Dziś prawdziwych gangsterów już nie ma

Ta wojna miała miejsce w latach 90. ubiegłego wieku i na początku XXI wieku. Celem były wielkie gangi: Pruszków, Wołomin.  Zniknęły z przestępczej mapy Polski. Pozostały jedynie płotki. Na ich tle wyróżniał się „Mokotów”. Tak nazywała się jedna z najbardziej brutalnych grup przestępczych w kraju. „Ostatni z Wielkich”, tak mówiło się o jej szefie, „Korku”.

 

Wcześniej  imperium „Korka” kryło się w cieniu gangów, o których pisała prasa w całej Polsce. Pruszków i Wołomin – te dwa podwarszawskie miasteczka w latach 90. ubiegłego wieku kojarzone były z przestępczością zorganizowaną.

Wtedy o „mokotowskich” – poza tropiącymi ich policjantami – nikt nic nie wiedział. A była to grupa nietuzinkowa. Doskonale zorganizowana i zarządzana. Z wyspecjalizowanymi „departamentami”. Był „wydział samochodowy” i specjaliści od wymuszeń i napadów. Wielcy, barczyści i bezwzględni „negocjatorzy“, potrafili sprawić, że świadkowie tracili pamięć tuż przed rozprawą, albo w jej trakcie.

W policyjnych statystykach istnieje rubryka „zaginieni”. Dotyczy ludzi, którzy wyszli z domów i nigdy już do nich nie wrócili. Spora ich część swego czasu „zaginęła” za sprawą „mokotowskich“.

Zmowa milczenia

Gdy rozbite zostały zarządy największych gangów, z cienia wyszedł „Korek” i szybko podporządkował sobie imperia po starych ekipach. O „Mokotowie” zaczęło być głośno. Ale to był początek końca wielkich grup przestępczych w kształcie znanym z krwawych i dzikich lat dziewięćdziesiątych.

2005 rok to koniec złotej ery mafii w Polsce, „Korek” został zatrzymany w brawurowej akcji CBŚ. W 2008 roku stanął przed sądem z zarzutami kierowania związkiem zbrojnym, handlem narkotykami na międzynarodową skalę, zlecenia porwań dla okupu i wielu innych. Dziś odsiaduje kilkunastoletni wyrok.

Spotykam się z policjantem, który w latach 90. ubiegłego wieku pracował w Wydziale Kryminalnym w Komendzie Rejonowej na warszawskim Mokotowie. Dziś zajmuje się zupełnie czym innym. Nie chce za wiele o sobie mówić.

W gangach obowiązywała zasada milczenia – niczym sycylijska omerta – jej złamanie równało się wyrokowi śmierci. A jednak niektórzy mafijni bossowie poszli, mówiąc oględnie, na daleko idącą współpracę z organami ścigania.

Ale i  policjanci milczą. Nie chcą, aby uwieczniać ich na fotografiach, niechętnie dzielą się wspomnieniami. Tak, jakby i w ich środowisku również obowiązywała zmowa milczenia. Zrozumiałe jest to w przypadku czynnych zawodowo funkcjonariuszy, którzy nie chcą pokazywać swoich twarzy, ale równie silna niechęć do uzewnętrzniania się panuje wśród ludzi, którzy odeszli już z czynnej służby. Przeciętny „Kowalski” więcej wie o akcjach specjalnych, przeprowadzonych przez amerykańską FBI, niż tych prowadzonych w Polsce.

– Od kiedy wiedzieliście o przestępczej działalności “Korka”? – pytam mojego rozmówcę.

– Od zawsze – pada zwięzła odpowiedź.

– To nie mogliście od razu zrobić z nim porządku?

– Wiedzieć a udowodnić, to są dwie różne rzeczy.

– A dlaczego nie mogliście mu nic udowodnić? – drążę.

