ZGOTOWALI PIEKŁO NIKOSIOWI

Paweł K. oskarżony o zabójstwo 3-letniego Nikodema z Włocławka nie chce stawiać się na rozprawach. Za pozbawienie życia ze szczególnym okrucieństwem dziecka swojej partnerki grozi mu dożywocie. Matka jest oskarżona o pomocnictwo.

– Oskarżony nie chce uczestniczyć w rozprawach, nie jest na nie doprowadzany – mówi sędzia Przemysław Wileniec, przewodniczący II Wydziału Karnego Sądu Okręgowego we Włocławku.

Zarówno 24-letni Paweł K., na którym ciąży zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, jak i licząca 28 lata Agnieszka S. – jego partnerka i matka zamordowanego dziecka, przebywają w areszcie. Sąd właśnie przedłużył im pobyt za kratami uznając, że podtrzymanie tymczasowego aresztowania dwojga oskarżonych jest konieczne i niezbędne dla zachowania toku trwającego procesu.

Przesłuchiwanie świadków w tej sprawie w większości już się zakończyło. Sąd, jak zapewnia sędzia Wileniec, wyznaczył jeszcze „kilka terminów”. Możliwe, że los obojga oskarżonych o doprowadzenie do śmierci trzylatka będzie znany jeszcze przed końcem wakacji. Grozi im kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

– Swoją opinię będzie przedstawiał jeszcze biegły z zakresu medycyny sądowej – mówi sędzia Wileniec.

Ślady kaźni na ciele

Ekspertyza z Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy może okazać się kluczowa dla dalszego toku procesu. Biegły ma rozwiać ewentualne wątpliwości na temat charakteru śladów, które zostały znalezione na ciele 3-letniej ofiary zabójstwa. Dziecko było miesiącami bite, znęcał się nad nim partner matki przy jej milczącej zgodzie.

Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Okręgowa we Włocławku skierowała do sądu w styczniu tego roku, a pierwsza rozprawa odbyła się na początku lutego. Na wniosek obrońców oskarżonych sąd wyłączył jawność procesu – nie tylko na poszczególne rozprawy, podczas których zeznawać mieli oskarżeni, ale na całość postępowania. Rzeczniczka sądu, sędzia Aneta Sudomir-Koc zaznaczała po tej decyzji, że nie wolno ujawnić przesłanek, które stały za takim postanowieniem, bo sam wniosek obrony był rozpatrywany niejawnie.

Ta sprawa wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Włocławka, ale i całej Polski. W sierpniu 2019 roku do mieszkania w bloku przy ulicy Chopina we Włocławku wezwano pogotowie. Lekarz stwierdził, że 3-letni Nikodem nie żyje. Malec miał na ciele liczne ślady uderzeń, zadrapania, a na szyi czerwonawą pręgę. Medyk od razu zawiadomił policję o swoich podejrzeniach – istniało duże prawdopodobieństwo, że chłopiec został uduszony.

Ostatecznie za bezpośrednią przyczynę zgonu chłopca uznano zakrztuszenie się wodą.

Krępował dziecko taśmą

Jeszcze tego samego dnia zatrzymano matkę Nikodema oraz jej partnera. 24-letniemu mężczyźnie postawiono zarzut zabójstwa dziecka. W toku prowadzonego śledztwa na jaw zaczęły wychodzić szokujące ustalenia dotyczące tego, w jaki sposób opiekunowie zajmowali się malcem. Z wniosków śledczych wyłania się obraz istnego piekła, jakiego musiał doświadczać malec.

Paweł K. miał – jak wynika z aktu oskarżenia – używać wobec dziecka „przemocy fizycznej, polegającej na uderzaniu go ręką i głową w różne części ciała oraz z wykorzystaniem deski kuchennej”. Ponadto z wywiadu, między innymi z matką Nikodema wynika, iż mężczyzna miał niejednokrotnie trzymać chłopca za nogi „głową w dół” i uderzać nim o „swoje ciało”. Jakby tego było mało – podkreśla włocławska prokuratura – mężczyzna po prostu bił chłopca, potrząsał nim, a także rzucał i uderzał 3-latkiem o meble. Szokujące było również ustalenie, iż maluch miał być krępowany za pomocą taśmy klejącej, kazano mu też stać z rękami podniesionymi do góry, był straszony.

Gdy chłopiec nie spełniał wymagań stawianych mu przez „opiekuna” (konkubenta Agnieszki S.), słyszał, że zostanie wyprowadzony na zewnątrz w psiej uprzęży. Na porządku dziennym w lokalu zajmowanym przez S. i K. były także „zwykłe” wyzwiska, zniewagi – czyli przemoc werbalna.

Utopił Nikosia w wannie

30 lipca Paweł K. stracił panowanie nad sobą i pobite do nieprzytomności dziecko włożył do wanny wypełnionej wodą. Chłopiec utopił się. Prokuratura nie dopatrzyła się w tym działaniu motywacji zezwalającej na postawienie zarzutu „nieumyślnego” pozbawienia życia. Prokurator był stanowczy – Paweł K. zrobił to z pełną świadomością, że chłopiec może umrzeć.

