono zgłoszone policji. Gdyż jej rodzice obawiając się policyjnych procedur, nie zrobili tego.

Syn szuka matki

Agnieszka Wójtowicz zostawiła 2-letniego syna, którego wychowaniem zajmowali się właśnie dziadkowie. I to dopiero on po 23 latach zajął się poszukiwaniem matki.

– Czy może pan pomóc mi w poszukiwaniu mojej mamy? – zapytał mnie w połowie stycznia 2021 roku Kamil Wójtowicz.

Nie mogłem odmówić. Poprosiłem o przysłanie zdjęcia zaginionej kobiety oraz informacji na jej temat. I to okazało się problemem, gdyż syn wiedział o matce niewiele. Wiadomo było, że zaginiona kobieta miała ślad po cesarskim cięciu.. To już był jakiś trop.

24 stycznia na naszym portalu crime.com.pl został zamieszczony komunikat o poszukiwaniach Agnieszki Wójtowicz. Niebawem informacja ta została  też rozpowszechniona na wielu facebookowych grupach.

3 dni później pojawiła się informacja, że zaginiona kobieta może od lat spoczywać na cmentarzu jako NN. Trop prowadził w okolice Żywca, do zdarzenia z 15 maja 1999 roku. Wówczas w pobliżu  miejscowości Międzybrodzie Bialskie, na terenie gdzie znajdowały się domki letniskowe, znaleziono zwłoki ludzkie. Znajdowały się w betonowym zbiorniku szamba.

Na ciało trafiono przez przypadek, gdyż mężczyzna zainteresowany kupnem domku letniskowego zajrzał też do szamba. Tam dostrzegł nagie ciało kobiety. Właściciel posesji rzadko ją odwiedzał.

Wkrótce oględzin  zwłok dokonali funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Gilowicach, pod okiem prokuratora  z  Prokuratury Rejonowej w Żywcu. Zwłoki były w daleko posuniętym stanie rozkładu. Prawdopodobnie znajdowały się w szambie kilka miesięcy. Denatka miała na głowie worek foliowy. Nieopodal  szamba znaleziono  między innymi spodnie, sweter, zużytą prezerwatywę, bilet komunikacji miejskiej, a także włosy.

Zgwałcona i oskalpowana

Podczas badań w Zakładzie Medycyny Sądowej ówczesnej Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach stwierdzono, że zwłoki należały do kobiety w wieku około 30 lat. Jednak  rozkład ciała mógł poważnie utrudnić precyzyjną  ocenę wieku kobiety. Wiadomo, że miała długie włosy, koloru ciemnoblond, które ufarbowała na kasztanowy. Cechą charakterystyczną była blizna na brzuchu kobiety, która przebiegała od pępka aż do łona, co zapewne było efektem  cesarskiego cięcia. Ustalono brak zmian w strukturze zębów. Podczas sekcji zabezpieczono materiał do badań DNA.

Według biegłych kobieta została niemal oskalpowana, a przyczyną jej śmierci było prawdopodobnie uduszenie. Morderstwo  mogło mieć miejsce późną jesienią 1998 roku.

Problemem była identyfikacja, gdyż nie znaleziono dokumentów i nie zdołano  ustalić tożsamości kobiety. Przygotowano natomiast portret denatki, tak zwaną superprojekcję. Tym razem biegli z Akademii Medycznej w Poznaniu ocenili, że denatka mogła mieć 23-28 lat.

Portret zamordowanej kobiety opublikowano w mediach. Mimo to nie zdołano ustalić tożsamości zamordowanej kobiety, ani tym bardziej niemal zatrzymać sprawcy zbrodni. Jej rekonstrukcję przygotowano na potrzeby Telewizyjnego Biura Śledczego. Prowadzący ten program Bronisław Cieślak, skłaniał się ku tezie, że kobieta została przywieziona samochodem na miejsce ukrycia jej ciała. Jednak zastrzegł: – Nikt nie wie ani naprawdę jak było, ani nawet, gdzie to było. Naprawdę pewny jest efekt tej historii.

Do podobnej konkluzji doszła Prokuratora Rejonowa w Żywcu, która 2 listopada 1999 roku umorzyła śledztwo: „w sprawie dokonanego w nieokreślonym czasie zabójstwa nieznanej kobiety, której nagie zwłoki z ciasno zaciągniętym workiem plastikowym wokół głowy zostały znalezione w dniu 15 maja 1999 r. w Międzybrodziu Bialskim w szambie nowo wybudowanego domu letniskowego, tj. o czyn z art. 148 § 1 kk – wobec nieustalenia sprawców”.

W tej sytuacji kobietę pochowano jako NN.

-Wszystko wskazuje, że to jest moja mama. Moja babcia też tak uważa – mówił mi ze smutkiem  w głosie Kamil Wójtowicz. – Brałem pod uwagę, że mama może nie żyć. Ważne, że będę mógł ją godnie pochować. Najpierw jednak będą badania DNA. Śledczy już się ze mną kontaktowali. To wszystko wydarzyło się tak szybko.

Aby to jednak potwierdzić, będzie konieczna ekshumacja szczątków oraz badanie DNA.

W tej chwili wykonujemy w tej sprawie czynności, jaki będzie ich efekt, trudno to przesądzić. Rzeczywiście zgłosiła się do nas osoba, która twierdzi, że może być krewną kobiety pochowanej jako NN. Na razie to wszystko weryfikujemy i te ustalenia trwają – przekazała mi asp. szt. Mirosława Piątek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żywcu. Natomiast ja poinformowałem ją o moich ustaleniach w tej sprawie, o których piszę poniżej.