– Nie mieliśmy stosownych narzędzi – odpowiada niechętnie były policjant. Według niego zwalczanie przestępczości, szczególnie tej zorganizowanej, to „dobieranie się do głowy” – jak to określił. Trzeba gromadzić i zbierać wszelkie informacje dotyczące poszczególnych członków grupy. Z kim się kontaktują. Gdzie mają swoje miejsca spotkań. Kto kogo lubi, a kto ma do kogoś jakieś żale. Gdzie mieszkają, kim są ich żony, kochanki lub kochankowie, czy hodują rybki, czy też wolą zbierać znaczki. Kto się z kim pokłócił. Wszystko może mieć swoje znaczenie. Dzięki tej wiedzy można odpowiednio kierować rozmową, gdy zatrzyma się delikwenta. I bezwzględnie zatrzymywać i rozliczać „drobiazg” gangsterski. Pozyskiwać informatorów w grupie. To gliniarskie abecadło. Ale bez specjalistycznych narzędzi nie pójdzie się wyżej.

– Udowodnisz winę żołnierzowi. Temu, co bezpośrednio dokonał napadu, handlował prochami na ulicy, zastraszał lub porwał kogoś dla okupu. Ale zleceniodawca jest poza twoim zasięgiem. On nie chodzi bezpośrednio „na robotę”, więc nie można zatrzymać go na gorącym uczynku – tłumaczy mi gliniarz.

Policjanci z komend rejonowych posiadali olbrzymią wiedzę na temat gangów operujących na podległym terenie. Znali ksywki, wiedzieli kto, gdzie i z kim. Nie mieli jednak możliwości stosowania obserwacji, podsłuchów ani tym bardziej zakupów kontrolowanych, gdy podstawiony policjant kupuje od bandytów broń albo narkotyki i w ten sposób zdobywa bezpośrednie dowody.

– To tak, jak z kopaniem rowów. Wykopiesz go, jeśli dostaniesz do ręki łopatę. Albo koparkę. Gołymi rękami wygrzebiesz co najwyżej dołek – obrazuje były policjant.

– A jednak udało się rozbić najgroźniejsze grupy?

– Tak, ale dokonała tego specjalna jednostka mająca o wiele większe możliwości, niż rejonówka.

 Gangsterzy to nie debile

Rozmawiam z Andrzejem, który pracował w jednym z wydziałów CBŚ. Trafił do niego bezpośrednio z komendy rejonowej, zna doskonale możliwości  „zwykłych” policjantów, jak i tych z elitarnej jednostki.

– Na rejonie masz „bieżączkę”, gasisz pożary. Tu napad, tam strzelanina a obok zwykłe mordobicie. Nie masz możliwości skupienia się na wybranym problemie. Musisz zająć się rozbojem na panu Arkadiuszu, który zalany w pesteczkę wracał późną nocą przez środek ciemnego parku. I tam został napadnięty. Stracił kurtkę i portfel i jeszcze sprawcy podbili mu limo na fioletowo. Ilu ich było? Nie pamięta. Rysopis? Nie jest w stanie powiedzieć. Świadków brak. Kogo więc szukać i gdzie? A sprawa jest i zapaskudza statystykę. W CBŚ takie rzeczy odpadały. Mogłeś skupić się na wybranym temacie.

– Czyli co, podsłuch, obserwacja i potem akcja zakończona sukcesem?

– Aż tak dobrze nie ma. Bo po pierwsze, komu założyć podsłuch? Na który telefon? Goście, co prowadzili ciemne interesy, nie byli debilami. Po pierwsze, taki człowiek miał kilka telefonów i ileś tam kart SIM do nich, których używał wymiennie. Do niektórych osób dzwonił z tego numeru a do niektórych z zupełnie innego. Musiałeś wiedzieć, który numer jest tym właściwym. Poza tym nigdy nie mówili otwartym tekstem. Jeśli umawiali się na spotkanie, to „tam, gdzie wiesz”. Jak nie wiesz, gdzie jest ich „tam gdzie wiesz”, to mogłeś sobie słuchać tych rozmów długo i namiętnie – uśmiecha się Andrzej.

– W rozmowach padały ksywki gości, o których nie miałeś bladego pojęcia, zakamuflowanych zwrotów. Sam podsłuch to za mało. Wcześniej musiałeś zebrać informacje. W rejonówce one praktycznie same do ciebie spływały. Znajomość ksywek lokalnych przestępców, to „oczywista oczywistość” a tutaj musiałeś już się nagłowić, aby wiedzieć, kto jest kim – opowiada dalej policjant.

Praca w policji to hobby

Kolejny rozmówca, Gabryś wciąż pracuje w mokotowskiej rejonówce. Zaczynał na początku lat 90. Prowadził wiele spraw, głównie tych dotyczących zabójstw i napadów. Tak, jak pozostali, nie chce za dużo o sobie opowiadać.