W innej sprawie, która równolegle trwa w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy, również o doprowadzenie do śmierci innego 3-letniego chłopca oskarżeni są matka i jej konkubent. W tym przypadku chodziło o spowodowanie zgonu dziecka w związku z podaniem mu zabójczej dawki leku uspokajającego.

Z ustaleń bydgoskiej prokuratury wynika, że podając chłopcu relanium partnerzy chcieli zapewnić sobie spokój, aby móc uprawiać seks. O tej sprawie pisaliśmy już w „Reporterze”. Sąd w trakcie prowadzonego postępowania zapowiedział, że – wbrew tezom zawartym w akcie oskarżenia – póki co, nie przedstawiono dowodu wskazującego na „umyślność” działania pary i chęć spowodowania śmierci dziecka. Sąd zapowiedział zatem możliwość zmiany kwalifikacji na „nieumyślne” spowodowanie śmierci chłopca. Czy podobnie będzie w procesie włocławskim?

– Póki co nie było ze strony sądu zapowiedzi zmiany kwalifikacji czynu – wyjaśnia sędzia Przemysław Wileniec. – Aczkolwiek nie można takiej ewentualności wykluczyć, zmiana kwalifikacji może nastąpić w dowolnym momencie trwającego procesu.

Mały Nikoś padł ofiarą bestialskiego zabójstwa, ale w jego domu od dawna działo się źle. Śledczy włocławskiej prokuratury w akcie oskarżenia wobec Pawła K. i Agnieszki S. zaznaczają, że gehenna chłopca trwała od 21 czerwca do momentu śmierci 30 lipca 2019 roku.

Pod opieką kuratora

Matka miała problemy finansowe, między innymi zalegała z pokaźnymi długami w opłatach czynszowych wobec spółdzielni mieszkaniowej. Z nowym partnerem mieszkała od niecałych dwóch miesięcy. Paweł K. miał – jak wynika z relacji sąsiadów – bić i terroryzować byłego partnera Agnieszki S. Biologiczny ojciec Nikodema i pierwszego dziecka (starszej córki) nie mógł widywać się z dziećmi. Sam jednak – jak zaznaczają świadkowie – miał nie być aniołem.

Już wcześniej policja wielokrotnie interweniowała w mieszkaniu Agnieszki S. Dochodziło tam do awantur i libacji alkoholowych. Rodzina znalazła się pod opieką instytucji pomocy społecznej. Niewiele to jednak dało, bo sąsiadów budziły krzyki przerażonych dzieci. Niemniej to właśnie, kiedy do mieszkania wprowadził się Paweł K. (nawet planowali się pobrać z Agnieszką jesienią 2019 roku) sprawę awantur skierowano do sądu rodzinnego. Ten z kolei – potwierdziwszy, iż w domu może dochodzić do sytuacji patologicznych zagrażających rozwojowi i zdrowiu dzieci – ograniczył Agnieszce S. prawo opieki nad małoletnimi. Rodzinę miał doglądać kurator ustanowiony przez sąd.

– Kurator dostawał sygnały, że w domu u Agnieszki się nie poprawia, że słychać niepokojące hałasy, kłótnie, odgłosy bicia, ale to nic nie dało – mówi jedna z sąsiadek z bloku przy ul. Chopina we Włocławku. – Państwo zaspało, a ofiarą po raz kolejny padło dziecko. Nie wiem, jak można było temu małemu wyrządzić taką krzywdę, bić, tłuc na oczach matki. A ona co? Nie mogła zareagować? Pewnie bała się tego sadysty…

Nie da się zrozumieć

Paweł K. pochodzi z Leszna, jest tam znany pod pseudonimem „Mamed”. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem może spędzić resztę życia w więzieniu. Agnieszce S. zgodnie z kodeksem karny grozi tak samo wysoka kara.

Kobieta na dzień przed skatowaniem dziecka zamieściła na Facebooku wpis o treści: „Mnie się nie da zrozumieć. Mnie trzeba zaakceptować taką, jaka jestem”. Wcześniej udostępniła nie swój wpis: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą”. Jeden ze znajomych skomentował pierwszy z wpisów słowami „W piekle będziesz się smażyła razem ze swoim gachem. Ogień cię pochłonie”.

Na profilu zamieściła zdjęcia z dziećmi – uśmiechała się, a na pierwszym planie widać malutkiego jeszcze Nikodema. Na innej fotografii z kolei widać dzieci bawiące się w parku, a najmłodszy z chłopców beztrosko dokazuje ze smoczkiem od butelki trzymanym w zębach.

Po tragicznej śmierci Nikosia mieszkańcy Włocławka przeszli ulicami miasta w akcie protestu przeciw przemocy. Uczestnicy podkreślali, że to już kolejny przypadek znęcania się nad dzieckiem. Cztery lata wcześniej skatowano 2-letniego Marcela. Chłopiec miał rozległe obrażenia i trafił do szpitala w stanie krytycznym. Jego opiekun twierdził, że dziecko spadło z wersalki. Chłopiec zmarł.

Na pogrzebie Nikodema było ponad sto osób. W większości byli nimi zupełnie obcy ludzie, poruszeni do głębi losem zamordowanego dziecka.

Maciej Czerniak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*