Bił kamieniem po głowie

 W styczniu 2021 roku otrzymałem informacje, które być może doprowadzą śledczych do sprawcy tej zbrodni. Wówczas zgłosiła się do mnie kobieta, która przed laty także została zaatakowana przez zboczeńca.

– Podejrzewam, że ten facet, który zabił tę kobietę. To jest ten sam, który mnie napadł, gdy byłam nastolatką, to jest ten sam rejon – tłumaczyła mi pani Katarzyna. – Był szczupły, jego oczy poznałabym wszędzie, były wyłupiaste. Wiem gdzie mieszka, ma żonę i dzieci.

– Jak doszło do tego zdarzenia? – staram się ustalić fakty.

– To było 23 lata temu, miałam wtedy 19 lat. Wyglądałam bardzo podobnie, jak ta dziewczyna na zdjęciu. Miałam długie, kręcone włosy. Tak jak ona. Tego dnia jechałam autobusem z Bielska Białej do Żarnowki Małej, on był w autobusie, obserwował mnie, czułam jego wzrok na sobie. A gdy wysiadłam, on też to zrobił. Ale poszedł w inną stronę. Gdy przeszłam zaporę i szłam w kierunku ośrodka „Merilany”, on wyskoczył z lasu, pięściami uderzył mnie w twarz. Pobił mnie, potem okładał mnie wielkim kamieniem po głowie. Krzyczałam okropnie, a on próbował rozpiąć mi spodnie i mnie zgwałcić. Gdy już zaczęłam tracić przytomność, nagle podjechał samochód i jakaś para uratowała mi życie. On uciekł do lasu.

– Spotkała go pani jeszcze?

– Tak. Pracowałam w Międzybrodziu jako ratownik i dojeżdżałam tam autobusem. Pewnego dnia wysiadłam z autobusu, a on obok takiego bufetu kładł płytki chodnikowe. Od razu go rozpoznałam i motorówką popłynęłam na policję do Międzybrodzia. Zgłosiłam, co mi zrobił i zgarnęli go.

– Został za to skazany?

– Była rozprawa, ja występowałam jako oskarżyciel posiłkowy. On zastał skazany zaledwie na pół roku pozbawienia wolności. O ile dobrze pamiętam, objęła go jakaś amnestia i chyba nawet tyle nie siedział – kończy pani Katarzyna. Gdy pytam, czy jest możliwe, aby ponownie złożyła w tej sprawie zeznania, odpowiada: – Tak, ale nie ukrywam, że boję się rozdrapywania ran po tylu latach.

 Oni ją mordują

 W kilka dni później zadzwoniła do mnie pani Magda z Międzybrodzia: – Mam informacje na temat sprawy, którą pan się zajmuje – zakomunikowała. – To wydarzyło się w Sylwestra, na przełomie 1988 i 1990 roku Wówczas do naszego domu przyszedł chłopak, to było około 23. On podjechał taksówką z Żywca. Powiedział, że szuka dziewczyny, która ma być gdzieś na przystani. Przystań była niedaleko naszego domu, jakieś pół kilometra. Pokazałam mu drogę do tego miejsca. On potem jeszcze wrócił. Był bardzo zdenerwowany, to było koło czwartej nad ranem. Nigdy tej sytuacji nie zapomnę, bo on płakał i mówił, że oni ją zamordują.

– Powiedział, kto i kogo morduje?

– Nie powiedział tego. Jedynie powtarzał: „Niech pani pomoże, oni ją mordują”. Ona rzekomo zadzwoniła do niego, prosząc o ratunek i on przyjechał, chyba z Żywca. Miał około 26 lat, a ja miałam wtedy 21 lat. Nasz dom, gdzie mieszkaliśmy z rodzicami, był o jakieś 200 metrów od posterunku policji.

– Poszedł tam?

– Nie wiem czemu, ale on nie chciał tam pójść. Wiem natomiast, że chodził od domu do domu i wypytywał. A potem wrócił do nas kolejny raz, już rano. Wtedy mój tata z nim rozmawiał. Potem ja wyjechałam za granicę, gdy wróciłam po czterech miesiącach, mama powiedziała mi, że znaleziono ciało dziewczyny w pobliżu tak zwanego osuwiska. Ja to wtedy powiązałam z tym chłopakiem, który odwiedzał nas w Sylwestra. W sprawie tego chłopaka policja prowadziła później jakieś śledztwo, przesłuchiwano mojego tatę i innych ludzi. Ja byłam w tym czasie za granicą. Potem śledztwo umorzono. Ale myślę, że te sprawy mogą mieć ze sobą związek.

W tym czasie w Międzybrodziu funkcjonowało mnóstwo ośrodków wypoczynkowych. Przyjeżdżał tam cały Śląsk. To miejsce upodobali sobie także gangsterzy, którzy przejęli kilka ośrodków. Według moich ustaleń w jednym z nich prowadzili dom publiczny. Był on nieopodal przystani, o którą w Sylwestra pytał zrozpaczony chłopak. Dokładnie po drugiej stronie jeziora znaleziono ciało młodej kobiety. Niewykluczone, że została tam przewieziona i wrzucona do szamba.

Wszystkie te wątki powinny być dokładnie sprawdzone przez śledczych.


Janusz Szostak

 Jeżeli wśród czytelników są osoby, które mają wiedzę w tej sprawie, proszę je o kontakt ([email protected]). Zapewniam pełną dyskrecję.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*