– Zetknąłeś się z „mokotowskimi“? – powściągliwy uśmiech jest odpowiedzią na moje pytanie. Gabryś przez ponad dwadzieścia lat służby nie zmieniał miejsca jej pełnienia. Od początku pracował w mokotowskiej komendzie.

– Oni zawsze byli w naszym zainteresowaniu. Każdy z nas znał ich lepiej, niż własną kieszeń. Kto, gdzie i z kim. Był moment, na początku dwutysięcznych lat, że z kolegą zajęliśmy się mocniej grupą „Korka”. Raz za razem zatrzymywaliśmy jego ludzi. Uderzaliśmy w jego biznes. Odzyskiwaliśmy broń, narkotyki, likwidowaliśmy dziuple samochodowe.

– Ktoś się zainteresował tymi sprawami, wiedzą, jaką zgromadziliście?

– Tak, sam „Korek” – Gabryś zamilkł na moment, dając mi czas na przetrawienie tych słów. Pytam, czym się przejawiało zainteresowanie „Korka”. Otrzymałem lakoniczną odpowiedź, że do Gabrysia dotarły takie sygnały.

Od twoich informatorów? – pytam.

– Też. To były groźby – usiłuję dociec, na czym konkretnie polegały te groźby, ale Gabryś poprzestaje na stwierdzeniu, że docierały do niego słuchy, że „Korek” się nim interesuje, wypytuje. I, że odebrał te pytania, jako zawoalowaną groźbę. Czy coś z tym zrobił? Nic, bo co niby miał zrobić. Funkcjonował normalnie, tak jak przedtem, sprawę kontynuował. Nie chciał dokładnie opowiedzieć, jak się ta sprawa skończyła. Dowiedziałem się, że udało się odzyskać kilka jednostek broni, zatrzymano sprawców kilku poważnych napadów.

– Bez podsłuchów, obserwacji, wsparcia jednostek nadrzędnych? – pytam.

– Bez, pracowaliśmy na własnych źródłach. Przyjechali kiedyś goście z Komendy Głównej powołani do specjalnej grupy, mającej na celu rozbicie grupy „Korka”. Myślałem, że z taką „spec grupą “ omówimy wspólnie jakąś taktykę działań. A oni zagłębili się w akta i notowali. Głównie ksywki. Nie wiedzieli nawet, kogo rozpracowują – wspomina Gabryś.

– Ale udało się w końcu porozbijać wszystkie najgroźniejsze gangi. Myślisz, że gdyby dać takie uprawnienia, jakie otrzymał CBŚ, to policjanci z komend rejonowych daliby radę zlikwidować samodzielnie przestępczość zorganizowaną?

– Na pewno o wiele mocniej ją ograniczyli, a w efekcie udałoby się ją zdławić wcześniej. Jestem tego pewien – twierdzi Gabryś.

A jak jest dziś? Nie ma już wielkich gangów, ale to nie znaczy, że nastała era wielkiej szczęśliwości. Dziś największym wyzwaniem są przestępstwa gospodarcze. Aby je zwalczać, potrzebne jest praktyczna wiedza.

– Nie ma szkoleń dotyczących zagadnień związanych z działalnością gospodarczą, nie ma sprzętu, na którym można pracować. Dziś podstawowym źródłem informacji jest Internet. W całym wydziale są dwa miejsca, w których można zalogować się do sieci – opowiada mój rozmówca.

– To, jak sobie radzicie?

– Policjanci przynoszą prywatne komputery i wykupują sami sobie karty, dzięki którym mogą korzystać z sieci. Praca w policji to wciąż hobby – uśmiecha się Gabryś.

Piotr Pochuro Matysiak

Autor służył m.in. w wydziale kryminalnym jednej z komend rejonowych policji w Warszawie. Do jego zadań należało zajmowanie się sprawami dotyczącymi zabójstw, wymuszeń „haraczy”, napadów. Od 2000 – 2005 r. służył w strukturach Komendy Głównej Policji, jako funkcjonariusz operacyjny Centralnego Biura Śledczego, w Wydziale do Walki ze Zorganizowaną Przestępczością Narkotykową.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*